Seks-wojny
Seks w Polsce wciąż budzi wstyd.
Dla Kremla to narzędzie. I używa go przeciwko nam skuteczniej, niż chcielibyśmy przyznać.
Jako edukatorka seksualna widzę to wyraźnie: część z nas zauroczyła się dezinformacją o seksualności. Edukacja seksualna bywa nazywana „seksualizacją”, prawa reprodukcyjne – „ideologią”, a osoby LGBT+ – zagrożeniem. To nie jest przypadek. To efekt już wieloletniej wojny informacyjnej.
Liczyłam, że obowiązkowa edukacja seksualna stanie się czymś w rodzaju przedłużenia „Tarczy Wschód” chociaż dla młodszego pokolenia – nie tylko pomoże ludziom zaakceptować seksualność, ale też utrudni manipulację. Bez niej jesteśmy bezbronni. Dlatego wciąż łapiemy się na historie w rodzaju tej, że antykoncepcja to ukryta aborcja, Zachód chce „narzucać homoseksualizm”, a sekretarz generalny NATO zmusza Gruzję do uznania małżeństw jednopłciowych. (https://euvsdisinfo.eu/report/stoltenberg-demanded-georgia-to-legalize-gay-relationships-as-an-accession-criteria/ )
Strach zamiast wiedzy
Rosyjska propaganda od lat wykorzystuje seksualność jako narzędzie wpływu. Nie dlatego, że to temat marginalny, ale właśnie dlatego, że dotyka emocji najgłębiej: wstydu, lęku, obrzydzenia. Badacze dezinformacji (np. Cushman i Avramov w artykule „Eurosodom: Specifics of Weaponized Sexuality and Gender-Based Narratives in Contemporary Russian and Pro-Russian Disinformation”, https://www.redalyc.org/journal/5525/552565288006/) zauważają, że narracje o płci i seksualności działają tak skutecznie, bo omijają racjonalne myślenie. Uderzają w to, co najbardziej pierwotne. Strach o dzieci. Strach o siebie. Strach przed „końcem świata”. To wystarczy, żeby społeczeństwo zaczęło reagować impulsywnie, bezrefleksyjnie, siejąc panikę.
Dlaczego Polska jest łatwym celem
Problem w tym, że w Polsce ten strach trafia na podatny grunt. Gdy Zachód przechodził rewolucję seksualną, Polska była za żelazną kurtyną. Gdy tam stosowano prezerwatywy i pigułki antykoncepcyjne, u nas najpopularniejszymi metodami kontroli urodzeń były „zdążę wyjąć” i aborcja. Część europejskich krajów zalegalizowała małżeństwa jednopłciowe i związki partnerskie zanim Polska weszła do Unii. Tam prowadzono edukację seksualną, u nas dominowały półprawdy i milczenie. Całe pokolenia dorosłych do dziś wiedzą więcej o budowie atomu niż o własnym ciele a nasi politycy nie widzą różnicy między okresem i owulacją.
Efekt? Brak wiedzy, który działa jak luka w systemie bezpieczeństwa. Społeczeństwo pozbawione podstawowej edukacji seksualnej łatwiej uwierzy, że: dzieci są „seksualizowane” przez nauczycielki edukacji zdrowotnej, osoby LGBT+ stanowią zagrożenie, antykoncepcja to „pigułka śmierci”. To nie są spontaniczne lęki. To lęki podsycane.
Wojna, której nie widać
Od kilkunastu lat jesteśmy świadkami czegoś, co można nazwać atakiem na naszą seksualność.
Rosyjska propaganda przedstawia Zachód jako Sodomę, miejsce moralnego upadku: „zepsute”, „zdegenerowane”, „zdominowane przez ideologię gender”. W kontrze Putin stawia siebie jako obrońcę tradycyjnych wartości. To wygodna opowieść. Usprawiedliwia autorytaryzm, mobilizuje społeczeństwo i buduje wroga. Gdy trafia do Polski, robi coś jeszcze: dzieli.
Zaczynamy widzieć zagrożenie nie w agresywnej polityce Kremla, ale w: sąsiadach, nauczycielach, lekarzach, edukatorach, aktywistach LGBTQ+. To klasyczna strategia: skłócić społeczeństwo, osłabić jego spójność. To przed tym ostrzegał dziennikarz śledczy T. Piątek w rozmowie z K. Biedrzycką, gdy mówił: „Rosjanie chcą decydować o prawach Polek. A po co? Po to, aby rozpalać w Polsce wojnę ideologiczną i żebyśmy byli podzieleni. Bo my jesteśmy krajem przyfrontowym i żeby przetrwać, musimy być jak forteca, musimy być mocarstwem kontrwywiadowczym. I musimy być jako naród bardzo solidarni.” To w tej rozmowie wspominał, że decyzja prezydenta Dudy, by zawetować ustawę o antykoncepcji awaryjnej, nie urodziła się w jego głowie, tylko, że podpowiedziała mu to miła pani z organizacji Citizen Go, sponsorowanej przez oligarchę Miałofijewa, który opłacił też pierwszą napaść Putina na Ukrainę. (https://www.youtube.com/watch?v=4oetJKphJUs)
Jak działa ta manipulacja
Mechanizm jest prosty. Najpierw pojawia się dezinformacja – na przykład, że „4-latki będą uczone masturbacji”. (To od 2013 roku robiła m.in. Inicjatywa Stop Seksualizacji Naszych Dzieci – co w książce „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” analizowała A. Mierzyńska) Potem emocja – szok, gniew, strach. Na końcu reakcja – sprzeciw wobec edukacji, instytucji, państwa. Nie trzeba nikogo przekonywać faktami. Wystarczy wzbudzić emocje. Człowiek wściekły, wyprowadzony z równowagi nie chce słyszeć o faktach. One są ostatnim, co go interesuje.
W Polsce widzieliśmy to wielokrotnie: na banerach, w internecie, w wypowiedziach polityków i działaczy. Te same hasła wracają w różnych wersjach: „ochrona dzieci”, „stop deprawacji”. Zmieniają się tylko nazwiska i konteksty. Mechanizm pozostaje ten sam.
Seks jako narzędzie geopolityki
To, co często uznajemy za „tematy światopoglądowe”, w rzeczywistości stało się narzędziem geopolityki. W książce „To jest wojna” bardzo szczegółowo opisuje to dziennikarka K. Suchanow. Spory o edukację seksualną, prawa kobiet czy osób LGBT+ nie są tylko sporami kulturowymi. Są paliwem konfliktu. Dezorientują całe społeczeństwa.
Społeczeństwo podzielone mniej ufa instytucjom państwa, powątpiewa w rzetelne dziennikarstwo (sądząc, że prawdę mówią tiktokerzy), łatwiej ulega manipulacji, trudniej podejmuje wspólne decyzje, przestaje wierzyć w demokrację, szuka silnego przywódcy i popiera go, nawet gdy ten zmierza w stronę autorytaryzmu. A to dokładnie to, czego potrzebuje przeciwnik w wojnie hybrydowej. W tym chaosie można wykreować zbawcę na białym koniu – najlepiej silnego mężczyznę, który posprząta bałagan, obroni, ochroni, powie, co jest czarne a co białe. Zwolni nas z krytycznego myślenia.
Wrogowie, których sami sobie tworzymy
Najbardziej niepokojące jest to, że w tej wojnie zaczynamy atakować siebie nawzajem.
Ludzie, przekonani że bronią dzieci, walczą z rzetelną edukacją. Rodzice, którzy chcą chronić nastolatków, sprzeciwiają się wiedzy, która mogłaby realnie zwiększyć ich bezpieczeństwo. A dzieci nie są najbardziej zagrożone przez lekcje edukacji seksualnej w szkole. One są zagrożone przez brak wiedzy – także w internecie, gdzie trafiają na przemoc i pornografię, których nie rozumieją. To tam mogą być naprawdę seksualizowane, wykorzystywane, szantażowane, aby przysyłały swoje nagie zdjęcia czy filmiki. I to brak edukacji seksualnej czyni je bezbronnymi.
Antywirus, którego nie zainstalowaliśmy
Mieliśmy szansę się zabezpieczyć. Rzetelna, powszechna edukacja seksualna mogła być społecznym „antywirusem” i jednocześnie „żelazną kopułą”. Mogła nauczyć rozpoznawania przemocy, zrozumienia własnego ciała i odporności na dezinformację o seksie. Nie zrobiliśmy tego. Efekt? Każda kolejna fałszywa informacja trafia na podatny grunt.
Wojna o emocje
Kto kontroluje lęk wokół seksualności, kontroluje emocje społeczeństwa. A kto kontroluje emocje – wpływa na politykę. Dlatego właśnie ten temat, tak często uznawany za wstydliwy i błahy, stał się jednym z narzędzi współczesnej wojny.
Rosja nie musi nas atakować czołgami. Wystarczy, że nauczy nas bać się własnego ciała — i siebie nawzajem. Wystarczy, że osoby hetero będą się bać osób LGBT+, kobiety mężczyzn, mężczyźni „złych feministek”. Społeczeństwo, które widzi wroga w sobie, nie musi być już podbijane.
*Na grafice u góry tańczący w szpilkach Wołodymyr Zełeński. Nie przypadkiem się tam znalazł. Jako prezydent Ukrainy kieruje nią podczas wojny, a tańce w szpilkach, jak widać, nic mu nie ujęły z męskości. Chociaż propagandyści Kremla straszą, że Zachód upadanie dlatego, że bawimy się granicami płci.

























Ta książka zmieni Twoje życie. Nie tylko seksualne

















