Są osoby, którym takie wakacje w głowie się nie mieszczą, i takie, które im przyklasną. Nie ważne, do której grupy należysz, i tak chcę się z Tobą podzielić moimi refleksjami z ostatnich wakacji.

Wakacje się skończyły, a ja grzecznie wróciłam do Wrocławia, gdzie co środę prowadzę Kurs akceptacji ciała. Ale powspominać zawsze można, więc…

Na początku mieliśmy po prostu pojechać nad morze. Na jakąś ciepłą, cichą plażę. Potem okazało się, że cały nasz pobyt będzie na naturystycznym kempingu. Pomyślałam, że nie będę musiała leżeć na plaży w mokrym kostiumie wyziębiającym ciało i na kilka tygodni zapomniałam o całej sprawie.

Przypomniałam sobie już na miejscu, gdy dotarło do mnie, ile w walizce mam niepotrzebnych ubrań. Bo przecież nie wiadomo, jaka mogłaby być pogoda, więc wzięłam kilka sukienek, spodnie, a także grubszy sweter. No cóż, pierwszy raz jechałam na taki kemping. Skąd mogłam wiedzieć, że na dobrą sprawę – gdy wieczorem robiło się zimo – najprzyjemniej i najcieplej mi będzie, gdy kocem polarowym owinę swoje nagie boskie ciało?

Dzień dobry, ale czy wiecie, że to kemping naturystów?

Przyjechaliśmy w samo południe. Skwar lał się z nieba. Na szczęście było wolne miejsce na polu namiotowym. Ustaliliśmy szczegóły z panią z recepcji, która informacje na temat kuchni, grilla, prądu i wszelkich opłat. Gdy już ruszaliśmy, aby przeparkować samochody, spytała, jakbyśmy nie poruszyli jakiejś ważnej kwestii: Ale wiecie państwo, że to kemping naturystyczny? Chyba nie była pewna, czy wiemy, w co się „pakujemy”.

Od razu pobiegłam wykąpać się na plażę. O tym marzyłam, przemierzając dzielnie pół Europy! Morze! I nie trzeba się przebierać! Do tej pory jedynie bywałam na plażach nudystów i w innych nagich przybytkach, ale nigdy na kampingu. Biegnąc nad wodę, zobaczyłam więc kompletnie nagich ludzi – odpoczywających lub idących gdzieś z plecakami, jadących na rowerach – jedynie w butach i czapeczkach. Rodziny zażywające popołudniowego odpoczynku rozparte przy kamperach ze stoliczkami i krzesełkami, dzieci bawiące się z psami, osoby jedzące obiad lub zmywające po posiłku. Może jakieś pięć procent osób miało cokolwiek na sobie. Większości te 30 stopni ciepła wystarczało, aby cieszyć się strojem Adamowym. Wkrótce i ja biegałam, pływałam, prałam i zmywałam nago. Jedna czynność, którą robiłam w ubraniu – a raczej owinięta ręcznikiem – to smażenie na oleju. I tak generalnie mogłoby już zostać w każde upalne popołudnie. Ubrania bywają zbędne. Co prawda dyktatorzy mody oraz koncerny produkujące ubrania by się nie zgodziły, ale…

Co to znaczy być na naturystycznym kempingu?

Co to naprawdę znaczy, uświadomiłam sobie dopiero następnego dnia rano. Obudziłam się i chciałam wyjść z namiotu. Przez chwilę przemknęła mi przez głowę myśl, że chyba muszę się ubrać. Na szczęście dość szybko zdałam sobie sprawę, że jednak nie muszę. Chociaż było wczesne rano, było ciepło i nie musiałam na siebie nic zakładać. Co za raj! Tak samo nie musiałam się chować pod ręcznikiem, gdy wychodziłam spod prysznica, czy zasłaniać się, leżąc na plaży. Wszystkie panie pod kranami – robiące poranną toaletę, myjące zęby, czeszące włosy, wycierające się po prysznicu – były cudownie nieskrępowane i gołe. Panowie również. Muszę powiedzieć, że panował tam taki luz, jakiego już dawno nie doświadczyłam. Luz i akceptacja dla nagości i ciała. Przecież nie wszyscy wyglądaliśmy jak modele wyciągnięci z kolorowych modowych magazynów. Prawie nikt tak nie wyglądał. Kobiety młodsze i starsze. W zasadzie bardzo dużo tych starszych. Niektóre blade, inne opalone na ciemną czekoladę. Siwe, pomarszczone, grube, chude, gładkie – wszystkie pełne akceptacji dla siebie i innych, z uśmiechem na ustach mówiące: „morgen”, „morning” lub jakiekolwiek inne pozdrowienie. Czułam się między nimi jak wśród sióstr.

Po kilku dniach jedna z koleżanek spytała mnie, czy te nagie ciała są dla mnie erotyczne, czy podniecają mnie. „Nie” – odpowiedziałam bez zastanowienia. „Mnie też nie” – zaśmiała się ona. – „A więc Eros może chodzić zupełnie innymi drogami. To tylko nasza kultura ustala to połączenie, że nagość od razu prowadzi do podniecenia czy seksu”.

No właśnie. Jak to jest, że w jednej kulturze, aby „nie skusić mężczyzny do złego”, kobiety muszą zakrywać całe ciało, a czasem i twarz, a w innej, jak wśród naturystów, kobiety chodzą nagie od rana do wieczora, nagie pływają, opalają się, piorą, gotują i spacerują po obozowisku – i nic złego się nie dzieje? Nikt nie zostaje skuszony. Gołe kobiety też nie rzucają się jak samice w rui na innych. Wręcz przeciwnie: wszyscy są dla siebie uprzejmi, pomocni i mili. I czują się bezpiecznie.

Będąc w tym miejscu, myślałam też o rozmowach z dawnych czasów, o dawno przeczytanych artykułach i odbytych szkoleniach, z których i na których dowiadywałam się, żeby lepiej nie chodzić przy dzieciach nago. Dobrze, że takich artykułów nie czytały moja mama, ani babcia! A może czytały, tylko po prostu się z tym nie zgadzały i dzięki temu mieliśmy w domu względny luz w związku z nagością. W każdym razie patrzyłam na te rodziny golasów z dziećmi i nie czułam ani przez chwilę, że komuś jest tu nieswojo. Wręcz przeciwnie, wyglądali na rozluźnionych i zadowolonych.

Komu się przyda trochę nagości? 🙂

Myślę, że taki naturystyczny kemping może być dobrym miejscem dla niektórych osób – aby oswoić się z ciałem i nagością. Aby odkodować skojarzenia, że nagość = seks. Że „jeśli chcesz chodzić nago po plaży, to najpierw idź na siłownię i obowiązkowo wciągaj brzuch”. Aby zobaczyć i poczuć to, że każdy człowiek na prawo wyglądać, jak wygląda, że nie musi wciągać brzucha, ani spełniać innych kulturowych norm dotyczących wyglądu i nadal zajmować miejsce w przestrzeni społecznej – nawet, jeśli ktoś inny uważa, że „z takim ciałem to się nie powinno wychodzić między ludzi”. Wśród naturystów pewnie nie ma osób posiadających tak radykalne poglądy (ale jest ich mało), dlatego można się tutaj poczuć, jak u siebie, bez względu na wiek, wygląd czy rozmiar. I to poczucie absolutnego nieskrępowania i swobody przywieźć ze sobą jako pamiątkę z wakacji. Szczególnie pobytu w takim miejscu życzyłabym wszystkim kobietom, które czują, że ich ciała są „niewystarczające”. Naprawdę, gdy w ciągu wakacji przed oczami przewinie Ci się kilkadziesiąt czy kilkaset różnych nagich ciał, być może zauważysz, że „niewystarczające” to tylko ocena narzucona z zewnątrz, którą nie trzeba się przejmować. Że między dziesiątkami kobiet i mężczyzn w różnym wieku i o różnym wyglądzie, można poczuć się pewniej z własną nagością i własnym ciałem. Bo skoro oni patrzą i akceptują – to dlaczego Ty masz siebie nie akceptować?
No dlaczego?

Udostępnij ten post: