Zostałam zgwałcona. Byłam wtedy dziewczynką, dzieckiem wkraczającym w okres dorastania. Gwałciciel to znana mi osoba, do której miałam pełne zaufanie.

Gwałt był dla mnie trudnym przeżyciem. Pierwszych kilkanaście godzin po gwałcie histerycznie łkałam, trzęsłam się, zachowywałam jak w malignie.

„To, że zostałam zgwałcona, jest rzeczą normalną, ale, że o świcie mnie porzucili, w strasznym stanie, wyglądającą jak bohaterki meksykańskich filmów o wampirach, tego już znieść nie mogę.”

Patty Diphusa*

Zostałam zgwałcona. Byłam wtedy dziewczynką, dzieckiem wkraczającym w okres dorastania. Gwałciciel to znana mi osoba, do której miałam pełne zaufanie. Gwałt był dla mnie trudnym przeżyciem. Pierwszych kilkanaście godzin po gwałcie histerycznie łkałam, trzęsłam się, zachowywałam jak w malignie. Nie mogłam wymówić nawet jednego słowa. Nie wiedziałam, co się stało i nie potrafiłam tego wyjaśnić. Czułam ogromny fizyczny ból w pochwie – i wstydziłam się komukolwiek o tym powiedzieć. Krwawiłam i bałam się, że się wykrwawię – o tym też wstydziłam się powiedzieć. To wydarzenie zakończyło erę mojej dziecięcej szczerości i naiwności.** Zamknęłam się w sobie. Świat wydał mi się nagle pełen nieznanych mi niebezpieczeństw. Z czasem jednak zapomniałam o tym, co się stało – na parę kolejnych lat. Jak to w ogóle możliwe, ot tak zapomnieć? Myślę, że to dlatego, że zostałam zgwałcona nie mając pojęcia o tym, czym jest stosunek seksualny. Nie znałam nawet słów, które pomogłyby mi opisać komukolwiek lub nawet samej sobie to, co mi się przytrafiło.

Wspomnienia i związany z nimi niepokój powróciły dopiero wraz z moją poszerzającą się wiedzą o seksualności. Niestety „wiedza” ta była bardzo pośledniej jakości, zwłaszcza informacje dotyczące gwałtu – na które byłam szczególnie wyczulona. Czego się dowiedziałam? Dowiedziałam się, że jako ofiara gwałtu w młodym wieku, która w ten sposób utraciła dziewictwo, będę mieć zaburzenia seksualne, problem z odczuwaniem przyjemności, zmysłowości, będę czuła lęk przed mężczyznami. Zorientowałam się też, że ujawnienie gwałtu (co rozważałam) będzie trudne dla mnie, że mogę być postrzegana negatywnie, jako osoba „nieczysta” („Stracić cenny dar dziewictwa w taki sposób!” ).

Skąd czerpałam swoją wiedzę? Z artykułów psychologicznych, z obrazków rozdawanych na szkolnej religii, ukazujących święte, które zginęły, broniąc „swej cnoty” – z ręki oprawcy lub nawet z własnej***, z lekcji szkolnych, z rozmów, z telewizji, z gazet. Panuje powszechne przekonanie, że gwałt, zwłaszcza gwałt na dziewicy (lub gwałt homoseksualny na heteroseksualnym mężczyźnie) jest źródłem głębokiej traumy, zaburzającej osobowość, seksualność, poczucie własnej wartości. Oraz że ujawnienie gwałtu uderzy w jego ofiarę.

