seks

 

Jakiś czas temu po raz kolejny przeczytałam opowiadania o wiedźminie. Teraz zaś obejrzałam netflixowy serial o wiedźminie i to, co mnie uderzyło, to ta nowa, wiedźmińska, wizja seksu… 😛

I nie chodzi o to, że „musi być jak w książce”, bo przecież nikt nie przekaże tych niuansów, które pewnie pamiętają tylko psychofani („Renfri? Co? To batyst?”1, „Jęknęła. Musi strasznie cierpieć”2, „A potem, na bogów, zrobili to, ona i on. I wszystko było dobrze.”3), ale po prostu zastanowiła mnie ta „dekoracja” czy „scenografia” jak z Greya… czy jak to nazwać.

 

 

Pierwszy seks, jaki zobaczyłam w serialu, to scena z Yennefer i Istreaddem. Wcześniej wydawali się zakochani, zafascynowani sobą, było pomiędzy nimi przyciąganie. W końcu pocałowali się, a potem kochali. I to mi jakoś do wiedźmińskiego klimatu pasowało, nawet ta jaskinia pełna ludzi, którzy na nich patrzyli. Ot, taka iluzja czarodziejów, którzy lubią, żeby ktoś na nich patrzył. Przecież i Stregobor miał w swojej wieży „iluzję, którą można wychędożyć”. Netflix co prawda pomnożył jego iluzję i dał mu cały harem, co ostatecznie nawet pasuje do Stregobora. Ale scena, w której pierwszy raz spotykają się serialowi Geralt i Yennefer po prostu mnie osłupiła. Po pierwsze Yennefer miała na twarzy maskę. Mniej więcej taką, jak Ana Steele na plakatach reklamujących kolejną z opowieści o Greyu, taką, która za 30 złotych można kupić na allegro. Ubawiłam się, gdy to zobaczyłam. Czyżby ktoś zapłacił netlixowi za takie mody i skojarzenia? Po drugie, w komnacie, do której wszedł Geralt, trwała orgia przeniesiona jakby z filmu Kubricka „Oczy szeroko zamknięte”. Towarzystwo gołe, również w maskach i we wszystkich pozycjach. A pośród tego wszystkiego, jak kapłanka w świątyni miłości, siedzi Yennefer w tej masce i sukni a’la klimaty BDSM. I co? I nic. Nie wygląda na taką, co dopiero uładziła włosy po stosunku, ani na taką, która czeka na kochanka ze sokiem jabłkowym; według mnie wygląda, jakby wpadła tam przez przypadkowo rzucony portal… Patrzę na drętwą rozmowę między nią (ciągle w tej masce) i wiedźminem. Mimo że wokół wciąż wiją się pary, a Jaskier wygląda na szczerze podekscytowanego, według mnie między Geraltem a Yennefer nic nie drgnęło. Tym bardziej nie rozumiem, czemu po kilku scenach i kilku minutach zlądowali w łóżku. W tym momencie przypomniałam sobie stary polski i dość nędzny serial, w którym to jednak – bez sceny orgii za plecami – dało się wyczuć zmysłowość między wiedźminem a czarodziejką, ba, nie tylko zmysłowość, ale i miłość. A sceny miłosne, mimo że ułamkowe i „dozwolone od lat 12”, miały w sobie nutę piękna i poezji, którą Sapkowski mistrzowsko potrafi nasycić swoje opowiadania. I znów szczęka mi opadła, gdy Yenna rzuciła się na Geralta – bez żadnego powodu – gdy ten tylko pojawił się w zasięgu wzroku. Szczerze to bardziej przypominało mi film porno, w którym kobieta podciąga spódnicę, gdy obok tylko pojawi się hydraulik. Może czegoś nie rozumiem, może jestem mało domyślna, ale między aktorami z serialu netlixa nie wyczułam nic, co mogłoby ich zaprowadzić w swoje objęcia. A ponoć Yennefer to największa miłość wiedźmina. Cóż, między nią a Istreddem iskry skakały, gdy tylko patrzyli sobie w oczy. Być może scenarzyści mają inny zamysł. Tak czy siak, nie dziwię się już, gdy czytam, że ktoś mówi o wersji netflixowej, że to porno-wiedźmin. Niestety. Też zobaczyłam tu więcej z tandetnej erotyki i pseudo-Greya niż po prostu ładnego seksu w wersji fantasy.

Przypadek? Nie sądzę. 😛

A szkoda. Bo sceny erotyczne u Sapkowskiego są naprawdę wyjątkowe. On, jako jeden z niewielu znanych mi popularnych pisarzy, potrafi oddać nie tylko piękno, ale i świętość seksu. Kto nie czytał mistrza, niech sięgnie np. po „Maladie”. Zresztą i pierwsze miłosne spotkanie z Yennefer ma w sobie dużo dramatyzmu, uczuć i poezji, nic z netflixowego seksu. Ja wiem, że pokazać piękno seksu na ekranie telewizora to wyzwanie. Bardzo trudno to zrobić. Jednak czy w świecie po Greyu komuś jeszcze chce się grać niuansami? Mam wrażenie, że w rzeczywistości, w której niewyszukany seks konsumuje się na terabajty w serwisach porno, coraz mniej pięknych scen zobaczmy w filmach czy serialach. Platformie netflix „Wiedźmin” musi się opłacać. Platforma może więc robić „lokowanie produktu”, może też schlebiać niewyszukanym gustom (młodzieży?), która może niewiele widziała scen prawdziwie erotycznych, a za to już wchłonęła najbardziej mechaniczną i pustą wizję seksu z książek takich jak „50 twarzy Greya” oraz serwisów z filmami dla dorosłych. Czy to dlatego scenarzyści tak urozmaicili opowiadanie Sapkowskiego? Ja właśnie takie mam podejrzenia. Nawet tam, gdzie mogłyby być zmysłowość, czułość i troska, netflix serwuje nam szybki seks bez emocji.

Boli mnie, że świat idzie właśnie w tę stronę spłycania, tego, co nie musi być płytkie, irytuje to, że opowieść o wiedźminie trzeba sprzedać zdjęciem cycatej panny w „greyowej” masce. A sceny seksu wyskakują jak filip z konopi. Nie, nie jestem przeciwko seksowi. Jestem przeciwko monetyzacji seksu, spłycaniu i używaniu seksu. Może dlatego, że jestem pod wrażeniem tego, jak Sapkowski pisze o seksie. Zestawienie tego z maską Any Steele jest dla mnie zgrzytem. Jest ukłonem w stronę gadżetów i tandety, pozorów, które udają głębię i „estetyki” „wyrobionej” w serwisach takich jak youporn i pornhub. Stojąc po stronie seksu, chciałabym, żeby ci, którzy mogą zobaczyć w netflixowym „Wiedźminie” kunsztowne sceny walki czy piękne krajobrazy, mogli zobaczyć też sceny erotyczne pełne magii i głębi. Wierzę, że da się takie nakręcić. Ale nie bardzo wierzę, że świat, który z taką łatwością odcina kupony od byle jakiego seksu, który i tak się sprzeda, będzie szukał środków wyrazu, aby pokazać coś więcej niż tylko orgię w tle.

Tym, którzy „wiedźmiński seks” znają tylko z netflixa, cytuję fragment opowiadania „Ostatniego życzenie”:

 

XVI

Geralt rozejrzał się. Z dziury w dachu wolno kapały krople wody. Dookoła piętrzyło się gruzowisko i sterty drewna. Dziwnym trafem miejsce, gdzie leżeli, było zupełnie czyste. Nie spadła na nich nawet jedna deska, jedna cegła. Było tak, jak gdyby chroniła ich niewidzialna tarcza. Yennefer, zarumieniona lekko, uklękła obok, wspierając dłonie o kolana.

– Wiedźminie – odchrząknęła. – Żyjesz?

– Żyję – Geralt otarł twarz z kurzu i pyłu, syknął. Yennefer wolnym ruchem dotknęła jego nadgarstka, delikatnie przesunęła palcami po dłoni.
– Poparzyłam cię…
– Drobiazg. Kilka bąbli…
– Przepraszam. Wiesz, dżinn uciekł. Definitywnie.
– Żałujesz?
– Nie bardzo.
– To dobrze. Pomóż mi wstać, proszę.
– Zaczekaj – szepnęła. – To twoje życzenie… Usłyszałam, czego sobie życzyłeś. Osłupiałam, po prostu osłupiałam. Wszystkiego mogłam się spodziewać, ale żeby… Co cię do tego skłoniło, Geralt? Dlaczego… Dlaczego ja?
– Nie wiesz?


Pochyliła się nad nim, dotknęła go, poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle, że nigdy nie zapomni tego zapachu, tego miękkiego dotyku, wiedział, że nigdy już nie będzie mógł porównać ich z innym zapachem i innym dotykiem. Yennefer pocałowała go, a on zrozumiał, że nigdy już nie będzie pragnął innych ust niż te jej, mięciutkie i wilgotne, słodkie od pomadki. Wiedział nagle, że od tej chwili istnieć będzie tylko ona, jej szyja, ramiona i piersi wyzwolone spod czarnej sukni, jej delikatna, chłodna skóra, nieporównywalna z żadną, której dotykał. Patrzył z bliska w jej fiołkowe oczy, najpiękniejsze oczy całego świata, oczy, które, jak się obawiał, staną się dla niego… Wszystkim. Wiedział to.


– Twoje życzenie – szepnęła z ustami tuż przy jego uchu. – Nie wiem, czy takie życzenie w ogóle może się spełnić. Nie wiem, czy istnieje w Naturze Moc zdolna spełnić takie życzenie. Ale jeżeli tak, to skazałeś się. Skazałeś się na mnie.


Przerwał jej pocałunkiem, uściskiem, dotknięciem, pieszczotą, pieszczotami, a potem już wszystkim, całym sobą, każdą myślą, jedyną myślą, wszystkim, wszystkim, wszystkim. Przerwali ciszę westchnieniami i szelestem porozrzucanej na podłodze odzieży, przerwali ciszę bardzo łagodnie i byli leniwi, byli dokładni, byli troskliwi i czuli, a chociaż obydwoje nie bardzo wiedzieli, co to troskliwość i czułość, udało im się, bo bardzo chcieli. I w ogóle im się nie spieszyło, a cały świat przestał nagle istnieć, przestał istnieć na maleńką, krótką chwilę, a im wydawało się, że była to cała wieczność, bo to rzeczywiście była cała wieczność. A potem świat znowu zaczął istnieć, ale istniał zupełnie inaczej.
– Geralt?
– Mhm?
– I co dalej?
– Nie wiem.
– Ja też nie. Bo widzisz, ja… Nie jestem pewna, czy warto się było na mnie skazywać. Ja nie umiem… Zaczekaj, co robisz… Chciałam ci powiedzieć…
– Yennefer… Yen.
– Yen – powtórzyła, ulegając mu zupełnie.
– Nikt nigdy mnie tak nie nazywał. Powiedz to jeszcze raz, proszę.
– Yen.
– Geralt.

XVII

Deszcz przestał padać. Nad Rinde zjawiła się tęcza, przecięła niebo urwanym, kolorowym łukiem. Zdawało się, że wyrasta wprost ze zrujnowanego dachu oberży.
– Na wszystkich bogów – mruknął Jaskier. – Jaka cisza… Nie żyją, mówię wam. Albo pozabijali się nawzajem, albo mój dżinn ich wykończył.
– Trzeba by zobaczyć – powiedział Vratimir, wycierając czoło zmiętą czapką. – Mogą być ranni. Może wezwać medyka?
– Prędzej grabarza – stwierdził Krepp. – Ja tę czarownicę znam, a wiedźminowi też diabeł z oczu patrzył. Nie ma co, trzeba zacząć kopać dwa doły na żalniku. Tę Yennefer radziłbym przed pochówkiem przebić osinowym kołkiem.
– Jaka cisza – powtórzył Jaskier. – Przed chwilą aż krokwie latały, a teraz jakby makiem zasiał. Zbliżyli się do ruin oberży, bardzo czujnie i powoli. – Niech stolarz robi trumny – rzekł Krepp. – Powiedzcie stolarzowi…
– Cicho – przerwał Errdil. – Coś słyszałem. Co to było, Chireadan?
Elf odgarnął włosy ze szpiczaste zakończonego ucha, przechylił głowę.
– Nie jestem pewien… Podejdźmy bliżej.
– Yennefer żyje – rzekł nagle Jaskier, wysilając swój muzyczny słuch. – Słyszałem, jak jęknęła. O, jęknęła znowu!
– Aha – potwierdził Errdil. – Ja też słyszałem. Jęknęła. Musi strasznie cierpieć, mówię wam. Chireadan, dokąd? Uważaj!
Elf cofnął się od rozwalonego okna, przez które ostrożnie zajrzał.
– Chodźmy stąd – powiedział krótko. – Nie przeszkadzajmy im.
– To oni żyją obydwoje? Chireadan? Co oni tam robią?
– Chodźmy stąd – powtórzył elf. – Zostawmy ich tam samych na jakiś czas. Niech tam zostaną, ona, on i jego ostatnie życzenie. Poczekajmy w jakiejś karczmie, nie minie wiele czasu, a dołączą do nas. Oboje.
– Co oni tam robią? – zaciekawił się Jaskier. – Powiedz-że, do cholery!
Elf uśmiechnął się. Bardzo, bardzo smutno.
– Nie lubię wielkich słów – powiedział. – A nie używając wielkich słów nie da się tego nazwać.4

1A. Sapkowski, Ostatnie życzenie, Warszawa 2014, s. 126.

2A. Sapkowski, Ostatnie życzenie, Warszawa 2014, s. 318.

3A. Sapkowski, Miecz przeznaczenia, Warszawa 2014, s. 262

4A. Sapkowski, Ostatnie życzenie, Warszawa 2014, s. 315-319.

1 Komentarz  Like

 

 

Jest wigilia. Dziś rano fb pokazał mi wspomnienie sprzed kilku lat, kiedy to, świętując Święto Słońca na Gran Canarii, na życzenie pewnego Brytyjczyka w pożyczonym garnku gotowałam barszcz, nieplanowaną „wieczerzę wigilijną” spożywałam z przyjacielem i parą polskich gejów, którzy mieszkali za płotem, a znów na „pasterkę” z poszłam do sex klubu. Tym razem jestem we Wrocławiu, w domu. Nie robię niczego szczególnego, ot – jakaś umowa do zeskanowania, gotowanie, sprzątanie, wieczorem rodzinna kolacja. Ale zanim do niej usiądę, po prostu muszę Ci pokazać piosenkę, na którą zupełnie nieprzypadkowo trafiłam w internecie. Została udostępniona w grupie Karol Akabal – Eros. Kobiecy krąg. Jest to stara „Bo we mnie jest seks”, którą śpiewała Kalina Jędrusik, ale słowa napisał mężczyzna – Jeremi Przybora.

W tej starej wersji piosenka była zabawna, była też wyzwaniem dla każdej aktorki, którą ją śpiewała, bo tekst był wielkim językołamaczem (być może niektórzy, śpiewając ją w wolnych chwilach, ćwiczyli giętkość języka do seksu oralnego). Była też idealnym przykładem rozdzielenia miłości i seksu, duchowości i seksu tak typowym w mieszczańskiej rzeczywistości. „Bo we mnie jest seks, co pali i niszczy. Dziesiątki już serc wypalił do zgliszczy” albo „Lecz we mnie ten seks, jak chwast ją zagłusza. Nikt nie wie, że jest pod seksem i dusza” przedstawia naprawdę nieciekawą relację między człowiekiem a „żądzą” czy też seksem a miłością. Tak, wiem, że to tylko piosenka. A jednak gdy człowiek żyje otoczony takimi piosenkami, może uwierzyć, że jedno i drugie – dusza i seks – wykluczają się wzajemnie, jak to od stuleci wmawia np. kościół katolicki. I potem ludzie nie domyślają się nawet, że akt seksualny może być czymś więcej niż rozładowaniem, zezwierzęceniem, czy wesołym ruchankiem. Że może być także głębokim duchowym przeżyciem, będąc jednocześnie gorącym seksem!

Z tym nowym tekstem to dla mnie piosenka nowego świata, nowej rzeczywistości. „Bo we mnie jest seks, co złe lody kruszy, dziesiątki już serc do głębi poruszył…” Gdy ją pierwszy raz usłyszałam, nie mogłam zapomnieć, musiałam usłyszeć i zaśpiewać jeszcze raz. I jeszcze raz. O dobrym seksie, a raczej seksualności, która może być Twoim światełkiem w tunelu, promyczkiem, który wyciąga Cię z ciemności i depresji, morską latarnią, dzięki której nie rozbijesz się na skałach i nie zagubisz na huczącym oceanie!

 

Dzięki seksualność możesz włączyć wewnętrzne zasilanie i dzięki niej możesz usłyszeć głos swojej duszy. Albo jeśli nie wierzysz w duszę – po prostu swój wewnętrzny głos. To coś, co chce przez Ciebie przemówić, ale jest tłamszone – Twoja indywidualność, Twoje pragnienia, Twoje potrzeby – które często są tak samo miażdżone, jak Twoja seksualność.

Seksualność i seks mają zaiste bardzo złą reklamę. Mają się kojarzyć z brudem i występkiem, ze zboczeniem, dewiacją, rozpustą. Mają się wykluczać z duchowością, która jest piękna i czysta. Dlaczego dwie piękne sprawy mają się wykluczać? Dlaczego mam wybierać: dusza lub seks? Czuję, że jedno i drugie tak bardzo się ze sobą łączy! Maria, która pisała nową wersję tekstu do piosenki, napisała coś, pod czym mogę się obiema rękami podpisać. Chociaż – jak widać po mojej kartce – próbowałam napisać jeszcze jedną, bardziej swoją, ale równie seksualną wersję tekstu. I chciałam, żeby było w niej widać, że seksualność jest mocą. Że może uzdrawiać. Dawać szczęście i radość. Spełnienie.

Śpiewałam ją z kobietami na Kursie akceptacji ciała we Wrocławiu. I to było wydarzenie! Przyniosłam ją cichaczem ściągniętą z YT. Jej tekst, tak nowy i świeży, zapadł głęboko we mnie. Chyba właśnie dlatego, że śpiewała w nim także o duszy. W jej słowach dusza i seks są jednym, nie są opozycyjne, tylko się łączą. Szczególnie chrześcijaństwo oczerniało seks, a my, wychowani w chrześcijańskiej spuściźnie, możemy myśleć: „O matko, a co nagle wspólnego mają dusza i seks?!” Myślę, że każda, którą jedność w seksie lub orgazm poprowadził do „Boga”, przeczuwa, że coś musi być na rzeczy. 🙂 Niejedna kobieta mówiła mi, że orgazm zbliża ją do absolutu, że podczas orgazmu przebywa w Kosmosie lub że seks jest dla niej spotkaniem ciał i dusz.

I teraz, w wigilię, w to „tradycyjne polskie święto” pragnę podzielić się z Wami tą piosenką o seksie i duszy. Żeby nam się te rozdzielone sfery połączyły. Kiedy, jeśli nie teraz, gdy na naszej półkuli słońce wygrywa z ciemnością, gdy w co drugim domu stoi zielone drzewko – symbol drzewa życia? Niby skąd bierze się życie, którego narodziny świętują w tych dniach ludzie przeróżnych religii i kultur? No nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie to wszystko się łączy! Duchowość i seksualność. I pewnie to będę sobie śpiewać, jadąc na kolację: „Bo we mnie jest seks, mój ogień i siła (…) on mi serce rozgrzewa, rozjaśnia mój świat, rozkwitam jak kwiat”. Może nie jest to poezja na miarę Szymborskiej, ale za to słowa, które mają potencjał zmienić spojrzenie na seksualność z tego starego patriarchalnego na to nowe, na miarę XXI wieku. Dziękuję, Marysiu!

 

W zasadzie nie powinnam pisać o Watykanie. Bo niby co obchodzą mnie głoszone przez nich normy moralne i skrajna niechęć do seksualności? Można powiedzieć, że to ich wewnętrzna, katolicka sprawa. Chcą żyć w celibacie, brzydzić się osobami LGBT+ oraz potępiać prawa reprodukcyjne, czyli m.in. prawo do antykoncepcji i aborcji? – no to niech sobie potępiają, przecież nie jestem katoliczką, mnie to nie dotyczy. A jednak czuję się w obowiązku napisać o Watykanie i jego pracownikach, bo oni od stuleci uzurpują sobie prawo do wchodzenia z butami w życie seksualne innych i do ustanawiania podobno moralnych standardów zdrowej seksualności. Nie chcę przechodzić obojętnie wobec ogromu zła, jakie Watykan czyni, przyzwalając na pedofilię i gwałty na seminarzystach i zakonnicach, a także z czystej hipokryzji niszcząc ludzką seksualność, piętnując ją i oczerniając, potępiając nasze niewinne seksualne zachowania, pragnienia i potrzeby. Homoseksualne dzieciaki z tego powodu popełniają samobójstwa, zindoktrynowani i wprowadzani w błąd nastolatkowie wierzą, że antykoncepcja jest zła lub niepotrzebna, bo „tak powiedział papież”, przez co rujnują swoje zdrowie, chorując, m.in. na powracającą znów kiłę i hiv, powołują do życia dzieci, sami będąc jeszcze dziećmi, lub odbierają sobie życie, jak ciężarna nastolatka zgwałcona przez księdza pedofila Jankowskiego1; dziewczyny i kobiety są oskarżane i same się oskarżają o „zbrodnię aborcji”, gdy tymczasem pracownicy Watykanu patrzą na to obojętnie, jakby nie rozumiejąc, że często ludzkie nieszczęście wyrasta z ich nieszczęsnych i obłudnych „nauk”. Co więcej, ci „nauczyciele jedynej moralności” to w większości ludzie skrajnie nieetyczni, akceptujący zło i ludzką krzywdę. Watykan przecież kryje i awansuje przestępców i hipokrytów – często seksualnych zbrodniarzy – pretendując do pouczania innych, czym jest moralność, czym „cywilizacja śmierci” i kto „zasłużył na miłość bożą”.

Papież Benedykt XVI w strojnym kapeluszu, który nakłada mu jego osobisty asystent. Żadnych skojarzeń?


„Za dnia głoszą czystość a nocą katechizują męskie prostytutki.”

