moje ciało

Sądziłam, że się nie da. Że to musi być na żywo – tak jak zawsze. Spojrzenie w oczy, porozumienie, wspólna przestrzeń. Że wtedy ten pokłon ma moc.

Ale ile osób mogę spotkać osobiście? Przed iloma się pokłonić? Chociaż robiłam to już dziesiątki razy, to wciąż za mało.

Mało ciekawe przekazy na temat seksualności chcę zrównoważyć tym jednym, bo tak często słyszę, o jak wiele złego można ją oskarżać. Chcę, abyś usłyszał i usłyszała coś może: innego? Dobrego? Pozytywnego? Chociaż jestem jedna i mam ograniczone możliwości, to jednak robię to, bo od czegoś trzeba zacząć.

Kiedy to nagrywaliśmy, nie sądziłam, że tak podziała na tych, które i którzy już widzieli. Dostałam przecież podziękowania i gratulacje. Usłyszałam, że poczułaś się piękna i wyjątkowa. Że fala ciepła przeszła przez Twoje ciało. Że łzy Ci się zakręciły w oczach. I w ten właśnie sposób dowiedziałam się, że mimo wszystko działa. Chociaż na niektóre osoby. Takie youtubowo-internetowe pokłonienie się.

Więc, jeśli chcesz go doświadczyć, to po prostu włącz ten film.

 

Zostaw komentarz  1

Jestem beznadziejna, nie zasługuję na dobry seks, nikt mnie nie zechce, jestem brzydka i beznadziejna.
Myślisz czasem tymi kategoriami?

 

„Jesteś beznadziejna” to tytuł z okładki, która ostatnio obiega internetowy świat. Na okładce możesz przeczytać też takie napisy jak np.:
Ona jest ładniejsza,
Coś z tobą nie tak,
Nie jesteś wystarczająco dobra.

Ta okładka bardzo mi się spodobała!

Dlaczego? Bo kiedy byłam nastolatką, czytałam pisma dla kobiet, z których mogłam nauczyć się o sobie właśnie tego, jak niewystarczająca jestem. Tylko tytuły artykułów były inne, np. Jak za pomocą makijażu zamaskować…. Jak dobrać fryzurę, aby ukryć…. Jak odessać tłuszcz z… Jak powiększyć…, Jak zmniejszyć… Jak schudnąć 10 kilo…. Jak zredukować rozstępy… Jak walczyć z cellulitem… itp. Znajdowałam sto porad, jak zmienić swoje ciało lub udawać, że ono wygląda inaczej. Wypchane gąbką staniki, wyszczuplająca bielizna, markowe ubrania, zabiegi i kosmetyki, które zrobią z Ciebie „wartościową” kobietę. A co jeśli nie stać Cię na taki styl życia lub nie zmieścisz się w tych rozmiarach ubrań? A co jeśli na Twoje rozstępy nic nie działa? A co jeśli nie masz czasu, aby to wszystko robić?

Wtedy możesz pomyśleć, że jesteś beznadziejna. Masz przecież sposoby, z których nie korzystasz. Więc jesteś leniwa i oporna. I wszyscy zobaczą, że masz grube łydki albo krótkie nogi. Że owal Twojej twarzy nie jest idealny. I wyciągnąć wniosek, że w takim razie nie zasługujesz na dobry seks. Albo na to, żeby być akceptowaną z takim ciałem, jakie masz. Możesz zacząć siebie nie lubić za to, jak ono wygląda. I uwierzyć, że dopóki się nie zmieni, to Ty nie możesz uprawiać seksu ani pokazać się ludziom.

W każdym razie ja, czytając regularnie te magazyny, uwierzyłam, że jestem jeszcze bardziej beznadziejna, niż mi się wcześniej wydawało. Dopiero, gdy przestałam je czytać, zauważyłam, że mój poziom akceptacji siebie wzrósł. Że już się tak bardzo nie przejmuję. Dopiero wtedy doszło do mnie, że trucizna regularnie sącząca się w mój mózg, zatruwała każdą moją komórkę. Wcześniej krzyczały do mnie artykuły i reklamy, które mówiły: popraw, zamaskuj, zatuszuj, ukryj, schowaj, przytnij, zafarbuj, zamaluj, skoryguj, schudnij… a mój mózg każdy taki komunikat czytał jako: coś z Tobą nie tak. Nie zauważyłam, że moje ciało stało się poligonem walki, na którym miałam walczyć sama ze sobą. Sugerowano mi, że muszę nie lubić tego, jaka jestem. Muszę nienawidzić tłuszczu czy rozstępów czy włosów na ciele. I coś, do czego wcześniej nie miałam negatywnego nastawienia, urosło do rangi wielkiego problemu. Energia, która mogła być iść na zabawę, naukę czy choćby uprawianie sportu, szła na zamartwianie się i próby walki z naturą. Jak ja wyglądam? Och, jaka jestem beznadziejna! Ona jest ładniejsza! Nikt mnie nie zechce!

I sądzę, że tak to się dzieje. Komunikaty, które sugerują, że coś trzeba ciągle w Tobie poprawiać, możesz odczytać właśnie jako: Jestem beznadziejna.

Dlatego tak cieszę się tą okładką! Bo na Kursie akceptacji ciała – na którym i ta okładka wypłynęła, dzięki jednej z Uczestniczek – zawsze proponuję eksperymentalny tydzień: odetnij się od takich komunikatów, które sugerują, że jesteś do niczego. I zastąp je życzliwymi. Kobiety, które tak robią, często zaczynają się czuć w świecie tak, jakby były wolne i wystarczające. Bo właściwie – bez względu na wygląd – mogą takie być, jakie są. Przestają się krępować, przechodząc przez pokój pełen ludzi. Ośmielają się założyć na siebie to, na co mają ochotę: spodnie, sukienkę, szorty czy bikini. Odkrywają, że są bardziej wolne w czasie seksu. Eksperymentują z makijażem lub jego brakiem. Po prostu: pozwalają sobie na to, aby być sobą. Przestają wymagać, aby ich ciało spełniało wyśrubowany standardy kulturowego piękna i z takim ciałem, jakie mają – sięgają po to, na co zawsze miały ochotę, ale bały się sięgnąć albo wierzyły, że nie mogą.

„Jesteś beznadziejna” jako głos z wewnątrz

Oczywiście, nie musisz czytać kolorowych magazynów, oglądać reklam, czy przeglądać przefiltrowanych zdjęć na Instagramie, aby słyszeć w głowie ten krytyczny głos. Bo może on siedzi w Twojej głowie już od dzieciństwa i podcina Ci skrzydła, wmawia, że nie możesz kupić sobie bikini albo pozwolić sobie na seksualną rozkosz, bo nie masz „odpowiedniego” ciała. Ale wiesz co? Na ten głos też jest sposób. Można go wyciszyć, można go zastąpić innym komunikatem. Na Kursie używamy do tego zdania: „Mogę taka być”, co znaczy: akceptuję siebie, swoje ciało, nie muszę się poprawiać, akceptuję siebie już w tej chwili. Tamten komunikat: „Jesteś beznadziejna” może być z początku głośniejszy.
Dlaczego?
Bo jeśli słyszysz to od lat i od lat sama sobie powtarzasz, jakaś część Ciebie w to uwierzyła.
Ale tak naprawdę jesteś OK, Twoje ciało jest OK, tylko to może za rzadko sobie powtarzasz, żeby tak samo w to uwierzyć, jak uwierzyłaś w tamto. Może w ogóle sobie tego nie mówisz? Dlatego na Kursie robimy wiele regularnych praktyk, żeby ten pozytywny przekaz tak samo mógł w Ciebie wsiąknąć, jak wsiąkały słowa bezlitosnej krytyki. To zaskakujące, jak łatwo niektórym przychodzi wierzyć w to, że: jest źle, nic się nie uda, moje ciało jest do niczego. I uwalniające, kiedy ten stary przekaz zastępuje coś, co daje nadzieję i energię do działania: Mogę być sobą, mogę być, jaka jestem, moje ciało jest OK, jestem czymś więcej niż moje ciało – jestem osobą, pełnią, całością i mogę mieć radość z życia.

Pomagam kobietom zaakceptować ciało i seksualność. Pomagam wlać nowe paliwo do mózgu, coś, co zastąpi niechęć, niezadowolenie i krytykę. Dlatego robię wyzwania online, warsztaty i kursy. Wierzę, że wspólnie zmieniamy świat. W ten sposób właśnie robimy wielką rewolucję. Każda – zaczynając od siebie. Ale przecież nawet jeśli robisz to tylko dla siebie, skutkiem ubocznym jest to, że emanujesz swoim przykładem na inne osoby: przyjaciółki i przyjaciół, bliskich, rodzinę, dzieci, ludzi z pracy… Więc jeśli chcesz zmienić myślenie, doładować się czymś pozytywnym, zapraszam Cię na moje orgazmiczne wyzwanie online – Wyprawa po orgazmy i na inne wydarzenia oraz zajęcia, np. na stacjonarny lipcowy Kurs akceptacji ciała do Wrocławia bo ten online jest już w połowie. I dziękuję Ci, że ze mną jesteś.

Aha, i pamiętaj, że jesteś wspaniała!

Jesteś wystarczająca!

Wszystko z Tobą OK!

Możesz być taka, jaka jesteś!

Możesz być sobą!

Możesz taka być!

I ja mogę być taka, jaka jestem. Sama sobie daję do tego prawo.

Po prostu – jesteś boginią. 🙂

I jak Ci z tym komunikatem? 🙂 Zdecydowanie bardziej pozytywny, niż o byciu beznadzieją, i przy okazji tak samo obiektywny. Więc który wybierasz? Decyzja należy do Ciebie!

PS. Taki magazyn, jak „You Suck” oczywiście nie istnieje, a jednocześnie – ile z nas go czyta?


Jak polubić swoje ciało? W świecie, który żąda od ludzi, a szczególnie kobiet, idealnego ciała bez skazy, nie jest to może bułka z masłem, ale da się zrobić. W tym ciele żyjesz całe życie, więc może warto zainwestować trochę czasu i energii, żeby polubić, pokochać, zaakceptować ten pojazd na życie?

Dzielę się pomysłami i doświadczeniem oraz skutecznymi praktykami akceptacji ciała do zrobienia w tym nagraniu. No i opowiadam swoją historię… Początek nagrania jest trochę obcięty, bo pojawiłam się dobre kilka minut przed 20.00, żeby sprawdzić, czy wszystko działa, więc ten, przymknijcie oko na te obcinki. 🙂

Nagranie pochodzi z grupy dla kobiet Klub Uniesionych Spódnic na FB. Tutaj możesz do niej dołączyć. Kolejny live w poniedziałek 4.02.2019 o g. 20.15. Temat: Skontaktowana z waginą. Pytania do live’u możesz zadać mi w grupie lub pod tym artykułem.

A tutaj zaproszenie na lajw o waginach.:)

A tu możesz przeczytać o stacjonarnym 10-tyg. Kursie Akceptacji Ciała we Wrocławiu, który zaczyna się 27 lutego.

To nagranie zapowiadałam już ostatnio. 30 minut rozmowy o cudownych cipkach. <3 I o tym, dlaczego możemy myśleć, że są złe i brzydkie. <3 Posłuchaj i sprawdź, jaką jestem mistrzynią kolokwializmów. Ja naprawdę tak mówię? 🙂 Szok! 😛 Aby posłuchać, kliknij link. Po kliknięciu przejdziesz na stronę z podcastami Brzydkie Słowa / Dirty Words Leny Bielskiej, która wymyśliła, nagrała i zmontowała podcast. Na stronie znajdziesz więcej podcastów na tematy kobiece, feministyczne queerowe i inne – rozejrzyj się na Dirty Words. 🙂

 

Masz ochotę na więcej? Przejrzyj portal po tagu „wagina”. 🙂

Zostaw komentarz  2

Po obejrzeniu stu reklam na temat środków do higieny intymnej, może Ci się wydać, że wąchanie kobiecych majtek to jeden z najgorszych pomysłów na świecie. Spokojnie. Wagina to najczystsza część ludzkiego ciała. Wewnątrz czyści się sama. Na zewnątrz bardzo często pachnie podniecająco i zmysłowo, dlatego wiele osób uwielbia ją wąchać i smakować. Ja im się nie dziwię. Wydzielina z wewnątrz czasem zasycha na majtkach, podobnie jak wilgoć, która jest świadectwem Twojego podniecenia i czasem z różnymi kobietami na warsztatach żartujemy sobie, że po majtkach przeszedł ślimak. „Ślimak” to absolutnie naturalna konsekwencja tego, że Twoje ciało żyje i funkcjonuje, a szczególnie tego, że się podniecasz!

Ściągam bluzkę. Rozpinam spodnie. Zrzucam je na podłogę. Przez chwilę jestem w majtkach, ale je też w końcu ściągam. Moje piersi hasają sobie swobodnie. Podobnie cała reszta ciała. Już nie muszę dusić swojej ekspresji. Już nie muszę się zasłaniać. Już nie muszę się zakrywać z obawy, że swoją nagością kogoś obrażę.

Urażę.

Zszokuję.

Zasmucę.

Nie.

Mogę być sobą. Bez przepraszania za to, że jestem i kim jestem. Oraz jak wyglądam. Mogę być taka, jaka jestem. Wszystkie one dookoła też mogą takie być. Takie, jakie je natura stworzyła. Tworzymy krąg. Nagi krąg kobiet. Tańczymy, śpiewamy, potrząsamy golizną. Siedzimy, rozmawiamy, śmiejemy się. Bez ukrywania rąk, nóg i brzuchów. Bez ukrywania piersi i pośladków. Bez ukrywania własnej kobiecości i seksualności. Zmysłowości. Wrażliwości. Emocjonalności. Bez chowania seksapilu. Bez skrywania mocy. Jest nago i radośnie. Nago i bezpiecznie. Nago i właściwie.

Kiedyś myślałam, że to niemożliwe. W domu słyszałam, że ciało to wstyd.

Od znajomych słyszałam, że nagość to brak przyzwoitości.

I że to zaproszenie do seksu.

Kiedyś tak bardzo wstydziłam się swojego ciała. Chciałam, żeby wyglądało inaczej. Musiałam bardzo, naprawdę bardzo ufać tej osobie, przy której rozbieram się do naga. To musiała być najlepsza przyjaciółka. Ukochany chłopak. Bliska rodzina. Wstyd „pilnował” mojej „przyzwoitości”. Właśnie tak, nie rozbierałam się ze wstydu i z lęku przed oceną. Nie mogłam wtedy być w pełni. Kąpanie się nago w jeziorze? Nigdy! Przecież miałam „okropne” nogi. Nawet w jednoczęściowym stroju czułam się obnażona. Czułam się źle sama ze sobą – ja z moim ciałem.

A teraz – proszę. Zwołałam nagi krąg. Ja go trzymam i prowadzę. A wokół kobiety. Bardziej i mniej znane. Ich piersi, ich brzuchy, ich radość, ich historie. Coś nas łączy. Ulga, że tak można? Radość, że mogę być nago przy innej kobiecie, w całej grupie osób i jestem tutaj widziana i akceptowana, że mogę to samo dać innym. To przyjemność i dar. To nieskrępowana ekspresja siebie. A także swojej kobiecości, zmysłowości seksualności. Siedzę tu nago i nikt się na mnie nie rzuca, jak dzikie zwierzę, bo jestem nago, więc to czas na seks. Siedzę tu nago i nikt mnie nie strofuje. Siedzę tu nago i mogę taka być. Co za ulga.

Przypominają mi się wakacje w arabskim kraju. Ukrywanie własnego ciała pod długimi rękawami, długimi nogawkami – bo tak „trzeba”. Bo „policja religijna”. Kobiety okutane od stóp do głów, bo tego wymaga ta kultura. Niełatwo mi się chodziło tamtymi ulicami. Tak, one, okutane, mogły być z tego zadowolone. Schowają się pod chustką, pod luźną szatą i już. Są niewidzialne. A ja siedzę tutaj naga i też jestem „niewidzialna”, bo nie muszę wciągać brzucha ani się krygować, bo czuję się zrelaksowana i jest mi po prostu dobrze. Moje ciało, ja cała, jestem w pełni przyjęta. Bez wyjątków, że nogi weźmiemy, bo są długie i czekoladowe, ale piersi nie, bo są zbyt seksualne. „Świecisz cyckami” powiedział mi przyjaciel w klubie, gdy zobaczył moje sterczące sutki pod sukienką. Choć ubrana byłam pod samą szyję. A tutaj – moje sutki są sztywne lub nie – nikt mnie z tego nie rozlicza. Nie muszę się „pilnować”, oglądać, sprawdzać, czy wyglądam odpowiednio i „przyzwoicie”. Co za ulga.

Przypominają mi się słowa innego przyjaciela, że cipka to pornografia. Więc siedzę, mam cipkę, niczym szczególnie jej nie zasłaniam i nikt mi już nie wmawia, że to pornografia. Co za ulga. Swoją drogą ciekawe, czy kolega – gdy potrzebował pornografii – to włączał Red Tube, czy też szedł do sauny, gdzie przecież też gołe penisy i gołe cipki.

Ciekawe, jak bardzo to, co seksualne i naturalne, zostało zohydzone. Gołe ciało znaczy, że pornografia. Nagość, że to już wstęp do seksu, zaproszenie. To że nie noszę stanika, bo bez niego mi wygodniej, to znaczy, że prowokuję, że chcę uwieść cudzego męża? Nagi krąg odczarowuje te mity. Co za ulga.

Gdy w upalne dnie noszę kusą kieckę, oczywiście nie robię tego z wygody, tylko po to, aby chwalić się swoimi „wdziękami”. To nie może być tak, że ubieram czy rozbieram się dla siebie. Skąd! To od razu musi być, aby uwodzić, kusić, mamić, prowokować, zawracać w głowie… Gdy w upalny wieczór wkładałam krótką sukienkę, idąc do klubu – w którym miałam zamiar tańczyć do upadłego, więc dlatego wybrałam tę najkrótszą, aby się na parkiecie nie ugotować – usłyszałam od znajomego: „faceci będą się na ciebie gapić”. Czy to, że ktoś na mnie spojrzy, ma wyznaczać granice mojej swobody? Tak, wiem, że niektórzy najchętniej widzieliby mnie w upał w habicie, ale mi się już dłużej nie chce zadowalać innych. Teraz zadowalam siebie. Czy się komuś podobam, czy nie, w upalne dnie noszę kuse sukienki. Spod których wystają moje uda, które mogą Ci się podobać lub nie, ale nie mam zamiaru ich zakrywać, tylko dlatego, że są grube / chude / ładne / brzydkie / „wyzywające” czy „prowokujące”. Moje ciało nie służy do tego, aby sprawiać Ci estetyczną przyjemność. Ani erotyczną. Moje ciało to mój wehikuł na życie. Bez niego nie wyjdę z domu. Więc czy Ci się to podoba, czy nie, w zimne dnie zakładam długie spodnie, sweter i płaszcz a w upalne – kuse.

Na nagim kręgu nie muszę się zakrywać. Nic filuternie nie wystaje spod spódniczki, nic nie prześwituje przez materiał bluzki, bo nie mam na sobie ani spódniczki, ani bluzki. Moje ciało może być widziane, a ja mogę taka być.

Chodzę nago spać. Chodzę nago pod prysznic. Chodzę nago do wanny. Chodzę nago w saunie. Kąpię się nago w jeziorze i hasam nago po plażach nudystów. Gdy upał, chodzę nago po domu, wyciągając z pralki pranie. Gdy upał, nago pracuję przy komputerze i nago czytam książkę.

Nagość to po prostu pierwszy strój, jaki został nam dany, który jest dość praktyczny, gdy ciepło i gdy lato. Nagość to dla mnie możliwość nieskrępowanej ekspresji siebie. Część osób, szczególnie tych z nagich kręgów czy naked movement i innych tantr i mantr, bardzo dobrze to rozumie. Dla części jest to szokujące i nie-do-pomyślenia.

