kultura

Jest w „Uniesieniu spódnicy” taki wywiad na temat golenia i niegolenia włosów łonowych. Moja rozmówczyni mówi mi: Jak jestem bardzo zapracowana, zajęta, jest mnie dużo w świecie zewnętrznym, to często jestem zarośnięta, mam dużo tych włosów. I to oznacza: „Ja tworzę, nie przeszkadzajcie mi!”

Więc ja się tak czuję od końca stycznia… „Ja tworzę!”. W związku z tym, że nie robiłam nic poza chodzeniem do szkoły (HST) i pracą nad książką, nie miałam czasu nawet pomyśleć o 10-leciu portalu. A chciałam to jakoś hucznie uczcić. Za to na 8 marca (dzień przed historyczną rocznicą) zostałam zaproszona na spotkanie przez Dolnośląski Kongres Kobiet, na którym miałam powiedzieć kilka słów i pokazać wydruk próbny książki.

Gdy tylko weszłam do Hostelu HART, gdzie odbywało się spotkanie, poczułam, że coś tutaj się wydarzy. Zeszłam na dół i zobaczyłam intrygujące zdjęcie, na którym był nagi brodaty mężczyzna z czaszką jakiegoś rogatego zwierzęcia. Pomyślałam wtedy – o, Rogaty Pan czuwa!

To fotografia pracy Ilony Witkowskiej, na zdjęciu Przemysław Witkowski i moja książka 🙂

Kilka lat wcześniej prowadziłam przecież Kurs Samoświadomości Seksualnej – pierwsze w życiu zajęcia dla kobiet i mężczyzn, które miały przełamywać patriarchalne podziały – i przełamywały. I które to zajęcia miały w nazwie odwołanie do dwóch starych archetypów – Potrójnej Bogini, czyli naszej żeńskości oraz Rogatego Pana (czy Rogatego Boga) – naszej męskości (z której chrześcijańska kultura zrobiła diabła – jego rogi, które wcześniej symbolizowały aurę czy też połączeni z górą, zaczęły oznaczać „diabelskość”, podobnie jak ogon czy kopyta – które to wcześniej pokazywały, że męskość jest głęboko związana z naturą i instynktem). Zarówno jeden jak i drugi archetyp studiowałam latami. Zresztą, też pisanie książki „Uniesienie spódnicy” było dogłębnym studium postaci Potrójnej Bogini. Ale z Rogatym Panem też miałam sprawę przez lata. Gdy tylko poddałam się i zgodziłam się na prowadzenie zajęć mieszanych, aby dać przestrzeń na zbliżenie kobiecego i męskiego na moich zajęciach (czego przez jakieś 5 lat odmawiałam, tłumacząc, że skoro nie jestem mężczyzną, nie mogę prowadzić zajęć dla mężczyzn), zaczęły mi się śnić sny. Przeróżne, według których prowadziłam potem zajęcia. Ale też pojawiała się w nich postać rogacza – śniły mi się jelenie, bizony, byki, bawoły… Gdzie się nie obejrzałam, tam widziałam jakieś rogate zwierzęta – od kozłów aż po żubry, a gdy wchodziłam na dworzec PKP, zawsze zapowiadano pociąg do Jeleniej Góry. W miejscowości Jelenia Struga przeżyłam też jedną z najbardziej szalonych przygód erotycznych… 😛

No więc, gdy tylko zobaczyłam tę piękną fotografię Witkowskiej, wiedziałam, że ten „Rogaty Pan” nie znalazł się tam przypadkowo. On nam teraz będzie dopełniał nasze żeńskie energie i będzie opiekował się tym spotkaniem. Gdy tylko to do mnie doszło, okazało się, że organizatorki mają dla mnie kwiaty i urodzinowego szampana, którego otwierałyśmy z hukiem. I nagle – jak w amerykańskim serialu – znalazłam się pośród imprezy z okazji 10-lecia portalu, na którym są śpiewy, gratulacje i toasty. Stałam, patrzyłam i wchłaniałam. I czułam spełnienie. Wiedziałam, że sama bym tego lepiej nie zorganizowała. I to wspomnienie 10. urodzin portalu zachowam w sercu. Połączenie dopełniających się energii – Rogatego Boga, symbolu męskości – i feministycznej i kobiecej energii Dolnośląskiego Kongresu Kobiet i książki, którą przyniosłam. Poczułam, że historia zatacza koło a ja na nowo jeszcze w tym kilka latach 2016-18, gdy prowadziłam tamten kurs.

Następnego dnia dostałam propozycję poprowadzenia spotkania autorskiego – gdzie? W Jeleniej Górze! Przypadek? Nie sądzę. 🙂 A wisienką na torcie była recenzja książki pióra Chujowej Pani Domu, czyli Magdaleny Kostyszyn, która napisała mi tak:

Płynie z tej książki jakaś niesamowita moc, która po przeczytaniu ostatniej strony każe przetestować w terenie swoje dotychczasowe myślenie o kobiecości.
Wykąpać się bez stroju kąpielowego pod prysznicem publicznego basenu. Przeżyć poród po swojemu, mimo że pod okiem położnej i reszty personelu. Zreflektować własne wyobrażenie cielesności, seksualności i stawić czoła problemom, których do tej pory nie umiałyśmy nazwać. Świetnie napisana książka od dziewczyny dla dziewczyn. Bez coachingu, patosu, obstawania po jednej ze stron.
Autorka udowadnia, że kobiecość to najlepsza z rzeczy, która mogła nas spotkać.
I robi to bezbłędnie.

W tym czasie także Rzepeccy, najlepsi na świecie nauczyciele tantry, puścili mi książkowo-zrzutkowy newsletter, to dopiero było urodziny!

No i zrobiłam urodzinowy lajw… na którym jednak byłam trochę wybita po wielu dniach pracy prawie bez odpoczynku. Dlatego też pisanie tego artykułu pozwoliłam sobie odłożyć na później, szczególnie, że następnego dnia czekało mnie wystąpienie publiczne w gronie kobiet biznesu. Biorąc prysznic przed nim (wystąpieniem, nie lajwem), wspomniałam inną imprezę dla biznesu, gdzie miałam mówić do ponad 300 osób, a wysiadając z taksówki tuż przed, podarłam sobie rajstopy o pierścionek. Tym razem rajstopy podarłam w domu, więc nie mogłam ubrać się w brokat i złotogłów oraz różowe szpilki, które kolorystycznie pasowały mi do koloru książki i musiałam iść w eleganckim, chociaż pokutnym czarno-brązowym stroju, bo podarłam jedne jasne rajstopy. 🙂 I tyle zostało z chęci olśnienia kobiet biznesu za pomocą ubrania. 😛 Musiałam olśniewać rzeczowością przemowy. Mowa, co prawda nie została nagrana, ale mogę Wam pokazać tę starą, którą wygłosiłam w podartych rajstopach…

Pewnym podsumowaniem lat prowadzenia portalu jest też książka, „Uniesienie spódnicy”. Ponad 5 lat pisania, bo zaczęłam jeszcze w 2014, ale i 10 lat myślenia, bo myślałam o tym, żeby ją napisać już od 2010. Ale coś mnie przed tym powstrzymywało. Może nieśmiałość? Albo podejście na zasadzie: „a co ja tam wiem?” Ale widać musiał upłynąć pewien czas, żebym mogła ją napisać sercem, z głębi trzewi, bez wstydu i bezwstydnie. Ogarniając więcej niż tylko mój jeden kawałek. Z czułością do każdego elementu dla kobiecej seksualności i z wielkim nad nim zachwytem. Zrobiłam to! Nie sama… ale efekt prawie już jest. Treściowo – mam już wszystko i zostało to zawarte w wydruku próbnym. Faktycznie do kupienia jest już na zrzutce (do 18 marca) a książka będzie wydrukowana pewnie pod koniec marca (o ile cały przemysł nie stanie z powodu wirusa).

Mam nadzieję, że takim podsumowaniem 10-lecia będzie też duża liczba spotkań autorskich, na których będę zarówno jako autorka „Uniesienia spódnicy”, jak i portalu Seksualność Kobiet.

I ja, i portal tak bardzo zmieniliśmy się od tego 2010. Mogę powiedzieć, że obecnie jestem o wiele szczęśliwsza! Generalnie – praca z seksualnością – dobrze mi służy! To dzięki Wam to robię, to dzięki Wam tak pracuję i to Wam dziękuję!

Wiwat wagina!


Seks i ziemia. Jak uprawiać jedno, żeby móc uprawiać drugie? Czyli o tym, jak się (nie) masturbować w XXI wieku

Dopóki nie porozmawiałam o seksie, masturbacji i seksualnej magii ludowej z bliskimi i ze znajomymi: ekologami i aktywistkami, nie wpadłabym na to, jak bardzo łączą się ekologia i seksualność. A one łączą się właśnie teraz, w 2020 roku, chociaż łączyły się też kiedyś, w czasach średniowiecznych i wcześniejszych. Nasze przeżycie i płodna ziemia, zasiane pole i seks. I chociaż lata temu rozmawiałam z Karo Akabal o jałowej ziemi w Portugalii i o Tamerze, i chociaż czytałam „Mgły Avalonu” z całą ideą Wielkiego Związku, i chociaż fascynował mnie rytuał Hieros Gamos, nie sądziłam, że przyjdzie mi pisać o artykuł o tym, żeby masturbować się dla Ziemi i jednocześnie dla niej się nie masturbować. Tak, pewnie się teraz gubicie, czytając to, ale już wyjaśniam, a więc po kolei.

Słyszeliście o globalnym ociepleniu czy też raczej globalnym przegrzaniu? Ja, niestety, tak. I to już w podstawówce. Na to podgrzewanie Ziemi składają się przeróżne czynniki, włączenie z hodowaniem bydła, przemysłem, wycinaniem lasów, lataniem samolotami oraz… oglądaniem porno w streamingu1. O porno z internetu piszę osobny artykuł, natomiast chcę zaznaczyć, że w dawnych dobrych czasach Pompejów, gdy erotyczne rysunki namalowane były na ścianach, używanie pornografii było zdecydowanie zdrowsze i bezpieczniejsze – zarówno dla ludzi, jak i całej planety. Obecnie to, czego bardzo dużo ogląda się online, to, niestety, pornografia, a szczególnie konsumowanie pornografii w jakości HD niszczy nasz klimat i przegrzewa atmosferę, ponieważ te wszystkie filmy i filmiki powielane w przeróżnych serwisach, gromadzone są na wielu serwerach, które to serwery przecież trzeba zasilać prądem, a prąd trzeba wyprodukować… zarówno, żeby je przechowywać, jak i żeby oglądać. W Polsce zaś prąd produkuje się głównie z węgla, co z kolei do opłakanego stanu doprowadza nasze polskie „zasoby” wody, jakość powietrza i powoduje suszę oraz pustynnienie, czego mieszkańcy Skierniewic doświadczyli, gdy ubiegłego lata nie mieli wody w kranie. Tak, wiem, że oglądanie porno ze streamingu to tylko jakaś część globalnej emisji, ale oglądanie filmów porno online powoduje emisję (prawie) takiej ilości dwutlenku węgla, jak Belgia czy Czechy. Ja myślę, że dużo. I tak się zastanawiam – czy nie lepiej przenieść całą tę seksualną energię związaną z oglądaniem czy konsumowaniem porno w inną sferę życia, nie prywatną, tylko wspólnotową, i przeznaczyć ją na coś naprawdę pożytecznego? Przestać to robić z maszynami: tabletami, telefonami, laptopami, niszcząc Ziemię, a zacząć to robić z ludźmi czy dla ludzi – a tym samym dla Ziemi? Brzmi abstrakcyjnie? No to wyjaśniam dalej…

Rośnij tak wysoko, jak moje genitalia

Pierwszy raz o seksualnych rytuałach płodności przeczytałam tak dawno, że już prawie nie pamiętam, kiedy i gdzie. Może było to w książce Catherine Blackledge „Wagina”, która pisała o kobietach wychodzących w pole, obnażających się czy masturbujących się tam razem, aby dzięki tej seksualnej magii ziemia była płodna? Wiem, że stojąc na polu, mówiły do roślin: „Rośnij tak wysoko, jak moje genitalia”. Gdy to czytałam, trochę się dziwiłam, trochę się śmiałam, trochę się fascynowałam tym, jak seksualność była przeżywana w przeszłości. I żałowałam, że ja żyję w innych czasach i że nigdy tego nie doświadczę. Gdy zaczęłam prowadzić portal Seksualność Kobiet, od jednej z czytelniczek, Wioletty Kowalewskiej, dostałam całą jej pracę ze studiów o magii seksualnej w kulturze ludowej. Wtedy to, 10 lat temu, zaprosiłam Wiolettę, aby opowiedziała nam na specjalnym wykładzie we Wrocławiu więcej na temat tych starych zwyczajów, które miały miejsce na polskich ziemiach. Wykład odbył się na początku lata, w upalną sobotę. Pamiętam, jak na tym spotkaniu było gorąco. I pamiętam, że rozmawiałam wtedy z koleżankami o tym, że ja to bym się chyba tak nie odważyła – razem z ludźmi iść w pole, obnażać się i się masturbować, aby ziemia była płodna? W głowie mi się to nie mieściło! Ale od słowa do słowa umówiłyśmy się, że może kiedyś to zrobimy… I wtedy zrozumiałam, że teraz albo nigdy. Ustaliłyśmy we cztery czy pięć, że dziś wieczorem zrobimy ten rytuał we Wrocławiu, nie czekając na lepszą okazję niż okres letniego przesilenia. Poszłyśmy więc na ogródki działkowe i stało się. Z koleżankami! Przy świetle księżyca. Jakaś granica w moim życiu została przekroczona. A ja odczuwałam ogromną radość, że pozwoliłam sobie na to. To był dobry początek lata!

Procesja Wilgotnej Pani

Gdy czytałam Blackledge, dowiadywałam się też o przeróżnych rytuałach, świętach i celebracjach symbolu płodności, czyli waginy, o kulcie waginy, o procesjach, które przechodziły kiedyś przez Egipt czy obecnie przez Japonię, aby oddać cześć tej sile rodzącej wszystko. I też sądziłam, że nigdy w takiej procesji nie wezmę udziału, bo czasy się zmieniły. I myślałam tak aż do momentu, gdy rzeźbiarka Iwona Demko zaprosiła mnie na wystawę-performance do Galerii Sztuki Współczesnej we wsi Poręby Kupieńskie pod Rzeszowem (miastem posągu Wielkiej Cipy, przypadek?) na Procesję Wilgotnej Pani (zdjęcie u góry). Galeria została zaaranżowana na Kaplicę Waginy, a figura Wilgotnej Pani, czyli złotej waginy, została poniesiona przez nas przez pola. Sypałam kwiaty z koszyczka, krocząc na czele procesji. I znów stało się…

 

 

I teraz, gdy o tym myślę, czuję, że Wilgotna Pani to jednocześnie wagina i ziemia. Że nie ma między nimi rozróżnienia, i jedna i druga musi być mokra. Uświadamiam to sobie właśnie w czasie suszy w Polsce, gdy we Wrocławiu kończy się styczeń, a śnieg nie padał ani razu. Gdy słyszę od znajomych, że ubiegłego lata ziemia na ich polach była spalona słońcem. Gdy słyszę, że poziom wód gruntowych obniża się coraz bardziej i w czasie upałów nie mają wody w studniach. Gdy słyszę, że niedługo wodę będziemy kupować w plastikowych butelkach w marketach. I myślę o tym, jak podobne jest to do kupowania seksu… którego wielu nie możne po prostu dostać, tylko musi go kupić za pieniądze. Czy niedługo będziemy mieć taką suszę na Ziemi, że za kąpiel w jeziorze czy rzece trzeba będzie słono zapłacić? Konsumowanie seksu staje się coraz bardziej odhumanizowane m. in. „dzięki” maszynom. Już nie musisz umieć tworzyć relacji, żeby wymienić się pieszczotą. Po prostu płacisz komuś za seks albo masaż z happy endem. A dostępność porno w internecie i ochocza jego konsumpcja przecież nie tylko gotuje ziemską atmosferę, ale i czasem zabija seksualne relacje. Innymi słowy: zabija życie. Na wielu polach. Jednocześnie osuszamy Ziemię, jak i sprawiamy, że nasze łona stają się coraz bardziej jałowe. A relacje młodych ludzi, którzy „edukowali” się na porno, czasem bardziej przypominają wydzieranie sobie nawzajem miłości czy seksu, tak jak to dzieje się w porno, podobnie, jak Ziemi wydziera się jej wodę, przez co ona staje się coraz bardziej sucha, i coraz mniej skłonna do dawania i rodzenia, zupełnie jak nadużyta kobieta. Czy teraz Ziemia krzyczy do nas: „Nie podchodź?” Czy gotuje się ze złości?

Seks jako dar dla Ziemi i szansa na przedłużenie naszego życia

Jeśli dojechaliście do tego akapitu, już powoli orientujecie się, z czego możecie zrezygnować, aby nie niszczyć Ziemi. Tak, z oglądania pornografii online, szczególnie w wysokiej rozdzielczości. Bardzo apeluję do wszelkich wielbicieli odpalania stu filmików w stu oknach – zmieńcie chociaż ustawienia, żeby nie pobierać takich ilości danych. W końcu chyba nie trzeba widzieć tego aż tak wyraźnie? 🙂 Od czego jest wyobraźnia? 🙂 Oczywiście, tak samo jest, gdy oglądasz filmy z YouTube czy jakiegokolwiek serwisu – też możesz zmienić ustawienia, i oglądać to tak, aby widzieć, ale nie pobierać tych danych w nadmiarze. I teraz te wszystkie filmy i porno full HD kojarzą mi się ze spłukiwaniem toalety pitną wodą. Tak mało w Polsce tej wody mamy, a jeszcze marnujemy ją na potęgę, bo taki jest system. Że w spłuczkach jest pitna woda. Że elektrownia Bełchatów nie tylko chłodzona jest pitną wodą, która „paruje w kosmos”, ale i zanieczyszczana jest potworną ilością żużlu używaną w hydrotransporcie. I o ile z Bełchatowem na tę chwilę niewiele (?) możemy zrobić, oprócz oprotestowania go, to zmienić jakość odtwarzania filmu lub też po prostu zrezygnować z oglądania porno online możemy właśnie w tej chwili. Proste. I może polepszy Wasze życie seksualne. 🙂

A teraz dojdę do tego, co możemy robić. Co – być może – robili ludzie dawno temu, żeby zaklinać rzeczywistość, zaginać prawa fizyki, żeby prosić ziemię o urodzaj. Pomyślałam o tym jako o ostatniej desce ratunku – w okresie przedłużającej się suszy, gdy typową praktyką jest zlewanie ziemi „randupem” i inne powszechne, a jednak przerażające mnie rzeczy. Co ta wysuszona i pogwałcona środkami chemicznymi ziemia urodzi?

Więc… dawno, dawno temu, w czasach tak odległych, że pamiętają je tylko bajarze, ludzie znali pewien rodzaj magii, który pozwalał im nie tylko tylko przedłużać gatunek, ale i wykarmić go, chociaż zdarzały się lata nieurodzaju czy głodu. Była to magia to samo przez to samo. Używali jej wszyscy wieśniaczki i królowe. Mogę tylko sobie wyobrażać, jak to mogło wyglądać lub też czytać, np. u wspomnianej Catherine Blackledge o okruchach tych wspomnień, takich, jak obnażanie się przez kobiety w polu, czy u Marion Zimmer Bradley w „Mgłach Avalonu” o kochaniu się w polu. Najbliższą Polsce relację na ten temat mam z obecnej zachodniej Ukrainy, gdzie mój przyjaciel widział w dzieciństwie, jak jego matka po obsianiu ogrodu popycha jego ojca, aby upadł na ziemię. Dlaczego? Najprawdopodobniej dlatego, że gospodarze po obsianiu pól czy ogrodów kładli się na ziemi, aby się na niej kochać, aby rodziła, a mężczyźni zamiast kobiet zapładniali ziemię. Nie przypominam sobie takiej sceny z „Chłopów”, ale być może gdzieś tam była… może w tej pierwszej wersji, którą Reymont spalił?

I tak sobie pomyślałam, że jeśli będzie trzeba, to ja się „poświęcę”.:P Pójdę z mężczyzną na wysuszone pole mojego znajomego, aby jego ziemia rodziła. Z całą grupą kobiet pójdę na każde pole, do każdego lasu, na każdą łąkę i będę się rozbierać, masturbować, czarować… cokolwiek będzie potrzebne. Żeby kwiaty nadal kwitły. Kiedyś być może poszłabym po to, aby „poczuć klimat” starych obrzędów. Teraz pójdę, bo czuję, że być może dochodzimy do kresu wytrzymałości ziemi i będziemy potrzebowali jej bardzo pomóc. Więc ja chcę pomóc, nie tylko oszczędzając wodę czy odpuszczając oglądanie filmów online, ale i masturbując się w polu, łącząc się w duchu ze wszystkimi moimi znajomymi ekologami i ekolożkami, aktywistami i aktywistkami, ludźmi z grup takich jak Strajk Klimatyczny czy Extinction Rebellion, którzy blokują mosty w Londynie, przykuwają się do drzew, czy uczą, czym jest idea głębokiej adaptacji Jema Bendella.

Co więcej, myślę sobie, że jeśli dojdziemy do tego momentu, gdy całymi wspólnotami będziemy się kochać na ziemi i dla ziemi – sami ze sobą lub z innymi, odzyskamy tę utraconą seksualność, którą teraz czasem tak bardzo boimy się pokazać drugiemu człowiekowi, że ośmielamy się to robić tylko zza szyby komputera, uprawiając cyberseks, czy też w ogóle nikogo do naszego seksu nie zapraszamy, uprawiając masturbację przy porno z internetu. A jakby to było żyć w świecie, w którym w każdej gminie, w każdej wiosce, w każdej dzielnicy jest specjalny kawałek pola, parku, lasu wyznaczony po to, aby nieustająco odprawiać tam rytuał płodności? Myślę, że w takim świecie nie byłoby za wielkiej potrzeby oglądania porno, wystarczyłoby pójść do tego parku, aby zobaczyć seks na żywo i bezpośrednio odczuć to, co teraz podawane jest nam w wyreżyserowanej wersji przez kogoś z pornobiznesu, kto pokazuje nam, jak „powinien” ten seks wyglądać.

A skoro już mówimy o seksie, to mam jeszcze jedną fantazję związaną z nową kulturą kochania się w polu nie tylko w noc Kupały. Bo widzę, że w tej nowej kulturze już nie da się tyle konsumować, co w kapitalizmie, tworząc przy tym tony śmieci. Więc po co nam te wszystkie galerie handlowe? Otóż po to, żeby także w każdym betonowym mieście mieć Świątynię Miłości. Miejsce, gdzie będzie można przyjść, poczuć się częścią społeczności, zupełnie za darmo wymieniać się miłością w każdej możliwej postaci – również miłości fizycznej. Czy wtedy, gdy miłość będzie kwitła, zakwitną nasze pola i przyroda w miastach? Taką mam nadzieję. 🙂

Ten artykuł dedukuję wszystkim, które i którzy czują związek z ziemią, z wodą, hodują rośliny – na polach, w ogrodach, na dachach i w doniczkach, wszystkim, którzy troszczą się o każdy kawałek lasu, o każde drzewo, którzy prowadzą ekogospodarstwa, pracują w zieleni miejskiej, ogrodnictwie, wszystkim ekoaktywistom i ekoaktywistkom, a także Ryszardowi Kulikowi, Iwonie Demko i Karo Akabal. Dziękuję Wam za wszystko to, co robicie dla seksualności i dla Ziemi, za wszystko, co robicie dla mnie.

9 komentarzy  Like


Od kilku dni w mediach społecznościowych widzę ten sam problem: część osób boi się, że zostaną oszukane przez nastolatkę, udającą starszą… że ona namówi dorosłego na seks, a dorosły pójdzie siedzieć za gwałt…

Pominę tutaj kwestie polskiego prawa oraz tego, jak działają sądy, bo ten wpis nie jest do końca na serio. Ale nie mogę sobie odmówić, aby nie pokazać Ci, że prosty przewodnik, jak się zachować w stosunku do takiej dziewczyny, właśnie w tym roku wypuścił w świat Quentin Tarantino. Jeśli boisz się oszukania przez nastolatkę, to z tego wideo poznasz kilka prostych trików, które w stosunku do nieletniej zastosował Brad Pitt.

 

 

Proste, prawda?

Wystarczy powiedzieć „nie”, spytać: „ile masz lat”, zaproponować „pokaż mi jakiś dokument, np. prawo jazdy” itp. Jak widać, twardziel taki jak Cliff Booth czy też Brad Pitt mają swoje sposoby.

Taką przezornością nie wykazał się, niestety, inny mężczyzna, Hank Moody grany przez Duchovnego, który narobił sobie problemów, idąc do łóżka z nieletnią (na dodatek przyszywaną siostrą swojej 12-letniej córki) w pierwszym odcinku „Californication”.

W kolejnym odcinku serialu, gdy już poznaje wiek Mii, podobnie jak Pitt, z łatwością odmawia nastolatce, mówiąc jej po prostu: „Nie jesteś dorosła”. Można? Można.

Uczmy się od tych hollywoodzkich twardzieli. 😛

 

1 Komentarz  Like

 

Jakiś czas temu po raz kolejny przeczytałam opowiadania o wiedźminie. Teraz zaś obejrzałam netflixowy serial o wiedźminie i to, co mnie uderzyło, to ta nowa, wiedźmińska, wizja seksu… 😛

I nie chodzi o to, że „musi być jak w książce”, bo przecież nikt nie przekaże tych niuansów, które pewnie pamiętają tylko psychofani („Renfri? Co? To batyst?”1, „Jęknęła. Musi strasznie cierpieć”2, „A potem, na bogów, zrobili to, ona i on. I wszystko było dobrze.”3), ale po prostu zastanowiła mnie ta „dekoracja” czy „scenografia” jak z Greya… czy jak to nazwać.

 

 

Pierwszy seks, jaki zobaczyłam w serialu, to scena z Yennefer i Istreaddem. Wcześniej wydawali się zakochani, zafascynowani sobą, było pomiędzy nimi przyciąganie. W końcu pocałowali się, a potem kochali. I to mi jakoś do wiedźmińskiego klimatu pasowało, nawet ta jaskinia pełna ludzi, którzy na nich patrzyli. Ot, taka iluzja czarodziejów, którzy lubią, żeby ktoś na nich patrzył. Przecież i Stregobor miał w swojej wieży „iluzję, którą można wychędożyć”. Netflix co prawda pomnożył jego iluzję i dał mu cały harem, co ostatecznie nawet pasuje do Stregobora. Ale scena, w której pierwszy raz spotykają się serialowi Geralt i Yennefer po prostu mnie osłupiła. Po pierwsze Yennefer miała na twarzy maskę. Mniej więcej taką, jak Ana Steele na plakatach reklamujących kolejną z opowieści o Greyu, taką, która za 30 złotych można kupić na allegro. Ubawiłam się, gdy to zobaczyłam. Czyżby ktoś zapłacił netlixowi za takie mody i skojarzenia? Po drugie, w komnacie, do której wszedł Geralt, trwała orgia przeniesiona jakby z filmu Kubricka „Oczy szeroko zamknięte”. Towarzystwo gołe, również w maskach i we wszystkich pozycjach. A pośród tego wszystkiego, jak kapłanka w świątyni miłości, siedzi Yennefer w tej masce i sukni a’la klimaty BDSM. I co? I nic. Nie wygląda na taką, co dopiero uładziła włosy po stosunku, ani na taką, która czeka na kochanka ze sokiem jabłkowym; według mnie wygląda, jakby wpadła tam przez przypadkowo rzucony portal… Patrzę na drętwą rozmowę między nią (ciągle w tej masce) i wiedźminem. Mimo że wokół wciąż wiją się pary, a Jaskier wygląda na szczerze podekscytowanego, według mnie między Geraltem a Yennefer nic nie drgnęło. Tym bardziej nie rozumiem, czemu po kilku scenach i kilku minutach zlądowali w łóżku. W tym momencie przypomniałam sobie stary polski i dość nędzny serial, w którym to jednak – bez sceny orgii za plecami – dało się wyczuć zmysłowość między wiedźminem a czarodziejką, ba, nie tylko zmysłowość, ale i miłość. A sceny miłosne, mimo że ułamkowe i „dozwolone od lat 12”, miały w sobie nutę piękna i poezji, którą Sapkowski mistrzowsko potrafi nasycić swoje opowiadania. I znów szczęka mi opadła, gdy Yenna rzuciła się na Geralta – bez żadnego powodu – gdy ten tylko pojawił się w zasięgu wzroku. Szczerze to bardziej przypominało mi film porno, w którym kobieta podciąga spódnicę, gdy obok tylko pojawi się hydraulik. Może czegoś nie rozumiem, może jestem mało domyślna, ale między aktorami z serialu netlixa nie wyczułam nic, co mogłoby ich zaprowadzić w swoje objęcia. A ponoć Yennefer to największa miłość wiedźmina. Cóż, między nią a Istreddem iskry skakały, gdy tylko patrzyli sobie w oczy. Być może scenarzyści mają inny zamysł. Tak czy siak, nie dziwię się już, gdy czytam, że ktoś mówi o wersji netflixowej, że to porno-wiedźmin. Niestety. Też zobaczyłam tu więcej z tandetnej erotyki i pseudo-Greya niż po prostu ładnego seksu w wersji fantasy.

Przypadek? Nie sądzę. 😛

A szkoda. Bo sceny erotyczne u Sapkowskiego są naprawdę wyjątkowe. On, jako jeden z niewielu znanych mi popularnych pisarzy, potrafi oddać nie tylko piękno, ale i świętość seksu. Kto nie czytał mistrza, niech sięgnie np. po „Maladie”. Zresztą i pierwsze miłosne spotkanie z Yennefer ma w sobie dużo dramatyzmu, uczuć i poezji, nic z netflixowego seksu. Ja wiem, że pokazać piękno seksu na ekranie telewizora to wyzwanie. Bardzo trudno to zrobić. Jednak czy w świecie po Greyu komuś jeszcze chce się grać niuansami? Mam wrażenie, że w rzeczywistości, w której niewyszukany seks konsumuje się na terabajty w serwisach porno, coraz mniej pięknych scen zobaczmy w filmach czy serialach. Platformie netflix „Wiedźmin” musi się opłacać. Platforma może więc robić „lokowanie produktu”, może też schlebiać niewyszukanym gustom (młodzieży?), która może niewiele widziała scen prawdziwie erotycznych, a za to już wchłonęła najbardziej mechaniczną i pustą wizję seksu z książek takich jak „50 twarzy Greya” oraz serwisów z filmami dla dorosłych. Czy to dlatego scenarzyści tak urozmaicili opowiadanie Sapkowskiego? Ja właśnie takie mam podejrzenia. Nawet tam, gdzie mogłyby być zmysłowość, czułość i troska, netflix serwuje nam szybki seks bez emocji.

Boli mnie, że świat idzie właśnie w tę stronę spłycania, tego, co nie musi być płytkie, irytuje to, że opowieść o wiedźminie trzeba sprzedać zdjęciem cycatej panny w „greyowej” masce. A sceny seksu wyskakują jak filip z konopi. Nie, nie jestem przeciwko seksowi. Jestem przeciwko monetyzacji seksu, spłycaniu i używaniu seksu. Może dlatego, że jestem pod wrażeniem tego, jak Sapkowski pisze o seksie. Zestawienie tego z maską Any Steele jest dla mnie zgrzytem. Jest ukłonem w stronę gadżetów i tandety, pozorów, które udają głębię i „estetyki” „wyrobionej” w serwisach takich jak youporn i pornhub. Stojąc po stronie seksu, chciałabym, żeby ci, którzy mogą zobaczyć w netflixowym „Wiedźminie” kunsztowne sceny walki czy piękne krajobrazy, mogli zobaczyć też sceny erotyczne pełne magii i głębi. Wierzę, że da się takie nakręcić. Ale nie bardzo wierzę, że świat, który z taką łatwością odcina kupony od byle jakiego seksu, który i tak się sprzeda, będzie szukał środków wyrazu, aby pokazać coś więcej niż tylko orgię w tle.

Tym, którzy „wiedźmiński seks” znają tylko z netflixa, cytuję fragment opowiadania „Ostatniego życzenie”:

 

XVI

Geralt rozejrzał się. Z dziury w dachu wolno kapały krople wody. Dookoła piętrzyło się gruzowisko i sterty drewna. Dziwnym trafem miejsce, gdzie leżeli, było zupełnie czyste. Nie spadła na nich nawet jedna deska, jedna cegła. Było tak, jak gdyby chroniła ich niewidzialna tarcza. Yennefer, zarumieniona lekko, uklękła obok, wspierając dłonie o kolana.

– Wiedźminie – odchrząknęła. – Żyjesz?

– Żyję – Geralt otarł twarz z kurzu i pyłu, syknął. Yennefer wolnym ruchem dotknęła jego nadgarstka, delikatnie przesunęła palcami po dłoni.
– Poparzyłam cię…
– Drobiazg. Kilka bąbli…
– Przepraszam. Wiesz, dżinn uciekł. Definitywnie.
– Żałujesz?
– Nie bardzo.
– To dobrze. Pomóż mi wstać, proszę.
– Zaczekaj – szepnęła. – To twoje życzenie… Usłyszałam, czego sobie życzyłeś. Osłupiałam, po prostu osłupiałam. Wszystkiego mogłam się spodziewać, ale żeby… Co cię do tego skłoniło, Geralt? Dlaczego… Dlaczego ja?
– Nie wiesz?


Pochyliła się nad nim, dotknęła go, poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle, że nigdy nie zapomni tego zapachu, tego miękkiego dotyku, wiedział, że nigdy już nie będzie mógł porównać ich z innym zapachem i innym dotykiem. Yennefer pocałowała go, a on zrozumiał, że nigdy już nie będzie pragnął innych ust niż te jej, mięciutkie i wilgotne, słodkie od pomadki. Wiedział nagle, że od tej chwili istnieć będzie tylko ona, jej szyja, ramiona i piersi wyzwolone spod czarnej sukni, jej delikatna, chłodna skóra, nieporównywalna z żadną, której dotykał. Patrzył z bliska w jej fiołkowe oczy, najpiękniejsze oczy całego świata, oczy, które, jak się obawiał, staną się dla niego… Wszystkim. Wiedział to.


– Twoje życzenie – szepnęła z ustami tuż przy jego uchu. – Nie wiem, czy takie życzenie w ogóle może się spełnić. Nie wiem, czy istnieje w Naturze Moc zdolna spełnić takie życzenie. Ale jeżeli tak, to skazałeś się. Skazałeś się na mnie.


Przerwał jej pocałunkiem, uściskiem, dotknięciem, pieszczotą, pieszczotami, a potem już wszystkim, całym sobą, każdą myślą, jedyną myślą, wszystkim, wszystkim, wszystkim. Przerwali ciszę westchnieniami i szelestem porozrzucanej na podłodze odzieży, przerwali ciszę bardzo łagodnie i byli leniwi, byli dokładni, byli troskliwi i czuli, a chociaż obydwoje nie bardzo wiedzieli, co to troskliwość i czułość, udało im się, bo bardzo chcieli. I w ogóle im się nie spieszyło, a cały świat przestał nagle istnieć, przestał istnieć na maleńką, krótką chwilę, a im wydawało się, że była to cała wieczność, bo to rzeczywiście była cała wieczność. A potem świat znowu zaczął istnieć, ale istniał zupełnie inaczej.
– Geralt?
– Mhm?
– I co dalej?
– Nie wiem.
– Ja też nie. Bo widzisz, ja… Nie jestem pewna, czy warto się było na mnie skazywać. Ja nie umiem… Zaczekaj, co robisz… Chciałam ci powiedzieć…
– Yennefer… Yen.
– Yen – powtórzyła, ulegając mu zupełnie.
– Nikt nigdy mnie tak nie nazywał. Powiedz to jeszcze raz, proszę.
– Yen.
– Geralt.

XVII

Deszcz przestał padać. Nad Rinde zjawiła się tęcza, przecięła niebo urwanym, kolorowym łukiem. Zdawało się, że wyrasta wprost ze zrujnowanego dachu oberży.
– Na wszystkich bogów – mruknął Jaskier. – Jaka cisza… Nie żyją, mówię wam. Albo pozabijali się nawzajem, albo mój dżinn ich wykończył.
– Trzeba by zobaczyć – powiedział Vratimir, wycierając czoło zmiętą czapką. – Mogą być ranni. Może wezwać medyka?
– Prędzej grabarza – stwierdził Krepp. – Ja tę czarownicę znam, a wiedźminowi też diabeł z oczu patrzył. Nie ma co, trzeba zacząć kopać dwa doły na żalniku. Tę Yennefer radziłbym przed pochówkiem przebić osinowym kołkiem.
– Jaka cisza – powtórzył Jaskier. – Przed chwilą aż krokwie latały, a teraz jakby makiem zasiał. Zbliżyli się do ruin oberży, bardzo czujnie i powoli. – Niech stolarz robi trumny – rzekł Krepp. – Powiedzcie stolarzowi…
– Cicho – przerwał Errdil. – Coś słyszałem. Co to było, Chireadan?
Elf odgarnął włosy ze szpiczaste zakończonego ucha, przechylił głowę.
– Nie jestem pewien… Podejdźmy bliżej.
– Yennefer żyje – rzekł nagle Jaskier, wysilając swój muzyczny słuch. – Słyszałem, jak jęknęła. O, jęknęła znowu!
– Aha – potwierdził Errdil. – Ja też słyszałem. Jęknęła. Musi strasznie cierpieć, mówię wam. Chireadan, dokąd? Uważaj!
Elf cofnął się od rozwalonego okna, przez które ostrożnie zajrzał.
– Chodźmy stąd – powiedział krótko. – Nie przeszkadzajmy im.
– To oni żyją obydwoje? Chireadan? Co oni tam robią?
– Chodźmy stąd – powtórzył elf. – Zostawmy ich tam samych na jakiś czas. Niech tam zostaną, ona, on i jego ostatnie życzenie. Poczekajmy w jakiejś karczmie, nie minie wiele czasu, a dołączą do nas. Oboje.
– Co oni tam robią? – zaciekawił się Jaskier. – Powiedz-że, do cholery!
Elf uśmiechnął się. Bardzo, bardzo smutno.
– Nie lubię wielkich słów – powiedział. – A nie używając wielkich słów nie da się tego nazwać.4

1A. Sapkowski, Ostatnie życzenie, Warszawa 2014, s. 126.

2A. Sapkowski, Ostatnie życzenie, Warszawa 2014, s. 318.

3A. Sapkowski, Miecz przeznaczenia, Warszawa 2014, s. 262

4A. Sapkowski, Ostatnie życzenie, Warszawa 2014, s. 315-319.

1 Komentarz  Like

 

 

Jest wigilia. Dziś rano fb pokazał mi wspomnienie sprzed kilku lat, kiedy to, świętując Święto Słońca na Gran Canarii, na życzenie pewnego Brytyjczyka w pożyczonym garnku gotowałam barszcz, nieplanowaną „wieczerzę wigilijną” spożywałam z przyjacielem i parą polskich gejów, którzy mieszkali za płotem, a znów na „pasterkę” z poszłam do sex klubu. Tym razem jestem we Wrocławiu, w domu. Nie robię niczego szczególnego, ot – jakaś umowa do zeskanowania, gotowanie, sprzątanie, wieczorem rodzinna kolacja. Ale zanim do niej usiądę, po prostu muszę Ci pokazać piosenkę, na którą zupełnie nieprzypadkowo trafiłam w internecie. Została udostępniona w grupie Karol Akabal – Eros. Kobiecy krąg. Jest to stara „Bo we mnie jest seks”, którą śpiewała Kalina Jędrusik, ale słowa napisał mężczyzna – Jeremi Przybora.

W tej starej wersji piosenka była zabawna, była też wyzwaniem dla każdej aktorki, którą ją śpiewała, bo tekst był wielkim językołamaczem (być może niektórzy, śpiewając ją w wolnych chwilach, ćwiczyli giętkość języka do seksu oralnego). Była też idealnym przykładem rozdzielenia miłości i seksu, duchowości i seksu tak typowym w mieszczańskiej rzeczywistości. „Bo we mnie jest seks, co pali i niszczy. Dziesiątki już serc wypalił do zgliszczy” albo „Lecz we mnie ten seks, jak chwast ją zagłusza. Nikt nie wie, że jest pod seksem i dusza” przedstawia naprawdę nieciekawą relację między człowiekiem a „żądzą” czy też seksem a miłością. Tak, wiem, że to tylko piosenka. A jednak gdy człowiek żyje otoczony takimi piosenkami, może uwierzyć, że jedno i drugie – dusza i seks – wykluczają się wzajemnie, jak to od stuleci wmawia np. kościół katolicki. I potem ludzie nie domyślają się nawet, że akt seksualny może być czymś więcej niż rozładowaniem, zezwierzęceniem, czy wesołym ruchankiem. Że może być także głębokim duchowym przeżyciem, będąc jednocześnie gorącym seksem!

Z tym nowym tekstem to dla mnie piosenka nowego świata, nowej rzeczywistości. „Bo we mnie jest seks, co złe lody kruszy, dziesiątki już serc do głębi poruszył…” Gdy ją pierwszy raz usłyszałam, nie mogłam zapomnieć, musiałam usłyszeć i zaśpiewać jeszcze raz. I jeszcze raz. O dobrym seksie, a raczej seksualności, która może być Twoim światełkiem w tunelu, promyczkiem, który wyciąga Cię z ciemności i depresji, morską latarnią, dzięki której nie rozbijesz się na skałach i nie zagubisz na huczącym oceanie!

 

Dzięki seksualność możesz włączyć wewnętrzne zasilanie i dzięki niej możesz usłyszeć głos swojej duszy. Albo jeśli nie wierzysz w duszę – po prostu swój wewnętrzny głos. To coś, co chce przez Ciebie przemówić, ale jest tłamszone – Twoja indywidualność, Twoje pragnienia, Twoje potrzeby – które często są tak samo miażdżone, jak Twoja seksualność.

Seksualność i seks mają zaiste bardzo złą reklamę. Mają się kojarzyć z brudem i występkiem, ze zboczeniem, dewiacją, rozpustą. Mają się wykluczać z duchowością, która jest piękna i czysta. Dlaczego dwie piękne sprawy mają się wykluczać? Dlaczego mam wybierać: dusza lub seks? Czuję, że jedno i drugie tak bardzo się ze sobą łączy! Maria, która pisała nową wersję tekstu do piosenki, napisała coś, pod czym mogę się obiema rękami podpisać. Chociaż – jak widać po mojej kartce – próbowałam napisać jeszcze jedną, bardziej swoją, ale równie seksualną wersję tekstu. I chciałam, żeby było w niej widać, że seksualność jest mocą. Że może uzdrawiać. Dawać szczęście i radość. Spełnienie.

Śpiewałam ją z kobietami na Kursie akceptacji ciała we Wrocławiu. I to było wydarzenie! Przyniosłam ją cichaczem ściągniętą z YT. Jej tekst, tak nowy i świeży, zapadł głęboko we mnie. Chyba właśnie dlatego, że śpiewała w nim także o duszy. W jej słowach dusza i seks są jednym, nie są opozycyjne, tylko się łączą. Szczególnie chrześcijaństwo oczerniało seks, a my, wychowani w chrześcijańskiej spuściźnie, możemy myśleć: „O matko, a co nagle wspólnego mają dusza i seks?!” Myślę, że każda, którą jedność w seksie lub orgazm poprowadził do „Boga”, przeczuwa, że coś musi być na rzeczy. 🙂 Niejedna kobieta mówiła mi, że orgazm zbliża ją do absolutu, że podczas orgazmu przebywa w Kosmosie lub że seks jest dla niej spotkaniem ciał i dusz.

I teraz, w wigilię, w to „tradycyjne polskie święto” pragnę podzielić się z Wami tą piosenką o seksie i duszy. Żeby nam się te rozdzielone sfery połączyły. Kiedy, jeśli nie teraz, gdy na naszej półkuli słońce wygrywa z ciemnością, gdy w co drugim domu stoi zielone drzewko – symbol drzewa życia? Niby skąd bierze się życie, którego narodziny świętują w tych dniach ludzie przeróżnych religii i kultur? No nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie to wszystko się łączy! Duchowość i seksualność. I pewnie to będę sobie śpiewać, jadąc na kolację: „Bo we mnie jest seks, mój ogień i siła (…) on mi serce rozgrzewa, rozjaśnia mój świat, rozkwitam jak kwiat”. Może nie jest to poezja na miarę Szymborskiej, ale za to słowa, które mają potencjał zmienić spojrzenie na seksualność z tego starego patriarchalnego na to nowe, na miarę XXI wieku. Dziękuję, Marysiu!

 

 

Rodzice są zaniepokojeni. Zaniepokojeni są też ci dorośli, którzy nie mają dzieci. Zaniepokojeni są także, a może szczególnie, edukatorzy i edukatorki seksualne, seksuolodzy, psycholożki. Zaniepokojona była moja koleżanka, która uczyła w gimnazjum. Sex coachka, z którą współpracuję i koleżanka-fotografka, matka kilkuletniego chłopca. Wszystkim stają włosy na głowie. Wszystkim tym, którzy znają problem. Którzy mają odwagę się jemu przyjrzeć. Którzy po pierwsze chcą poczytać o wpływie pornografii na mózg, a po drugie przyznać, że ich dziecko może mieć kontakt z pornografią. Chociaż jeszcze jest małe. Bo przecież nie ma 15 lat. Tylko 11. Albo 8. Są jednak tacy, którzy uważają, że jak dziecko ma mleko pod nosem, to nie będzie oglądać „tych świństw”, bo przecież… no właśnie co? Samo zrozumie, że to nie dla niego? Że może mu wyrządzić nieodwracalne krzywdy? Że może zmienić strukturę mózgu i zaprogramować przyszłe nieudane życie seksualne? Niby na jakiej podstawie? Kto Twojemu dziecku na spokojnie wytłumaczył, dlaczego lepiej odpuścić internetowe porno, albo chociaż – oglądać je krytycznie? Ja Twojej pociechy nie znam. Co prawda, opowiadam czasem w necie o alternatywie dla porno, ale prowadzę portal i kanał dla dorosłych, a nie dla dzieciaków w wieku podstawówkowym. Jeśli Ty mu tłumaczysz, to przybijam Ci piątkę, bo tym samym robisz wielką robotę nie tylko dla swojego dziecka, ale także dla seksualności jako takiej, i jestem Ci za to bardzo wdzięczna. Jeśli jednak jeszcze tego nie robisz, mogę Ci tylko powiedzieć: nie licz na to, że jakoś to będzie. Że Tobie nikt nie tłumaczył i że przecież jakoś żyjesz. Czasy, niestety, bardzo się zmieniły. A sposób konsumowania pornografii razem z nimi.

Dziecięca bezbronność kontra ruchanie w odbyt

Pierwszy kontakt z pornografią miałam w wieku przedszkolno-zerówkowym. Koleżanka wygrzebała z tapczanu wujka „świerszczyki”. Z tego, co pamiętam, były to czarno-białe zdjęcia z pornogazetki wydrukowanej na strasznej jakości papierze. Nie zainteresowało mnie to, chyba dlatego, że było tak brzydkie. I ohydnie śmierdziało farbą drukarską. Nie miałam pojęcia, na co patrzę, ani też nie czułam zgorszenia. Nie rozumiałam nic, i nie było obok dorosłego, który by mógł to wytłumaczyć. Następnym razem, gdy trafiłam na obrazkową pornografię, miałam z 15-16 lat. Był to jakiś film z kasety wideo, który pokazała mi inna koleżanka. Nieszczególnie mi się podobał, ale moje ciało zareagowało bezbłędnie, nawet jeśli przedstawione tam obrazy były nieestetyczne i karykaturalne, czy nawet kolokwialnie mówiąc – durne. Kolejny raz oglądałam pornografię z płyty CD, razem z moim chłopakiem. Oboje byliśmy wtedy dorośli. Internety dopiero się zakładało – na kablach, w wielkich miastach, w miejscach, w których były „możliwości techniczne”. Gdzieniegdzie ktoś miał modem, na którym zwykła wiadomość e-mail wczytywała się kwadrans. Serwisów takich jak YouTube jeszcze nie było. Więc podejrzewam, że stworzonych na ich wzór serwisów porno z krótkimi klipami też było niewiele, ale może się mylę, bo przecież nie penetrowałam wtedy internetu. Moi koledzy wymieniali się filmami na płytach, a transfer był taki, że jeden film ściągało i przez tydzień. Nie był to złoty czas konsumowania pornografii na terabajty, bo nie było takich możliwości technicznych.

Inaczej jest dzisiaj. Seksuolog, doktor Depko nie pozostawia złudzeń: „Zróbmy eksperyment. Powiedzmy, że obaj mamy po 12 lat, jesteśmy właśnie na podwórku i szukamy wiedzy o istotnych dla nas sprawach. Wpisujemy więc hasło (Depko wyciąga smartfon), które znamy z podwórka: „ruchanie”. Proszę bardzo (Depko klika w google-grafika): „Ruchanie śpiącej żony”. „Chętna na ruchanie łyka spermę”. „Ruchanie w odbyt”. I do tego zdjęcia.”1

 

Możliwości techniczne


 

Teraz pytanie: Dlaczego jakieś dziecko miałoby w wyszukiwarkę wpisywać frazę „ruchanie”? Po pierwsze seksualność to dziecina życia, która się domaga poznania, nawet jeśli ktoś jest z katolickiej rodziny. I nieważna jest płeć dziecka, ważne jest to, że często seks jest czymś zakazanym i dlatego ciekawi. Jeśli dzieciom nie tłumaczy się, co to jest i do czego służy, tym bardziej same muszą znaleźć odpowiedź! Czas szperania po książkach już dawno się skończył i nie każdy trzyma w domu na widoku Świętą seksualność, która ma tyle kolorowych obrazków, że jakieś dziecko może się zainteresuje. Możliwości techniczne są teraz zdecydowanie inne niż jeszcze 10 lat temu i to jest drugi powód. Możesz oglądać film z telefonu albo tabletu, siedząc w ławce na lekcji (i to nie musi być Twój telefon, może być np. kolegi, który Ci na chwilę pożyczył, przy jednym telefonie może też siedzieć kilka osób albo i pół klasy). Internet jest wszędzie, a porno tak łatwo dostępne, jak nigdy wcześniej. Natomiast jego „jakość” jest pewnie także w ogromnej większości – najniższa z możliwych. Świadomi konsumenci może i trafią na starannie wyselekcjonowane porno z czułymi scenami wyreżyserowanymi przez artystki-feministki, ale aby do tego się dostać, trzeba znać nazwiska i mieć pojęcie, że takie porno czy erotyka także istnieją, a nie sądzę, żeby wiedziały o tym dzieci.

I chociaż matki już raz zbuntowały się i stworzyły alternatywne porno dla dzieci2, to to, co się widzi po wejściu na pierwszy lepszy portal z filmami (ja wchodzę na RedTube), to sceny szybkiego seksu, często pełnego przemocy. W prawym oknie strony wyświetla mi się filmik, na którym kobieta dusi mężczyznę, potem odbywa z nim stosunek w dwóch pozycjach, następnie ssie penis a na końcu on wytryskuje na jej piersi – i to wszystko w jakieś 5 sekund, bo film jest reklamą i wyświetla się w przyspieszonym tempie. Co więcej – uruchamia się samoczynnie, gdy tylko wchodzę na stronę, bo aktualnie przeglądarka Chrome nie pozwala wyłączyć opcji autoplay. Podobnie jest, gdy wchodzę na ten sam portal z komórki. Wyświetla mi się inny filmik, na którym w 3 sekundy (dosłownie w 3 sekundy) oglądam zmontowane sceny: kobieta ubrana w czarną siatkę z wycięciem w kroku pieści się fioletowym wibratorem po łechtaczce i kroczu, a stojący obok mężczyzna wkłada go jej w odbyt. Skoro to trwało 3 sekundy, co można zobaczyć w 30 sekund albo w 30 minut? Jak odbywa się to „uświadomienie przez internet”? Co więcej – to się może odbywać dzień po dniu godzinami. Podejrzewam, że po tygodniu jesteś już specjalistą od seksu waginalnego, analnego, oralnego, gadżetów, BDSM, mamusiek, tryskania mlekiem z cycków, ejakulatem z waginy i wielokrotnego orgazmu. Tylko, niestety, Twój „materiał edukacyjny” jest tak bliski rzeczywistości, jak filmy SF reportażom z National geografic.

Życie to nie film SF, ale nastolatki tego nie rozumieją

Dziecko, o ile nikt mu nie wytłumaczył, że porno to bajka dla dorosłych, niestety, jest całkowicie bezbronne. Ta „bajka” koduje jego przyszłe doświadczenia seksualne. Jeśli coś się ogląda w kółko i to coś podnieca, będzie się potem próbować ten scenariusz realizować w życiu. „Pornografia po prostu nie jest dla dzieci. One odbierają to zbyt dosłownie. To kształtuje wizerunek seksu całkowicie nieprawdziwy i powoduje w młodym organizmie prawdziwe spustoszenia. – mówi Depko. – (…) Wejdź na pornhub albo jakikolwiek ogólnodostępny portal. Masz tam przekrój wszelkich fetyszy: mamuśki, sado-maso, pissing itd. Dzieciaki się na takich rzeczach fiksują. Młodzi ludzie wysyłają do mnie takie maile: „Czy na pierwszej randce można zaproponować dziewczynie seks analny?”. I teraz wyobraź sobie sytuację, że ten chłopak jest przekonany, że (…), w którą dziurkę byś nie wszedł, to kobieta jest zachwycona i wydaje odgłosy rozkoszy. To rodzi prawdziwe tragedie w relacjach w świecie realnym. (…) Pacjenci podczas rozmowy w gabinecie tłumaczą: „Na filmach one chętnie robią laskę, a moja nie chce robić laski. Co robić?”. W końcu przychodzą razem, dziewczyna tłumaczy, że może by i chciała, ale – po pierwsze – jego natrętny sposób domagania się jest nie do wytrzymania, a po drugie – ona czuje wielki stres, że nie zrobi tego „tak jak w pornolu”. „Czyli jak?” – pytam. „No, nie jestem w stanie połknąć, a powinnam”. „A dlaczego powinnaś?”. „No bo tam połykają”.”3

Z pornografią z internetu ledwo radzą sobie ludzie dorośli. „Internetowe strony pornograficzne, oferują mnóstwo darmowych „próbek”, usiłując uruchomić mechanizm uzależnienia, bo to zapewnia im później zyski4” – pisze w książce „Wagina. Nowa biografia” dziennikarka Naomi Wolf. Więc jak mają na nią reagować dzieci? Pomijając całkowicie nierealny wizerunek seksualności i przyszłe problemy w związkach, porno może spowodować uzależnienie. „Po moim artykule z 2011 roku (…) – pisze dalej Wolf – otrzymałam wiele e-maili od szkolnych pedagogów, z liceów i z internetów (…) z ich doświadczenia wynikało, że coraz więcej chłopców popada w tak głębokie uzależnienie od pornografii, że już w wieku szesnastu- czy siedemnastu lat nie są w stanie normalnie uczyć się, uprawiać sportów i nawiązywać przyjaźni”. A weźmy pod uwagę, że te 10 lat temu dopiero startowała sprzedaż smartfonów a darmowe sieci wifi były rzadkością. Oczywiście, nie każdy się uzależni od porno, tak jak nie każdy się uzależni od alkoholu. Ale po pierwsze – alkoholu osobom poniżej 18 roku życia nie sprzedaje się. Po drugie – o wiele trudniej uzależnić się od pornografii w stylu „Pamiętników Fanny Hill”, które trzeba przeczytać (czytałam jako 14-latka), więc trzeba włożyć w to jakiś wysiłek, czy zdjęć z gazetek z lat 80., którą to pornografię trzeba było wyszperywać, chować, która miała fizyczny nośnik, mogli ją znaleźć rodzice (i może dzięki temu porozmawiać z dzieckiem) a było można ją czytać czy oglądać tylko w domu albo u kolegi; a inaczej się uzależnia od czegoś, co jest tak łatwo dostępne, jak batonik w supermarkecie czy muzyka na YouTube, co masz zawsze ze sobą jak Twój telefon, co możesz dyskretnie oglądać nawet w autobusie czy pod ławką w szkole i co zalewa Twój mózg taką ilością dopaminy, czyli hormonu, który poprawia nastrój, że z pewnością będziesz chcieć sięgnąć po „następny odcinek” tego serialu, który się nigdy nie kończy.

Nieskończone zasoby internetu

Kiedyś ilość dostępnej pornografii była skończona. Nawet jaki miałeś dziesięć kaset wideo czy 20 płyt CD, to mogłeś oglądać tylko je. Być może mogło Ci się to znudzić. Dziś, gdy znudzisz się kategorią „Amatorki”, która jako pierwsza wyświetla mi się w RedTube, możesz iść do: analny, arab, Azjatki, bielizna, big ass, big dick, blondynki, brazylijski, brunetki, bukkake, cartoon, celebrytki, college, cosplay, dojrzałe, duże cycki, European, feet, female orgasm, fetyszyzm, French, funny, gejowskie, gonzo, grupa, hentai, klasyczne, kompilacje, lesbijki, mamuśki… Mam wymieniać dalej? Bo jeszcze nie doszłam do połowy, a niektóre słowa widzę pierwszy raz na oczy, chociaż swego czasu obejrzałam górę płyt z filmami porno. Było to ponad 15 lat temu, kiedy i nośniki były inne, i kategorie. Tylko że ja byłam wtedy dorosła, a co to jest seks, znałam z doświadczenia. Filmy porno czasem mnie rozśmieszały, czasem podniecały, czasem zniesmaczały. Tak czy siak, miałam do nich zdrowy dystans. Nie oglądałam też filmów zawierających przemoc, a najczęściej wybierałam filmy rysunkowe, bo nie lubiłam patrzeć na udawany seks między aktorami, który wydawał mi się nudny i sztuczny. A także nie oglądałam ich codziennie, tak samo jak codziennie nie piłam alkoholu. Być może, gdybym dorastała w 2019, oglądałabym porno codziennie, bo seks ciekawił mnie bardzo, a w internecie obecnie łatwiej znaleźć tuzin serwisów z filmami porno, niż jeden z ładnymi opowiadaniami erotycznymi czy też z rzetelną edukacją seksualną. Słowem, miałam szczęście, że urodziłam się w latach 80. A ile szczęścia ma Twoje dziecko?

Dr Depko radzi

Wraz z kupnem smartfona dziecko powinno w pakiecie dostać wiedzę, że pornografia, którą na 99 procent zobaczy, to jest bzdura. To paradoks, że ci sami, którzy chcą wyrzucać edukatorów seksualnych ze szkół, jednocześnie na pierwszą komunię te smartfony wręczają. Za 20 lat będą mieli zastępy nieszczęśliwych ludzi.”5 – mówi seksuolog w wywiadzie dla Gazeta.pl. A ja pisząc ten artykuł, dostaję wiadomość od młodej kobiety, która przeczytała inny mój artykuł, Czy edukacja seksualna powinna odbywać się tylko w domu? i napisała, że „artykuł daje mi też większe zrozumienie tego, co działo się w moim życiu seksualnym przez lata, bo ja o seksie uczyłam się tylko z porno, moi partnerzy też. I nieraz czułam presję by być jak „laski z porno” i zgadzać się na coś bo to przecież „takie normalne”, bo tyle tego w internecie.”

Co jest dla mnie uderzające, to to, że pisze to moja internetowa „znajoma”. To nie jest Amerykanka ani Angielka „ze zgniłego Zachodu”, tylko kobieta, która tak samo, jak ja, wychowała się w Polsce, tym „katolickim kraju, gdzie dzieci przed pornografią ustrzega się kazaniem o grzechu”, tylko niestety, w latach 90., i dorastała, gdy znikomą edukację seksualną w szkołach zastąpiła „edukacja z porno”.

 

2 „Byłam przerażona, kiedy zauważyłam, że moje dzieci czerpią wiedzę o seksie ze stron pornograficznych, pełnych hardcorowych scen seksu. Nawet nigdy się tym nie interesowałam, ani nie oglądałam” – przyznaje jedna z matek, która zdecydowała się nakręcić film porno dla swoich dzieci. 12-minutowy filmik, który został wyemitowany w stacji Channel 4, wywołał wielką debatę w Wielkiej Brytanii. Kobiety twierdzą, że zdecydowały się na udział w projekcie, ponieważ chcą uświadomić swoje dzieci, że seks to nie tylko kontakt fizyczny, ale również nawiązanie relacji. Matki uznały, że ich dzieci nie powinno czerpać wiedzy na temat z seksu z wulgarnych filmów porno. „Najbardziej szokujące było to, że zdecydowana większość porno, którą zobaczyłyśmy w internecie zawierała sceny przemocy i gwałtu.” Cyt. za:
https://www.se.pl/wiadomosci/swiat/matki-nakrecily-porno-dla-swoich-dzieci-nagranie-jest-w-sieci-aa-LHew-QD7o-LUQR.html

4 N. Wolf, Wagina. Nowa biografia, Warszawa 2013, s. 235.


Moje dziecko ma edukację seksualną w domu – powiedziała moja koleżanka. Zamrugałam. Pamiętam przecież taką rozmowę, w której próbowałam ją spytać o coś intymnego. Zaczerwieniła się, spłoniła, odwróciła i w końcu wydusiła z siebie, że nie wie. Więcej już nie próbowałam zaczynać rozmowy na „ten” temat.

– Wow – odparłam więc teraz. – Nieźle. Ja bym nie umiała – wyznałam szczerze.

Anka uśmiechnęła się z wyższością.

– A co tu jest trudnego?

– Hym… Wolałabym, żeby moją trójkę doedukował ktoś doświadczony. Co ja im mam opowiadać o prezerwatywach czy HIV, kiedy sama pewnych rzeczy pewna nie jestem, a prezerwatyw używałam ostatnio w liceum – zamyśliłam się. – Pewnie w samej antykoncepcji wiele się zmieniło od moich czasów. A już tłumaczyć, jak mają się z kimś kochać, to wiesz…

Anka znów się zaczerwieniła.

Ja im takich świństw nie opowiadam. I nie zamierzam – oznajmiła, lekko zirytowana i sięgnęła po telefon. – Pokazywałam ci tę moją nową sukienkę? – wyciągnęła do mnie rękę, aby pokazać zdjęcia na komórce i w ten sposób zmieniła temat. Do którego już nie miałam zamiaru wracać.

Nie wiem, czy byłaś/eś świadkiem takiej scenki rodzajowej, ale prawdopodobnie potrafisz ją sobie wyobrazić. Rodzice, czyli ludzie tacy jak Ty – czy ja. Jedni będą potrafili wyedukować swoje dzieci w zakresie seksualności, inni będą głęboko wierzyć, że potrafią, a inni po prostu powiedzą: „a ja bym chciał, żeby moje to się w szkole dowiedziały”. Z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że dla mnie edukacja domowa to było za mało. I mimo że moja mama nie była pruderyjna i miała bogatą biblioteczkę, to i tak edukacja szkolna – chociaż w latach 90. XX nie była jakaś szczególnie rozbudowana – była mi i moim bliskim znajomym bardzo pomocna. Dlaczego? Bo szkoła, czyli poważne miejsce, w którym uczyli nas historii i polskiego, organizując zajęcia o seksie, potwierdziła, że i z nami można o tym rozmawiać. Nawet jeśli mieliśmy wtedy po 16 czy 17 lat. Ten temat w sposób oficjalny wkroczył do naszego życia. Rozmawianie w szkole o seksie sprawiało, że stawał się on w jakiś sposób „legalny”, inny niż pokątne palenie papierosów czy wciąganie amfetaminy – co połowa z nas robiła, ale absolutnie był to temat tabu, jakie narkotyki? W naszej szkole?! A seks przestał być takim tabu. Nagle się okazało, że można. I że nauczyciel nie będzie się podśmiewał, ani grzmiał o grzechu, jak ksiądz, bo zamiast nauczyciela i księdza na lekcje wychowania seksualnego przychodził prawdziwy edukator. I przedstawia nam świecki, niezideologizowany, ale bardzo praktyczny obraz seksu. I nie wstydzi się mówić ani o pornografii, ani o masturbacji, ani o tym wszystkim, o czym jednak nie powie mi mama, choćby chciała. Bo nie ma dostatecznej wiedzy, doświadczenia, czy po prostu – praktyki zawodowej. Albo ma jakieś – np. religijne lub romantyczne podejście do życia, którego mój trzeźwo myślący i pragmatyczny edukator seksualny nie będzie wnosił do klasy, w której jest trzydzieści osób – różnych poglądów, doświadczeń, płci, orientacji, religii.

Gdy słyszę o tym, że „edukacja seksualna powinna odbywać się w domu”, to myślę, że ta osoba, która to mówi, ma bardzo ograniczoną wyobraźnię. Że prawdopodobnie żyje w bańce, w której każdy jest komunikatywny, wykształcony, majętny i ma bardzo dużo czasu. I świetny kontakt z dziećmi. Są przecież osoby, które nie mogą ze swoimi dziećmi odrobić zadania domowego z matematyki na poziomie trzeciej klasy szkoły podstawowej. Bo w szkole nie były orłami albo dlatego że po prostu nie mają czasu. Skąd więc wszyscy ci rodzice mają mieć czas i energię na edukację seksualną? Szczególnie, jeśli pamiętają z katechezy lub religii, że od masturbacji się ślepnie, a prezerwatywa nie chroni przed HIV i używają jej tylko rozwiązłe osoby, bo te przyzwoite uprawiają seks dopiero po ślubie?

Edukacja domowa

No ale przecież… uczymy tej edukacji seksualnej w domu. OK, ja dzieci nie mam. Mają moje koleżanki. Niektóre koleżanki z „seksualnej branży” świetnie edukują swoje dzieci, co nie zmienia faktu, że te małoletnie dzieci i tak uczą się z podwórka i oglądają z kolegami porno na tabletach i smartfonach. Prawdopodobnie nie tylko dzieci tych właśnie superwydukowanych sex coachek i nauczycielek świątynnej seksualności, które potrafią wytłumaczyć swoim pociechom, że porno to takie skrzyżowanie SF i fantazy i w naturze raczej nie występuje… Prawdopodobnie dzieci Twojego brata albo sąsiadów również to oglądają. A może Twoje dzieci – o ile je masz. I chyba przyznasz, że taka „pornoedukacja” potrzebuje przeciwwagi. Bo, co internet napsuje, pozostaje w głowach na długo. I być może teraz, kiedy porno w streamingu na wszelkich youpornach i porntubach, jest sto razy bardziej dostępne niż w czasach, niż kiedy to ja byłam dzieckiem a nośnikiem porno były świerszczyki, które wujek koleżanki ukrywał w tapczanie, to rzetelna i systemowa edukacja seksualna też jest nam o wiele bardziej potrzebna? Co więcej – ja ją w szkole otrzymałam, chociaż w bardzo okrojonej wersji. Rzetelną edukację seksualną miał też mój pierwszy chłopak i może dzięki wysiłkom jego nauczycielki nie uprawialiśmy seksu bez prezerwatywy, bo „jego pani tego nie polecała”.

Ale wracając do edukacji domowej. Ona odbywa się na każdym kroku. Kiedy uczysz swojego syna, że chłopcy mają penisy a dziewczynki waginy. Kiedy mówisz swojemu nastolatkowi, żeby miał szacunek do koleżanek, nie ciągnął za warkocze i nie wyśmiewał ich miesiączki. Kiedy sam jesteś pełen szacunku do swojej żony i innych kobiet i pozwalasz im odpoczywać w „czerwonym namiocie”. Kiedy każesz swojemu dziecku zamknąć oczy, gdy para na filmie uprawia seks – wtedy Twoje dziecko uczy się, że jest coś zakazanego, co warto poznać. Ale nie wolno o tym mówić, ani na to patrzyć. Kiedy stoisz czerwona i skrępowana, gdy Twój małoletni syn, pyta Cię, co to jest: łechtaczka, wibrator czy kim jest homoseksualista, a Ty nie wiesz, jak odpowiedzieć, zmieniasz więc temat i każesz mu bawić się samochodzikami, zamiast zamęczać Cię tysiącem pytań. Wtedy Twoje dziecko uczy się, że na „te tematy” lepiej nie rozmawiać z matką. Bo matka się wtedy denerwuje i krzyczy.

Taka edukacja odbywa się w wielu domach. I nie ma w tym niczego dziwnego. Być może 95% z nas taką „złą edukację” odebrało w czasach własnego dzieciństwa. Pewnie jako większość nie mamy za wielkich kompetencji, aby dać dzieciom lepszą edukację. Pytanie: czy naprawdę chcesz, aby nasze dzieci były kolejnym pokoleniem, któremu nikt nie pomógł i które w dorosłe życie będzie niosło absurdalne stereotypy i lęki dotyczące seksu?

Czy jedne dzieci warte są czasu i wysiłku edukacji seksualnej, a inne nie?

Ja nie chcę. Ja na co dzień widzę, jak nieoswojona wciąż jest seksualność, ile budzi emocji – także wśród osób, której zajmują się nią zawodowo! Nikt z nas nie jest wolny od wielowiekowej spuścizny wstydu i ukrywania. Dlatego cieszę się, że jest taka grupka entuzjastów i entuzjastek seksualności, które chcą młodym ludziom i małym dzieciom pokazywać seksualność z dobrej strony. Pokazywać jej piękno i potencjały oraz radzić sobie z zagrożeniami. I to właśnie te osoby mogą być przeciwwagą dla seksu, który ktoś poznał w wieku lat ośmiu ze stron porno. Wybawieniem dla rodziców, którzy nie chcą, aby ich 15-letnia córka zaszła w ciążę, ale sami nie wiedzą, co zrobić, aby ją ustrzec. A jedyny pomysł, jaki mają, to aby nie pozwolić jej wychodzić wieczorami z domu. Umówmy się, przecież dla wielu nastolatków rodzice są żadnym autorytetem, szczególnie w kwestii zdrowych relacji, udanych związków oraz seksualności. Przecież wiele osób zamiast czułości rodziców widziało kłótnie, awantury, przemoc wszelkiego rodzaju – włącznie z seksualną. I nawet jeśli jacyś rodzice tworzą z gruntu toksyczny związek i mają zerowe kompetencje uczyć kogoś o zdrowych relacjach i dobrym seksie – to przecież ich dzieci zasługują na to, aby ktoś dał im tę wiedzę. Także ci rodzice, którzy drą ze sobą koty, zdradzają się i nienawidzą, upijają do nieprzytomności lub narkotyzują, pewnie chcieliby lepszej przyszłości dla własnych dzieci. Pewnie nie chcieliby, żeby ich dziecko wróciło do domu zarażone kiłą, HIV czy przerażone tym, że może zostać rodzicem w wieku lat 14 czy 17. Także ci rodzice, którzy nie mają czasu, umiejętności, czy dostali bardzo surowe religijne wychowanie i sami nie potrafią tego zrobić, mają prawo, aby ktoś w ich zastępstwie poświęcił czas ich dzieciom i nauczył ich, co to jest dobra relacja, bezpieczniejszy seks, orientacja seksualna czy tożsamość płciowa. Dlaczego mają takie prawo? Z wielu powodów. M.in. ze zwykłej ludzkiej życzliwości. A także ze zdrowego rozsądku. Bo nawet jeśli Ty dysponujesz wiedzą, pieniędzmi i umiejętnościami i dasz swojej córce dobrą edukację seksualną, to skąd możesz wiedzieć, że za kilka lat na pewno nie zakocha się w chłopaku z takiej rodziny, w której ani ojciec, ani matka, ani nikt nie miał możliwości przekazania mu tego samego. I Twoja córka zostanie przez niego potraktowana obcesowo, bez szacunku oraz bezmyślnie? Co więcej – on jej będzie wmawiał, że tak ma być, a ona mu uwierzy, bo ze stereotypów przecież wynika, że to mężczyzna jest dla kobiety nauczycielem seksu.

Ale najważniejszy powód jest taki, że to państwo polskie w roku 1993 zobowiązało się do wprowadzenia powszechnej i rzetelnej edukacji seksualnej. Ale do dziś się z tego nie wywiązało. Co więcej, aktualnie zastanawia się, czy z niej całkowicie nie zrezygnować. No, cóż, jeśli zrezygnuje, wiedza na temat seksualności będzie dostępna tylko dla wykształconych i zasobnych osób z klasy średniej. A reszta niech się uczy o skutkach seksu w praktyce – roznosząc choroby przekazywane drogą płciową, szukając możliwości aborcji i lecząc złamane serca. W końcu… skoro rodzice ich nie nauczyli w domu, to wina rodziców. A dzieci? Mogły się przecież urodzić w innych rodzinach!

2 komentarze  Like

Dawno, dawno temu czytałam książki katolickiej teolożki Uty Ranke-Heinemann, w których opisywała religijne dogmaty dotyczące seksualności. Im więcej czytałam, tym częściej popadałam w niedowierzanie, a potem w złość, bo wychowałam się w tzw. katolickiej rodzinie i żyłam w przekonaniu, że kościół – mimo wojen krzyżowych i inkwizycji – to w zasadzie pozytywna instytucja. Która – ostatecznie – trochę ogranicza nasze życie seksualne, ale ostatecznie chodzi jej o pokój, miłość i szacunek do bliźniego.

O ja naiwna!

Nikt na katechezie nie nauczył mnie historii kościoła, nie zaznajomił z poglądami tych, którzy ten kościół kształtowali, a w kinach nie było jeszcze filmu „Kler”, więc skąd miałam wiedzieć, że miłość to akurat ostatnia rzecz, o którą chodzi w kościele. Tomasz z Akwinu, uważany przez katolików za świętego, w ogóle uważał, że miłość jest przereklamowana. „Każdy, kto zbyt namiętnie kocha żonę, narusza dobro małżeństwa i może być nazwany cudzołożnikiem”1 – głosił. No, chyba że mówimy o miłości fizycznej, o seksie, bo na tym polu kościół przez tysiąclecia stanowił zasady i lubił palić na stosach za ich nieprzestrzeganie.

Katolickie rozważania: <<do pochwy>> czy <<w pochwie>>?

Ogromne było moje zdziwienie, gdy w końcu dotarło do mnie, że czego by nie ogłosili ojcowie kościoła, to ich kościelny świat kręci się dookoła seksu. Absurd? No to rozpatrzmy to na przykładach. Na przykład małżeństwo. Czy – jak sobie wyobrażałam – zależało od przysięgi, którą para złożyła w obliczu boga i bliskich, czy – jak stanowiła teologia – od tego, jaki seks później uprawiała i jakiej używała antykoncepcji?

Żeby nie być gołosłowną i uwzględnić te bardzo ważne katolickie rozważania (na temat spermy w waginie), zacytuję, co Uta Ranke-Hainemann pisze w książce „Eunuchy do raju”. A mianowicie: „Tomasz [z Akwinu] nazwał (za Arystotelesem) nasienie męskie „czymś boskim” (De malo 15,2). Od 1983 r. prawo kanoniczne stosunek małżeński po zażyciu pigułki uważa za dopełniający małżeństwo, zatem małżeństwo pigułkowe jest nierozerwalne. Niedopełnione i rozerwalne jest małżeństwo pary stosującej stosunek przerywany. Dziś trwa spór w kwestii, czy musi nastąpić wytrysk do pochwy, czy w pochwie. Pary stosujące prezerwatywy nie mają szans na rozwód, bo nie ma całkowitej pewności, czy jakaś <<kropelka spermy nie przedostała się do pochwy>>”2. No cóż, trochę mnie to zszokowało, że o małżeństwie stanowi nie deklaracja dwóch dorosłych osób, ale <<kropelka spermy>>. Autorka skwitowała to następująco: „Kwestia nierozerwalności małżeństwa jest kwestią jakości produktów przemysłu gumowego.”3 Pary mają też przechlapane, jeśli nie mogą odbyć stosunku: „Kanon 1084 [Kodeksu Prawa Kanonicznego] z 1983 roku: Niezdolność dokonania stosunku uprzednia i trwała, czy to ze strony mężczyzny czy kobiety czyni małżeństwo nieważnym”4. Wyrazy współczucia dla wszystkich kobiet z pochwicą albo wulwodynią a także dla mężczyzn z zaburzeniami erekcji – nie liczy się Wasza miłość, tylko sprawność organów płciowych. Heinemann dodaje jeszcze: „[Papież] Sykstus uczynił ze spermy alfę i omegę małżeństwa […] Kto nie był w stanie wykazać się nasieniem zgodnym z normą papieską, nie miał prawa do małżeństwa”5. Za to, gdy już małżeństwo zostało zawarte, kobieta stawała się seksualną niewolnicą męża. „Raczej żona musi się pogodzić, że zginie, niżby jej mąż miał zgrzeszyć”6 – twierdził arcybiskup Canterbury Langton, czyli kobieta musiała seksualnie usłużyć mężczyźnie za wszelką cenę – nawet cenę zdrowia czy życia. Kościół zajmuje się także pulą pozycji seksualnych, którymi obdziela wiernych. Oczywiście, seks to grzech, im mniej w nim przyjemności, tym bardziej udane płodzi się dzieci a „XIII-wieczna summa ustala, że przyzwolenie kobiecie na seks w innej pozycji niż ustalona to grzech równy morderstwu”7. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale jeśli ktoś seks w (nieodpowiedniej) pozycji uważa za coś równego morderstwu, to musi mieć seksualną obsesję.

Czytałam też o tym, że mężczyźni z zaburzeniami erekcji nie mogli być przyjmowani na księży czy zakonników. Na początku trudno było mi uwierzyć w te kościelne absurdy, ale im więcej dowiadywałam się o katolickiej teologii (czyli nie z katechezy, ale z książek doktorki kościoła) oraz w ogóle o religiach, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że koniec końców, m.in. w kościele katolickim chodzi przede wszystkim o seks. To on jest złożony na ołtarzu. A skoro księża przez celibat nie mogą w spokoju nacieszyć seksem, to nikt nie powinien móc.

Arcypedał, podistoty i obsesja seksu

Ostatnio na przypadkowej stronie otworzyłam książkę Pawła Reszki „Czarni” i przeczytałam m.in. o tym, jak jeden z księży o pseudonimie „Arcypedał” był postrachem młodych duchownych, którzy najprawdopodobniej byli przez niego gwałceni, molestowani, wykorzystywani – ale bali się skarżyć. Potem na innej stronie znalazłam to, o czym wielokrotnie pisała Uta – czyli że kler jako taki uważa kobiety za rodzaj podistot, którym nie należy się szacunek. A potem znalazłam kilka wypowiedzi księży, którzy mówili, jak wielką obsesję kościół ma na punkcie seksu. „Seks świeckich to jest nasza mania. Poza seksem nie dostrzegamy już żadnych grzechów.” – mówił jeden z nich. „Myślę, że my, duchowni, mamy jakąś obsesję w sprawach seksualności ludzi świeckich. To jest oczywiste maskowanie naszych problemów i frustracji. Budzi się w nas pies ogrodnika: sami nie zjedzą i innym nie dadzą.”8 – dodawał inny. Oni wypowiedzieli to wprost. I bardzo się cieszę, że te słowa padły, no bo kto podejrzewałby „duchowe osoby” o to, że mają obsesję seksu? O to, że zazdroszczą go świeckim? Może dlatego tak bardzo lubią piętnować i potępiać wszystko, co z seksem związane: przyjemność, radość, sam seks, antykoncepcję, przerywanie ciąży, używanie prezerwatyw – nawet w krajach afrykańskich podczas epidemii AIDS. Ale to, że potępiają, to nie znaczy, że sami z tych cielesnych uciech nie korzystają. Cyniczny ksiądz z „Kleru”, gdy dowiaduje się, że jego konkubina jest w ciąży, daje jej pieniądze na aborcję, a wcześniej zadziwiony pyta: „Jak to, nie zabezpieczyłaś się?”. Jasne, „Kler” to film, ale nie sądzę, żeby nie oddawał realiów.

Księża miewają kochanki i kochanków nie tylko w filmach takich jak „Ksiądz” czy „Kler”, ale i w realnym życiu, mają też dzieci, o czym pisała ostatni m.in. Marta Abramowicz w książce „Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica”. Napiszę to jeszcze raz: niektórzy księża są gejami. Być może nawet wielu. Podkreślam to specjalnie, bo jeśli wśród nich działa zasada psa ogrodnika, wyjaśniałoby to atak na gejów i lesbijki, który w kościele jest przedstawiany jako „zaraza LGBT”. Może jeden z drugim księdzem czy biskupem zazdroszczą np. aktorowi Jackowi Poniedziałkowi czy politykowi Robertowi Biedroniowi faktu, że mogą oni otwarcie żyć, mówić jawnie o swojej orientacji i nadal robić karierę? Nie wiem, spekuluję. I czuję, że mogę być blisko prawdy. Zasada, w zgodzie z którą ukryci geje chcą zniszczyć tych jawnych, działała dość często. Z katechezy pamiętam też księdza Mariusza, który uczył nas w szkole podstawowej, że gejów trzeba wywieźć na bezludną wyspę lub też wystrzelać. W głowie mi się wtedy to nie mieściło. Dziś już mi się mieści. Jeśli to on był jednym z tych, którzy dostali się w łapy „Arcypedała” (czy arcy-biskupa?), to nic dziwnego, że nienawidził gejów.

Księża mogą być uzależnieni od seksu, od pornografii, boją się seksualności i mają z nią duże problemy. „Duża część księży jest zniewolona. Pornografia i masturbacja – zachowują się jak mali chłopcy. Sam przez to przechodziłem. Byłem na terapii. […] Księża co chwilę biegają do spowiedzi: „Tak, masturbowałem się, oglądałem pornografię”9. I tylko tyle pojmują z seksualności. Zresztą prawdę mówiąc, wielu z nas jest przerażonych własną seksualnością. Nasze ciało wzbudza strach. Nawet myśl, nawet sen czy polucja są traktowane jako grzech. Z tym trafiają potem do konfesjonału. To zmienia się w jakąś manię prześladowczą.” – mówi inny rozmówca z książki Pawła Reszki. Ich obsesja, ich strach, ich bardzo negatywne podejście do seksualności szkodzą nam wszystkim. A szczególnie tym, którzy i które mieszkają w państwach takich, jak Polska czy kiedyś Malta, gdzie kościół narzucał swoją moralność i hipokryzję wszystkim – wierzącym i niewierzącym.

Tak, teraz już wiem, że niejeden ksiądz zazdrości nam seksu. Czy w związku z tym, robi co może, abyśmy mieli go jak najmniej, a jeśli już mamy – to w najgorszej jakości? Czy to stąd niechęć do antykoncepcji? Stąd nazywanie kobiet, które przerwały ciążę – morderczyniami? Stąd zastępowanie rzetelnej edukacji seksualnej „wychowaniem do życia w rodzinie”, jakby tylko w rodzinie można było mieć seks? Stąd oczernianie tych, którzy tego seksu spróbowali? Sama pamiętam z katechezy te śmieszne opowieści o jabłku – że jak uprawiasz z kimś seks, to jesteś dla przyszłego partnera jak nadgryzione jabłko. Serio, taką „przypowieść” wymyślić może chyba tylko ten, który mało zna seks, bo przecież ciało od orgazmu nie zużywa się jak gumka od mazania. Za to ktoś, kto rozpowszechnia takie brednie, pewnie bardzo zazdrości wolności seksualnej innym. Tego nieskrępowania, tego oficjalnego chodzenia za rękę i dawania sobie buzi. Bo przecież ksiądz też może i często to robi, tylko że „w domu po kryjomu”. Przepraszam, nie w domu. W domu bożym. Albo na plebanii.

1U. Ranke-Heinemann, Eunuchy do raju. Kościół katolicki a seksualizm, tł. M. Zeller, Gdynia 1995, s. 68.

2Tamże, s. 217.

3Tamże, s. 217.

4Tamże, s. 261.

5Tamże, s. 262.

6Tamże, s. 157.

7s. 166.

9Tamże.

1 Komentarz  Like

Zgodnie ze starą tradycją, Święto Przodków to czas, kiedy otwierają się bramy między światem żywych i zmarłych. Persefona, Bogini mocy przemijania, schodzi do podziemia, aby zanieść ziarenko mocy życia do ciemności, która jest końcem i początkiem wszelkiego życia. 

W czasach pokoju i dobrobytu zarówno przyjemność, jak i macierzyństwo były kwestiami osobistymi, intymnymi doświadczeniami, do których zachęcano i które chwalono. Poeci pisali o kobiecych orgazmach, o ”muszelkach” czy innych ”różanych pączkach”, a malarze i rzeźbiarze przedstawiali je w swoich dziełach.

Odnoszę wrażenie, że jednym z najbardziej deficytowych towarów naszych czasów jest bliskość. Że w niektórych środowiskach już nawet trochę zapomnieliśmy, co to w ogóle znaczy. A w innych jest zupełnie nieznana. Brak zaufania do innych i perfekcjonizm oddzielają nas ludzi. Większość szkół uczy rywalizacji i zakładania masek, a wiadomości telewizyjne sprawiają, że raczej boisz się drugiego człowieka.

Nieporozumienia między płciami chętnie wyjaśniane są przez rzekome pochodzenie ich z ”różnych planet”. Też w to wierzysz? A może wręcz uważasz mężczyzn za dziwaków bez serca? Słyszałaś, że to ”świnie”, że chodzi im głównie o ”zaliczanie” a miłość i związki ich nie obchodzą? Wierzysz w to?

Peter był dziewiętnastoletnim prawiczkiem, który zawitał do mnie dzięki swojej mądrej matce. Uznała, że zanim syn wyruszy w świat, powinien się ze mną spotkać. Szybko zrozumiałam, co było dla niego największym wyzwaniem.

Prawie od czterech lat pracuję w sex shopie. Zaczynając moja przygodę z tą branżą, byłam przekonana, że to praca tylko „na chwilkę”, bo przecież niedługo skończę studia i będę zajmować się czymś całkowicie innym.

Jakiś czas temu spotykałam się z pewnym mężczyzną. Kiedy po którejś randce szliśmy do mnie, on złapał się za głowę, mówiąc: „cholera, nie wziąłem gum”. „Spokojnie, ja mam” – odpowiedziałam. On przyjrzał mi się bacznie i zapytał: „a po co ci?”. 

W poczet średniowiecznej rzeźby europejskiej zalicza się zaskakująco liczny zbiór postaci ekshibicjonistek. Niektóre obnażają się, stojąc dumnie wyprężone. Inne kucają z rozchylonymi kolanami. Są też takie, które odchylają się do tyłu i wyciągając jedną bądź obie ręce za plecami, spomiędzy nóg sięgają sromu – wsuwają palec do pochwy lub rozchylają wargi, aby zapewnić gapiom lepszy widok. 

Niedziela wieczór. W Pałacu Zamojskich tłum. Za chwilę przedstawienie – „Dolne partie”. Sala, w której zobaczymy przedstawienie, jest nieduża. Są tu tylko trzy rzędy krzeseł (plastikowych i niezbyt wygodnych) oraz symbolicznie wydzielona scena. Na środku sceny stoi sofa przykryta czerwoną narzutą.

To właśnie jest wizerunek Barbie, prawdziwej „California Girl” z długimi nogami, blond włosami, opaloną cerą i uśmiechem profesjonalnej stewardessy. Idealna matka, żona i kochanka. Bizneswoman, artystka, kobieta wszechstronna, o złotych rękach do wszystkiego.

Gdyby zechcieć wydrukować wszystko to, co zostało kiedykolwiek napisane o orgazmie i towarzyszących mu odczuciach, prawdopodobnie padłyby wszystkie drukarki, a Ziemię zawaliłaby porządna sterta papierów, która natychmiast rozpierzchłaby się na cztery strony świata.

Gdzieś tam na pograniczu flirtu i związku kobiecość może być największym atutem. Może być też czymś, co spędza nam sen z powiek. Bowiem wiele z nas boi się używać kobiecości, aby w pełni wyrażać siebie, a także dlatego „żeby ktoś czegoś sobie nie pomyślał”, „żeby nie złamać komuś serca” lub „żeby nie prowokować”.

Bóstwem była Bogini Księżyca, odpowiedzialna za seks i prokreację, co nie przeszkadzało jej w tym, by nosić zaszczytny przydomek Dziewicy lub Dziewicy-Matki, bo bogini ta nie potrzebowała męskiego partnera, który miałby ją uzupełniać czy nadawać jej swoją tożsamość.

Mam dla was niespodziankę – mówi wysoka ruda kobieta, Nikita stojąca na podeście. – Dziś, wyjątkowo, mimo braku szczególnych zdolności wokalnych, będę śpiewać. – uśmiecha się do publiczności, jedną ręką przytrzymując kusą spódniczkę, jak 3-letnia dziewczyneczka. Co ona tam ukrywa, pod tą spódnicą?

O tym, jak potężny wpływ na kobiecy mózg mają słowa dotyczące waginy, przekonałam się na własnej skórze. Właśnie podpisałam z wydawcą umowę na tę książkę i z radością myślałam o czekającym mnie twórczym wysiłku. Jednocześnie miałam pewne obawy, gdyż wiedziałam, że będę się musiała zmierzyć z silnym społecznym tabu.

Ideę szybkiej randki znają chyba wszyscy – polega ona na tym, że tłum osób różnej płci gromadzi się w jednym miejscu w poszukiwaniu potencjalnego partnera / partnerki. Jedna osoba rozmawia przez chwilę z jedną, potem z kolejną i jeszcze kolejną, co pozwala w krótkim czasie poznać (dość powierzchownie, ale jednak) wiele osób w czasie krótkiego czasu.

Usunąć niechcianej ciąży w Polsce nie można, ale jeśli urodzisz, też nie jest dobrze. W przypadku kiedy chcesz oddać dziecko do adopcji wybranym rodzicom, zostaniesz posądzona o handel żywym towarem. Okna życia z kolei sugerują ci, że robisz coś bardzo złego: masz tylko zostawić dziecko i szybko stamtąd uciekać. 

Jeśli chcesz poczuć się księżniczką, ale taką nowoczesną, której nie w głowie gadki o czystości, czas żebyś zsunęła bieliznę i ukoronowała swoją waginę – w końcu jej się to należy! Najlepiej zakładając zjawiskowy diadem autorstwa amerykańskiej projektanki szwedzkiego pochodzenia, Michele Prad.

To, co dziś wywołuje tyle niejasności, zamieszania, miało kiedyś inną rolę. Niosło konkretny przekaz. Mity kiedyś określały etapy wkraczania do seksualności, pomagały młodym kobietom budować ich własną tożsamość seksualną.

Kwartet na dwójkę aktorów, w bardzo kameralnej przestrzeni, wyrafinowany i z miłością oraz erotyką w tle reżyserowany był przez Karolinę Górecką. Punktem wyjścia jest znana powieść ”Niebezpieczne związki”, więc na scenie wicehrabia de Valmont i markiza de Merteuil – ale to tylko początek.

W pilotażowych warszawskich badaniach o zachowaniach seksualnych nastolatków, prowadzonych przez prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza i dr. Michała Lwa-Starowicza, wyłapano, że jako główne źródło wiedzy o seksie gimnazjaliści traktują właśnie Internet. 

Hipolit był młodym mężczyzną, niezbyt zainteresowanym sprawami seksu, „bał się małżeńskiego łoża i nie chciał mieć z małżeństwem nic do czynienia”. Przyjemność sprawiało mu jedynie uganianie się po lasach w okolicach greckiego miasta Trojzen i polowanie na dzikie zwierzęta.

Jedna z zasad głosi: na Przytulanych Party nigdy nikogo nie musisz przytulać. Inna: jeśli jesteś na „tak”, powiedz „tak”, jeśli jesteś na „nie” – powiedz „nie”, a jeśli nie jesteś pewien – też powiedz „nie”.

I często przypomina poród. Tak sobie wyobrażam, chociaż nigdy nie rodziłam.
Środowiska kobiece właśnie rozpoczęły zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem liberalizującym prawo aborcyjne, co znakomicie przetestuje co kto sobie potrafi wyobrazić, a potem pomyśleć.

Kanadyjski konstabl Michael Sanguinetti niechcący stworzył jedno z najciekawszych tegorocznych zjawisk w międzynarodowym feminizmie – fenomen Slut Walks. Pytanie: komu z Was chce się taki marsz zorganizować w Polsce?:)

Dni Cipki minęły. Bardzo się cieszę, że odbyły się także w tym roku. Bo jak same sobie nie zorganizujemy takiego święta, to nikt nam nie zorganizuje (organizatorkami oczywiście były kobiety z Boyówek Feministycznych i UFY).

Okazuje się, że wiele religii i systemów wierzeń, zarówno pradawnych, jak i współczesnych, uznaje waginę za symboliczny początek świata, źródło życia, istnienie takiego poglądu nie powinno w zasadzie nikogo dziwić. 

V-Day Piła 2011 jest lokalnym elementem ogólnoświatowej kampanii V-Day 2011.
Oficjalnym organizatorem imprezy w naszym mieście jest pilskie Stowarzyszenie Kulturalno-Ekologiczne TON KULTURY.

Matka to ciągle kobieta. Nas również dotyczy sfera intymna, którą należy pielęgnować i po prostu się nią cieszyć. Kobiety mają prawo i chcą rozmawiać o intymności, poszerzać swoją wiedzę na ten temat, cieszyć się po prostu seksem, niezależnie czy się jest matką czy nie. Jedno drugiemu nie przeszkadza. 

Mężczyźni bali się kobiecej siły. Ten lęk przybierał niekiedy gigantyczne rozmiary, jak np. u męskiej części plemienia aborygenów, którzy byli przekonani, że gdyby wszystkie kobiety na kuli ziemskiej jednocześnie miały menstruację, to nastąpiłby koniec świata.

27-letni Kozzi wpadł w sidła nastoletniej lolitki. Poznał dziewczynę, która wyglądała dorośle i tak też się zachowywała. Cały czas podkreślała, że jest już pełnoletnia. Mężczyzna miał wtedy niecałe 25 lat.

Czułam, że robię coś zakazanego. Wolałabym oglądać swoją pochwę w jaśniejszym pomieszczeniu, na przykład w gabinecie, ale bałam się, że ktoś mnie zobaczy (moja ulica jest wąska i okna sąsiadów są bardzo blisko).

Dni Cipki były potrzebne. Sama informacja o tym, że się odbędą, wywołała ogólnopolską dyskusję. Fora internetowe tonęły w postach: jak na nią mówić? Jak można obchodzić tak idiotyczne dni? Czy naprawdę nie można wymyślić innej nazwy?