Jednym z kluczowych przykładów skrajnej hipokryzji oraz watykańskiego zła jest kolumbijski kardynał Lopez Trujillo2, zaufany człowiek i przyjaciel papieża Jana Pawła II oraz Benedykta XVI. Oczywiście, głosił, że: „Aborcja jest bardziej przerażającą zbrodnią niż wszystkie wojny światowe”3 oraz że „Nie można negocjować świętości i nierozerwalności małżeństwa, nie można akceptować rozwodu (…)”. Potępiał też homoseksualistów, przeciwko którym prowadził prawdziwą krucjatę, zabraniał używania prezerwatyw, nawet w Afryce, gdzie AIDS zabiło miliony ludzi. Taka była jego oficjalna polityka: był przeciwnikiem seksualności, osób LGBT+, kobiet, osób, które wzięły rozwód lub potrzebowały rozwodu. Podważał prawa reprodukcyjne i „w obronie rodziny” walczył ze społecznym postępem w zakresie seksualności i ochrony praw człowieka. Prywatnie zaś prześladował księży i zlecał morderstwa na misjonarzach i duchownych nurtu teologii wyzwolenia (czyli takich, którzy pracowali z ubogimi), które wykonywały osoby z kolumbijskich bojówek paramilitarnych4. Łatwo było mu nazywać aborcję zbrodnią większą niż wojny światowe, a co do powiedzenia miał o własnych zbrodniach? „Dziś uważa się, że Lopez Tujillo jest bezpośrednio lub pośrednio odpowiedzialny za śmierć biskupów i dziesiątki księży wyeliminowanych za postępowe poglądy” – pisze w książce „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” Frederic Martel5. Jak więc ktoś, kto zleca morderstwa, może rozprawiać o „ochronie życia”? Jak często, kler poubierany w purpurę, kryjący zbrodnie6 i pedofilię, oskarżający o „grzech współwiny” 9-letnie wykorzystane przez księży dzieci7, bez mrugnięcia okiem poucza innych o moralności? Jak często księża-homoseksualiści8 grzmią przeciwko prawom osób LGBT+ i w ohydnych słowach wypowiadają się o homoseksualistach i osobach transpłciowych? Jak często ci wystrojeni w różowe suknie i złotogłów, z rubinowymi pierścieniami i w haftowanych pantoflach, pouczają o skromności i pokorze, wyśmiewając drag queens lub bawiących się na paradach kolorowych gejów, podważając ich męskość i zarzucając zboczenie9? Jak często ci, którzy mają kochanki lub korzystają z usług prostytutek, pouczają innych o grzechu cudzołóstwa? Jak często ci, którzy potępiają przerywanie ciąży, płacili za aborcje swoich kochanek, wykorzystywanych zakonnic10 albo molestowanych dziewczyn11? Jak często ci, którzy plotą androny o „zachowaniu dziewictwa do ślubu”, bałamucą nieletnie dziewczęta i robią im dzieci, jak – być może – niesłynny ksiądz Tymoteusz? Po lekturze tego, co o pracownikach Watykanu ujawnił Martel, zakładam, że częściej niż myślisz.

 

Kardynał Burke w swoim pięknym stroju, pierścieniach i rękawiczkach.


Wspomniany kardynał Lopez Trujillo współpracował z przestępcami, brał pieniądze od przywódcy kartelu narkotykowego Pabla Escobara, który afiszował się jako katolik, działał na korzyść przestępców i bogaczy oraz niekorzyść kolumbijskiej biedoty oraz zwykłych ludzi. Gdy w 1990 roku wyjechał z Kolumbii, Watykan przyjął go z otwartymi ramionami, a gdy umarł – pochował go z honorami papież Benedykt. Trujillo był jednym z tych, którzy Ratzingera uczynili papieżem. W tym czasie także oczerniał osoby homoseksualne, walczył przeciwko prawom osób LGBT+, był skrajnie antygejowski. Jednocześnie – był czynnym homoseksualistą12 i wszyscy o tym wiedzieli. I w Kolumbii, i w Watykanie. „Uważano go tutaj za „papieża Ameryki Łacińskiej”, więc pozwalano mu na to”. Z ambony potępiał gejów, ale gdy z niej schodził, korzystał z usług męskich prostytutek, a także molestował seminarzystów i niższych rangą księży13 i chłopców, których inni duchowni, często biskupi, podrywali dla niego na ulicach i naganiali do jego apartamentów. Był znany z wyjątkowego okrucieństwa, z jakim traktował żigolaków, których brutalnie bił po seksie. Słowem – był potworem, jedną z najczarniejszych postaci Watykanu ostatnich lat. I jednym z typowych watykańskich hipokrytów, którzy – jak pisze Martel – „Za dnia głoszą czystość a nocą katechizują męskie prostytutki.” Umarł w 2008 roku – oficjalnie z powodu infekcji płuc, nieoficjalnie na AIDS. Pogrzeb odprawił papież, pokazując, że Watykan oficjalnie walczy z prawami kobiet i gejów, a jednocześnie większość księży z Watykanu to homoseksualiści, którzy bez problemu korzystają z homoerotycznych uroków seminarium i nocnego Rzymu, chodzą do gejowskich klubów, płacą żigolakom lub też zmuszają do seksu, korzystając ze swojej władzy, podczas gdy wszyscy o tym wiedzą, a watykańska machina tuszuje wszelkie zbrodnie, seksualną przemoc, a przede wszystkim – hipokryzję i cwaniactwo kleru.

Innym watykańskim potworem prowadzącym podwójne życie był wpływowy ksiądz Marcial Maciel Degollado – pedofil, który przez dziesiątki lat wykorzystywał setki dzieci i seminarzystów, a także swoje własne dzieci (o molestowanie oskarżyło go jego dwóch synów). Jedyną „karą”, jaka go za to spotkała, był nakaz papieża Benedykta, aby Maciel zrezygnował z działalności publicznej i resztę życia spędził na pokucie. Jak możemy przeczytać w Wikipedii: „Proceder seksualnego wykorzystywania dzieci (molestowanie seksualne ok. 30 małoletnich członków Legionu, w latach 1940–1970) i seminarzystów przez Maciela trwał przez dziesięciolecia. Watykan nie reagował na skargi i zarzuty, kierowane przez ofiary kapłana14.” Oczywiście, ów proceder nie skończył się w roku 1970… I za to wszystko – pokuta? A na co choćby niektórzy polscy księża skazują osoby LGBT+, oczerniając je z ambon, a jednocześnie kryjąc pedofilów? Martel pisze o Macielu, że dysponował fortuną i stał „na czele prawdziwego przedsiębiorstwa przemocy seksualnej przez kilka dziesięcioleci” i „był pod ochroną Jana Pawła II”15. I teraz pytam Cię – dlaczego masz się przejmować tym, co pracownicy Watykanu głoszą na temat seksu i seksualności, na temat być może Twojej „nieuporządkowanej” lub wprost – chorej – seksualności, skoro sami, włącznie z papieżami, nie mają żadnej moralności i pozwalają księdzu takiemu jak Maciel systematycznie i przez całe dziesięciolecia gwałcić dzieci i wykorzystywać seminarzystów? Jest to pytanie, oczywiście, retoryczne, ale wiem, że część osób bardzo przejmuje się tym, co kościół głosi na temat antykoncepcji, aborcji lub też w ogóle praw gejów i osób LGBT+. Takim osobom jak ja i moje koleżanki – edukatorki seksualne czy tancerki erotyczne albo po postu kobiety, które używają prezerwatyw, biorą pigułki antykoncepcyjne albo przerwały ciążę – wieszczy piekło. Nazywa morderczyniami. Jednocześnie zaś przez dziesiątki lat pozwala choremu człowiekowi niszczyć seksualność i życie dziesiątek dzieci i młodych mężczyzn.

Jeśli sięgniesz po książkę „Sodoma”, zrozumiesz, dlaczego księża – którzy w Watykanie w większości są gejami – tak bardzo nienawidzą gejów i ruchu LGBT+ i jaki to ma wpływ na ukrywanie wszelkich zbrodni pracowników Watykanu – włącznie z kryciem potworów pedofilów oraz tuszowaniem morderstw. Ja opowiem Ci to w wielkim skrócie.



Fala homoseksualnych powołań kontra ruch gejowskiego wyzwolenia

Przed laty, gdy jeszcze nie istniał żaden ruch gejowski, a osoby podejrzewane o homoseksualne skłonności trafiały na języki albo do więzienia, sutanna była jednym z niewielu schronień dla homoseksualistów. Młodzi chłopcy, przerażeni swoimi „chorymi” pragnieniami, często uciekali do seminariów, aby ukryć prawdę o swoim „niedopasowaniu” do świata – przed rodzinami, przyjaciółmi i często przed sobą samym. Tam często trafiali na podobnych sobie – ukrywających się mężczyzn, zafascynowanych męskością. Zawiązywali przyjaźnie, mieli romanse albo i stałe związki. Przez dziesięciolecia albo stulecia Watykan właśnie w taki sposób zapewniał sobie falę „powołań”. Ten, kto zostawał księdzem, często miał władzę, pieniądze i sekretnego kochanka (albo: kochanków), o którym wiedzieli tylko ludzie z wewnątrz. Nikt przecież nie podejrzewałby pobożnego księdza o sodomickie skłonności! Takie mogliby wykazywać przecież jedynie szaleni poeci, jak np. Paul Verlaine, który w XIX opuścił swoją rodzinę, aby żyć ze swoim kochankiem Arthurem Rimbaud. System „powołań” sprawnie funkcjonował, dostarczając wiernym nowych wikarych, a starym biskupom i kardynałom – świeżej zwierzyny, która będzie grzała ich biskupie łóżka. Oni już nie musieli się starać i podrywać ani narażać. Seminaria i kościoły, a szczególnie Watykan – pełny był niewinnych, naiwnych i skrytych homoseksualistów, którzy z miłości lub żądzy, z przebiegłości lub chęci awansu albo po prostu ulegając manipulacji lub przemocy, zaspokajali seksualne fantazje swoich przełożonych.

Watykańskie szyki w XX wieku popsuł znienawidzony przez kościół ruch dumy gejowskiej. Ci, którzy zamiast żyć otwarcie – godzili się na przemoc w murach Watykanu lub dalekich parafiach – potępiali tych, którzy odważyli się wyjść na ulice i zawalczyć o swoje. Lub też zazdrościli im. Im bardziej wyemancypowany był ruch gejowski, im więcej praw uzyskiwali homoseksualiści – włącznie z prawem do małżeństw – tym bardziej w Watykanie spadała liczba „powołań”. W Danii, Holandii czy we Włoszech nie trzeba już było ukrywać się pod sutanną, żeby rodzina i przyjaciele nie wytykali Cię palcami. Już można było żyć otwarcie, godnie i szczęśliwie jako para gejowska czy związek jednopłciowy. Stare watykańskie pokolenia, które z pietyzmem pielęgnowały uwewnętrznioną homofobię, przystąpiły do ataku. I znów w dzień grzmiały z ambon, a „nocą katechizowały męskie prostytutki”. Wewnątrz tego światku każdy wiedział wiele o innych. Każdy miał na każdego haka. I właśnie przez to ukrywanie homoseksualizmu, zaczęto też ukrywać inne rzeczy. Także poważne seksualne przestępstwa.

Kto nie odróżnia seksu od seksualnej przemocy? Księża, biskupi i kardynałowie Watykanu!

Stare pokolenia pracowników Watykanu pamiętały, że stosunki homoseksualne to grzech i przestępstwo, ponieważ wiele europejskich krajów dawniej miało specjalne zapisy, nakazujące „sodomitów” zamykać w więzieniach lub szpitalach psychiatrycznych (w Polsce taki zapis usunięto w 1932 roku, ale w części krajów europejskich znacznie później, np. w Anglii w 1982, w Portugalii w 1983, a na Cyprze w 2014 r.). I nawet jeśli zmieniły się prawa i obyczaje poza murami kościoła, w kościele nic nie drgnęło. Dlatego też księża nie odróżniali dobrowolnych homoseksualnych stosunków między dorosłymi (a co kiedyś było uważane za przestępstwo) od molestowania, gwałtów i barbarzyństwa pedofilii. Dla nich jedno i drugie było takim samym „grzechem”16, z którego rozliczy ich bóg. Tak samo, jak przez palce patrzono na księdza, który sypia z innym księdzem lub gosposią (co przecież było w ich oczach grzechem!), tak samo patrzono na księdza, który molestuje 9-letnie dziewczynki czy gwałci nastoletnich chłopców. Przecież jeden i drugi „grzeszy”. A nawet jeśli któryś uważał, że niewinnym osobom dzieje się zło – to jeśli był homoseksualistą – bał się, że jeżeli on ujawni pedofila, to od razu ktoś ujawni jego homoseksualizm. Siedział więc cicho, patrząc, jak inni cierpią, ale ocalając własną „reputację” albo też własną wygodną posadkę – w Watykanie lub na parafii, gdzie pieniądze kapały, zakonnice sprzątały i prały, a parafianie traktowali go jak półboga. W ten oto sposób – jak opisuje to Martel – skrywane homoseksualne skłonności kleru doprowadziły do nawyku skrywania wszystkiego innego, włącznie z najcięższymi przestępstwami, jakich kler się dopuszczał. 

„Kim jestem, by osądzać?” Papież Franciszek, który kryje pedofilię i potępia gejów

Jednocześnie ci sami ludzie, którzy przez lata nie zrobili nic z księżmi takimi, jak Trujillo czy Maciel czy osławiony polski ksiądz pedofil Jankowski17, z wyżyn Stolicy Apostolskiej narzucali setkom tysięcy ludzi na całym świecie – katolikom i nie-katolikom – seksualną moralność. Za innego uważany jest papież Franciszek, który zapytany o gejów, powiedział „Kim jestem, by osądzać?”. Przypuszcza się, że był to z jego strony nie tyle akt miłosierdzia wobec potępianej wcześniej społeczności LGBT+, ale sprytny wybieg wobec kryptogejowskich kolegów w sutannach, których przecież nie chciał osądzać… Ale papież Franciszek wydaje się „godnym” następcą Benedykta XVI i Jana Pawła II. Franciszek także krył pedofilię swoich podwładnych, znana jest sprawa księdza Julio Grassiego, którzy był podejrzewany o molestowanie kilkunastu osób nieletnich i został skazany przez sąd argentyński na 15 lat więzienia. A sam Bergoglio, jeśli jeszcze będąc kościelnym dostojnikiem w Argentynie nie przeciwstawiał się związkom partnerskim osób LGBT, szybko zorientował się, że w ten sposób nie zrobi kariery, i dlatego też, gdy tylko Argentyna zaczęła rozmawiać o małżeństwach homoseksualistów, zaczął ostrą politykę sprzeciwu. Mówił, że to „atak na boży plan”. „Księży opowiadających się za małżeństwami gejowskimi przyszły papież próbował uciszać i stosował wobec nich kościelne sankcje, zachęcał też katolickie szkoły do ulicznych protestów”18. Jeden z rozdziałów o papieżu Franciszku kończy się podsumowaniem: „Gdyby Jorge Bergoglio wspierał małżeństwa homoseksualistów, nigdy nie wybrano by go na papieża”. Wiedział to, więc po pierwszej fali przychylności dla związków homoseksualistów, zmienił swoją politykę tak, aby przy najbliższym wyborze papieża, w końcu wybrano jego, bo już przecież raz przegrał z Benedyktem.

Homo-wizerunek i homo-romanse (?) Benedykta XVI, czyli frędzle, iPod oraz piękny Ciorcio

Co ciekawe, istnieje duże prawdopodobieństwo, że niechętny wobec gejów papież Benedykt jest skrytym homoseksualistą, który – strojąc się modne okulary i różowe sukienki z koronkami, potępiał „teorię gender” i homoseksualizm, a sam – jako papież – romansował ze swoim sporo młodszym asystentem i wyciągał z szaf średniowieczne paradne stroje bardziej potrzebne drag queenkom w karnawale niż skromnemu słudze bożemu, o czym w „Sodomie” ze smakiem i humorem pisze Martel. „Papież Benedykt lubi się stroić bardziej niż wszyscy jego poprzednicy (…) widzimy go tryskającego radością w czerwonej czapce podbitej gronostajem [której ] (…) papieże od czasów Jana XXIII już (…) nie noszą. Tym razem prasa otwarcie naśmiewa się z Papy Ratzingera. (…) Dodajmy do tego jeszcze stary złoty zegarek marki Junghans, iPod Nano, kaftany z frędzlami i osławione spinki do mankietów (…) i portret Benedykta (…) gotowy. (…) I jest jeszcze Georg. Relacja kardynała z Georgiem Gansweinem była – obok tematu strojów kapeluszy papieża – tak szeroko dyskutowana i stanowiła przedmiot tylu plotek19 (…) Asystent papieża jest oczywiście twardym „antygejem” i skrajnym prawicowcem. „Można więc powiedzieć, że Georg jest dla Josepha dobrą partią. Między nim a Ratzingerem powstaje wspaniałe porozumienie dusz. Ultrakonserwatyzm Gansweina – wraz z jego wewnętrznymi sprzecznościami – jest podobny do poglądów starego kardynała. Dwaj single, od kiedy się spotkali, pozostają nierozłączni. Zamieszkali razem w pałacu biskupim: papież na trzecim piętrze, Georg na czwartym. Włoska prasa rozpisuje się na temat tej pary z żarliwością (…) papież nadał Georgowi nowe imię – Ciorcio, wymawiane z silnym włoskim akcentem. Nie jest to imię używane w kurii, to czułe zdrobnienie, którym posługuje się tylko papież20. Podsumowując – papież Benedykt być może nie jest „czynnym” homoseksualistą, być może nie uprawiał ze swoim asystentem seksu, ale wydaje się, że co najmniej pozostawał z nim w związku. W tym samym czasie grzmiąc z ambony na gejów. Jest więc kolejny hipokrytą na Piotrowym Tronie, chcącym nowoczesnemu światu wmówić, że homoseksualizm i homoseksualny seks to zło, co jest przyczyną cierpienia wielu wierzących i niewierzących osób LGBT+. A poglądy na homoseksualność – tego papieża i poprzednich – śmiało do dziś powiela polski episkopat, z chęcią tolerujący księży nazywających osoby LGBT+ „tęczową zarazą” i innymi obraźliwymi i nienawistnymi słowami, które prowadzą do większej słownej i fizycznej przemocy – jak było to widać choćby na ostatnim marszu równości w Białymstoku.

Papież Benedykt w czułych rękach Georga Gansweina – Ciorcia. Kompilacja pochodzi z tej strony www.


Przypadek? Nie sądzę 

Może sobie pomyśleć: zdarza się wszędzie? Jeden pedofil, jeden zbrodniarz i kilku homoseksualistów w watykańskich władzach… – to nie tak wielu, to żaden dowód zepsucia, oni nie są jeszcze tak skompromitowani, aby nie móc narzucać moralnych norm innym. Najważniejsze jednak, co chcę Ci przekazać, to nie to, że w Watykanowi przydarzyły się takie osoby jak Maciel, Trujillo czy Benedykt XVI. Chcę Ci powiedzieć, że to tylko wierzchołek góry lodowej i sprawnie działający system, oparty na przemocy i hipokryzji, który – czy tego chcemy czy nie – miażdży życia i seksualność wielu osób. I tych, których dosięgnęły bezpośrednie skutki księży stosujących seksualną przemoc – młodszych rangą duchownych, seminarzystów, dzieci, zakonnic itp. – i także tych, które zostały zindoktrynowane do wiary w kościelne dogmaty i wolną nie grzeszyć wielokrotnie używając antykoncepcji, tylko raz na jakiś czas zrobić skrobankę, czy osób LGBT+, które rzucają się z mostów, wieszają się lub żyją w poczuciu gorszości, ponieważ pracownicy Watykanu systematycznie mieszają ich z błotem.

Watykan jako Sodoma i jądro ciemności

Papież Jan Paweł II obok chilijskiego dyktatora Pinocheta, zdjęcie, które zszokowało świat. Więcej na temat powiązań Watykanu i dyktatur znajdziesz w tym artykule.


Problem z Watykanem jest taki, że władzę w nim mają często osoby absolutnie pozbawione skrupułów. Bezwzględni karierowicze, absolutnie przekonani o swojej nieomylności, świętości i dostojeństwie, głusi na wszelkie głosy rozsądku, ignorujący raporty o przemocy, przestępstwach, wspieraniu dyktatorów czy praniu brudnych pieniędzy
(tak, m. in. Jan Paweł II, Benedykt XVI czy Franciszek). Seksualna przemoc w Watykanie i w seminariach jest na porządku dziennym. Żyjący w opresji i strachu mężczyźni nie odróżniają już tego, co normalne, od tego, co chore i złe. Często brak im odwagi, aby przeciwstawić się ewidentnemu złu i ludzkiej krzywdzie, szczególnie, jeśli są skrytymi homoseksualistami, na których ktoś ma „haka”. A bardzo często ma. Martel pisze o tym, że prawdopodobnie 70-80% pracowników Watykanu to homoseksualiści. Wielu kościelnych dostojników podrywało go, wielu poświadczało homoseksualne skłonności kolegów z kleru. Więc to ci, którzy ustanawiają kanony „pobożnych” seksualnych zachowań dla milionów wiernych, są pierwszymi, którzy je łamią. Gdy tylko prawda o ich obłudzie lub homoseksualności wychodzi na jaw, zaczynają kampanię dezinformacji. Z honorami chowają zmarłych księży-zbrodniarzy, jak jak Benedykt w 2008 r. pochował Trujillo. Wykorzystują władzę, pieniądze, kontakty, haki, polityczne układy i naiwność wiernych, aby za wszelką cenę utrzymać swoją religijną hegemonię.

Większość księży pociągających za watykańskie sznurki to skryci homoseksualiści. Wielu z nich kryje pedofilię podwładnych. Wielu z nich nie szanuje kobiet lub nimi pogardza. Jedyne kobiety, jakie znają, to usłużne zakonnice21. Jedyny seks, jaki znają, to seks w poczuciu winy i wstydu. Część z nich jest uzależniona od pornografii22, którą w Watykanie nagminnie oglądają prawie wszyscy, o czym wiadomo z wyników wyszukiwania w internecie. Część z nich seksualnie wykorzystuje podwładnych, nagabuje mężczyzn z papieskiej gwardii, płaci za homoseksualny seks imigrantom, którzy często przebywają w Rzymie nielegalnie i będą się bali donieść na swoich klientów. I to właśnie oni czują się uprawnieni do rozliczania „seksualnych grzechów” świata. Dla tych ludzi, którzy potrafią obojętnie przejść wobec gwałtu na dziecku albo na koledze z seminarium, oczywistym jest, że trzeba zmieszać z błotem osoby stosujące antykoncepcję, popierające prawo do aborcji, popierające małżeństwa jednopłciowe czy korektę płci dla osób transpłciowych. Oni, wysługując się frazesami o „upadku obyczajów” czy „normalnej rodzinie”, narzucają seksualną hipokryzję wszystkim wiernym swojego kościoła. Jeśli gdzieś upadły obyczaje – to w Watykanie, w którym większość kleru kłamie, żyje w obrzydliwym przepychu, nie poddaje się badaniom na obecność wirusa hiv, przez co skazuje swoich seksualnych partnerów oraz ofiary na śmierć z powodu aids23, akceptuje i ukrywa pedofilskie zachowania kolegów po fachu, piętnuje gejów i płaci żigolakom24 za homoseksualny seks. Jednocześnie od stuleci oczernia zdrowe seksualne zachowania i wyznacza niemożliwe do spełnienia „standardy seksualne” dla zwykłych ludzi, którzy rodzą się i hetero, i homo, i cis- i transpłciowi, i kobietami, i mężczyznami, którzy czasem potrzebują użyć antykoncepcji, przerwać ciążę, wziąć rozwód, a czasem po prostu mają ochotę uprawiać seks przed ślubem albo w trójkącie lub innym wielokącie, masturbować się, oglądać porno, bawić się w BDSM, przebieranki czy po prostu „żyć w grzechu”. A jednocześnie – mają potrzebę ochronić swoich bliskich przez pedofilami w sutannach czy też nienawiścią wobec seksualnych „inności”, która sączy się z ambon jak jad – a których nazywa się niemoralnymi i degeneratami tylko dlatego, że piętnują hipokryzję Watykanu i jego pracowników.

 

 

2Jego przerażający życiorys możemy znaleźć na kartach książki Federica Martela „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, na stronach 358-382, wydanie Warszawa 2019.

4 Tak opowiada o nim Emmanuel Neisa: „Kiedy przyjeżdżał jednym ze swoich luksusowych samochodów na wizytę pasterską, życzył sobie, żeby mu rozkładano czerwony dywan. Potem wysiadał z samochodu: najpierw wysuwał nogę, a właściwie stopę, stawiał ją na dywanie jak gdyby był angielską królową! Wszyscy musieliśmy całować jego pierścienie (…)” cyt. za: F. Martel, Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie, Warszawa 2019, s. 364.
„Zdaniem Morgaina, którego opowieść została poświadczona przez innych księży, Alfonso Lopez Trujillo podczas tych koturnowych tournée namierzał księży bliskich teologii wyzwolenia. Zadziwiająca sprawa: niektórzy z nich znikali albo czasem byli mordowani przez brygady paramilitarne niedługo po wizycie arcybiskupa. (…) Zdaniem dziennikarzy badających sprawę arcybiskupa (…) hierarcha był powiązany z pewnymi grupami paramilitarnymi bliskimi handlarzom narkotyków. Był podobno w dużej mierze finansowany przez te grupy – być może przez Pablo Escobara, który afiszował się jako praktykujący katolik”. Tamże, s. 365-6.
„Adwokat Gustawo Salazar Pineda twierdzi, że Lopez Trujillo otrzymywał całe walizki banknotów od Pablo Escobara”. (…) Lopez Trujillo spotykał się z członkami grup paramilitarnych – potwierdza również Alvaro Leon (który jako ceremoniarz towarzyszył arcybiskupowi). Wskazywał im księży, którzy prowadzili rozmaite akcje w barrios – slumsach – i w biednych dzielnicach. Paramilitarni namierzali ich i czasem później wracali, by ich mordować. (…) Misjonarze, którzy pracowali z ubogimi, byli mordowani, a jeden z księży z tego samego nurtu teologicznego, Carlos Calderon, był prześladowany przez Lopeza Trujilla i paramilitarnych, aż wreszcie musiał uciekać z kraju i wjechał do Afryki. (…) Tamże, s. 365-6.

5 Tamże, s. 367.

6M. in. sprawa zaginionej w 1983 r. 15-letniej Emanueli Orlandi, której ani Watykan, ani włoska policja nie wyjaśnili do dziś, „Włoski dziennikarz Pino Nicotri specjalizujący się w badaniu zagadki Orlandi ma własną teorię: „Rozmawiałem z prokurator, która prowadziła śledztwo w pierwszej jego fazie. Margherita Gerunda, dziś już na emeryturze, była przekonana, że 15-latka została zamordowana, a wcześniej zgwałcona. (…) Także naczelny egzorcysta Watykanu Gabriele Amorth jest przekonany, że Orlandi porwano na orgię, organizowaną przez watykański klub erotyczny. Ciało usunięto jeszcze tego samego dnia, śledztwo i uwagę opinii publicznej skierowano na inny trop.” https://italia-by-natalia.pl/mroczna-tajemnica-watykanu/ ; https://viva.pl/ludzie/newsy/tajemnicze-zaginiecie-emanueli-orlandi-przelom-w-poszukiwaniach-119289-r1/ ;

7„Mariusz Milewski dopiero po latach zdecydował się opowiedzieć o tym, że w przeszłości był molestowany przez księdza. Mężczyzna po raz pierwszy został zgwałcony przez duchownego w wieku 9 lat. Kiedy w końcu trafił przed sąd biskupi usłyszał, że… sam <<był wspólnikiem w grzechu cudzołóstwa>>”. Cyt. za: https://natemat.pl/283851,superwizjer-sad-biskupi-uznal-ofiare-ksiedza-pedofila-za-wspolnika-grzechu, dostęp z dnia 18.11.2019.

8„Problem w tym, że ludzie słysząc prawdę o <<homoseksualistach w szafie>> czy <<szczególnych przyjaźniach>> w Watykanie, nie wierzą. Uważają to za wymysły. Nic dziwnego, skoro w tym wypadku rzeczywistość przerasta fikcję – zwierza mi się ksiądz, franciszkanin, który od ponad trzydziestu lat pracuje i mieszka w Watykanie.” cyt. za: F. Martel, dz. cyt., s. 7. „Homoseksualna wspólnota w Watykanie należy do największych na świecie, sądzę, że nawet w Castro, słynnej gejowskiej (…) dzielnicy San Francisco nie jest aż tak liczna!”, tamże, s. 11. „W pewnym sensie to świat na opak! Można nawet powiedzieć, że jedna niepisana reguła sprawdza się (…) prawie zawsze: im bardziej homofobiczny duchowny, tym większa szansa, że sam jest homoseksualistą. (…) to właśnie słynni duchowni <<za sztywnością kryjący podwójne życie>>, o których często wspomina papież Franciszek”. Tamże, s. 15.

9Z zamiłowania do koronek i złota zasłynęli m. in. papież Benedykt XVI oraz kardynał Burke. „Burke znany jest z noszenia śmiesznych strojów z innej epoki. Sławę zyskały jego zdjęcie w przeznaczonym do ceremonii wielkim ornacie. (…) Performance. Happening. Burke paraduje w swojej długiej, dziwnej sukni (jakby uszytej z kotary), demonstrując godowe upierzenie. Ornat ten to migotliwie czerwona jedwabna kapa z kapturem (…) „Ogon” Burke’a miewa (…) nawet dwanaście metrów długości. (…) Na jednym z fotografii „jej eminencja” nosi suknię na fortugale dodającą mu rozpiętości i kryjącą wałki tłuszczu. (…) Na kolejnej uśmiecha się, demonstrując podwiązki nad kolanami, i pończochy poniżej (…) Co za teatr! Kardynał w spódnicy (…), zaś paziowie obciągają jego podwiniętą suknię! (…) Teoria genderowa, ot co! Którą Burke oczywiście atakował. <<Teoria gender (…) szaleństwo ściągające wielkie nieszczęścia na społeczeństwo (…) Niektórzy mężczyźni upierają się [w USA], żeby chodzić do damskich toalet. Tak się nie godzi”. Tamże, s. 49-51.

10„Louise Charbonneau Aamot jest jedną z dziewięciu sióstr, które w tym roku podjęły sądową walkę o odszkodowanie po tym, jak lata temu były gwałcone przez księży w akademiku szkoły św. Pawła w Dakocie Południowej. Jedna z sióstr opowiadała Associated Press, jak po jednym z gwałtów zaszła w ciążę i została zmuszona do dokonania aborcji.” Cyt. za: https://kobieta.wp.pl/siostry-zakonne-wychodza-z-ukrycia-maja-dosc-przemocy-seksualnej-ze-strony-ksiezy-6281487389190273a

11(…) na policję zgłosiła się 18-letnia, była chórzystka z tego kościoła i zeznała, że jako 14-latka została wykorzystana seksualnie przez księdza Jacka S., a następnie w wieku 17 lat zaszła z nim w ciążę, za której usunięcie on zapłacił. Cyt. za: https://gazetapowiatowa.pl/wiadomosci/legionowo/ksiadz-zaplacil-za-aborcje/ dostęp z dnia 18.11.2019.

12 „Lopez Trujillo był człowiekiem układów i pieniędzy. (…) To jeden z tych, którzy „stworzyli” Benedykta XVI; na jego wybór wydawał ogromne sumy pieniędzy (…). cyt. za: F. Martel, dz. cyt. s. 371.
„Homoseksualizm Alfonso Lopeza Trujilla to tajemnica poliszynela, o której opowiadało mi dziesiątki świadków, a potwierdziło kilku kardynałów. (…) seminarzysta Morgain (…) podaje mi nazwiska kilku jego naganiaczy i kochanków zmuszanych bardzo często do zaspokajania żądz arcybiskupa, aby nie zaprzepaścić własnej kariery”. Tamże, s. 373.
„Morgain daje mi do zrozumienia, że Lopez Trujillo zablokował jego święcenia, bo nie zgodził się iść z arcybiskupem do łóżka” (s. 374) „Bił męskie prostytutki, tak wyglądał jego stosunek do seksualności. Płacił im, ale w zamian musieli akceptować bicie. Ciosy były zawsze na końcu (…). Kończył swój seks biciem z czystego sadyzmu (…) (s. 375). „Jeden z prałatów komentuje: Lopez Trujillo był przyjacielem Jana Pawła II, protegowanym kardynała Sodana i osobistego papieża Stanisława Dziwisza. Był również dobrze widziany przez kardynała Ratzingera, który wybrał go ponownie na funkcję przewodniczącego papieskiej Rady do spraw Rodziny zaraz po swojej elekcji w 2005 roku. A przecież wszyscy wiedzieli, że był homoseksualistą. (…) Za każdym razem przyjeżdżał z jednym ze swoich kochanków; pamiętam zwłaszcza pewnego pięknego Polaka, potem jakiegoś pięknego Filipińczyka. Uważano go tutaj za „papieża Ameryki Łacińskiej”, więc pozwalano mu na to.” Tamże, s. 379.

13 O tym procederze – wykorzystywania innych duchownych czy też po prostu słabszych – można przeczytać także w książkach opisujących stosunki władzy, jakie w kościele zachodzą w Polsce. O księdzu, przed którym uciekali przerażeni klerycy, na którego mówiono „Arcypedał”, pisze w książce „Czarni” Paweł Reszka.

15 F. Martel, dz. cyt., s. 297.

16 Zresztą, kler do dziś, komentując pedofilskie zachowania w swoich szeregach, często posługuje się kategorią grzechu zamiast przestępstwa i twierdzi, że „wszyscy jesteśmy grzesznikami” – być może i jesteśmy, ale jednak większość świeckich uważa, że za gwałty na dzieciach należy odpowiedzieć przed prokuratorem, a nie jedynie opowiadać na spowiedzi.

17„Przypomnijmy, że w reportażu „Dużego Formatu” opisano historię kobiety, która jako dziewczynka była molestowana przez księdza Jankowskiego. Jej koleżanka z podwórka miała popełnić samobójstwo. Ksiądz Jankowski miał też molestować chłopców.” cyt. za: https://natemat.pl/257001,co-robil-ksiadz-jankowski-lidia-makowska-opowiada-o-gwaltach-na-chlopcach

18 F. Martel, dz. cyt., s. 119.

19 Tamże, s. 557-9.

20 Tamże, s. 563 i 564.

21„Tajny raport Watykanu: gwałty na zakonnicach to codzienność”; „Kandydatki do życia zakonnego są gwałcone przez księży, którym muszą przedstawiać certyfikaty zdrowia. Lekarze szpitali katolickich są często odwiedzani przez duchownych, którzy przyprowadzają siostry zakonne lub inne kobiety, by przerwały ciążę. Siostra O’Donohue opowiadała o historii jednej z zakonnic, która – zmuszona do aborcji – zmarła w wyniku zabiegu, a ksiądz odprawił za nią solenną mszę żałobną” – pisał Marco Politi w 2001 roku, cytując tajny raport.” cyt. za: https://wiadomosci.wp.pl/tajny-raport-watykanu-gwalty-na-zakonnicach-to-codziennosc-6031287461405313a

22„Pornografia, zwłaszcza gejowska, jest w Watykanie tak częstym zjawiskiem, że moi informatorzy mówią o „poważnych problemach z uzależnieniem wśród duchownych pracujących w kurii”. F. Martel, dz. cyt., s. 592.

23„– Naszym zdaniem – kontynuuje profesor Massimo Giuliani – obecnie ze względu na odmowy badań i rzadkie użycie prezerwatyw ryzyko zakażenia AIDS w męskiej części wspólnoty katolickiej jest duże. W naszym środowisku uważa się, że księża są jedną z grup społecznych najbardziej narażonych na ryzyko i jedną z najtrudniejszych, jeśli chodzi o profilaktykę. Próbowaliśmy nawiązać dialog, zwłaszcza w seminariach, informować o sposobach przenoszenia i leczeniu chorób przekazywanych drogą płciową oraz o AIDS. Jest to jednak bardzo trudne. Rozmowa o AIDS byłaby de facto przyznaniem, że księża mają kontakty homoseksualne. A w Kościele oczywiście nie ma zgody na tego typu debaty. Moje rozmowy z męskimi prostytutkami na Roma Termini (a także z Francesco Mangiacaprą w Neapolu) potwierdzają, że księża są jednymi z najbardziej nieostrożnych klientów podczas uprawiania seksu”, tamże, s. 384. Zobacz też: http://seksualnosc-kobiet.pl/wiedza/artykuly_1/uwazaj-na-niego-katoliccy-ksieza-moga-zarazic-cie-hiv/

24Jeden z takich żigolaków, Francesco Mangiacapra z Neapolu, ujawnił, że jego klientami byli liczni księża. Stworzył ich listę, zawierającą nazwiska, zdjęcia, filmy, zrzuty ekranowe z rozmów z nimi z WhatsApp i Telegram. W 2018 wyoutuwał 34 księży korzystających z jego usług, co było przyczyną wielkiego skandalu we Włoszech. Mangiacapra o klientach księżach mówił tak: „Ksiądz to klient idealny. Jest lojalny i dobrze płaci. Gdybym mógł, pracowałbym tylko dla księży”. cyt. za: F. Martel, dz. cyt., s. 191.

1 Komentarz  Like


Moje dziecko ma edukację seksualną w domu – powiedziała moja koleżanka. Zamrugałam. Pamiętam przecież taką rozmowę, w której próbowałam ją spytać o coś intymnego. Zaczerwieniła się, spłoniła, odwróciła i w końcu wydusiła z siebie, że nie wie. Więcej już nie próbowałam zaczynać rozmowy na „ten” temat.

– Wow – odparłam więc teraz. – Nieźle. Ja bym nie umiała – wyznałam szczerze.

Anka uśmiechnęła się z wyższością.

– A co tu jest trudnego?

– Hym… Wolałabym, żeby moją trójkę doedukował ktoś doświadczony. Co ja im mam opowiadać o prezerwatywach czy HIV, kiedy sama pewnych rzeczy pewna nie jestem, a prezerwatyw używałam ostatnio w liceum – zamyśliłam się. – Pewnie w samej antykoncepcji wiele się zmieniło od moich czasów. A już tłumaczyć, jak mają się z kimś kochać, to wiesz…

Anka znów się zaczerwieniła.

Ja im takich świństw nie opowiadam. I nie zamierzam – oznajmiła, lekko zirytowana i sięgnęła po telefon. – Pokazywałam ci tę moją nową sukienkę? – wyciągnęła do mnie rękę, aby pokazać zdjęcia na komórce i w ten sposób zmieniła temat. Do którego już nie miałam zamiaru wracać.

Nie wiem, czy byłaś/eś świadkiem takiej scenki rodzajowej, ale prawdopodobnie potrafisz ją sobie wyobrazić. Rodzice, czyli ludzie tacy jak Ty – czy ja. Jedni będą potrafili wyedukować swoje dzieci w zakresie seksualności, inni będą głęboko wierzyć, że potrafią, a inni po prostu powiedzą: „a ja bym chciał, żeby moje to się w szkole dowiedziały”. Z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że dla mnie edukacja domowa to było za mało. I mimo że moja mama nie była pruderyjna i miała bogatą biblioteczkę, to i tak edukacja szkolna – chociaż w latach 90. XX nie była jakaś szczególnie rozbudowana – była mi i moim bliskim znajomym bardzo pomocna. Dlaczego? Bo szkoła, czyli poważne miejsce, w którym uczyli nas historii i polskiego, organizując zajęcia o seksie, potwierdziła, że i z nami można o tym rozmawiać. Nawet jeśli mieliśmy wtedy po 16 czy 17 lat. Ten temat w sposób oficjalny wkroczył do naszego życia. Rozmawianie w szkole o seksie sprawiało, że stawał się on w jakiś sposób „legalny”, inny niż pokątne palenie papierosów czy wciąganie amfetaminy – co połowa z nas robiła, ale absolutnie był to temat tabu, jakie narkotyki? W naszej szkole?! A seks przestał być takim tabu. Nagle się okazało, że można. I że nauczyciel nie będzie się podśmiewał, ani grzmiał o grzechu, jak ksiądz, bo zamiast nauczyciela i księdza na lekcje wychowania seksualnego przychodził prawdziwy edukator. I przedstawia nam świecki, niezideologizowany, ale bardzo praktyczny obraz seksu. I nie wstydzi się mówić ani o pornografii, ani o masturbacji, ani o tym wszystkim, o czym jednak nie powie mi mama, choćby chciała. Bo nie ma dostatecznej wiedzy, doświadczenia, czy po prostu – praktyki zawodowej. Albo ma jakieś – np. religijne lub romantyczne podejście do życia, którego mój trzeźwo myślący i pragmatyczny edukator seksualny nie będzie wnosił do klasy, w której jest trzydzieści osób – różnych poglądów, doświadczeń, płci, orientacji, religii.

Gdy słyszę o tym, że „edukacja seksualna powinna odbywać się w domu”, to myślę, że ta osoba, która to mówi, ma bardzo ograniczoną wyobraźnię. Że prawdopodobnie żyje w bańce, w której każdy jest komunikatywny, wykształcony, majętny i ma bardzo dużo czasu. I świetny kontakt z dziećmi. Są przecież osoby, które nie mogą ze swoimi dziećmi odrobić zadania domowego z matematyki na poziomie trzeciej klasy szkoły podstawowej. Bo w szkole nie były orłami albo dlatego że po prostu nie mają czasu. Skąd więc wszyscy ci rodzice mają mieć czas i energię na edukację seksualną? Szczególnie, jeśli pamiętają z katechezy lub religii, że od masturbacji się ślepnie, a prezerwatywa nie chroni przed HIV i używają jej tylko rozwiązłe osoby, bo te przyzwoite uprawiają seks dopiero po ślubie?

Edukacja domowa

No ale przecież… uczymy tej edukacji seksualnej w domu. OK, ja dzieci nie mam. Mają moje koleżanki. Niektóre koleżanki z „seksualnej branży” świetnie edukują swoje dzieci, co nie zmienia faktu, że te małoletnie dzieci i tak uczą się z podwórka i oglądają z kolegami porno na tabletach i smartfonach. Prawdopodobnie nie tylko dzieci tych właśnie superwydukowanych sex coachek i nauczycielek świątynnej seksualności, które potrafią wytłumaczyć swoim pociechom, że porno to takie skrzyżowanie SF i fantazy i w naturze raczej nie występuje… Prawdopodobnie dzieci Twojego brata albo sąsiadów również to oglądają. A może Twoje dzieci – o ile je masz. I chyba przyznasz, że taka „pornoedukacja” potrzebuje przeciwwagi. Bo, co internet napsuje, pozostaje w głowach na długo. I być może teraz, kiedy porno w streamingu na wszelkich youpornach i porntubach, jest sto razy bardziej dostępne niż w czasach, niż kiedy to ja byłam dzieckiem a nośnikiem porno były świerszczyki, które wujek koleżanki ukrywał w tapczanie, to rzetelna i systemowa edukacja seksualna też jest nam o wiele bardziej potrzebna? Co więcej – ja ją w szkole otrzymałam, chociaż w bardzo okrojonej wersji. Rzetelną edukację seksualną miał też mój pierwszy chłopak i może dzięki wysiłkom jego nauczycielki nie uprawialiśmy seksu bez prezerwatywy, bo „jego pani tego nie polecała”.

Ale wracając do edukacji domowej. Ona odbywa się na każdym kroku. Kiedy uczysz swojego syna, że chłopcy mają penisy a dziewczynki waginy. Kiedy mówisz swojemu nastolatkowi, żeby miał szacunek do koleżanek, nie ciągnął za warkocze i nie wyśmiewał ich miesiączki. Kiedy sam jesteś pełen szacunku do swojej żony i innych kobiet i pozwalasz im odpoczywać w „czerwonym namiocie”. Kiedy każesz swojemu dziecku zamknąć oczy, gdy para na filmie uprawia seks – wtedy Twoje dziecko uczy się, że jest coś zakazanego, co warto poznać. Ale nie wolno o tym mówić, ani na to patrzyć. Kiedy stoisz czerwona i skrępowana, gdy Twój małoletni syn, pyta Cię, co to jest: łechtaczka, wibrator czy kim jest homoseksualista, a Ty nie wiesz, jak odpowiedzieć, zmieniasz więc temat i każesz mu bawić się samochodzikami, zamiast zamęczać Cię tysiącem pytań. Wtedy Twoje dziecko uczy się, że na „te tematy” lepiej nie rozmawiać z matką. Bo matka się wtedy denerwuje i krzyczy.

Taka edukacja odbywa się w wielu domach. I nie ma w tym niczego dziwnego. Być może 95% z nas taką „złą edukację” odebrało w czasach własnego dzieciństwa. Pewnie jako większość nie mamy za wielkich kompetencji, aby dać dzieciom lepszą edukację. Pytanie: czy naprawdę chcesz, aby nasze dzieci były kolejnym pokoleniem, któremu nikt nie pomógł i które w dorosłe życie będzie niosło absurdalne stereotypy i lęki dotyczące seksu?

Czy jedne dzieci warte są czasu i wysiłku edukacji seksualnej, a inne nie?

Ja nie chcę. Ja na co dzień widzę, jak nieoswojona wciąż jest seksualność, ile budzi emocji – także wśród osób, której zajmują się nią zawodowo! Nikt z nas nie jest wolny od wielowiekowej spuścizny wstydu i ukrywania. Dlatego cieszę się, że jest taka grupka entuzjastów i entuzjastek seksualności, które chcą młodym ludziom i małym dzieciom pokazywać seksualność z dobrej strony. Pokazywać jej piękno i potencjały oraz radzić sobie z zagrożeniami. I to właśnie te osoby mogą być przeciwwagą dla seksu, który ktoś poznał w wieku lat ośmiu ze stron porno. Wybawieniem dla rodziców, którzy nie chcą, aby ich 15-letnia córka zaszła w ciążę, ale sami nie wiedzą, co zrobić, aby ją ustrzec. A jedyny pomysł, jaki mają, to aby nie pozwolić jej wychodzić wieczorami z domu. Umówmy się, przecież dla wielu nastolatków rodzice są żadnym autorytetem, szczególnie w kwestii zdrowych relacji, udanych związków oraz seksualności. Przecież wiele osób zamiast czułości rodziców widziało kłótnie, awantury, przemoc wszelkiego rodzaju – włącznie z seksualną. I nawet jeśli jacyś rodzice tworzą z gruntu toksyczny związek i mają zerowe kompetencje uczyć kogoś o zdrowych relacjach i dobrym seksie – to przecież ich dzieci zasługują na to, aby ktoś dał im tę wiedzę. Także ci rodzice, którzy drą ze sobą koty, zdradzają się i nienawidzą, upijają do nieprzytomności lub narkotyzują, pewnie chcieliby lepszej przyszłości dla własnych dzieci. Pewnie nie chcieliby, żeby ich dziecko wróciło do domu zarażone kiłą, HIV czy przerażone tym, że może zostać rodzicem w wieku lat 14 czy 17. Także ci rodzice, którzy nie mają czasu, umiejętności, czy dostali bardzo surowe religijne wychowanie i sami nie potrafią tego zrobić, mają prawo, aby ktoś w ich zastępstwie poświęcił czas ich dzieciom i nauczył ich, co to jest dobra relacja, bezpieczniejszy seks, orientacja seksualna czy tożsamość płciowa. Dlaczego mają takie prawo? Z wielu powodów. M.in. ze zwykłej ludzkiej życzliwości. A także ze zdrowego rozsądku. Bo nawet jeśli Ty dysponujesz wiedzą, pieniędzmi i umiejętnościami i dasz swojej córce dobrą edukację seksualną, to skąd możesz wiedzieć, że za kilka lat na pewno nie zakocha się w chłopaku z takiej rodziny, w której ani ojciec, ani matka, ani nikt nie miał możliwości przekazania mu tego samego. I Twoja córka zostanie przez niego potraktowana obcesowo, bez szacunku oraz bezmyślnie? Co więcej – on jej będzie wmawiał, że tak ma być, a ona mu uwierzy, bo ze stereotypów przecież wynika, że to mężczyzna jest dla kobiety nauczycielem seksu.

Ale najważniejszy powód jest taki, że to państwo polskie w roku 1993 zobowiązało się do wprowadzenia powszechnej i rzetelnej edukacji seksualnej. Ale do dziś się z tego nie wywiązało. Co więcej, aktualnie zastanawia się, czy z niej całkowicie nie zrezygnować. No, cóż, jeśli zrezygnuje, wiedza na temat seksualności będzie dostępna tylko dla wykształconych i zasobnych osób z klasy średniej. A reszta niech się uczy o skutkach seksu w praktyce – roznosząc choroby przekazywane drogą płciową, szukając możliwości aborcji i lecząc złamane serca. W końcu… skoro rodzice ich nie nauczyli w domu, to wina rodziców. A dzieci? Mogły się przecież urodzić w innych rodzinach!

2 komentarze  Like

Co jest świetnego w podcastach? Można je ściągnąć na komórkę i słuchać na spacerze z psem, w drodze do sklepu lub jadąc do pracy. Poza tym dla osób, które występują w podcastach (a w tym występuję ja) – świetne jest na pewno to, że taki podcast można nagrać, leżąc w łóżku. I chyba tak właśnie było tym razem, to jest mój „podcast w szlafroku”, miało być tylko dwadzieścia minut, ale się rozgadałyśmy. Ja i zapraszająca mnie do siebie Monika Liga – autorka ebooków dla dorosłych – odpowiadałyśmy na pytania czytelniczek o to, jak zacząć rozmawiać o seksie i seksualności z partnerami, partnerkami i dziećmi. Bo przecież mówienie o seksie to nie tylko „świntuszenie”, ale też i rozmowy z własnymi pociechami. Bo przecież one pytają. „Mamo, a co to jest orgazm?”

Jeśli opanowałaś mówienie o seksualności, to opowiesz swoim dzieciom o niej w pozytywny sposób. Ale jeśli nie opanowałaś tego do dziś – to podobnie jak z francuskim czy angielskim – wciąż możesz nauczyć się tego języka mówienia o seksualności, tak jak uczysz się języków obcych. Zawsze jest dobry czas, aby zacząć. Posłuchaj podcastu i poćwicz z nami. 🙂


Poniedziałek, 28 października, to właśnie dziś z grupą kobiet zaczęłam wyzwanie „Ukochane ciało”. Za nami już pierwsze spotkanie, które odbyło się na FB, a które możesz zobaczyć w ciągu najbliższych kilku dni, gdy dołączysz do tej grupy – Klub Uniesionych Spódnic.

Robiłam je pod hasłem „Lubienie swojego ciała to siła, która może zmiażdżyć patriarchat”. Naprawdę tak uważam. Dlaczego? Bo widzę te więzi, które zaczynają się tworzyć między kobietami, które się lubią, które akceptują własną cielesność i seksualność, m.in. na Kursie Akceptacji Ciała czy kursach online, które prowadzę. Akceptacja dla siebie to klucz do tego, aby stworzyć dobrą relację z innymi. Sztywne normy dotyczące wyglądu i seksualności zaś idealnie wpisują się w tworzenie podziałów i rywalizację między kobietami. Nierealne normy dotyczące wyglądu ciała są wspaniałym narzędziem kontroli zachowań nastolatek i dorosłych kobiet. Sprawiają, że poczucie własnej wartości dramatycznie spada, a radość życia zastępuje ciągłe zamartwianie się o wygląd i odmawianie sobie przyjemności, takich jak choćby wyjście na basen czy seks przy zapalonym świetle, bo „źle wyglądam”. Osoba, której ciało na każdym kroku jest oceniane, punktowane i taksowane, może nawet myśleć, że nie zasługuje, na szczęście, miłość i seks, bo nie spełnia „norm ładnego wyglądu”. Kobieta, która nie lubi siebie i przyzwyczajona jest do ciągłych ocen, o wiele łatwiej będzie oceniać innych, niż ta, która akceptuje siebie.

M.in. dlatego robię to wyzwanie. Bo wierzę, że siostrzeństwo i wzajemne wsparcie zrobi nam lepiej niż rywalizacja i krytyka. A także dlatego, abyś mogła poczuć większą lekkość w życiu, zadowolenie z siebie, przyjemność na co dzień. Abyś widziała w sobie piękno i wierzyła w swoje możliwości.

Bo tak często spotykam kobiety, które mówią, że z takim ciałem, jakie mają, nie mogą mieć dobrego seksu. Wręcz „nie zasługują na seks”.


 

Koniec października to bardzo dobry czas, aby pozwolić umrzeć kompleksom i starym przekonaniom. Dlatego zapraszam Cię – dołącz teraz do wyzwania. Teraz jest najlepszy czas na zmiany! Zapiszesz się tutaj: https://www.subscribepage.com/ukochanecialo. Musisz potwierdzić zapis, aby dostać pierwszą praktykę. 

Jakiś czas temu znajoma spytała mnie, czy ma iść do łóżka z mężczyzną, którego nie kocha.

Cóż jej miałam odpowiedzieć?

Przecież ja nie wiem, co ona ma zrobić. Jej życie, jej decyzja.

I tak sobie myślę – szczególnie, że czytam książkę „Sodoma”, opowiadającą o opętanych seksem mieszkańcach Watykanu, którzy przecież nie mogą uprawiać seksu – że wciąż żyjemy w świecie, w którym trzeba dostać pozwolenie na seks. Jeden z moich kolegów – starszy ode mnie ponad 30 lat – stwierdził, że pierwszy raz ożenił się właśnie po to, żeby móc „legalnie” uprawiać seks. Takie to były czasy wczesnych Beatlesów. Dziś część osób już nie potrzebuje ślubu, ale wciąż czyjegoś pozwolenia.

Otóż ja takich pozwoleń nie wydaję.

Ale nie wydaję też zakazów.

Nie znam Twojego systemu wartości.

Nie wiem, co da Ci radość, a co złamie Ci serce.

Wierzę, że aby seks był dobry, musi w nim być dużo miłości, a jeśli nie miłości – to szacunku, życzliwości, akceptacji. Nie wyobrażam sobie seksu bez tych składowych.

Ale to ja.

Pamiętam też taki wywiad, który zrobiłam z 10 lat temu z parą lesbijek. Jedna z nich powiedziała, że najpierw poszła z dziewczyną do łóżka, a potem – mimo że nie miała ochoty na związek – zaczęła z nią „chodzić”, bo przecież nie może być tak, że jest seks, ale nie ma związku.

No właśnie. Czy nie można?

Czytam też znów Jacka Kochanowskiego, który pisze o scenariuszach seksu z socjologicznego punktu widzenia. Kto pisze te scenariusze? Oczywiście – społeczeństwo. Nie ma w nich nic „naturalnego”, ale są tak powszechne, że zaczynamy wierzyć, że ten czy inny scenariusz na seks – z miłością czy bez – w związku czy bez związku – z długoletnią_m partnerką_em czy nieznajomą osobą – jest naturalny lub nienaturalny. Etyczny lub nieetyczny. Dobry lub zły.
Ale jeśli nikomu nie dzieje się krzywda i wszyscy są zadowoleni – to po co ograniczać swoją wolność?

Jeśli oczywiście w ogóle czujesz potrzebę, że chcesz jej używać.

Bo przecież możesz być mężatką od lat wielu, która ma ochotę tylko na swojego męża.

Ach, te wszystkie pomysły na to, jaki seks jest lepszy, najlepszy, najbardziej duchowy czy wartościowy a jaki jest słaby. Lub kto jest frajerką_em, bo nie „używa życia”.

Czy naprawdę wierzysz, że ktoś za Ciebie odpowie na pytanie, czy możesz iść z nią/nią/nimi do łóżka?

Chcesz się kochać, czy nie?

Jeśli nie – to przecież nie musisz!
To, że nie kochałaś się od dawna, od lat lub może nigdy – nie robi z Ciebie złej osoby. Oziębłej kobiety. Tak wybrałaś i już. Nie musisz się z tego wyboru tłumaczyć.

Jeśli zaś chcesz się kochać – to jakie masz oczekiwania wobec tego seksu?

Co dla Ciebie jest warunkiem sine qua non?

Antykoncepcja, szacunek, miłość?

Przecież to Twoje warunki.

Najważniejsze, żebyś to Ty czuła się dobrze i sama siebie nadużywała.

To Ty decydujesz.

Ale zawsze możemy o tym porozmawiać.

Dlatego zapraszam Cię na spotkanie kobiet na zoomie: https://www.subscribepage.com/milosciseks już w piątek o 10 rano porozmawiamy o seksie – z miłością i bez miłości. Zapisz się teraz!

Pewnie myślicie, że jeśli ktoś jest „przeciwniczką_kiem aborcji”, to nigdy jej sobie nie zrobi. Swoją drogą nie wierzę w „przeciwniczki_ków aborcji”, a jedynie przeciwniczki_ków seksu lub przeciwniczki_ków praw kobiet. Pewnie sądzicie, że jeśli jakaś osoba postrzega płód jako dziecko, to też nie zrobi sobie aborcji. Błąd. Więcej

Dawno, dawno temu czytałam książki katolickiej teolożki Uty Ranke-Heinemann, w których opisywała religijne dogmaty dotyczące seksualności. Im więcej czytałam, tym częściej popadałam w niedowierzanie, a potem w złość, bo wychowałam się w tzw. katolickiej rodzinie i żyłam w przekonaniu, że kościół – mimo wojen krzyżowych i inkwizycji – to w zasadzie pozytywna instytucja. Która – ostatecznie – trochę ogranicza nasze życie seksualne, ale ostatecznie chodzi jej o pokój, miłość i szacunek do bliźniego.

O ja naiwna!

Nikt na katechezie nie nauczył mnie historii kościoła, nie zaznajomił z poglądami tych, którzy ten kościół kształtowali, a w kinach nie było jeszcze filmu „Kler”, więc skąd miałam wiedzieć, że miłość to akurat ostatnia rzecz, o którą chodzi w kościele. Tomasz z Akwinu, uważany przez katolików za świętego, w ogóle uważał, że miłość jest przereklamowana. „Każdy, kto zbyt namiętnie kocha żonę, narusza dobro małżeństwa i może być nazwany cudzołożnikiem”1 – głosił. No, chyba że mówimy o miłości fizycznej, o seksie, bo na tym polu kościół przez tysiąclecia stanowił zasady i lubił palić na stosach za ich nieprzestrzeganie.

Katolickie rozważania: <<do pochwy>> czy <<w pochwie>>?

Ogromne było moje zdziwienie, gdy w końcu dotarło do mnie, że czego by nie ogłosili ojcowie kościoła, to ich kościelny świat kręci się dookoła seksu. Absurd? No to rozpatrzmy to na przykładach. Na przykład małżeństwo. Czy – jak sobie wyobrażałam – zależało od przysięgi, którą para złożyła w obliczu boga i bliskich, czy – jak stanowiła teologia – od tego, jaki seks później uprawiała i jakiej używała antykoncepcji?

Żeby nie być gołosłowną i uwzględnić te bardzo ważne katolickie rozważania (na temat spermy w waginie), zacytuję, co Uta Ranke-Hainemann pisze w książce „Eunuchy do raju”. A mianowicie: „Tomasz [z Akwinu] nazwał (za Arystotelesem) nasienie męskie „czymś boskim” (De malo 15,2). Od 1983 r. prawo kanoniczne stosunek małżeński po zażyciu pigułki uważa za dopełniający małżeństwo, zatem małżeństwo pigułkowe jest nierozerwalne. Niedopełnione i rozerwalne jest małżeństwo pary stosującej stosunek przerywany. Dziś trwa spór w kwestii, czy musi nastąpić wytrysk do pochwy, czy w pochwie. Pary stosujące prezerwatywy nie mają szans na rozwód, bo nie ma całkowitej pewności, czy jakaś <<kropelka spermy nie przedostała się do pochwy>>”2. No cóż, trochę mnie to zszokowało, że o małżeństwie stanowi nie deklaracja dwóch dorosłych osób, ale <<kropelka spermy>>. Autorka skwitowała to następująco: „Kwestia nierozerwalności małżeństwa jest kwestią jakości produktów przemysłu gumowego.”3 Pary mają też przechlapane, jeśli nie mogą odbyć stosunku: „Kanon 1084 [Kodeksu Prawa Kanonicznego] z 1983 roku: Niezdolność dokonania stosunku uprzednia i trwała, czy to ze strony mężczyzny czy kobiety czyni małżeństwo nieważnym”4. Wyrazy współczucia dla wszystkich kobiet z pochwicą albo wulwodynią a także dla mężczyzn z zaburzeniami erekcji – nie liczy się Wasza miłość, tylko sprawność organów płciowych. Heinemann dodaje jeszcze: „[Papież] Sykstus uczynił ze spermy alfę i omegę małżeństwa […] Kto nie był w stanie wykazać się nasieniem zgodnym z normą papieską, nie miał prawa do małżeństwa”5. Za to, gdy już małżeństwo zostało zawarte, kobieta stawała się seksualną niewolnicą męża. „Raczej żona musi się pogodzić, że zginie, niżby jej mąż miał zgrzeszyć”6 – twierdził arcybiskup Canterbury Langton, czyli kobieta musiała seksualnie usłużyć mężczyźnie za wszelką cenę – nawet cenę zdrowia czy życia. Kościół zajmuje się także pulą pozycji seksualnych, którymi obdziela wiernych. Oczywiście, seks to grzech, im mniej w nim przyjemności, tym bardziej udane płodzi się dzieci a „XIII-wieczna summa ustala, że przyzwolenie kobiecie na seks w innej pozycji niż ustalona to grzech równy morderstwu”7. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale jeśli ktoś seks w (nieodpowiedniej) pozycji uważa za coś równego morderstwu, to musi mieć seksualną obsesję.

Czytałam też o tym, że mężczyźni z zaburzeniami erekcji nie mogli być przyjmowani na księży czy zakonników. Na początku trudno było mi uwierzyć w te kościelne absurdy, ale im więcej dowiadywałam się o katolickiej teologii (czyli nie z katechezy, ale z książek doktorki kościoła) oraz w ogóle o religiach, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że koniec końców, m.in. w kościele katolickim chodzi przede wszystkim o seks. To on jest złożony na ołtarzu. A skoro księża przez celibat nie mogą w spokoju nacieszyć seksem, to nikt nie powinien móc.

Arcypedał, podistoty i obsesja seksu

Ostatnio na przypadkowej stronie otworzyłam książkę Pawła Reszki „Czarni” i przeczytałam m.in. o tym, jak jeden z księży o pseudonimie „Arcypedał” był postrachem młodych duchownych, którzy najprawdopodobniej byli przez niego gwałceni, molestowani, wykorzystywani – ale bali się skarżyć. Potem na innej stronie znalazłam to, o czym wielokrotnie pisała Uta – czyli że kler jako taki uważa kobiety za rodzaj podistot, którym nie należy się szacunek. A potem znalazłam kilka wypowiedzi księży, którzy mówili, jak wielką obsesję kościół ma na punkcie seksu. „Seks świeckich to jest nasza mania. Poza seksem nie dostrzegamy już żadnych grzechów.” – mówił jeden z nich. „Myślę, że my, duchowni, mamy jakąś obsesję w sprawach seksualności ludzi świeckich. To jest oczywiste maskowanie naszych problemów i frustracji. Budzi się w nas pies ogrodnika: sami nie zjedzą i innym nie dadzą.”8 – dodawał inny. Oni wypowiedzieli to wprost. I bardzo się cieszę, że te słowa padły, no bo kto podejrzewałby „duchowe osoby” o to, że mają obsesję seksu? O to, że zazdroszczą go świeckim? Może dlatego tak bardzo lubią piętnować i potępiać wszystko, co z seksem związane: przyjemność, radość, sam seks, antykoncepcję, przerywanie ciąży, używanie prezerwatyw – nawet w krajach afrykańskich podczas epidemii AIDS. Ale to, że potępiają, to nie znaczy, że sami z tych cielesnych uciech nie korzystają. Cyniczny ksiądz z „Kleru”, gdy dowiaduje się, że jego konkubina jest w ciąży, daje jej pieniądze na aborcję, a wcześniej zadziwiony pyta: „Jak to, nie zabezpieczyłaś się?”. Jasne, „Kler” to film, ale nie sądzę, żeby nie oddawał realiów.

Księża miewają kochanki i kochanków nie tylko w filmach takich jak „Ksiądz” czy „Kler”, ale i w realnym życiu, mają też dzieci, o czym pisała ostatni m.in. Marta Abramowicz w książce „Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica”. Napiszę to jeszcze raz: niektórzy księża są gejami. Być może nawet wielu. Podkreślam to specjalnie, bo jeśli wśród nich działa zasada psa ogrodnika, wyjaśniałoby to atak na gejów i lesbijki, który w kościele jest przedstawiany jako „zaraza LGBT”. Może jeden z drugim księdzem czy biskupem zazdroszczą np. aktorowi Jackowi Poniedziałkowi czy politykowi Robertowi Biedroniowi faktu, że mogą oni otwarcie żyć, mówić jawnie o swojej orientacji i nadal robić karierę? Nie wiem, spekuluję. I czuję, że mogę być blisko prawdy. Zasada, w zgodzie z którą ukryci geje chcą zniszczyć tych jawnych, działała dość często. Z katechezy pamiętam też księdza Mariusza, który uczył nas w szkole podstawowej, że gejów trzeba wywieźć na bezludną wyspę lub też wystrzelać. W głowie mi się wtedy to nie mieściło. Dziś już mi się mieści. Jeśli to on był jednym z tych, którzy dostali się w łapy „Arcypedała” (czy arcy-biskupa?), to nic dziwnego, że nienawidził gejów.

Księża mogą być uzależnieni od seksu, od pornografii, boją się seksualności i mają z nią duże problemy. „Duża część księży jest zniewolona. Pornografia i masturbacja – zachowują się jak mali chłopcy. Sam przez to przechodziłem. Byłem na terapii. […] Księża co chwilę biegają do spowiedzi: „Tak, masturbowałem się, oglądałem pornografię”9. I tylko tyle pojmują z seksualności. Zresztą prawdę mówiąc, wielu z nas jest przerażonych własną seksualnością. Nasze ciało wzbudza strach. Nawet myśl, nawet sen czy polucja są traktowane jako grzech. Z tym trafiają potem do konfesjonału. To zmienia się w jakąś manię prześladowczą.” – mówi inny rozmówca z książki Pawła Reszki. Ich obsesja, ich strach, ich bardzo negatywne podejście do seksualności szkodzą nam wszystkim. A szczególnie tym, którzy i które mieszkają w państwach takich, jak Polska czy kiedyś Malta, gdzie kościół narzucał swoją moralność i hipokryzję wszystkim – wierzącym i niewierzącym.

Tak, teraz już wiem, że niejeden ksiądz zazdrości nam seksu. Czy w związku z tym, robi co może, abyśmy mieli go jak najmniej, a jeśli już mamy – to w najgorszej jakości? Czy to stąd niechęć do antykoncepcji? Stąd nazywanie kobiet, które przerwały ciążę – morderczyniami? Stąd zastępowanie rzetelnej edukacji seksualnej „wychowaniem do życia w rodzinie”, jakby tylko w rodzinie można było mieć seks? Stąd oczernianie tych, którzy tego seksu spróbowali? Sama pamiętam z katechezy te śmieszne opowieści o jabłku – że jak uprawiasz z kimś seks, to jesteś dla przyszłego partnera jak nadgryzione jabłko. Serio, taką „przypowieść” wymyślić może chyba tylko ten, który mało zna seks, bo przecież ciało od orgazmu nie zużywa się jak gumka od mazania. Za to ktoś, kto rozpowszechnia takie brednie, pewnie bardzo zazdrości wolności seksualnej innym. Tego nieskrępowania, tego oficjalnego chodzenia za rękę i dawania sobie buzi. Bo przecież ksiądz też może i często to robi, tylko że „w domu po kryjomu”. Przepraszam, nie w domu. W domu bożym. Albo na plebanii.

1U. Ranke-Heinemann, Eunuchy do raju. Kościół katolicki a seksualizm, tł. M. Zeller, Gdynia 1995, s. 68.

2Tamże, s. 217.

3Tamże, s. 217.

4Tamże, s. 261.

5Tamże, s. 262.

6Tamże, s. 157.

7s. 166.

9Tamże.

1 Komentarz  Like

Nie dlatego, że ktoś Ci zabronił, tylko dlatego, że sama sobie tego zakazałaś.

Może miałaś wtedy 8 lat i ktoś powiedział, że jesteś gruba.

Albo miałaś 13 lat i usłyszałaś, że masz krzywe nogi.

A może, że masz słabe cycki?

I uwierzyłaś, że już nie możesz. Że Ty nie możesz. Że nawet nie ma co próbować. Nic już się nie zmieni. Klamka zapadła. Do końca życia skazana jesteś na samotność. Na puste zimne łóżko. I pustkę w sercu. Żadnego seksu. Żadnej zabawy. Ty nawet na plażę nie wyjdziesz, no bo jak z takim ciałem?

A może uwierzyłaś, że jesteś za stara?

Zbyt siwa i pomarszczona?

Że kobietom w tym wieku już nie wypada?

Może to egoistyczne, ale nie chcę, aby bolało mnie serce. Dlatego wyciągam do Ciebie rękę i mówię: to tylko przekonanie. Prowadząc przez ostatnie kilka lat Kurs Akceptacji Ciała, widziałam kobiety, które rozkwitały. Rozkwitało też ich życie seksualne. Nie dlatego, że w jego czasie odmłodniały, schudły czy wyrobiły sobie super mięśnie. Nie. Po prostu zmierzyły się ze swoimi lękami i spojrzały na ciało z wyrozumiałością. I nagle się okazało, że to ciało jednak może. Że możesz się kochać. Że nadajesz się do seksu. Póki żyjesz!

Zapraszam Cię na live: Wygląd i seks.

Jutro, czyli 12 września o 11.00 w grupie na FB: Klub Uniesionych Spódnic. Tylko dla kobiet. Dołącz do Klubu teraz, żebym mogła Cię dodać do grupy. 🙂 https://www.facebook.com/groups/1249178448563377/

A tutaj zapis lajwu, który można będzie zobaczyć przez najbliższe 5 dni – dla tych, które bojkotują FB. 🙂

Żeby Cię nie zdziwił tytuł – tak, poszło to jako „Im ładniejsza cipka, tym lepszy seks”. Absurd? Cieszę się, że tak to widzisz! To chyba pierwszy krok do dostrzeżenia absurdu poglądu, że im ładniejsze ciało, tym lepszy seks. 🙂

Im ładniejsza cipka – tym lepszy seks? O wyglądzie, seksie i wstydzie:

1. Kim jestem? Praktyczką akceptacji ciała i samoświadomości seksualnej
2. Co chcę? Uświadomić Ci, że ładny wygląd nie warunkuje dobrego seksu, więc nie musisz sobie odmawiać rozkoszy z powodu „krzywych nóg”. 🙂
3. Wygląd i tak się zmienia, więc jeśli chcesz więcej pewności siebie w łóżku – zainwestuj czas i energię w poczucie się dobrze w tym ciele, które teraz masz ❤
4. Przekonanie, że na seks zasługują „tylko piękne i młode”
5. Przekonanie, że to wygląd wyznacza granice rozkoszy
6. Wygląd i wstyd – i jak sobie z nim poradzić?
7. Uszy do góry! Wg mnie możesz być jaka jesteś i wyglądać, jak wyglądasz, słowem: MOŻESZ TAKA BYĆ!

Sądziłam, że się nie da. Że to musi być na żywo – tak jak zawsze. Spojrzenie w oczy, porozumienie, wspólna przestrzeń. Że wtedy ten pokłon ma moc.

Ale ile osób mogę spotkać osobiście? Przed iloma się pokłonić? Chociaż robiłam to już dziesiątki razy, to wciąż za mało.

Mało ciekawe przekazy na temat seksualności chcę zrównoważyć tym jednym, bo tak często słyszę, o jak wiele złego można ją oskarżać. Chcę, abyś usłyszał i usłyszała coś może: innego? Dobrego? Pozytywnego? Chociaż jestem jedna i mam ograniczone możliwości, to jednak robię to, bo od czegoś trzeba zacząć.

Kiedy to nagrywaliśmy, nie sądziłam, że tak podziała na tych, które i którzy już widzieli. Dostałam przecież podziękowania i gratulacje. Usłyszałam, że poczułaś się piękna i wyjątkowa. Że fala ciepła przeszła przez Twoje ciało. Że łzy Ci się zakręciły w oczach. I w ten właśnie sposób dowiedziałam się, że mimo wszystko działa. Chociaż na niektóre osoby. Takie youtubowo-internetowe pokłonienie się.

Więc, jeśli chcesz go doświadczyć, to po prostu włącz ten film.

 

Zostaw komentarz  1

Najlepsze pomysły niektórym przychodzą pod prysznicem, do mnie ten o wyzwaniu Wyprawa po orgazmy przyszedł, gdy myłam naczynia. Mycie naczyń do dla mnie czasem jedyna rozrywka i przerwa w pracy – co znają chyba wszyscy, którzy pracują online i nie mają zmywarki.

Więc myłam talerze i pomyślałam o swojej prawie-ukończonej (to chyba jakieś moje przekleństwo!) książce Uniesienie spódnicy. Mamo, ile w niej przefantastycznych historii o orgazmach. I jak bardzo te historie z życia wzięte kontrastują z gazetowym podziałem orgazmów na pochwowe i łechtaczkowe. Pomijam fakt, że odkąd ten portal założyłam w 2010, wciąż mówię o tym, że ten podział jest równie stary, jak i słaby. I tak tak co najmniej raz w miesiącu spotykam kobietę, która się martwi, że ma orgazmy, „ale tylko łechtaczkowe”. Więc kochana, niech Ci zazdroszczą, orgazmy, w których jakiś udział ma Twoja łechtaczka, mogą być bardzo fajne, bardzo szybkie i bardzo mocne. Po prostu świetne!

W każdym razie pomyślałam, że skoro książka wciąż jeszcze nie wydana (obiecuję, że w tym roku wyjdzie), to ja chociaż trochę poopowiadam o tych orgazmach i ich różnorodności. O tym, że łechtaczka jest jedynym organem ludzkiego ciała służącym tylko do rozkoszy i że orgazmy, w których bierze udział, mogą być wspaniałe. O tym, że sama osobiście uważam za ściemę podział na łechtaczkowe i waginalne, bo jak niby mam je rozróżnić, skoro łechtaczka oplata waginę a niektóre klasyfikacje uważają tak samo wargi sromowe, jak i strefę G (której znaczna część jest przecież we wnętrzu joni) za części łechtaczki! Więc ja ich nie rozróżniam. Nie umiem powiedzieć, który mój orgazm jest waginalny, a który nie i nawet nie chcę się bawić w takie rozróżnienia, bo czy one mają potwierdzić, dzisiaj, w XXI wieku, że jestem normalna?

Po prostu chcę pokazać, jak złożony jest świat orgazmów – i to zarówno kobiecych, jak i męskich. Opowiadałam o tym na wczorajszym lajwie Udawać czy nie udawać (wideo poniżej), i będę opowiadać też dzisiaj. Można mieć orgazmy od stosunku i pocałunku. Od wibratora i spojrzenia w oczy. Od tego, że ktoś Cię dotknął, spojrzał w oczy lub wymasował Ci plecy albo dłonie. Możesz mieć orgazm od wszystkiego: od zjeżdżania po poręczy, od uprawiania sportu, od tego, że zobaczyłaś piękny zachód słońca albo od tego, że ktoś wprawnie całował i lizał Twoją łechtaczkę. Świat zna wiele klasyfikacji orgazmów, ale wciąż spotykam się ze stwierdzeniem, że jedyny „słuszny” orgazm to ten, który ma miejsce, kiedy penis mężczyzny jest w pochwie kobiety. Diabeł tkwi w szczegółach a jak na złość wiele badań pokazuje, że jedynie 25-30% kobiet dochodzi właśnie od tego. Zamiast od penisa w pochwie dochodzą od głaskania piersi, pieszczot wnętrza dłoni, spojrzenia w oczy, pocałunku, seksu oralnego, wibratora, fantazjowania czy nawet samego przypominania sobie minionego orgazmu! Czyżby te orgazmiczne możliwości nie podobały się „tradycyjnym dostarczycielom orgazmów”. Czyżby badacze sprzed stu lat, tak bardzo bali się przyjemności, która się po prostu przydarza (i to wszystkim, bo nie tylko kobietom), że postanowili zamknąć orgazm jedynie w szufladce genitalnych uciech?

A Ty jak się czujesz z tym, że właśnie tak może być? Że nie zawsze trzeba seksu, stosunku czy mężczyzny? Penis+pochwa to bardzo patriarchalny czy wręcz chrześcijański wzorzec seksu i całkowicie wyklucza sporo zabawy, szczególnie między osobami tej samej płci.

Jeśli więc chcesz się przekonać o różnorodności orgazmów, dołącz teraz do naszego wyzwania (uwaga, wyzwanie jest także w grupie tylko dla kobiet, więc niestety, jeśli nie jesteś kobietą, nie dostaniesz się do grupy) i wejdź na Klub Uniesionych Spódnic (FB), aby wziąć udział w dzisiejszym lajwie (25.06. 2019, g. 19.00) Czy to tędy droga do orgazmu (dodam go tutaj na portal jutro) oraz poczytać, co przeróżne kobiety piszą o swoich najfajniejszych orgazmach, najdziwniejszych orgazmach, pierwszy orgazmach, braku orgazmów… i poczuć tę siostrzaną atmosferę, zobaczyć, jak można się dzielić, jak różne mamy doświadczenia… i że ta różnorodność jest OK!

Twoja droga do orgazmu może być kompletnie inna niż moja. Nie ma jedynej właściwej, tak jak nie ma jedynego „słusznego” orgazmu. Każdy orgazm jest dobry, każdy! Nie ma co się wstydzić, że najlepsze orgazmy masz sama ze sobą (może tak jest), bo to Ty jesteś najlepszą specjalistką od Twojego ciała. Oczywiście możesz pokazać komuś, z kim się kochasz, jak może Ci dać orgazm, czasami takie instrukcje bardzo szybko przynoszą dobre efekty. Mogę też powiedzieć, że orgazmy często są jak koty i przychodzą właśnie wtedy, kiedy chcą, a nie wtedy, kiedy się je woła. Postrzeganie orgazmu jako koniecznego elementu seksu lub wręcz najważniejszego czy finalnego – mam wrażenie – może bardzo ten seks skracać, spłycać i zamieniać miłosne spotkanie w wyścig. Czy zawsze chcesz najszybciej dobiec do mety i zasnąć, mając poczucie „dobrze spełnionego obowiązku”?

Ja nie chcę, żeby moje orgazmy były obowiązkiem. Dlatego, gdy chcę spać, to idę spać, nawet jeśli nie miałam orgazmu. Ja chcę, żeby moje orgazmy zawsze były skutkiem ubocznym tego, że jestem zrelaksowana, zadowolona i że jest mi na tyle dobrze, że mogę odlecieć.

 

 Udawać czy nie udawać? Live nr 1 z Wyprawy po orgazmy

 

Czy to tędy droga do orgazmu? Live nr 2 z Wyprawy po orgazmy

 

Zaproszenie na krąg wieczorem o 21.00 26.06.2019 – tylko dla kobiet – Wszystkie orgazmy nasze są!

Jestem beznadziejna, nie zasługuję na dobry seks, nikt mnie nie zechce, jestem brzydka i beznadziejna.
Myślisz czasem tymi kategoriami?

 

„Jesteś beznadziejna” to tytuł z okładki, która ostatnio obiega internetowy świat. Na okładce możesz przeczytać też takie napisy jak np.:
Ona jest ładniejsza,
Coś z tobą nie tak,
Nie jesteś wystarczająco dobra.

Ta okładka bardzo mi się spodobała!

Dlaczego? Bo kiedy byłam nastolatką, czytałam pisma dla kobiet, z których mogłam nauczyć się o sobie właśnie tego, jak niewystarczająca jestem. Tylko tytuły artykułów były inne, np. Jak za pomocą makijażu zamaskować…. Jak dobrać fryzurę, aby ukryć…. Jak odessać tłuszcz z… Jak powiększyć…, Jak zmniejszyć… Jak schudnąć 10 kilo…. Jak zredukować rozstępy… Jak walczyć z cellulitem… itp. Znajdowałam sto porad, jak zmienić swoje ciało lub udawać, że ono wygląda inaczej. Wypchane gąbką staniki, wyszczuplająca bielizna, markowe ubrania, zabiegi i kosmetyki, które zrobią z Ciebie „wartościową” kobietę. A co jeśli nie stać Cię na taki styl życia lub nie zmieścisz się w tych rozmiarach ubrań? A co jeśli na Twoje rozstępy nic nie działa? A co jeśli nie masz czasu, aby to wszystko robić?

Wtedy możesz pomyśleć, że jesteś beznadziejna. Masz przecież sposoby, z których nie korzystasz. Więc jesteś leniwa i oporna. I wszyscy zobaczą, że masz grube łydki albo krótkie nogi. Że owal Twojej twarzy nie jest idealny. I wyciągnąć wniosek, że w takim razie nie zasługujesz na dobry seks. Albo na to, żeby być akceptowaną z takim ciałem, jakie masz. Możesz zacząć siebie nie lubić za to, jak ono wygląda. I uwierzyć, że dopóki się nie zmieni, to Ty nie możesz uprawiać seksu ani pokazać się ludziom.

W każdym razie ja, czytając regularnie te magazyny, uwierzyłam, że jestem jeszcze bardziej beznadziejna, niż mi się wcześniej wydawało. Dopiero, gdy przestałam je czytać, zauważyłam, że mój poziom akceptacji siebie wzrósł. Że już się tak bardzo nie przejmuję. Dopiero wtedy doszło do mnie, że trucizna regularnie sącząca się w mój mózg, zatruwała każdą moją komórkę. Wcześniej krzyczały do mnie artykuły i reklamy, które mówiły: popraw, zamaskuj, zatuszuj, ukryj, schowaj, przytnij, zafarbuj, zamaluj, skoryguj, schudnij… a mój mózg każdy taki komunikat czytał jako: coś z Tobą nie tak. Nie zauważyłam, że moje ciało stało się poligonem walki, na którym miałam walczyć sama ze sobą. Sugerowano mi, że muszę nie lubić tego, jaka jestem. Muszę nienawidzić tłuszczu czy rozstępów czy włosów na ciele. I coś, do czego wcześniej nie miałam negatywnego nastawienia, urosło do rangi wielkiego problemu. Energia, która mogła być iść na zabawę, naukę czy choćby uprawianie sportu, szła na zamartwianie się i próby walki z naturą. Jak ja wyglądam? Och, jaka jestem beznadziejna! Ona jest ładniejsza! Nikt mnie nie zechce!

I sądzę, że tak to się dzieje. Komunikaty, które sugerują, że coś trzeba ciągle w Tobie poprawiać, możesz odczytać właśnie jako: Jestem beznadziejna.

Dlatego tak cieszę się tą okładką! Bo na Kursie akceptacji ciała – na którym i ta okładka wypłynęła, dzięki jednej z Uczestniczek – zawsze proponuję eksperymentalny tydzień: odetnij się od takich komunikatów, które sugerują, że jesteś do niczego. I zastąp je życzliwymi. Kobiety, które tak robią, często zaczynają się czuć w świecie tak, jakby były wolne i wystarczające. Bo właściwie – bez względu na wygląd – mogą takie być, jakie są. Przestają się krępować, przechodząc przez pokój pełen ludzi. Ośmielają się założyć na siebie to, na co mają ochotę: spodnie, sukienkę, szorty czy bikini. Odkrywają, że są bardziej wolne w czasie seksu. Eksperymentują z makijażem lub jego brakiem. Po prostu: pozwalają sobie na to, aby być sobą. Przestają wymagać, aby ich ciało spełniało wyśrubowany standardy kulturowego piękna i z takim ciałem, jakie mają – sięgają po to, na co zawsze miały ochotę, ale bały się sięgnąć albo wierzyły, że nie mogą.

„Jesteś beznadziejna” jako głos z wewnątrz

Oczywiście, nie musisz czytać kolorowych magazynów, oglądać reklam, czy przeglądać przefiltrowanych zdjęć na Instagramie, aby słyszeć w głowie ten krytyczny głos. Bo może on siedzi w Twojej głowie już od dzieciństwa i podcina Ci skrzydła, wmawia, że nie możesz kupić sobie bikini albo pozwolić sobie na seksualną rozkosz, bo nie masz „odpowiedniego” ciała. Ale wiesz co? Na ten głos też jest sposób. Można go wyciszyć, można go zastąpić innym komunikatem. Na Kursie używamy do tego zdania: „Mogę taka być”, co znaczy: akceptuję siebie, swoje ciało, nie muszę się poprawiać, akceptuję siebie już w tej chwili. Tamten komunikat: „Jesteś beznadziejna” może być z początku głośniejszy.
Dlaczego?
Bo jeśli słyszysz to od lat i od lat sama sobie powtarzasz, jakaś część Ciebie w to uwierzyła.
Ale tak naprawdę jesteś OK, Twoje ciało jest OK, tylko to może za rzadko sobie powtarzasz, żeby tak samo w to uwierzyć, jak uwierzyłaś w tamto. Może w ogóle sobie tego nie mówisz? Dlatego na Kursie robimy wiele regularnych praktyk, żeby ten pozytywny przekaz tak samo mógł w Ciebie wsiąknąć, jak wsiąkały słowa bezlitosnej krytyki. To zaskakujące, jak łatwo niektórym przychodzi wierzyć w to, że: jest źle, nic się nie uda, moje ciało jest do niczego. I uwalniające, kiedy ten stary przekaz zastępuje coś, co daje nadzieję i energię do działania: Mogę być sobą, mogę być, jaka jestem, moje ciało jest OK, jestem czymś więcej niż moje ciało – jestem osobą, pełnią, całością i mogę mieć radość z życia.

Pomagam kobietom zaakceptować ciało i seksualność. Pomagam wlać nowe paliwo do mózgu, coś, co zastąpi niechęć, niezadowolenie i krytykę. Dlatego robię wyzwania online, warsztaty i kursy. Wierzę, że wspólnie zmieniamy świat. W ten sposób właśnie robimy wielką rewolucję. Każda – zaczynając od siebie. Ale przecież nawet jeśli robisz to tylko dla siebie, skutkiem ubocznym jest to, że emanujesz swoim przykładem na inne osoby: przyjaciółki i przyjaciół, bliskich, rodzinę, dzieci, ludzi z pracy… Więc jeśli chcesz zmienić myślenie, doładować się czymś pozytywnym, zapraszam Cię na moje orgazmiczne wyzwanie online – Wyprawa po orgazmy i na inne wydarzenia oraz zajęcia, np. na stacjonarny lipcowy Kurs akceptacji ciała do Wrocławia bo ten online jest już w połowie. I dziękuję Ci, że ze mną jesteś.

Aha, i pamiętaj, że jesteś wspaniała!

Jesteś wystarczająca!

Wszystko z Tobą OK!

Możesz być taka, jaka jesteś!

Możesz być sobą!

Możesz taka być!

I ja mogę być taka, jaka jestem. Sama sobie daję do tego prawo.

Po prostu – jesteś boginią. 🙂

I jak Ci z tym komunikatem? 🙂 Zdecydowanie bardziej pozytywny, niż o byciu beznadzieją, i przy okazji tak samo obiektywny. Więc który wybierasz? Decyzja należy do Ciebie!

PS. Taki magazyn, jak „You Suck” oczywiście nie istnieje, a jednocześnie – ile z nas go czyta?

Wypoczęłaś w święta? Wypocząłeś?:)
Dla niektórych święta nie są żadnym wypoczynkiem, a przed nami zaraz majówka… postanowiłam więc zrobić krótki live o wypoczynku i pokazać, jak można wypocząć na Błogokręgu i we własnej sypialni… niekoniecznie śpiąc.:P

Przekonałam się, że jest coś, co sprawia, że można doświadczyć cudownego relaksu, zapomnieć o wszystkim – zadaniach, troskach i ciemnych stronach życia, coś, co daje absolutny reset. Tym czymś jest doświadczanie przyjemności, błogości i zachwytu.

Stan błogości pewnie można sobie zorganizować na kilka sposobów, ale ja się ograniczę do pokazania dwóch.

Jedno i drugie wiąże się z tym, aby wypoczynek zorganizować.

Może Ci się wydawać, że świetnie wypoczniesz leżąc na kanapie i oglądając serial. Albo skrolując fejsa, instagram lub yt. To może dać pewien rodzaj wytchnienia. Ale to nie jest błogość i absolutnie rozluźnienie, które mam na myśli. W każdym razie gdy sama zajmuję się takim rodzajem „wypoczywania”, to często po wszystkim czuję się zniechęcona… widzę, że minęły 2 godziny, że w tym czasie nie obejrzałam dobrego filmu (a w kinie jest to możliwe), że z nikim naprawdę nie porozmawiałam (tak jak to jest możliwe twarzą w twarz czy przez telefon), w moim ciele nie wytworzyły się endorfiny (jak np. podczas pływania czy innej aktywności fizycznej) i nie mam energii. Jestem jak dętka i zirytowana, że tracę czas. Na dodatek umysł jest zmęczony i przeładowany dziesiątkami wiadomości. To powoduje rozkojarzenie, przytłoczenie i zmęczenie. I z błogością nie ma nic wspólnego, raczej jest to zabijanie czasu.

Wiem, że nie jestem jedna jedyna. Część z nas łudzi się, że wypocznie „przy internecie”, a część nie umie wypoczywać w ogóle, bo przecież „nie mogę siedzieć i nic nie robić”.

Wspaniale!

Na Błogokręgu możesz zobaczyć i nauczyć się tego, jak skupienie na fizycznej, cielesnej przyjemności przynosi bardzo głęboki relaks. To się dzieje, kiedy po prostu czujesz (zamiast myśleć, analizować, planować itp.). Na taki seans czucia zapraszam już w tę sobotę o g. 18.00 do Wrocławia. To będą 4 godziny boskiej przyjemności! Tego nie musisz organizować, wystarczy, że dołączysz do nas.:)

Coś podobnego jest możliwe w łóżku… nie mam tutaj na myśli tylko klasycznego stosunku, ale wszystkie pieszczoty, które powodują, że myśli wyparowują z głowy jedna po drugiej i zostaje tylko „O, tak! Właśnie tak!”:D Więc o tym opowiem w czasie lajwu jutro o g. 11.00 na fp Seksualności Kobiet. Jeśli masz pytania, jak odpocząć w seksie lub wiesz, że są takie rzeczy, które nie dają Ci się rozluźnić w sypialni – napisz mi o tym w komentarzach. Jutro się do tego odniosę.:)

Jutro zajdziesz tutaj także zapis z lajwu i podpowiedzi, jak to zrobić, aby naprawdę odpocząć w seksie. 🙂

Odpocznij sobie! „Ale jak?!”

W skrócie:

  1. Daj wysoki priorytet dla odpoczynku. Nie tylko praca i robienie mają w życiu sens. Odpoczywanie to nie jest egoizm ani lenistwo. Odpoczywanie to konieczny warunek, aby mieć siłę do życia i czuć szczęście…
  2. Możesz odpocząć w seksie lub byciu z ludźmi – szczególnie, kiedy zanurzysz się w fizyczną przyjemność i opróżnisz głowę z natrętnych myśli, niepokoju i planowania.
  3. Jeśli nie możesz się skupić na seksie i przyjemności, możesz zacząć ćwiczyć skupianie uwagi na czymś innym – np. medytacji jedzenia ciastka z kremem – o czym mówiłam na lajwie. 🙂 A potem tę umiejętność przeniesiesz do seksu.
  4. Możesz się uczyć wypoczywać, zanurzając się w zmysłowej przyjemności – niekoniecznie podczas stosunku – ale podczas masażu, przytulania, głaskania – czego możesz doświadczyć na Błogokręgu i gdy się tego nauczysz na Błogokręgu, możesz to przenieść do własnej sypialni.
  5. Fizyczna przyjemność, błogość bycia z ludźmi, blisko, w dotyku, czułości (niekoniecznie seksie, ale też podczas seksu) może dać Ci taki reset, takie rozluźnienie i jednocześnie naładowanie baterii, że zachce Ci się żyć! Bliskość i fizyczna przyjemność moim zdaniem dają o wiele większe odprężenie niż zaleganie na kapanie i skrolowanie internetu. 🙂 A że czasem nie chce Ci wstać sprzed telewizora? Co zrobić, żeby jednak doświadczyć błogości, a nie tylko zabijania czasu? Opowiadam o tym w tym lajwie, którego nagranie widzisz powyżej.:)

Wiem, że nie każdy potrafi odpoczywać. Czasem ktoś boi się seksu jako wielkiej roboty, wysiłku, starania się, a tymczasem seks wspaniale ładuje baterie, przynosi uzdrowienie i daje chęć do życia.

Piszę to zdanie trochę przewrotnie, bo wiem, że nie każda_y czuje potrzebę, aby uprawiać seks.:) Ale piszę to z pełną świadomością, aby odwrócić powiedzenie: „Lepiej to robić, niż o tym mówić”. Uważam, że ono naprawdę może przysporzyć ludziom problemów. Ono zamyka usta. Odbiera pewność siebie. Każe milczeć nawet wtedy, gdy trzeba krzyczeć! Może prowadzić do sytuacji pełnych przemocy i nieporozumień, bo przecież, jeśli się mówi „nie”, to tak, jakby się rozmawiało o seksie… To może już lepiej zamknąć oczy i przeczekać, niż się odezwać? Tak, wiem, że to skrajna sytuacja, ale piszę o tym, bo słyszałam i o takich przypadkach.

A ja po prostu chcę pokazać absurd przekonania, że o seksie nie powinno się rozmawiać. Jeśli tak uważamy, przestajemy rozmawiać o czymkolwiek, co komuś może się z seksem kojarzyć. Pozostają tylko świńskie dowcipy (bo to tylko żart!) oraz aluzje (no bo przecież to Tobie się kojarzy!).

Czy faktycznie lepiej to robić?

Czy jeśli lubisz tańczyć, to nie możesz o tym mówić? Bo lepiej jest to robić? No jasne, że jest różnica! Ale jako osoba, która kocha taniec, wiem, że lubię też o nim mówić, słuchać, czytać. Lubię czuć się częścią społeczności. Może być to społeczność taneczna, tangowa czy wielbicieli muzyki elektro. I czy to nie jest radość, spotkać na imprezie kogoś, kto tak samo jak Ty lubi ten sam zespół, tę samą płytę, tę samą piosenkę? I po prostu o tym porozmawiać? Nie wiem, jak Ty, ale ja długie godziny spędziłam na rozmawianiu o muzyce. I nie zaszkodziło to bynajmniej w jej słuchaniu czy też tańczeniu do niej. Jeśli o czymś rozmawiasz, to po prostu zaczynasz to lepiej rozumieć, uczysz się od innych o tym, uczysz się dzięki ich wrażliwości i dzięki ich odmiennemu od Twojego punktowi widzenia.

Dlaczego więc z seksem i seksualnością miałoby być inaczej?

Dlaczego o wszystkim można porozmawiać, a o tym akurat nie?
Dlaczego możemy rozmawiać o gotowaniu, dlaczego możemy pójść na kurs gotowania, oglądać kucharzy w telewizji, a nawet iść do szkoły gastronomicznej, a o seksie trzeba milczeć? Rzekłabym, że jednak dziedzina seksualności, związków i kontaktu z drugim człowiekiem jest bardziej złożona niż zrobienie naleśników. Dlaczego, jak chcesz pierwszy raz w życiu zrobić naleśniki, to tato czy mama powiedzą Ci, jak to się robi, a jeśli nie potrafią, podadzą Ci książkę kucharską, zadzwonią do babci albo znajdą przepis w internecie? Dlaczego, jak chcesz dowiedzieć się czegoś o seksie, to rodzice zazwyczaj zaczynają milczeć? Seks, podobnie jak jedzenie, jest ludzką potrzebą. Seksualność jest częścią Twojej tożsamości. Jeśli o niej milczysz – udajesz, że jej nie ma. Jeśli jej nie ma – tracisz kawałek siebie. I to ten kawałek, który może być źródłem wielkiej satysfakcji, rozwoju osobistego i duchowego, płaszczyzną to tworzenia wielkiej bliskości w związku – że o orgazmach już nie wspomnę.:P

Rozmowy o seksualności poszerzają horyzonty

Seks zazwyczaj odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Jasne, można go zobaczyć w pornografii, ale pornografia to pornografia, to pewna fantazja na temat tego, jak seks mógłby wyglądać, a nie film dokumentalny, więc niekoniecznie dowiesz się z niej jakiejś prawdy o seksie. Jeśli więc chcesz, aby ktoś Ci te drzwi uchylił – to albo musisz się umówić z zaufanymi znajomymi, żeby wypuścili Cię do swojego pokoju, gdy akurat będą się kochać… albo – po prostu z kimś o tym porozmawiasz. Taka rozmowa daje możliwość mówienia nie tylko technikaliach seksu, ale i o emocjach, jednostkowych przeżyciach, radościach, ekstazach, lękach i smutkach – które wiążą się z seksem, a które bywają wielkim tabu.

Rozmowy o seksualności pozwalają na to, aby zobaczyć, jak ona jest różnorodna. Zobaczyć, że różne osoby podniecają różne rzeczy, że każdy może mieć inne pragnienia i fantazje i że jedna osoba może ekscytować się czymś, na co ktoś dotąd nie zwrócił uwagi oraz to, że wcale nie musisz w swoich preferencjach być podobna do swojej koleżanki. Ty być może zwracasz uwagą na coś, co ja pomijam. Tak jak Shere Hite pominęła kobiecą strefę G, a znów Deborah Sundahl ją uwidoczniła, ucząc o kobiecej ejakulacji. Dwie fantastyczne kobiety o różnych spojrzeniach na kobiecą seksualność i kobiece możliwości.

Z jedną z nich miałam możliwość porozmawiać – tak, rozmawiałam z nią, o seksie, o strefie G, o kobiecej seksualności. Właśnie chodzi o to, że nie uprawiałyśmy ze sobą seksu, ale rozmawiałyśmy o nim. O seksie, seksualności, ciele. Można. To może być jednocześnie duża frajda i cenna nauka.

Gdybym uwierzyła w powiedzenie, że lepiej to robić, nie porozmawiałabym z Deborą Sundahl ani nie poznałabym najbardziej nietuzinkowych i wrażliwych osób, które stanęły na mojej zawodowej drodze. Nie rozmawiałabym z  moim partnerem, przyjaciółkami i przyjaciółmi i nie rozmawiałabym teraz z Tobą.

Dzięki byciu między ludźmi i rozmawianiu z nimi także o seksie i seksualności, poczułam, że wszystko ze mną w porządku, gdyż okazało się, że nie jestem tą jedyną kobietą na świecie, którą ten temat interesuje. Bo z seksualnością często wiąże się osamotnienie, poczucie wyobcowania. Ponieważ wkładano nam do głów, że nie wypada i nie należy, do dziś możesz czuć, że nie masz się do kogo odezwać, że wszystkie seksualne tematy, które chcesz poruszyć, trzeba po prostu przełknąć. Zmilczeć. Zapomnieć. Już pomijam te sytuacje, w której ktoś czuje się osamotniony ze względu na swoją nienormatywną orientację psychoseksualną i po prostu boi się powiedzieć o sobie prawdę innym. Nawet heterokobiety i mężczyźni mogą odczuwać lęk przed ujawnieniem się ze swoją intymnością, pragnieniem czy problemem. Każdego dnia kogoś takiego spotykam. Kogoś, kto pyta mnie: czy jest ktoś inny na świecie, kto czuje tak jak ja? Chce tego, co ja? Boi się tego, co ja? Pragnie tego, co ja?

Tak!
Są takie osoby!

Ale dowiesz się o nich dopiero wtedy, kiedy – jak pisałam w tym artykule – zaczniesz języka używać także do rozmów, a nie tylko do seksu oralnego. 🙂

Staram się pokazywać poprzez działanie, że tyle jest kobiecych seksualności, ile jest kobiet. Tyle jest seksualności, ile jest osób. Że się różnimy, ale i że mamy jakieś wspólne doświadczenia. I że seksualność to naprawdę fantastyczny temat do rozmowy!

Ostatnio, poza warsztatami, spotykam się z kobietami i mężczyznami na półgodzinne rozmowy telefoniczne lub internetowe w ramach Rozmowy z Vocą. To jest dla mnie cudowne doświadczenie!

Jestem wdzięczna i czuję wielką radość, kiedy mogę Ci pomóc, dzieląc się doświadczeniem, inspirując, uspokajając czy po prostu wysłuchując. To jest praca marzeń!:)

To, co? Rozmawiamy?! 🙂
Ja jestem gotowa. 🙂

Możemy porozmawiać o seksie,
Możemy porozmawiać o dziewictwie,
Możemy porozmawiać o masturbacji,
Możemy porozmawiać o fantazjach,
Możemy porozmawiać o erotycznej anatomii,
Możemy porozmawiać o ciele,
Możemy porozmawiać o miesiączce.
Możemy porozmawiać o tym, czego pragniesz w seksie, ale nie wiesz, jak to osiągnąć.
Możemy porozmawiać o Twoich radościach i Twoich troskach.

Może jak zaczniesz ze mną, to potem łatwiej będzie Ci z dziewczyną, chłopakiem, żoną, mężem, córką, synem, kimś, kto Ci się strasznie podoba, ale się go wstydzisz. :)?

Lubię myśleć o łóżkowych rozmowach. O rozmowach, które przeprowadziłam w seksie i o seksie. Kojarzą mi się one z przyjemnością, odprężeniem, zabawą. Zazwyczaj dużo w nich czułości, bliskości, czasem podniecenia. Hank Moody w „Californication” mówił, że rozmawiać o seksie to trochę tak, jakby to jeszcze raz robić. Ja myślę, że czasami rozmawiać o seksie, to już trochę to robić.

Podobno Casanowa był impotentem i uwodził kobiety słowami… być może jestem typową kobietą, bo na mnie słowa bardzo działają. Lubię słyszeć o tym, co zaraz będziemy robić i jak będzie mi w tym dobrze. Lubię słuchać o tym, co podnieca, na co mamy ochotę, jaką masz dzisiaj fantazję. Słowa pomieszane z pocałunkami, westchnieniami, pomieszane z czułością i lubieżnością. Słowa, które podniecają. I takie, które dają zaufanie i bezpieczeństwo.

„Dobrze jest to robić i dobrze jest o tym mówić!”

Są takie powiedzenia, że „lepiej to robić, niż o tym mówić” oraz że „dżentelmeni o tym nie rozmawiają”. Co do pierwszego – to mam wrażenie, że wymyśliła to osoba, która pojęcia nie ma, jak smakowita i rozkoszna może być rozmowa o seksie. Zdecydowanie więc polecam mówienie i powiedzenie zmieniam na: „Dobrze jest to robić i dobrze jest o tym mówić”. Przecież kiedy lubisz np. chodzić po górach, to zapewne przyjemnie jest i po tych górach chodzić i potem opowiadać, jak było na wyprawie. Dlaczego więc z seksem miałoby być inaczej? A co do powiedzenia, że „dżentelmeni o tym nie rozmawiają”… – mam nadzieję, że odnosi się ono tylko i wyłącznie do głupich przechwałek i plotek, „kto kogo zaliczył i jak było”. I mam nadzieję, że mężczyźni nie rozumieją tego na opak, jako „nie mogę powiedzieć mojej dziewczynie, co mnie podnieca, bo dżentelmeni o tym nie rozmawiają”. A, niestety, kiedy pisałam Uniesienie spódnicy, to i takie rzeczy słyszałam od moich rozmówczyń, że nie mogły z faceta słowa wyciągnąć i w związku z tym, że para nic o sobie nie wiedziała, seks był kiepski. No bo w końcu zero komunikacji to zero porozumienia. A jak Ci ma być z kimś dobrze w łóżku, jeśli on nie rozumie Ciebie a Ty jego? Jasne, są osoby o zdolnościach jasnowidzów, które być może „słyszą” cudze myśli, tak jak słyszał je Mel Gibson w filmie Czego pragną kobiety – ale z iloma jasnowidzami Ty byłaś w łóżku? Ja jeszcze z żadnym – dlatego używam języka nie tylko do seksu oralnego, ale też do tego, aby powiedzieć, na co mam ochotę i zapytać, czego życzy sobie ta druga osoba. Proste, skuteczne i nie pozostawia pola do nieporozumień.

Dla nieśmiałych… bój się i rób 🙂

Wiem, wiem. Są na tym globie osoby, które są nieśmiałe. No to dla nich w poniższym wideo kilka sposobów na to, aby nie powiedzieć, a jednak powiedzieć. Bo przecież jeśli się wstydzisz powiedzieć to na głos na neutralnym gruncie, to możesz… to napisać (w liście, mejlu, esemesie – lub na specjalnej kartce – tak jak to pokazuję na nagraniu). Możesz też postarać się o taką atmosferę i bliskość, że wstyd tym razem Cię nie zatrzyma. 🙂 Kochanie się to bardzo intymna, wymagająca bliskości i otwarcia czynność. Podobnie z mówieniem o swoich potrzebach i fantazjach. Stawiam więc hipotezę, że tam, gdzie partnerzy/-ki otworzyli/ły się na siebie w rozmowie, tam po prostu lepszy seks. A jeśli się wstydzisz – wtul się w jej/jego ramię, tak, żeby ukryć swój rumieniec – albo zgaś światło, albo wyszepcz mu/jej to przez telefon. Onieśmielenie odczuwa wiele osób, a część z nich stosuje się do hasła „bój się i rób”. Ponoć magia dzieje się tam, gdzie jest strach, bo strach pojawia się tam, gdzie nowe. Nowe może onieśmielać czy też przerażać. Ale – co najgorszego może wydarzyć się w Twoim łóżku? Może jak Ty zrobisz ten pierwszy krok, to drugiej osoby będzie się łatwiej otworzyć. W każdym razie – gdy jasno wypowiesz, czego chcesz a czego nie chcesz – większa szansa, że dostaniesz to, czego chcesz. Gdy ta druga osoba jasno wypowie, czego chce, o czym fantazjuje i co jej sprawia przyjemność – Tobie łatwiej będzie to dać (bez umiejętności czytania w myślach). A czy to nie jest tak, że to, co chcesz dawać w seksie, to przyjemność – drugiej osobie?

Rozmowy przed – stwarzanie dobrej atmosfery

Rozmowy o seksie i w seksie mogą być różne i o tym jest to wideo. Dla porządku napiszę tutaj, że za pomocą rozmowy przed seksem, możesz sobie przygotować dobry grunt do seksu. To tak samo jak z grządką – możesz siać gdzie popadnie, możesz też siać na przygotowanej do tego grządce. Więc po to przygotowujemy grunt – żeby zebrać jak najlepsze owoce. Przed seksem możesz umówić się na to, jakich słów używacie w łóżku a jakich nie (może określenia typu ruchanie sprawiają, że natychmiast spada Ci libido i masz ochotę wykopać partnera z łóżka?) Możecie sobie powiedzieć, co Was podnieca, co chcecie słyszeć, jak chcecie być dotykani, jakie są Wasz granice itp. Gdy wszystkie te sprawy są omówione, można się czuć po prostu bezpieczniej – gdy wiesz, że nie palniesz gafy, nie naruszysz granic, nie użyjesz słowa od którego Twojej partnerce natychmiastowo przechodzi ochota na seks – czy nie czujesz, że pojawia się więcej przestrzeni na eksperymenty? W każdym razie ja tak mam – jak wiem, w jakim obszarze mogę się poruszać i czego mam nie robić – czuję się o wiele swobodniej i naprawdę mogę się puścić wodze fantazji. Mogę dowolnie eksperymentować, bo wiem, że po tym wszystkim nie usłyszę, że zrobiłam coś, co przekraczało wszelkie granice. Nie! My te granice ustaliliśmy wcześniej. Oczywiście, także w seksie na bieżąco można różne rzeczy ustalać, ale o tym będzie w akapicie o rozmowach w seksie.:)

Rozmowy przed seksem przeprowadzałam nie tylko z moim jednym, jedynym, ukochanym, ale także wtedy, gdy miałam się znaleźć w łóżku z kilkoma osobami, niekoniecznie znajomymi. Piszę to, bo chcę rozwiać wszelkie strachy i niedomówienia – a często o nich słyszę, więc powiem to teraz wyraźnie: nawet, może właśnie szczególnie wtedy, kiedy umawiasz się na seks z kimś nowym i nieznanym, dobrze przed seksem omówić sobie to, jakie są granice, co robimy, a czego nie robimy itp. Podejrzewam, że jeśli ktoś jest tzw. normalną osobą, to szczerze i wyraźnie powie Ci, czego chce. Jeśli zaś będzie kręcić i kluczyć albo wręcz odmówi ustalenia zasad – to czy na pewno chcesz seksu z taką osobą? W każdym razie ja bym nie chciała. Lubię jasne i proste sytuacje. Znajomości z nieasertywnymi osobami, które nie chciały mówić wprost, o co im chodzi, wspominam bardzo źle i na długo pozostawiły we mnie dyskomfort. Ja nie chcę ludzi krzywdzić. Dlatego też muszę znać granice drugiej osoby, żeby wiedzieć, że ich nie przekroczyłam. Wolę o tych granicach dowiedzieć się przed, niż dwa tygodnie po – i to od wspólnych znajomych.:P

W czasie tych rozmów przed można ustalić także ogólne zasady, które towarzyszą naszemu seksowi czy związkowi. Co powiesz na dobrowolność, dyskrecję i brak oceny? Jak będziesz się czuć w łóżku, gdy będziesz mieć absolutną pewność, że wszystko możesz, ale niczego nie musisz? Że możesz zadać każde pytanie czy też dać każdą propozycję i nikt się nie obrazi, nie strzeli focha i nie wyśmieje Cię? Jak się czujesz z zasadą dyskrecji – czyli sytuacji, w której wiesz, że to, co robicie, robicie tu i teraz i nikt nie będzie o tym nikomu innemu opowiadać? Jak się czujesz z pewnością, że ani to, co mówisz, ani to, co robisz, ani to jak wyglądasz nie będzie oceniane ani krytykowane? Czy to nie daje luzu i poczucia bezpieczeństwa? A jeśli tak, to dlaczego się na to nie umówić? Można się umówić nawet na piśmie, jeśli tego potrzebujesz!

„Strasznie mnie podnieca, kiedy Ty…”

Na pograniczu rozmów przed seksem i rozmów w trakcie (które są raczej pojedynczymi słowami niż obszernym komunikatem), mogą być jeszcze rozmowy podniecające, zwane czasem świntuszeniem. Myślę, że część tych rozmów może się zaczynać na przykład tak… „Strasznie mnie podnieca, kiedy Ty…” – i tutaj możesz dodać dowolną czynność, która Cię faktycznie podnieca. Może podnieca Cię patrzenie w oczy? A może wkładanie palca w odbyt? Zastanów się, co chcesz przekazać swojemu partnerowi, czy partnerce. W każdym razie pewnie wiele z nas chce wiedzieć, jak dogodzić drugiej osobie i wiedzieć, co tak podniecającego jej robi… Jest to nie tylko miłe, ale i podniecające. I dla osób, które lubią sobie posłuchać w łóżku, ale mają za partnera milczka, mam taką radę: jeśli on/a milczy, mów Ty! Mów o tym, co Cię podnieca, co lubisz, jak Ci robi, co Ty lubisz mu/jej robić itp. Opowiadaj o tym. Słuchaj swojego głosu. Masz tutaj całkowitą dowolność wyrażania się! Możesz dobrać takie słowa, opowiedzieć o takich rzeczach, które zależą tylko do Ciebie. Sto procent kontroli.:) Może Twój partner zechce dołączyć do tej podniecającej rozmowy, może nie, ale podejrzewam, że obojgu będzie przyjemnie chociaż posłuchać.

Czy możemy przestać?

To może mało seksi temat, ale zacznę od końca, czyli kończenia seksu. Część osób czasem w seksie ma już dość, już dłużej nie chce się kochać, ale z jakiegoś powodu tego nie mówi. Najlepiej dla nich byłoby skończyć zabawę dokładnie w tym miejscu gdzie są, nie czekając na czyjekolwiek wytryski, spazmy i orgazmy. Wtedy właśnie można powiedzieć: stop. Już nie chcę. Czy możemy przestać? Albo coś podobnego. Generalnie chodzi o poinformowanie drugiej osoby, że seks właśnie przestał być dla nas przyjemnością. Czasami ta druga osoba jest na tyle empatyczna, że to wyczuje, czasami nie. Więc zachęcam Cię – jeśli nie chcesz, to o tym powiedz, a więcej dowiesz się z nagrania.

Poza tym w seksie często komunikacja bywa ograniczona, bo zatapiamy się w świat zmysłów, ale czasem można usłyszeć jakieś wyznanie miłosne, achy i ochy czy też sugestię, aby zmienić pozycję lub przesunąć się bardziej w lewo. Jest też taka tantryczna medytacja, która polega na mówieniu na głos każdej myśli, która przychodzi Ci do głowy w trakcie seksu. Więc jeśli chcesz się w seksie rozgadać, to może zaczniesz właśnie od niej? Trochę żartuję, a trochę zachęcam do sięgnięcia do książki Święta seksualność, z której ta praktyka pochodzi.

Tak mi dobrze, tak mi rób!

Egzamin zdaje moim zdaniem komunikowanie się pomrukami, westchnieniami, mówieniem „o tak, tak, świetnie, tak! Dobrze, tak!” To nie jest dużo słów, nie jest to jakiś wielki wysiłek, a druga osoba może dzięki temu zauważyć, co Ci sprawia przyjemność, słyszeć to na bieżąco, dzięki czemu z jednej strony może się bardziej w czuć w to, co się dzieje, a z drugiej może się odprężyć, bo wie, że coś robi dobrze. A ludzie się często stresują tym, że w czymś są słabi. Że słabo im idzie w łóżku. Słyszałam, że wręcz niektórych rzeczy w łóżku unikają, bo są przekonani/e, że to im źle idzie, że tego nie umieją. A przecież w części spraw nie tyle chodzi o szczególne wyćwiczenie, co o porozumienie i podążanie za wskazówkami partnera/ki. I gdy partner/ka pyta, co i jak robić, to dobrze jest podać szczere instrukcje. A jak się nie wie, jak to ma być, to zaproponować eksperyment z bieżącą komunikacją, czyli „nie wiem, jak ma być, bo jeszcze nigdy tego nie robiłam/moje ciało się zmienia itp., ale spróbuj na chwilę tego/czegoś, a ja Ci powiem, jak mi jest”. Jeśli dzieje się coś bolesnego czy niemiłego, też możesz dać o tym znać – pomrukiem niezadowolenia albo konkretnym słowem czy gestem – zależy od sytuacji i od tego, jak ten pomruk czy gest zostanie zrozumiany. Czasem może być niezauważony, wtedy warto użyć słów. Więcej o tej niewerbalnej komunikacji na filmiku.

Przeżyjmy to jeszcze raz 🙂

Obok rozmów przed, mamy też rozmowy po.
Rozmowy po mogą pomóc Ci „przeżyć to jeszcze raz” – jak chciał Hank Moody, a także powiedzieć partnerowi, co Ci się najbardziej podobało. Co Cię najbardziej podniecało. Co chcesz jeszcze powtarzać… wiele razy. Gdy skupiasz się na tym, co Ci się podoba, duża szansa, że znów to dostaniesz. To się po prostu zapamiętuje. „O, podobało Ci się jak Cię całowałem w szyję? Ale jak całowałem? Czekaj, spróbuję, a Ty mi powiesz, czy to było tak, czy jakoś inaczej…”
Wiesz, o czym mówię? Często ta druga osoba czuje się już gotowa do tego, aby znów dać Ci tę przyjemność, wyrywa się wręcz do powtórzenia tego. Albo dobrze to sobie zapamiętuje na drugi raz.:)

A jeśli najpierw – zamiast z partnerem czy partnerką w ramach testów chcesz o seksie porozmawiać ze mną – to masz możliwość zakupienia Rozmowy z Vocą – kliknij.:)


Jest taki obrazek w sieci: Jeśli tęsknisz – zadzwoń, jeśli chcesz się z kimś zobaczyć – zaproś, jeśli chcesz być zrozumiany – wyjaśnij i „reklamuje” on prostsze życie. Ja mogę dodać: jeśli chcesz mieć życie seksualne – proponuj. Proponuj seks i nie tylko seks, bo może nie zawsze tęsknisz do seksu? Może czasem tęsknisz do tego, żeby poleżeć z kimś w łóżku i pooglądać film na laptopie? Albo żeby ktoś wymasował Ci stopy? Albo żebyście się całowali lub zabawili w odgrywanie ról?

Świetnie!

Ta wiadomość jest zainspirowana przez Błogokrąg, czyli cykliczną imprezę (którą reanimowałam po ponad roku), którą organizuję we Wrocławiu. Jest to zabawa dla wszystkich. Spotkanie, które ma Ci dać relaks, reset, przyjemność, śmiech, dobry dotyk w nielimitowanej ilości.:)

To spotkanie, które można podzielić na dwie części – pierwszą prowadzę ja, jest to integracja i zasady, drugą prowadzi już cała społeczność błogokręgowa – czyli ludzie mi znani lub zupełnie nowi, którzy przyszli, aby doznać bliskości z drugim człowiekiem. Ta część w dużej mierze opiera się na składaniu propozycji. Może przyszłaś tu po to, aby ktoś Cię wymasował na 4 ręce? A może po to, aby z kimś się poprzytulać lub popatrzyć siebie w oczy? Nieważne, czy przyszłaś sama, czy z mężem, jeśli tego chcesz, potrzebujesz to zaproponować. Wtedy druga osoba może przyjąć Twoją propozycję i spełnić Twoją potrzebę. Tak to się odbywa.

Najbliższy Błogokrąg będzie w tę sobotę (23.03.2019), a przed nim postanowiłam opowiedzieć trochę o składaniu propozycji. Temat jest trochę bardziej złożony, więc jutro o 11.00 mam zamiar na fb zrobić live. 🙂 Tymczasem chcę napisać o tym, co wg mnie ważne w składaniu ofert.

Propozycja, ale do odrzucenia

Propozycja to coś innego niż ultimatum. Propozycja brzmi tak: Jeśli chcesz, to możemy się kochać / całować /pomasować. Ultimatum/groźba to: Jeśli zaraz nie będziemy się kochać, to pożałujesz…

Czujesz różnicę?

Propozycja zostaje Ci otwartą furtkę. Możemy się kochać, jeśli chcesz. Może nie chcesz. Nie wiem, więc proponuję. Propozycja zostawia miejsce na odmowę, pozwala więc na bliskość. Aby być z kimś blisko, potrzebujesz być z nim autentyczna/-y. Jeśli nie chcesz się kochać /całować /masować, aby zachować tę autentyczności, potrzebujesz wyrazić swoje „nie”. Jeśli nie jesteś zdecydowany/-a i może trochę chcesz, a trochę nie chcesz, to też możesz powiedzieć o swoim wahaniu. Jeśli chcesz, ale mówisz „nie”, bo się wstydzisz, to ta druga osoba też nie ma szans Cię poznać, czyli być z Tobą blisko. Propozycję możesz też entuzjastycznie przyjąć, jeśli wywołuje ona Twój entuzjazm.

Proste? Wiem, że proste, ale niekoniecznie dla wszystkich łatwe…

Jeśli czegoś chcesz w seksie, życiu czy związku, możesz o tym mówić. Niektóre rzeczy mogą się zamienić w propozycje.

Konkretne propozycje brzmią tak:

Na przykład: Chcę w tym roku pojechać na wakacje nad morze razem z Tobą, masz ochotę?
Albo: Chcę się z Tobą pieścić przez godzinę i nie chcę tradycyjnego seksu z penetracją, ale na wszystko inne jestem otwarta, idziemy do łóżka?
Albo: chcę się z Tobą kochać na stole w kuchni dziś wieczorem, jeśli masz ochotę, to może przykryjemy go kocem, bo wydaje mi się, że będzie bardzo twardo.

Jak Ci się podobają takie propozycje? 🙂

Klarowność propozycji

Druga rzecz dotycząca propozycji to jasność tego, co proponujesz. To bardzo ważne, szczególnie, jeśli proponujesz seks lub jakieś pieszczoty, żeby ta osoba wiedziała, na co przystaje. Na tym polega klarowność komunikatu i jasność granic. Podczas Błogokręgu mamy kilka zabaw, które to unaoczniają. Np. jedna osoba wchodzi do środka kręgu, który to krąg może ją dotykać, masować, oblać deszczem miłości itp. Opcji jest wiele. Więc ona potrzebuje powiedzieć, czego chce. Np. tylko delikatnego dotyku tylko na plecach i rękach. Kiedy krąg już wie, co i jak ma dostarczyć, może to zrobić.

Kiedy Ty siedzisz na ławce w parku i mówisz: Możemy się kochać, jeśli chcesz… to ta osoba może być trochę skonfundowana. „Kochać? Ale że tu, na tej ławce? Nie!!!”

Co masz na myśli? Możecie się kochać, jak wrócicie do domu? Czy może teraz w parku?

Oraz – co to ma być za rodzaj miłości?

Jeśli zawsze i wszędzie jesteś otwarta/y na wszystko, może nie musisz tego precyzować. Ale jeśli dla Ciebie kochanie się to dwie godziny leżenia w łóżku, całowania, dotykania, patrzenia w oczy, sprośnych rozmów, lizania po genitaliach i innych częściach ciała i innych rozmaitych pieszczot obejmujących penetrację bądź nie, to jeśli składasz ofertę komuś, dla kogo kochanie się to dwie minuty ruchów frykcyjnych, to może przyjąć Twoją ofertę, rozumiejąc ją po swojemu – szybki seks bez wstępów i zakończeń. A może Ty masz ochotę na szybki numerek i nie masz czasu na więcej, a dla osoby, której zaproponowałaś/-eś seks, nie ma seksu bez kina, całowania i recytowania poezji?

Klarowność przy składaniu ofert zdejmuje też z ludzi presję wykazania się nie-wiadomo-czym oraz daje bezpieczeństwo. Jeśli wiem, że umawiamy się tylko na przytulanie, albo tylko na masaż, albo tylko na całowanie się w usta i że choćby-nie-wiem-co dzisiaj nie zdejmiemy z siebie ubrań, to wtedy każdy, kto akurat dziś ma na sobie sprane majtki, kto boi się, że nie umie zrobić drugiemu dobrze ustami lub czuje presję przeżywania orgazmu – może odetchnąć.

Więcej o składaniu propozycji na lajwie jutro o 11 na fp Seksualności Kobiet na fb. O ile fb jutro o 11.00 będzie działał.:)

Jeśli lajw to dla Ciebie za mało – zapraszam Cię na Błogokrąg do Wrocławia – kliknij. To 4 godziny zanurzenia w przyjemnościach i praktyczna nauka bliskości, asertywności oraz składania ofert. 🙂


Jeśli masz jakieś pytania – pisz w komentarzach! 🙂

Voca

To pytanie zadaje mi wiele osób.

Uwaga: możesz czuć niepewność i wciąż z tym żyć. 🙂 Niepewność to nie jest żadna choroba. To jest konsekwencja również tego, jakiej jakości jest Twoja seksualna relacja i czy masz bliskość ze swoim partnerem czy partnerką. Czy możesz z nim naprawdę być sobą, czy musisz udawać kogoś, kim nie jesteś. Np. najlepszą na świecie kochankę. I najbardziej doświadczoną. I najbardziej bezwstydną…

Masz prawo czuć niepewność, masz prawo mieć nieduże lub zerowe doświadczenie, masz prawo nie wiedzieć, masz prawo się uczyć. Masz prawo zadawać pytania. Masz prawo samodzielnie lub z innymi poznawać to, co naprawdę lubisz.

A jak odpowiedzieć na pytania: „Co lubisz w łóżku”, kiedy nie wiesz, co lubisz w łóżku…? Obejrzyj to nagranie, a już będziesz wiedzieć, co mówić.:) Podziel się w komentarzach swoim wrażeniami. <3

 

Chcesz porozmawiać ze mną w 4 oczy lub przez telefon? Zamów rozmowę tutaj: Rozmowa z Vocą.

Czy potrzebujesz odwagi, aby rozmawiać o seksie?
Czy potrzebujesz odwagi, aby rozmawiać o seksualności wprost i bez owijania w bawełnę?
Czy to nie absurd, że aby rozmawiać o dawaniu miłości i rozkoszy, jako społeczeństwo potrzebujemy być odważni? Więcej

2 komentarze  Like

Nie uważam, że jeśli raz się zgodzisz bez przekonania, to będzie to miało straszne konsekwencje. Ale jeśli to jest utarty schemat i Twój partner lub Twoja partnerka nie wie, że robisz to na odwal i dla świętego spokoju – to sądzę, że ten schemat może zacząć mścić się albo na Twoim związku albo na Twoim życiu seksualnym.

Gaja

Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie?
Czy odwrotnie – to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?

1 Komentarz  4 Więcej

Urodziłam się jako istota seksualna. Ty też. Może słyszałaś/-eś, że seksualność to coś złego, brudnego, grzesznego, że trzeba ją ukrywać i że trzeba się jej wstydzić. Ja Ci mówię, że wraz ze swoją seksualnością jesteś idealna/-y. Nie musisz nic zmieniać! Ja przyjmuję i szanuję Twoją seksualność.

Anus. To słowo oznacza po łacinie odbyt. Jednocześnie ta część ciała chyba każdemu człowiekowi kojarzy się z naturalną czynnością fizjologiczną, niekoniecznie należącą do tych estetycznych. Także i mnie się kojarzyła do pewnego momentu.

Choć wcale nie było łatwo, prowadzę teraz bogate i szczęśliwe życie seksualne. Jestem żywym przykładem na to, że zdecydowana większość naszych problemów ma swoje źródło w głowie. Z wewnętrznymi demonami walczy się trudno, ale da się wygrać…

Danka S.

Szczerze? Bardzo szczerze, mając niecałe szesnaście lat, najbardziej marzyłam o tym, żeby powiedzieć mojemu wuefiście, że chcę się z nim kochać, najlepiej na stercie materacy w nauczycielskiej kanciapce, w której pachniało kurzem i farbą olejną.

Bogini Aga

Nadszedł czas, by zrozumieć siebie jako kobietę. Zawsze u mnie było z tym coś nie tak. Przyczyn szukałam wszędzie. Praca z wewnętrznym dzieckiem i integracją własnych cieni doprowadziła mnie wreszcie do artykułu o traumach związanych z pierwszym krwawieniem.

”Kobieta na wolności” to bardzo dziwna książka… Nie powieść, ani pamiętnik. To raczej zbiór refleksji wrzuconych w jeden dokument tekstowy, do którego dodano podobnie refleksyjną kolekcję zdjęć i kolaży. Teksty są króciutkie, niektóre bardziej poetyckie. Są jak spotkanie z kochankiem na jedną noc – ledwo coś się zaczyna, a już kończy.

Kerry i Diane Riley

Teraz powiem o praktyce zaawansowanej, będącej jednym z największych sekretów utrzymania harmonii, miłości i namiętności w związku. Technika ta polega na tym, żeby… powiedzieć seksowi „tak”. Kochajcie się codziennie, czy macie na to ochotę, czy nie.

Masz ochotę na seks bez zobowiązań? A czy będzie on bezpieczny czy jedynie bezpieczniejszy? Co to w ogóle oznacza: ”bezpieczny seks”? Co możesz zrobić, aby przypadkowy stosunek seksualny z przypadkowym człowiekiem był miły, dobry i być nie musiała po wszystkim ponosić niechcianych konsekwencji?

Jane125

Moja sypialnia świeci pustkami raz na trzy tygodnie, gdy mąż pracuje na nocną zmianę. Pięć długich, nudnych, samotnych nocy, kiedy leżę w pustym łóżku i fantazjuję. Takie obrazy lęgną mi się w głowie, że sama się sobie dziwię.

1 Komentarz  2 Więcej

Na której randce do łóżka? Zależy Ci na nim i zastanawiasz się, kiedy możesz iść z nim do łóżka? Czy od razu, czy na trzeciej? A może jeszcze inaczej?

Być może dla niektórych z Was takie pytanie to absurd, ale inne kobiety trapi niepewność i nie wiedzą, jak się zachować… Zobaczcie, co o tej sytuacji mówi Karo. 🙂

Ostatnio czytałam gdzieś, że kobiety dojrzewają emocjonalnie w wieku 32 lat… I powiem wam szczerze, że coś w tym jest. Nie żeby to było regułą, i że u każdej tak samo, ale jednak jak patrzę na swoje życie (głównie związki) z perspektywy czasu, to muszę przyznać, że trochę to do mnie pasuje.

Zosia zdradziła swojego narzeczonego, z którym w seksie się nudzi. Noc z nieznajomym Hiszpanem to był najlepszy seks w jej życiu. Czy ma powiedzieć o wszystkim narzeczonemu i odejść od niego, licząc na to, że z kim innym będzie sto razy lepiej?

Umorusana Ewa

Klęknij. – powiedział, a sam rozsiadł się wygodniej w fotelu. Przez cienkie pończochy, które kazał mi dziś założyć, czułam miękkość dywanu. Zebrał ręką rozpuszczone włosy i przyciągnął mnie stanowczo do siebie. Całował mocno, natarczywie… Z niecierpliwością.

Lidka

Staję się każdą możliwą kobietą. Wszystkie obrazy kobiet, dziwki, kochanki, matki, córki, zakonnice, kucharki, pielęgniarki, siostry, babki są mną i zmieniają się, jak w kalejdoskopie. Jestem jedną kobietą i wszystkimi naraz.

Stokrotka

Mam zwyczaj przeglądać sobie różne fora. Te kobiece i te od seksualności pełne są rozpaczliwych próśb o pomoc, konsultację, diagnozę: ”uprawiam seks z moim mężem już pięć lat, jest coraz gorzej, nigdy nie miałam orgazmu przy stosunku”,

Abby Lee to pseudonim Zoe Margolis, kobiety, która prowadzi bardzo osobisty internetowy pamiętnik (blog), w którym opisuje swoje seksualno-miłosne przygody z różnymi mężczyznami (i kobietami). Abby jest szczera, otwarta, wie, o co chodzi w seksie, umie zarówno dać i jak i wziąć przyjemność. Lubi i docenia swoje ciało, swoje umiejętności, swoich kochanków.

Mój pierwszy kochanek był brzydki jak noc i piękny jak demon. Jego penis był w dotyku jak aksamit. Dotyk jego dłoni elektryzował, byłam przy nim tak wilgotna, że można by nawadniać pola całego Egiptu. Byłam z nim całkowicie szczera i niedoświadczona.

Nat Gru

Wyobraź sobie taką sytuację – spędzasz popołudnie ze swoim partnerem, który nagle, w sytuacji bynajmniej nie erotycznej, wypala: „słuchaj, jeśli nie chcesz, nie musisz robić mi laski”.

Nie za górami, a całkiem niedaleko, mieszkała nie w pałacu, a w kamienicy, piękna Księżniczka. Księżniczka miała narzeczonego – Księcia oczywiście. Bohaterka bajki wybierała się na wieczór panieński do pałacu obok i przyszłej pannie młodej kupiła prezent – seksowną bieliznę. Ale do zakupu przez Internet dostała gratis – mały, tani, znany wszystkim wibrator. „Chiński badziew”- pomyślała Księżniczka i rzuciła pudełeczko z zabawką na dno szuflady.

Długofalowe szkody dla seksualności, jakie powoduje bicie

Gdy uderzane są pośladki osoby płci żeńskiej, krew napływa do sromu. Jest element seksualny w czymś, co rzekomo ma dotyczyć „dyscypliny” i sprawić, by dziecko „słuchało”.

Nie ma dla nas rozkoszy za darmo. Kobieta za seks ponosi karę. Bulwersuje cię to? Wydaje ci się niedorzeczne, idiotyczne, naciągane? Przecież twój facet po seksie nie każe ci stać w kącie ani klęczeć na grochu.

AM.

Moja pochwa przyjmuje Twojego penisa. Twój penis wchodzi w moją pochwę. Ona jest delikatna i mięciutka. On jest sztywny i twardy. Ona niezwykle elastyczna i gotowa przyjąć gościa. On niesamowicie dostojny i przygotowany do odwiedzin. Przeciwności stworzone do wspólnej radości.

Hembrita

Stała bez ruchu, rozkoszując się tym momentem samotności, kiedy ściana jednostajnego dźwięku zastępowała myśli i wykrawała dla niej fragment rzeczywistości, który należał wyłącznie do niej. Gorące krople zalewały jej oczy, uszy, usta. Masowały głowę, spływając na resztę zmęczonego całym dniem ciała.

Mango Siren

Poczekałam aż napuści wodę do wanny i wejdzie do niej. Przez chwilę było cicho, kiedy znowu usłyszałam lekkie chlupoty, delikatnie zapukałam w drzwi.
– Tak?
– Mogę wejść?
– Uhm…

Mango Siren

Nie miałam czasu na przejęcie inicjatywy. Po kilku dniach intensywnej pracy, która nie nastrajała do zbliżeń, wieczorem zaproponował mi spacer-niespodziankę. Zdziwiona zgodziłam się, myśląc o miejskim deptaku i ewentualnej kawie w knajpce. A on zawiózł mnie do lasu.

HTH Girl

Cholera! Znów to samo! Przez sen wyłączyłam budzik i zaspałam. Spóźnię się do pracy! Wybiegłam szybko z łóżka, myjąc zęby, wskoczyłam pod prysznic. Jak dobrze, że mam automatyczny ekspres do kawy. W minutę wyczaruje mi pyszną kawę. Dziś muszę dobrze wyglądać, bo szkolę jakichś ważniaków, kluczowych klientów naszej firmy.

Umorusana Ewa

W tak nieprawdopodobnym wnętrzu czuło się magię i magia miała się zaraz zacząć. Zarzuciła mu na szyję swoje dłonie i splotła je na jego karku tak, że gdy się prostował, ona lekko unosiła się w górę.

Sjenn

Zwykle nie śpię w ubraniu, ale dzisiaj zdecydowanie zrobię wyjątek. Odcinający się białymi krawędziami kleks nadal pachnie tobą, mimo że minęły już trzy godziny odkąd wyszedłeś, zaraz po tym jak zamówiłam ci taksówkę.

Umorusana Ewa

Chodziła od lustra w łazience do lustra w przedpokoju, poprawiała się przy każdej okazji. Godzinę temu skończyła z nim rozmawiać, w ostatnim wpisie na facebooku powtórzyła zaproszenie i podała adres, teraz mogła tylko czekać.

E. Tomson

Czekałam na niego, z trudem opanowując drżenie palców. W każdej innej sytuacji przejmowałabym się bardzo stanem swojego zdrowia, lecz niepokój, który obecnie odczuwałam, był w jakiś niezwykły sposób kojący. Czułam się panią sytuacji.

Kamila

Weekend spędziłam na uczelni całkowicie wyrwana z otaczającej mnie rzeczywistości. Kompletnie nie wiedziałam, jak mam się zachować w stosunku do Piotra, kiedy już się spotkamy. Czy on ma kogoś?

Umorusana Ewa

Wyszedł ze spotkania zupełnie wymięty, kilka godzin z tymi ludźmi robi swoje. Normalnie napawałby się myślą o tym, że zaraz spotka się z nią, że ona czeka na niego w mieszkaniu. Nie przewidział tylko zwykłej komplikacji spraw służbowych, która może wprowadzić ciało w odrętwienie. A ból głowy jest doświadczeniem całego ciała…

Ewa

Chciała zrobić mu dzisiaj niespodziankę. Wykąpana, w kusym szlafroku czekała, aż będzie gotowy, by pójść do łóżka. Wyszedł właśnie z łazienki, w śnieżnobiałym ręczniku na biodrach. Podeszła do niego, wzięła za rękę i poprowadziła do sypialni.

Anna

Przyjechała do niego późnym wieczorem. Nie widzieli się od kilku dni. Nie mieli dla siebie czasu, zbyt zajęci własnym życiem, rozpaczliwie próbowali zbić te dwa życia w miarę jednolitą całość.

Anna

Mozolne przygotowania dla kilkunastu minut jego przyjemności. Zaczyna od golenia nóg, pach, waginy. Oboje lubią doskonałość. Wklepuje balsam, układa włosy. Makijaż. Seksowna bielizna, nigdy biała, ale też nie wulgarna.

Kiedyś rozmawiałam z kobietą, która powiedziała, że nigdy nie chodziła sama do kina. Dlaczego? Bo miała przekonanie, że do kina można chodzić tylko z chłopakiem i kiedy kobieta idzie do kina sama, to jest po prostu jej porażka. Jej deklaracja mnie nie zdziwiła, mimo że sama przez całe lata bywałam w kinie sama.

Madonna trzyma się nieźle. Ale mama mojego kolegi – jej równolatka – jeszcze lepiej. Bez operacji plastycznych i profesjonalnego makijażu wygląda po prostu baaardzo ładnie, kobieco i atrakcyjnie. Podobnie jak wiele kobiet 50+. Naprawdę, nie rozumiem, jak i kiedy to się stało, że kobiety 50+ nazywamy „seniorkami”?

Umorusana Ewa

Naprawdę letni wieczór na hotelowym tarasie. Wszyscy już rozluźnieni po pracy, więc zaczynają się uśmiechy, pojawia się alkohol, jedzenie, kontakt. Kontakt przede wszystkim. Wszystko to, co obiecuje wyjazd służbowy, relaks w białym kołnierzyku.

Umorusana Ewa

Gorąco. Na zewnątrz 30 i rośnie. W samochodzie obie strefy skręcone na 16 stopni, ale na pewno jest znacznie cieplej. Droga z Giżycka do Mikołajek wiedzie wzdłuż jeziora. Nawet nie pamiętam, jak się nazywało to jezioro.

Umorusana Ewa

Zupełnie nie wiedziała, czemu się na to zgodziła. Od samego rana, właściwie od przebudzenia żałowała tego, że dała się ponieść, znowu, podała mu kilka informacji, które bez żadnych trudności doprowadzą go do niej, na zawsze zasypią ostatnią granicę, którą między sobą pozostawili, właściwie jedyne, co mogło trzymać ich od siebie z daleka – wirtualność.

Ta fantazja rozgrzewa mnie podczas samotnych nocy w wielkim mieście. Moja najlepsza przyjaciółka Laurie jedzie ze mną na plażę. To specjalna plaża, bo dla naturystów. Kiedy się tam zjawiamy, jest tylko kilka osób, dookoła ciemny błękit morza, jasny błękit nieba, gorące słońce i bezmiar piasku.

Onanizowałam się 6 -7 razy dziennie. Inni nie wierzyli w to. Najwyraźniej sami tak nie mieli, więc czemu mieliby to zrozumieć. Ci zaś, którzy uwierzyli, uważali, że jest to coś ohydnego, wręcz chorego. Onanizowałam się od razu po przebudzeniu, żeby wstać – 2-3 razy z rzędu – i przed zaśnięciem, by szybciej usnąć. Czasami byłam podniecona w czasie snu, więc przebudzałam się tylko na chwilę, aby zrobić sobie dobrze.

Goniutek

Nie widziałam Roberta przez dwa tygodnie. Był w Berlinie, w delegacji – pozyskiwał klientów dla swojej firmy. Napisał wczoraj wieczorem, że spisał się dobrze i wraca już do domu. Umówiliśmy się, że następnego wieczora zjemy powitalną kolację.

Kofta pisze o młodych dziewczynach, które dzięki onanizmowi mogą rozładować swoje seksualne napięcie (w tym kontekście jest też mowa o chłopcach). Pisze również o trochę smutnej masturbacji, której ulegają kobiety regularnie uprawiające seks, jednak niezaspokajane przez swoich partnerów.

Rozmyślając nad sobą i nad swoją przeszłością, dochodzę do wniosku, że widocznie tak miało być, że dopiero przed trzydziestką odkryję swoją seksualność i zacznę z niej świadomie czerpać. Przez tyle lat unikałam odpowiedzialności za siebie i za nią.

Czasami możemy sobie myśleć, że to straszne, że tak długo trzeba się nami zajmować, żebyśmy miały orgazm (lub kilka) lub żebyśmy były fizycznie gotowe na penetrację. Jak to? Cała godzina? Ten biedny mężczyzna… Jak on się tam między moimi udami namęczy… Ach, jesteśmy tak empatyczne, tak bardzo wytresowane do tego, żeby odmawiać sobie przyjemności i myśleć tylko o partnerze.

Jak powiedzieć nowej dziewczynie, czego chcesz w łóżku? Jak powiedzieć partnerowi, co byś chciała, a jak, żeby czegoś nie robił? Poniżesz porady pochodzące z książki ”Radość seksu lesbijskiego”, które pomocne będą nie tylko lesbijkom. Jeśli masz partnera, po prostu wstaw słowo ’partner’ w miejsce partnerki i wszystko stanie się jasne. 🙂 

Cudowny seks może być jak słodka, maczana w alkoholu wisienka na szczycie tortu. Po długim dniu, po meczącym tygodniu, po godzinach śmiechów i oglądania filmów to radość i dopełnienie. Jak sprawić by seks był częścią mnie, naturalną pieszczotą w zgodzie ze mną? To mój przewodnik.

W kulturze Zachodu panuje zgodna opinia, co do faktu, iż na szczycie heteroseksualnej hierarchii znajduje się stosunek. Oznacza to – zależnie od zapatrywań pytanej osoby – że stosunek jest czynnością seksualną, która jest najbardziej „poważna”, najbardziej niebezpieczna, najprzyjemniejsza, najbardziej intymna, najbardziej pobożna, najbardziej „naturalna” i najbardziej „normalna”.

Marty Klein

Problem zasadniczo nie dotyczy samego stosunku. Dotyczy naszej postawy co do stosunku – przekonania, że tylko to jest „prawdziwym seksem”, odczucia, że wszystko inne to „gra wstępna” (drugorzędne czynności wykonywane przed stosunkiem) i przekonania, że jak już podniecimy, musimy „doprowadzić rzecz do końca”, abyśmy zbliżenie uznali za udane i osiągnęli satysfakcję.

Morrigan

Twoja ręka błądzi w moich włosach, niepewnie. Czekam na dalszy ciąg, ale czuję, jakiś opór wewnątrz ciała. Jesteś w końcu obcy. To poruszenie wewnątrz mnie jest połączeniem oporu i pożądania. Napór i odpór. Czuję usta na mojej szyi, w moich lędźwiach rośnie pożądanie. Wciąż jesteś obcy. I nawet nie pamiętam dobrze, jak masz na imię.

Dla niektórych seks bez penetracji może być bluźnierstwem. Bo jak to – bez wsadzania? Co to za zabawa? A jednak dla wielu, wielu kobiet najfajniejsza zabawa bywa wtedy, kiedy długo i często jesteś na zewnątrz, bo to tam, w krainie Panny Łechtaczki, w kwietnym ogrodzie warg sromowych, perineum i fourchette jest najintensywniej i najprzyjemniej.

Pierwsza ciąża na początku była dla mnie wielkim szokiem. Tak, to była „wpadka”, ale bardzo szybko pogodziłam się z tym faktem i z radością obserwowałam zmiany, jakie zachodziły w moim ciele. Przede wszystkim cieszył mnie fakt, że wreszcie mam „prawdziwe” cycki. Wtedy tak naprawdę pierwszy raz dotknęłam ich w celu czysto erotycznym, cieszyłam się nimi jak mała dziewczynka nową lalką. 

W starożytnej Grecji często miejsce miały homoseksualne gwałty na mężczyznach, które nie tyle miały zaspokoić czyjąś seksualną żądzę, ale raczej „pokazać, kto tu rządzi”. Taki gwałt podporządkowywał i ustalał hierarchię. I z pewnością był upokarzający.

Czerwony Smok

Swego czasu na jednym z kobiecych portali natrafiłam na zagadnienie „O czym myślą kobiety w czasie orgazmu?”. W dyskusji, jaka zawrzała, pełno było oburzonych głosów sugerujących, że gdy się myśli o czymś innym niż o ukochanym, świadczy to o marności życia seksualnego i tym, że taka kobieta leży jak kłoda, a mężczyzna jest słabym kochankiem. I w ogóle – jak tak można?!

W naszych czasach mówimy o seksie. Dużo. Gdzie dotykać, jak osiągać maksimum przyjemności, jak się zabezpieczać. A w tysiącach sypialni każdego wieczora pada magiczne zdanie: „nie dzisiaj, boli mnie głowa!”. Ośmielę się stwierdzić, że istnieje na to idealne lekarstwo. Nie kosztuje wiele. Chyba, że chęci – bo tego nigdy dość.

Dziennikarz TVN24 zastanawia się, czy nieukrywanie plastra antykoncepcyjnego to zaproszenie do stosunku seksualnego. Jedna z twitterowiczek, która poczuła się urażona “estetycznie”, porównuje noszenie plastra na odsłoniętym ramieniu do “wywalania cycków”.

Sabina W.

Żyjemy w dziwnych czasach… Nie wiem, czy moje upodobania są dobre, czy złe. Dawniej myślałam, że złe, ale z biegiem czasu, z obserwacji tego, co się dzieje, z mediów, z książek i filmów, z muzyki – przekonuję się, że to, co lubię może jednak być nie tylko akceptowalne, ale wręcz po prostu normalne.

Nie lubię robić czegoś, czego nie umiem – a że seksu nauczyć się w pojedynkę trudno, więc nie chciałam próbować niczego, co nie mieściło się w schemacie. Seks zaczął mnie nudzić, a że im człowiek starszy, tym trudniej mu się było przyznać, że czegoś się nie robiło, że się czegoś boi, że to dla niego nowość. 

W relacji damsko–męskiej spotykają się nie tylko kobiecość i męskość – których połączenie w licznych religiach i filozofiach staje się warunkiem pełni. Spotykają się kobieca i męska seksualność, kulturowo definiowane jako pary przeciwieństw. 

MK

Pytam grzecznie – a co z naszym słuchem? Czy poza wsłuchiwaniem się w przyspieszony oddech, pojękiwania i inne odgłosy rozkoszy coś jeszcze jest w stanie nas podkręcić? Czy zastanawialiście się, jaką rolę w seksie może odgrywać muzyka?

Lenka

Jeden z tych nowych warszawskich autobusów, mały, klimatyzowany, tyle że kierowca oszczędza benzynę i klimy nie uświadczysz. Warszawskie popołudniowe korki, powietrze nad ulicą faluje, robią się miraże.

Stokrotka

Jak zdefiniować „seks”? Nic bardziej oczywistego: „seks” to przecież termin oznaczający „stosunek seksualny” i ewentualnie „to wszystko” wokół. Jednak, gdy zagłębimy się w definicję, nic już takie oczywiste nie będzie.

Weronika

Z Arturem znałam się już od dłuższego czasu. Poznaliśmy się na studiach, na czwartym roku. Z początku bawidamek, błazen, jednak zyskał przy bliższym poznaniu. Zawsze mogłam na niego liczyć i przyznam szczerze, że był okres, kiedy iskrzyło.

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Pellentesque imperdiet purus quis metus imperdiet fermentum. Suspendisse hendrerit id lacus id lobortis. Vestibulum quam elit, dapibus ac augue ut, porttitor viverra dui. Pellentesque imperdiet purus quis metus imperdiet fermentum. Suspendisse hendrerit id lacus id lobortis. Vestibulum quam elit, apibus ac augue ut, porttitor viverra dui.

 Like Więcej

Ten temat przeplatał się w naszym związku już od dłuższego czasu. I nawet teraz, po fakcie, kiedy skoczyłam na głęboką wodę, za koło ratunkowe mając jedynie jego zapewnienia, nie rozumiem co nim kierowało, co kieruje nim nadal. Być może zrozumienie jego pragnień przerasta moje możliwości, być może mężczyźni są bardziej skomplikowani niż nam się wydaje? Jednak wiem jedno, on o moich pragnieniach wie więcej niż ja sama…

Weronika

Ten temat przeplatał się w naszym związku już od dłuższego czasu. I nawet teraz, po fakcie, kiedy skoczyłam na głęboką wodę, za koło ratunkowe mając jedynie jego zapewnienia, nie rozumiem co nim kierowało, co kieruje nim nadal.

1 Komentarz  1 Więcej

W pilotażowych warszawskich badaniach o zachowaniach seksualnych nastolatków, prowadzonych przez prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza i dr. Michała Lwa-Starowicza, wyłapano, że jako główne źródło wiedzy o seksie gimnazjaliści traktują właśnie Internet. 

Chcę się podzielić z Wami, drogie Czytelniczki i Czytelnicy, spostrzeżeniem na temat zachowań, które obserwuję od jakiegoś czasu w męsko-damskich relacjach seksualnych. Obserwacja dotyczy oczywiście tylko pewnej grupy kobiet i jest oparta na moim doświadczeniu, czyli autopsji oraz na rozmowach dotyczących seksu, z wieloma kobietami, które udało mi się nakłonić do zwierzeń w tym zakresie.

Hipolit był młodym mężczyzną, niezbyt zainteresowanym sprawami seksu, „bał się małżeńskiego łoża i nie chciał mieć z małżeństwem nic do czynienia”. Przyjemność sprawiało mu jedynie uganianie się po lasach w okolicach greckiego miasta Trojzen i polowanie na dzikie zwierzęta.

Czego chcą mężczyźni? Jacy są pod względem seksu? Dlaczego mężczyzna nie może być bardziej podobny do kobiety: troskliwszy, bardziej kochający, czulszy? W żadnej innej fantazji kobiety nie badają wnikliwiej seksualizmu mężczyzn niż w fantazji o oglądaniu dwóch mężczyzn podczas seksu. Tutaj patrzą na nich bez osłonek.

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Pellentesque imperdiet purus quis metus imperdiet fermentum. Suspendisse hendrerit id lacus id lobortis. Vestibulum quam elit, dapibus ac augue ut, porttitor viverra dui. Pellentesque imperdiet purus quis metus imperdiet fermentum. Suspendisse hendrerit id lacus id lobortis. Vestibulum quam elit, apibus ac augue ut, porttitor viverra dui.

 1 Więcej

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Pellentesque imperdiet purus quis metus imperdiet fermentum. Suspendisse hendrerit id lacus id lobortis. Vestibulum quam elit, dapibus ac augue ut, porttitor viverra dui. Pellentesque imperdiet purus quis metus imperdiet fermentum. Suspendisse hendrerit id lacus id lobortis. Vestibulum quam elit, apibus ac augue ut, porttitor viverra dui.

 1 Więcej

Czyta się jednym tchem… z przerwami na zajęcia praktyczne.

Ta 400-stronicowa książka daje mnóstwo informacji i inspiracji. Napisana jest zrozumiałym, bezpruderyjnym językiem. Krok po kroku omówione są wszystkie aspekty psychoseksualnej relacji dwóch kobiet

Dla wielu osób to erekcja mężczyzny jest warunkiem sine qua non seksu. Co zrobić jednak, kiedy mamy ochotę na seks, a erekcji jak nie było, tak nie ma? Zapomnieć o niej i uprawiać seks mimo wszystko.

Moje podejście do wspólnych zabaw w sypialni jest proste: własne (męskie) zaspokojenie jest pewne, a największa satysfakcja, radość właściwie, to ofiarować jak najwięcej doznań Jej. Każda kobieta jest w tej sferze prawdziwą zagadką, jest inna. Pomóc jej osiągnąć spełnienie… ha!, to prawdziwa sztuka!

Matthew Campbell

To niesamowite jak mnie zaatakowano – przyznaje Fontanel (lat 49) podczas wywiadu, jakiego udzieliła ”Timesowi” w swoim ascetycznie umeblowanym salonie. – Nazwano mnie utajoną lesbijką, neurotyczką, oziębłą przeciwniczką mężczyzn. A przecież nikomu nie robię krzywdy. Powiedziałam tylko, że nie uprawiam seksu.

Media nam wmawiają, że uprawianie seksu zawsze i bez względu na okoliczności, nasze samopoczucie, zdrowie, sytuację życiową itp. musi być cudownym przeżyciem. A jeśli coś bywa nie tak, wniosek jest jeden – to Ty jesteś beznadziejną osobą, która nawet tego nie potrafi robić.

Wytrzymałbym z nią, gdyby nie jedno – oświadczył i opowiedział o frustrującej rodzinnej ceremonii, do której Katherine przymuszała go regularnie raz w tygodniu. – Nie znosiła tego, ale nic nie mogło jej powstrzymać. Nazywała to… Nigdy nie zgadniesz! 

Co zrobić, aby odzyskać radość z seksu? Czy wystarczy kupić kilka gadżetów, przebrać się za stewardessę i bawić w seks telefon? Ian Kerner, autor Kursu Odnowy Seksualnej twierdzi, że to trochę za mało.

Marzena Skrzesiewicz

Drogie Panie! Zacznijmy od tego, że wibrator to nie namiastka mężczyzny! Mężczyzna w łóżku daje nam coś więcej – czułość, poczucie bezpieczeństwa, wzajemne ciepło, słodkie wyznania. Wibrator służy do dawania sobie samej seksualnej przyjemności oraz odkrywania tego, jak można nas pieścić.

Różnice miedzy kobietami a mężczyznami są – obok diet, asertywności i sposobów na rzucenie palenia – głównym tematem większości poradników. Skąd wynikają owe różnice i czy naprawdę są aż tak duże? Przyjrzyjmy się szczególnie kobiecemu i męskiemu podejściu do seksu.

Seks w samolocie, na plaży, w samochodzie na parkingu, czy w innym miejscu publicznym stanowi treść wielu popularnych fantazji. Dla jednych realizacja tego marzenia jest doskonałym sposobem na urozmaicenie życia erotycznego, dla innych sytuacją nie do pomyślenia. Ta druga postawa nie świadczy wcale o szczególnej cnotliwości czy zahamowaniach.

Lista książek, która ukształtowała moje podejście do seksualności, na pewno nie będzie kompletna. Wiele literatury poczytnej, popularnej czy z „kanonu” odnosi się do seksu, choć może nie wprost, czyni do niego aluzje, których gra nierzadko bardzo stymuluje umysł czytelniczki.

Co kobieta wie o seksualności mężczyzny? Zewsząd słyszymy, że mężczyzna zawsze może, że mu się chce o każdej porze dnia i nocy, że nigdy mu dość i że podstawą udanego seksu jest twarda erekcja. Kiedy nasi mężczyźni mówią nam „nie”, otwieramy oczy ze zdumienia. Zdradza? Gej? Zachorował? 

Matka to ciągle kobieta. Nas również dotyczy sfera intymna, którą należy pielęgnować i po prostu się nią cieszyć. Kobiety mają prawo i chcą rozmawiać o intymności, poszerzać swoją wiedzę na ten temat, cieszyć się po prostu seksem, niezależnie czy się jest matką czy nie. Jedno drugiemu nie przeszkadza. 

Jeżeli chodzi o grę wstępną, pora przestać mylić pobudzenie z pożądaniem. Gra wstępna to nie kilka mechanicznych pociągnięć albo uderzeń języka, które są przyczyną erekcji albo nawilżenia. Jest to mentalny składnik seksu.

Czułam, że robię coś zakazanego. Wolałabym oglądać swoją pochwę w jaśniejszym pomieszczeniu, na przykład w gabinecie, ale bałam się, że ktoś mnie zobaczy (moja ulica jest wąska i okna sąsiadów są bardzo blisko).

Większość ludzi uczy się utożsamiać pożycie seksualne kobiety z mężczyzną ze stosunkiem seksualnym, czyli tą formą uprawiania miłości, która świetnie spełnia męską potrzebę orgazmu, niekoniecznie zaś zaspokaja potrzeby kobiet.

Seks, kłamstwa i kuferek gadżetów – lesbijki o seksie

Najpierw prześpisz się z dziewczyną, a potem mówisz „kocham cię i chcę z tobą spędzić całe moje życie”, chociaż to może być totalna pomyłka i w sumie nie wiadomo, po co to robisz. Bo głupio byłoby zakończyć znajomość tuż po seksie.

O „tym” rzadko mówi się na głos. Chociaż ostatnio coraz częściej, ale forma rozmowy pozostawia wiele do życzenia. Już od wieków nasze babki, matki o „tym” nie rozmawiały otwarcie, a dziadkowie, wujkowie czy ojcowie nie grzeszyli subtelnością i neutralnością języka.

Ogromne, często przesadzone znaczenie, jakie partnerzy przypisują seksowi w swoim związku, daje się wyjaśnić prawie dwutysiącletnią historią seksualnego ucisku. Moralne potępienie przyczyniło się do niezamierzonego wprawdzie, lecz niesłychanego przewartościowania wszystkiego, co seksualne.

Encyklopedia seksu podaje, że orgazmy we śnie przeżywają kobiety stłumione bądź głęboko religijne, które boją się orgazmu na jawie. Wikipedia podaje, że orgazm we śnie przeżywają kobiety o wysokim libido, które pozostają niezaspokojone seksualnie.