Czułam ogromny wewnętrzny sprzeciw wobec tych informacji. Moja seksualność właśnie się rodziła. Zaczynałam odczuwać podniecenie, zaczynałam rozumieć , czym jest kobiecość, zmysłowość – co mnie zawstydzało, ale i fascynowało. Czułam się otwarta na nowe doświadczenia. Nie bałam się mężczyzn. Nie uważałam, że moje ciało jest wstrętne. Nie czułam się winna . To, czego się dowiadywałam o sobie jako ofierze gwałtu, w żaden sposób nie przekładało się na moje doświadczenie. Uznałam to za kłamstwa, za manipulacje. Na szczęście. Odrzuciłam całą społeczną doktrynę, zbiór utrwalonych mitów o wadze i świętości dziewictwa, starcie moralnej, jaką ponosi kobieta, gdy je straci, utracie wartości i upadku moralnym zgwałconej kobiety. Mogłam przecież w to wszystko uwierzyć…

Jednak wszystkie „objawy traumy” stały się z czasem moim udziałem. Jak do tego doszło? Gdy, już jako dorosła kobieta, podjęłam regularne stosunki seksualne, odkryłam, że mam „zaburzenia”. Podczas stosunków nic, kompletnie nic nie czułam. Seks był dla mnie przyjemny, nie miałam problemów z osiągnięciem podniecenia, orgazmu. Sam stosunek odczuwałam jako neutralny: nie czułam bólu, ale nie czułam też przyjemności, już nie mówiąc o takiej rozkoszy, jakiej się po stosunkach spodziewałam. Zaczęłam znowu szukać informacji. Doczytałam, że dziewicom i młodym kobietom to się zdarza (no, ale ja dziewicą ani dziewczęciem już nie byłam?), że kobieta może nic nie odczuwać, zwłaszcza jeśli ma za sobą trudne doświadczenia związane z przemocą i gwałtem. I że tak już może jej zostać. Winiono za to między innymi rzekome trwałe (sic!) zmiany w mózgu, które miały nastąpić za sprawą traumy w trakcie gwałtu.

Poczułam się okaleczona. Gorsza od tych kobiet, którym nigdy nic takiego jak gwałt się nie przytrafiło. Tych, które mogły się cieszyć w pełni swoją seksualnością. Okazałam się niepełnowartościowa. Trauma pogłębiła się, gdy jakiś czas potem przeczytałam o skutkach gwałtu w dzieciństwie na zachowanie w okresie dorastania: bunt, chodzenie na koncerty, podjęcie w młodym wieku „eksperymentów z płcią przeciwną”, skłonność do alkoholu, papierosów, używek. Jakby nastoletnia ja w pełnej krasie. Wszystko to przypłaciłam nie tyle depresją, co desperacją. Mój szlak życiowy został wytyczony i nie miałam na to żadnego wpływu – to bolało najbardziej.

W końcu jednak znów zaczęłam myśleć. Zaraz, zaraz – na tych moich koncertach i imprezach było pełno dziewczyn. Większość moich koleżanek tak samo jak ja paliła, próbowała alkoholu oraz eksperymentowała z chłopakami, gdy tylko miały okazję. To raczej niemożliwe, żeby wszystkie znane mi nastolatki zostały zgwałcone? No a jedna z koleżanek, od której wiem, że została zgwałcona, wcale w młodości nie piła i nie paliła. W końcu znów uznałam, że te „psychologiczne rewelacje” to bzdura. Rana jednak pozostała – w moim odczuciu moja seksualność pozostawała okaleczona, niepełna. Nie chciałam jej rozwijać. Podporządkowałam się potrzebom partnera.

Znów potrzebowałam czasu, aby odkryć, że brak przyjemności podczas stosunków nie ma nic wspólnego z doświadczeniem gwałtu. Więcej z brakiem wiedzy o kobiecej seksualności. Odkryłam, że inne kobiety, także te nigdy nie zgwałcone, mają podobnie. Że podobnie jak ja, niemal wszystkie myślą, że z nimi coś nie tak, udają „pochwowe” orgazmy, boją się przyznać nawet kochanemu partnerowi do prawdziwych odczuć i potrzeb, sądzą nawet, że seks jest dla mężczyzn****. Że nawet te które żyją w małżeństwach, te które regularnie uprawiają seks, często udają i są sfrustrowane. Że te, które nie winią siebie, za brak orgazmów przy stosunkach, winią swoich partnerów. Dowiedziałam się, że mężczyźni nie mają pojęcia o seksualności kobiet, a także, że większość kobiet o sobie i swojej sferze seksualnej wie niewiele. Dziękuję wszystkim tym, którzy mieli odwagę się przede mną otworzyć i wszystkim, tym którzy mieli odwagę szczerze o seksualności kobiet pisać i ją badać. Jako dorosła, wreszcie uświadomiona w pełni kobieta odnalazłam drogę do siebie i do swojej seksualności.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo wszystkie przekonania dotyczące „traumy gwałtu”, „traumy po gwałcie”, „poczuciu winy i wstydu” wyrządziły mi ogromną krzywdę. Znacznie większą niż sam gwałt. Z gwałtem się uporałam. Zdarzyło się. Mogłam zamiast tego zostać dotkliwie pobita. Czy ktoś by mnie za to winił, uważał za nieczystą? Przecież pobicie i gwałt są bardzo podobnymi zdarzeniami, cechują je: przemoc, lęk, ból, strach, chęć, aby to się już skończyło, obawa czy sprawca nie zabije, nie okaleczy, poczucie obezwładnienia, niemożność ucieczki, obrażenia fizyczne, krwawienie, ból fizyczny, naruszenie ciała, zaburzenia lękowe szczególnie silne przez jakiś czas po fakcie. Ofiary pobić dochodzą jednak do siebie znacznie szybciej niż ofiary gwałtów. To kwestia przekazu, jaki dostajemy o tym, co znaczy być ofiarą gwałtu, a co znaczy być ofiarą pobicia.

Patty Diphusa dała mi nowe spojrzenie na całość. Po raz pierwszy spotkałam się z kompletnie odmienną wizją gwałtu: zdarzenia trudnego, bolesnego, niemiłego – ale nie niszczącego, destrukcyjnego, katastrofalnego. Patty nie boi się gwałciciela, ani nie kuli na myśl o nim. Ona jest wściekła. Patty została zgwałcona, ale traktuje to właśnie jak pobicie. Ktoś zrobił coś z jej ciałem, coś niemiłego i wbrew jej woli. Zdarza się. I tyle. Większe emocje wywołał w niej fakt, że nie zdąży przez to wszystko na wystawę do galerii. Nie, nie! Nie uważam gwałtu za rzecz „normalną”. Nie neguję, że takie wydarzenie niesie za sobą szereg negatywnych skutków, bólu, cierpienia. Ja to wiem. Sprzeciwiam się jednak interpretowaniu wszystkich problemów, jakie napotyka w dalszym życiu zgwałcona kobieta, jako „skutków gwałtu”.

Czy sądzisz, że twój chłopak powinien wypłakiwać się godzinami i budzić z krzykiem, tylko dlatego, że był kiedyś pobity? Czy jeśli będzie miał zaburzenia seksualne, to na skutek „traumy po pobiciu”? Czy trwale zaburzy to jego męskość? Utrudni nawiązywanie relacji? A gdyby tak powołać paru świętych, którzy woleli zginąć z własnej ręki niż dostać solidny łomot, gdyby przynajmniej paru chłopców albo i mężów wygnać z rodziny i wioski tuż po ich pobiciu, gdyby twierdzić uparcie, że pobicie to hańba, że „taki człowiek nigdy już nie będzie w pełni męski ” oraz, że kobiety „nie cenią pobitych w przeszłości mężczyzn”? Mężczyźni po pobiciu zapewne dochodziliby do siebie latami, korzystając z kosztownych terapii, odkrywając kolejne warstwy „traumy”, mnożąc „spowodowane pobiciem” życiowe i seksualne niepowodzenia.

Czas skończyć z wizją gwałtu jako doświadczenia niszczącego kruchą kobiecość. Gwałt to po prostu gwałt. Byłam zgwałcona, byłam też na lodach czekoladowych, na wakacjach zagranicznych i na beznadziejnym wykładzie. Byłam obolała, byłam głodna, byłam smutna i byłam zrozpaczona – podobnie jak byłam radosna, szczęśliwa, syta i pełna nadziei. Nie wierzcie w bzdury, jakie czytacie i zewsząd słyszycie. Pamiętajcie o tym, że z powodu naszej opresyjnej kultury i niedostatecznej edukacji kłopoty i niepokoje seksualne, a nade wszystko seksualną frustrację przeżywa znaczna liczba kobiet – tych zgwałconych i tych nie zgwałconych. Podobnie jeśli chodzi o burzliwą młodość, skłonność do używek, swobodę seksualną lub jej brak*****. Gorsze niż sam gwałt jest to, co robi z nami po gwałcie społeczeństwo, nie szczędzące nam wstydu i upokorzenia, cały ten pseudopsychologiczny i naukowy bełkot, podszyty uprzedzeniem i przekonaniem o nieczystości zgwałconych kobiet („Nie czuje Pani wstydu? To efekt traumy i zablokowanych emocji.”, „Musi się Pani otworzyć na swój wstyd. Na pewno z czasem Pani go poczuje, jak każda przyzwoita kobieta.”, „Ma Pani zaburzenia. Jak każda ofiara gwałtu.”, „ Z tego wychodzi się latami.” „Czuje Pani przyjemność? Wkrótce Pani przestanie.” , „ A Pani orgazm był nieprawidłowy!”)******, odrzucające, krytykujące, wyrokujące, spisujące nas, naszą wartość i naszą seksualność na straty. Czyniące z nas „bohaterki meksykańskich filmów o wampirach”. Dość.


*Patty Diphusa – fikcyjna postać stworzona przez Pedro Almadovara, bohaterka szeregu jego felietonów (zebranych i wydanych również w Polsce), jak również polskiej adaptacji teatralnej.

**Szczerość i naiwność dzieci, a także niewinność to cechy, które szczególnie u dziewczynek są cenione jako słodkie i urocze. W rzeczywistości cechy takie są efektem określonego stylu wychowania. Wychowania podłego i głupiego, które z dzieci czyni niemal wzorcowe ofiary pedofilii i gwałcicieli. Mądrze wychowane dziecko nie jest szczere, nie jest naiwne, ani tym bardziej niewinne.

***Czy nie jest okrucieństwem ukazywanie takiego wzoru osobowego młodym dziewczynkom, z których statystycznie przynajmniej co dziesiąta już wkrótce doświadczy gwałtu, a przynajmniej co trzydziesta ma już to przeżycie za sobą?

****Bardzo pięknie i szczerze o kobiecej frustracji seksualnej, poczuciu, że „coś ze mną nie tak” i lęku przed wyznaniem partnerowi „prawdy” opowiedziała Kim Cattrall w książce, którą napisała wraz z partnerem Markiem Levinsonem, pt. „Satysfakcja. Sztuka kobiecego orgazmu.”

*****Co ciekawe te zgwałcone z jednej strony mają mieć silne urazy i lęki, wstręt do mężczyzn i seksualności, z drugiej prowadzić rozwiązłe życie i mieć „anormalną”, tj. wysoką liczbę partnerów. Dość trudno to chyba pogodzić w praktyce, drodzy Panowie teoretycy?

******To autentyczne cytaty pochodzące od terapeutów zgwałconych kobiet, wymieszane z kwestiami terapeutów cytowanymi na filmach Woodego Allena. Praktycznie nie do odróżnienia. Może lepiej, gdy fikcja miesza się z rzeczywistością, wtedy głupota staje się zabawna. Nie neguję tym samym istnienia dobrych terapeutów. Wskazuję tylko na istnienie kategorii terapeutów głupich, i tym samym niebezpiecznych, powielających szkodliwe i krzywdzące stereotypy.


autor: Stokrotka

Redakcja
Portalem opiekują się Voca Ilnicka i Tomira Wojna. Do pisania artykułów, podsyłania ciekawych tekstów, publikowania zapraszamy wszystkie chętne i chętnych.:) Razem możemy więcej.
Udostępnij ten post: