ciało

To nagranie zapowiadałam już ostatnio. 30 minut rozmowy o cudownych cipkach. <3 I o tym, dlaczego możemy myśleć, że są złe i brzydkie. <3 Posłuchaj i sprawdź, jaką jestem mistrzynią kolokwializmów. Ja naprawdę tak mówię? 🙂 Szok! 😛 Aby posłuchać, kliknij link. Po kliknięciu przejdziesz na stronę z podcastami Brzydkie Słowa / Dirty Words Leny Bielskiej, która wymyśliła, nagrała i zmontowała podcast. Na stronie znajdziesz więcej podcastów na tematy kobiece, feministyczne queerowe i inne – rozejrzyj się na Dirty Words. 🙂

 

Masz ochotę na więcej? Zapraszam na warsztaty „Let’s talk about sex” 15 grudnia we Wrocławiu.

Na co drugim Kursie akceptacji ciała spotykam co najmniej jedną kobietę, która mówi, że boi się założyć krótką sukienkę i w ogóle czuje się niepewna swojego ciała i swojej kobiecości i seksualności, bo ma przyjaciółkę, która, bezlitośnie krytykuje inne kobiety. A ta tłusta, a ta beznadziejnie ubrana, a ta anorektyczna… Więcej

Zostaw komentarz  1

 

Ściągam bluzkę. Rozpinam spodnie. Zrzucam je na podłogę. Przez chwilę jestem w majtkach, ale je też w końcu ściągam. Moje piersi hasają sobie swobodnie. Podobnie cała reszta ciała. Już nie muszę dusić swojej ekspresji. Już nie muszę się zasłaniać. Już nie muszę się zakrywać z obawy, że swoją nagością kogoś obrażę.

Urażę.

Zszokuję.

Zasmucę.

Nie.

Mogę być sobą. Bez przepraszania za to, że jestem i kim jestem. Oraz jak wyglądam. Mogę być taka, jaka jestem. Wszystkie one dookoła też mogą takie być. Takie, jakie je natura stworzyła. Tworzymy krąg. Nagi krąg kobiet. Tańczymy, śpiewamy, potrząsamy golizną. Siedzimy, rozmawiamy, śmiejemy się. Bez ukrywania rąk, nóg i brzuchów. Bez ukrywania piersi i pośladków. Bez ukrywania własnej kobiecości i seksualności. Zmysłowości. Wrażliwości. Emocjonalności. Bez chowania seksapilu. Bez skrywania mocy. Jest nago i radośnie. Nago i bezpiecznie. Nago i właściwie.

Kiedyś myślałam, że to niemożliwe. W domu słyszałam, że ciało to wstyd.

Od znajomych słyszałam, że nagość to brak przyzwoitości.

I że to zaproszenie do seksu.

Kiedyś tak bardzo wstydziłam się swojego ciała. Chciałam, żeby wygladało inaczej. Musiałam bardzo, naprawdę bardzo ufać tej osobie, przy której rozbieram się do naga. To musiała być najlepsza przyjaciółka. Ukochany chłopak. Bliska rodzina. Wstyd „pilnował” mojej „przywoitości”. Właśnie tak, nie rozbierałam się ze wstydu i z lęku przed oceną. Nie mogłam wtedy być w pełni. Kąpanie się nago w jeziorze? Nigdy! Przecież miałam „okropne” nogi. Nawet w jednoczęścjowym stroju czułam się obnażona. Czułam się źle sama ze sobą – ja z moim ciałem.

A teraz – proszę. Zwołałam nagi krąg. Ja go trzymam i prowadzę. A wokół kobiety. Bardziej i mniej znane. Ich piersi, ich brzuchy, ich radość, ich historie. Coś nas łączy. Ulga, że tak można? Radość, że mogę być nago przy innej kobiecie, w całej grupie osób i jestem tutaj widziana i akceptowana, że mogę to samo dać innym. To przyjemność i dar. To nieskrępowana ekspresja siebie. A także swojej kobiecości, zmysłowości seksualności. Siedzę tu nago i nikt się na mnie nie rzuca, jak dzikie zwierzę, bo jestem nago, więc to czas na seks. Siedzę tu nago i nikt mnie nie strofuje. Siedzę tu nago i mogę taka być. Co za ulga.

Przypominają mi się wakacje w arabskim kraju. Ukrywanie własnego ciała pod długimi rękawami, długimi nogawkami – bo tak „trzeba”. Bo „policja religijna”. Kobiety okutane od stóp do głów, bo tego wymaga ta kultura. Niełatwo mi się chodziło tamtymi ulicami. Tak, one, okutane, mogły być z tego zadowolone. Schowają się pod chustką, pod luźną szatą i już. Są niewidzialne. A ja siedzę tutaj naga i też jestem „niewidzialna”, bo nie muszę wciągać brzucha nia się krygować, bo czuję się zrelaksowana i jest mi po prostu dobrze. Moje ciało, ja cała, jestem w pełni przyjęta. Bez wyjątków, że nogi weziemy, bo są długie i czekoladowe, ale piersi nie, bo są zbyt seksualne. „Świecisz cyckami” powiedział mi przyjaciel w klubie, gdy zobaczył moje sterczące sutki pod sukienką. Choć ubrana byłam pod samą szyję. A tutaj – moje sutki są sztywne lub nie – nikt mnie z tego nie rozlicza. Nie muszę się „pilnować”, oglądać, sprawdzać, czy wyglądam odpowiednio i „przyzwoicie”. Co za ulga.

Przypominają mi się słowa innego przyjaciela, że cipka to pornografia. Więc siedzę, mam cipkę, niczym szczególnie jej nie zasłaniam i nikt mi już nie wmawia, że to pornografia. Co za ulga. Swoją drogą ciekawe, czy kolega – gdy potrzebował pornografii – to włączał Red Tube, czy też szedł do sauny, gdzie przecież też gołe penisy i gołe cipki.

Ciekawe, jak bardzo to, co seksualne i naturalne, zostało zohydzone. Gołe ciało znaczy, że pornografia. Nagość, że to już wstęp do seksu, zaproszenie. To że nie noszę stanika, bo bez niego mi wygodniej, to znaczy, że prowokuję, że chcę uwieść cudzego męża? Nagi krąg odczarowuje te mity. Co za ulga.

Gdy w uplane dnie noszę kusą kieckę, oczywiście nie robię tego z wygody, tylko po to, aby chwalić się swoimi „wdziękami”. To nie może być tak, że ubieram czy rozbieram się dla siebie. Skąd! To od razu musi być, aby uwodzić, kusić, mamić, prowokować, zawracać w głowie… Gdy w upalny wieczór wkładałam krótką sukienkę, idąc do klubu – w którym miałam zamiar tańczyć do upadłego, więc dlatego wybrałam tę najkrótszą, aby się na parkiecie nie ugotować – usłyszałam od znajomego: „faceci będą się na ciebie gapić”. Czy to, że ktoś na mnie spojrzy, ma wyznaczać granice mojej swobody? Tak, wiem, że niektórzy najchętnie widzieliby mnie w upał w habicie, ale mi się już dłużej nie chce zadowalać innych. Teraz zadowalam siebie. Czy się komuś podobam, czy nie, w upalne dnie noszę kuse sukienki. Spod których wystają moje uda, które mogą Ci się podobać lub nie, ale nie mam zamiaru ich zakrywać, tylko dlatego, że są grube / chude / ładne / brzydkie / „wyzywające” czy „prowokujące”. Moje ciało nie służy do tego, aby sprawiać Ci estetyczną przyjemność. Ani erotyczną. Moje ciało to mój wehikuj na życie. Bez niego nie wyjdę z domu. Więc czy Ci się to podoba, czy nie, w zimne dnie zakładam długie spodnie, sweter i płaszcz a w upalne – kuse.

Na nagim kręgu nie muszę zakrywać. Nic filuternie nie wystaje spod spódniczki, nic nie prześwituje przez materiał bluzki, bo nie mam na sobie ani spódniczki, ani bluzki. Moje ciało może być widziane, a ja mogę taka być.

Chodzę nago spać. Chodzę nago pod prysznic. Chodzę nago do wanny. Chodzę nago w saunie. Kąpię się nago w jeziorze i hasam nago po plażach nudystów. Gdy upał, chodzę nago po domu, wyciągając z pralki pranie. Gdy upał, nago pracuję przy komputerze i nago czytam książkę.

Nagość to po prostu pierwszy strój, jaki został nam dany, który jest dość praktyczny, gdy ciepło i gdy lato. Nagość to dla mnie możliwość nieskrępowanej eskpresji siebie. Część osób, szczególnie tych z nagich kręgów czy naked movement i innych tantr i mantr, bardzo dobrze to rozumie. Dla części jest to szokujące i nie-do-pomyślenia.

Wiesz, naprawdę nie musisz o tym myśleć, po prostu wpadnij na jakiś nagi krąg.

Tak, gdybym mogła, rozebrałabym całe województwo!

Bo nagość to wolność.

1 Komentarz  1

Wiedziałam, że jestem tylko ciałem. Nie mam nic poza tym. Moje ciało stało się moją inteligencją, moją świadomością i moją kulturą. Kto skosztuje mojego ciała, ten mnie kocha. Kto kocha moje ciało, ten mnie pieści i dotyka. To jedyna miłość, jaką znam, wszystko inne to literatura.

O „tym” rzadko mówi się na głos. Chociaż ostatnio coraz częściej, ale forma rozmowy pozostawia wiele do życzenia. Już od wieków nasze babki, matki o „tym” nie rozmawiały otwarcie, a dziadkowie, wujkowie czy ojcowie nie grzeszyli subtelnością i neutralnością języka.