Wiesz, naprawdę nie musisz o tym myśleć, po prostu wpadnij na jakiś nagi krąg.

Tak, gdybym mogła, rozebrałabym całe województwo!

Bo nagość to wolność.

4 komentarze  1

Choć wcale nie było łatwo, prowadzę teraz bogate i szczęśliwe życie seksualne. Jestem żywym przykładem na to, że zdecydowana większość naszych problemów ma swoje źródło w głowie. Z wewnętrznymi demonami walczy się trudno, ale da się wygrać…

Czy wiesz, że kobiece Jajo wygląda jak małe słońce? Jest skumulowaną energią, esencją życia. Dorosła kobieta ma w swoich jajnikach do 300 tysięcy komórek jajowych! To o nas powinno się mówić, że jesteśmy kobiety z jajami!

Wczoraj byłam u tego, a jutro pójdę do tamtego. Życie upływa mi teraz poprzez wąskie ponure korytarze przychodni i szpitali, przelewa się i bulgoce między moimi zimnymi jak zwykle palcami, gdy rzemieślnicy różnej maści zaglądają we mnie i oglądają mnie, ugniatają moje ciało jak kruche ciasto, próbując przywrócić mnie do tak zwanego pionu.

Wiele z nas na nie nie patrzy. Wiele świat zewnętrzny skutecznie zniechęcił, aby się nimi zajmować. Wiele z nas wierzy, że są brzydkie, odpychające i niegodne uwagi – bo są tylko cipkami. A cipki – wiadomo – nic szczególnego.

Kocham swój zapach, zawsze uważałam go za piękny i podniecający. Mówi się czasem złośliwie, że kobieta nic nie robi tylko siedzi i pachnie. Otóż ja czasem nic nie robię, tylko siedzę i pachnę. Najbardziej lubię siedzieć po turecku, z zamkniętymi oczami, w sukience i bez majtek. Wtedy zapach jest wyraźniej wyczuwalny.

Miało być o seksualności i będzie. O tym, jak moja seksualność poszła sobie w siną dal i jak powoli wraca.

Środa, kilkadziesiąt minut do godziny zero.

Miało być o seksualności i będzie. O tym, jak moja seksualność poszła sobie w siną dal i jak powoli wraca.

Ania się zakochała. Po raz pierwszy w swym życiu. Hormony całkowicie uderzyły jej do głowy. Obiekt westchnień w sekundę stał się mężczyzną idealnym. Zwykła znajomość przeistoczyła się w związek w tempie błyskawicznym. Ania i jej wybranek stali się niemalże nierozłączni, zadurzeni w sobie aż po końcówki włosów.

Poronienie to też strata. Dziecko nie musi ważyć 3,5kg, by mieć poczucie, że traci się swoje dziecko. W naszym katolickim kraju, gdzie chroni się życie od poczęcia, w sytuacji poronienia, to samo życie jest płodzikiem, bez znaczenia.

Jeszcze kilkanaście lat temu włosy łonowe „były” czymś naturalnym. Dlaczego „były”? Bo są nadal! Serwisy wmawiają, że „kostiumy kąpielowe nie pozostawiają kobietom wyboru”. A co? Jak ktoś zobaczy wystające włosy łonowe spod kostiumu, to nagle dozna zgorszenia? 

Chcę dotykać Twoją pipkę – tak zaczął, kiedy odłożyłam jego rękę z uda. Też mi coś! Pomyślałam. Czy ja jestem dzieckiem? Dlaczego tak wulgarnie? Zdziwił się moją bojową miną. Cofnął rękę i powiedział tylko: do jutra!

O „tym” rzadko mówi się na głos. Chociaż ostatnio coraz częściej, ale forma rozmowy pozostawia wiele do życzenia. Już od wieków nasze babki, matki o „tym” nie rozmawiały otwarcie, a dziadkowie, wujkowie czy ojcowie nie grzeszyli subtelnością i neutralnością języka.