Wujku! – krzyknęła Marta, wpadając na wujka Adama w przedpokoju – A Tadek biega bez majtek!

– Wcale nie biegam – obruszył się Tadek – chodzę. Zapomniałem slipek, to po nie idę – odpowiedział i niewzruszonym krokiem udał się do pokoju. Coś go jednak tknęło, postanowił się odwzajemnić. – A Marta nie ma stanika! – wycedził triumfalnie, patrząc na kuzynkę, która rozbierała się właśnie wchodząc do łazienki.

– Stanika?- Zdziwiła się Marta? – A po co mi stanik? Będę nosiła, jak będę miała duże piersi i będą się musiały trzymać. No, tak jak u Ciebie w slipkach.
Zgromadzeni w międzyczasie wokół łazienki i spornej kwestii majtkowej Mama, wujek Adam i wujek Marek parsknęli gromkim śmiechem.
– Z czego tak rechoczecie? – uśmiechnął się tata, stając w drzwiach wynajętego na weekend domku.
– Ze stroju Adama – odpowiedziała mama.
– Nie Adama, tylko Tadka! – zezłościła się na dobre Marta, wstrząsając rudą grzywką. Niestety wywołała tylko nową salwę ogólnego śmiechu.
– Być w stroju Adama, oznacza – pierwszy przestał się śmiać tata – być nago. To pochodzi z Biblii, gdzie opisana jest legenda stworzenia człowieka przez boga. Bóg stworzył pierwszego człowieka – Adama no i on był z początku nagi. Dlatego, czy to strój Tadka, Marka, Łukasza, czy nawet Marty i Agnieszki, to nadal strój Adama.
– A czemu z początku? – zainteresował się Tadek, już w stroju Tadka, czyli w slipkach.
– Bo potem zakrył się listkiem figowym.
– A dlaczego w ogóle się nosi majtki, bokserki, bikini, slipki i inne stringi? – popisała się wiedzą w zakresie bielizny Marta. – I staniki? – dorzuciła po krótkim namyśle, bo jakoś pasowały jej do całości. Może przez to bikini.
– Po pierwsze, dlatego, że narządy płciowe człowieka, czyli to, co chronią majtki, slipki, stringi i bikini, są najdelikatniejszą częścią ciała, jaką mamy i bolesne by było je uszkodzić, a są nam bardzo potrzebne do różnych rzeczy.
– Do jakich różnych? – spytał Tadek.
– Do siusiania – logicznie odpowiedziała mu Marta.
– Tak, ale nie tylko – ciągnęła mama – na razie i do końca życia służyć wam będą do siusiania. Kiedy podrastamy, ciało wytwarzać będzie odpowiednie substancje – hormony. Dzięki hormonom zaczynamy interesować się narządami płciowymi, a potem odczuwać w nich przyjemność, gdy znajdujemy się w obecności ukochanej osoby lub myślimy o niej.
– Tak, jak w sercu? Ta takie zewnętrzne części serca? To znaczy, że służą do czego, też do kochania?
– Fajnie to ująłeś, Tadku. – Uśmiechnęła się mam czule. – Zewnętrzne części serca. Tak, służą do kochania. Serce ciężko dotknąć czy przytulić, więc ludzie, którzy się kochają, często właśnie ich dotykają i je pieszczą. Między innymi. To sprawia im dużą przyjemność i właśnie nazywa się również „kochać się”.
Marta i Tadek sceptycznie popatrzyli na zakryte majtkami i slipkami „zewnętrzne części serca”.
– Ludzie są trochę jak puzzle – zażartowała mama – zrobieni z dziurek i wypustków.
– Wypu… czego? – zapytał zdziwiony wujek Marek. – Jak żyję nie słyszałem takiego słowa!
– Bo ty nie specjalnie się nażyłeś w Polsce – uśmiechnęła się mama. – No, wypustek, chyba wiesz, jak wyglądają puzzle, względnie ludzka anatomia? Dwie dorosłe osoby, – zwróciła się do dzieci – u których już działają hormony, nie tylko dotykają swoje lub czyjeś narządy, ale też mogą jakby układać puzzle. Dopasowują wypustek do dziurki. Dodatkowo natura tak nas zaplanowała, iż w przypadku kobiety i mężczyzny, może prowadzić to do zapłodnienia. Mężczyzna wprowadzając penisa do dziurki kobiety, zwanej pochwą, zostawia w niej spermę, – płyn potrzebny do stworzenia nowego życia.
Tadek w milczeniu nadal przyglądał się własnym slipkom.
– Sexe – powiedział nagle.
– Co? – spytała Marta.
– Po francusku, te narządy, jak mówi ciocia, to się nazywają sexe, a nie żadne „narządy płciowe”. To krócej.
– Fakt – wtrącił się wujek Marek – ale ty to wiesz, bo często rozmawiasz z moją rodziną po francusku. Język polski zna różne dziwne słowa – zaśmiał się – jak „wypustek”, ale na narządy płciowe też można chyba znaleźć odpowiednie wyrażenia. Albo wymyślić.
– No to, jakie są te słowa po polsku? – niecierpliwił się Tadek.
– Jak to się u Was nazywało? – zapytała mama tatę i jego brata – wujka Adama.
– Jak byliśmy mali to mówiło się o siusiaku, bo nim siusialiśmy, – zaśmiał się tata – ale miałem kolegę, który mówił „ptaszek”, inny „fujarka” – to takie dziecinne nazwy były, powymyślane, a potem, nie pamiętam…
– Członek – podpowiedział wujek. – Albo penis. To chyba z łaciny. To takie neutralne słowa, bez wulgaryzmów, ale też nie lekarskie, jak jakieś „prącie”.
– Prącie??? – zdziwił się wujek Marek.
– Ty znowu jakiegoś słowa nie znasz? – zaśmiała się mama.
– Nie – pokręcił głową, takiego jeszcze nie słyszałem. Ale obiecuję solennie dokształcić się w polskim słownictwie seksualnym.
– A co mają dziewczynki w takim razie, pochwę? – dociekał Tadek i wszystkie oczy zwróciły się na mamę.
– Pochwa, to ta część już wewnątrz ciała. Na zewnątrz są też wargi sromowełechtaczka, tak jak panowie mają między innymi żołądź, napletek, jądra. Na całość u nas się mówiło „cipuńka”. I ja tak mówię do Marty. Ale słyszałam też inne nazwy, na przykład wy macie „ptaszki”, a my -„myszki”, „biedroneczki”, „kotki”. Niech żyją zwierzątka – uśmiechnęła się mama. – To może nie fachowe, ale najważniejsze, aby rodzice z dziećmi znaleźli wspólny język, bo to ważny temat. W dawnej Japonii istniała nazwa „jaspisowa grota”! Piękna, co? Moje koleżanki z pracy mawiają „cipka”, to chyba najczęściej spotykane słowo. No i tak mówią też dorosłe kobiety. Ale nie mamy prostych wyrażeń jak francuski „sexe”. Przykro mi, Tadku i Marku – zaśmiała się – język polski jest bogaty, skomplikowany, ale czasem czegoś mu brakuje i trzeba kombinować.
– Mamusiu… a Hania to mówiła, – zaczęła Marta – że o takich rzeczach, znaczy o tych narządach i cipuńkach to nie powinno się w ogóle mówić. I się dotykać.
Mama nabrała powietrza.
– Ludzie religijni często tak twierdzą, bo uważają przyjemność za coś złego. Mówić o ludzkiej seksualności, o cipuńkach i penisach trzeba, tak samo, jak o oczach, uszach itd., tym bardziej, że służą do miłości! Tylko nie z byle kim – w waszym wieku wyłącznie z rodzicami, lekarzami czy nauczycielami, żadnymi obcymi dorosłymi. No i w żadnym wypadku nie wolno pozwolić, żeby ktoś ich dotykał! – dorzuciła mama z wyjątkową powagą. – Między innymi dlatego nosimy majtki, slipki i staniki – nie pokazujemy postronnym ludziom tego, co może im się niepotrzebnie spodobać. Chowamy je dla siebie i dla tych, z którymi łączy nas miłość i przyjemność. Oglądać samego siebie i dotykać też jak najbardziej można. Nie wyobrażam sobie nie wiedzieć, jak zbudowane jest moje ciało i co odczuwa.
– Były jednak kiedyś takie religie, – przerwał tata – a nawet jeszcze są, dla których narządy jak cipki i członki były… święte, czyli najważniejsze. Rzeźbili je i oddawali im cześć w świątyniach. Były nawet symbolem stworzenia świata i życia, bo to przecież przez pochwę wychodzi dziecko z brzucha mamy. Narodziny, miłość i rozkosz stanowią w nich ogromną wartość, albowiem chcą, żeby człowiek czerpał z życia przyjemność i radość. Smutki i tak go nie ominą. Życie mamy jedno, więc szkoda by było przejść przez nie zamykając się na szczęście, a nawet zakazując mówienia o nim!
– No to, żeby mnie szczęście nie ominęło – zadecydowała radośnie Marta – mamusiu, pożycz mi, proszę swój jeden stanik.
– I co zamierzasz do niego włożyć? – zapytał Tadek podejrzliwie
– Nico! Zamierzam oddawać mu cześć, może wtedy moje piersi szybciej urosną!
– Tato!– zawołał Tadek bez namysłu – to ja chcę twoje bokserki!

autor: Agnieszka Abémonti-Świrniak

Udostępnij ten post: