Celem uprawiania magii miłosnej było zdobycie sympatii chłopaka, którym była zainteresowana dana dziewczyna. Kobiety chciały za pomocą takich środków uzyskać powodzenie u mężczyzn lub zdobyć miłość tego jedynego.

Do najpopularniejszych środków ułatwiających zdobycie swojej miłości należały różne zioła, które podawano do picia, wąchania lub noszono przy sobie.

W kulturze ludowej magia miłosna i małżeńska była uprawiana głównie przez kobiety. Taki stan rzeczy wynikał z tego, że wybór małżonki należał przede wszystkim do mężczyzny. Kobiety więc robiły wszystko, aby stać się tą szczęśliwą wybranką. Poza tym po ślubie, jeśli związek okazywał się nieudany, to kobieta ponosiła zazwyczaj tego konsekwencje, gdyż była uważana za winną nieudanego życia małżeńskiego. Celem uprawiania magii miłosnej było zdobycie sympatii chłopaka, którym była zainteresowana dana dziewczyna. Kobiety chciały za pomocą takich środków uzyskać powodzenie u mężczyzn lub zdobyć miłość tego jedynego. Te panny, które miały już parobka, uciekały się do magii, aby partner chciał pojąć ją w przyszłości za żonę. Mężatki natomiast odwoływały się do magii w celu zapewnienia sobie udanego małżeństwa.

Do najpopularniejszych środków ułatwiających zdobycie swojej miłości należały różne zioła, które podawano do picia, wąchania lub noszono przy sobie. Zioła te określano potocznie lubczykami. Wierzono, że właśnie lubczyk obdarzony jest czarodziejską mocą1. Dziewczyny, chcąc zdobyć, chłopaka podawały mu często środek sporządzony z ziół do napoju lub jedzenia. Mocno wierzyły w to, że ich obiekt pożądania po wypiciu, czy zjedzeniu, zapała gwałtowna miłością. Środki wywołujące pożądanie u partnera określano powszechnie afrodyzjakami. Stosowane były często przez same mężatki, które chciały wywołać zainteresowanie sobą u swojego małżonka.

Oprócz ziół do czarów wykorzystywano też krew ludzką, włosy, paznokcie lub wydzieliny osoby, którą chciano zdobyć. Kobiety pobierały krew z palca, bądź krew menstruacyjną, która według ówczesnych wierzeń miała powodować największe pożądanie u mężczyzny. Na Warmii dziewczęta paliły swoje przepocone chusteczki lub tasiemki ze swojej zapaski, a jak uzyskały z nich proch, to wrzucały go do jedzenia lub napoju i podawały wybrańcowi2. W Beskidzie Sądeckim, jeśli panna chciała zdobyć uczucie parobka, to ucinała mu po kryjomu trochę włosów, wiązała jedwabną nitką lub ze stuły, a gdy przyszła pełnia księżyca, chowała to w szparze węgła swojej chałupy. Jednak najbardziej intymną praktyką było smarowanie ciała męża, po dokonanym stosunku, wydzielinami z narządów płciowych.

W magii miłosnej powszechnie były wykorzystywane te części ciała ptaków i zwierząt, które symbolizowały miłość. Dlatego często podawano ulubieńcowi sproszkowane serce gołębia. W takiej samej formie podawano oczy i wątrobę gołębia bądź wewnętrzne organy kury. Sproszkowane organy dosypywano do picia i jedzenia osobie, o którą się starano, a następnie wypijała to też osoba starająca się o swoją miłość. Do czarów miłosnych używano też kości nietoperza, a następnie wkładano pod pościel ukochanemu, wierząc, że dzięki temu od razu się zakocha w dziewczynie.

Młode dziewczyny zbierały się też w wigilię św. Jana wieczorem, następnie rozbierały się do naga i zabierały ze sobą nietoperza. Gdy były już w lesie, to zakopywały nietoperza w mrowisku, po czym brały się za ręce i tańczyły, śpiewając różne pieśni. Po jakimś czasie odkopywały kostki zwierzęcia i wykorzystywały to do swoich magicznych celów. W Wielkopolsce istniał taki zwyczaj, że dziewczęta do jedzenia podawały nawet jądra kogucie3.

Czary miłosne wykorzystywane były też w celu zniszczenia rywalki. Nawet, gdy żona była zdradzana, to i tak starała się za wszelka cenę zatrzymać męża przy sobie i srogo ukarać jego kochankę. Stosowano różne środki, np. dokonywano osypań, kładziono panieńskie wieńce na trupie czaszki lub palono obrączki. Upokorzone zdradą męża żony, chciały za pomocą czarów wyrządzić rywalce nieraz poważną krzywdę. Stosowały takie czary, które miały na celu sprawić ślepotę, utratę zdrowia czy urody lub nawet śmierć. Nieraz chciały z zemsty sprowadzić nieszczęście na swojego partnera.

Kobiety na wsi stosowały też zabiegi dotyczące regulacji płodności. W tym celu odwoływano się do środków afrodyzyjnych lub do praktyk magii rolniczej. Wierzono, że to, co służy plenności zboża i płodności bydła pomoże też kobiecie. Kobiety chciały nieraz uchronić się od niechcianej ciąży, broniąc się przed nią gestem i zaklęciem. To najczęstszych praktyk należało skrapianie krwią menstruacyjną czarnego bzu i wypowiadanie do tego zaklęć.

Miłosne praktyki magiczne należały przeważnie do „białej magii” i były na ogół dozwolone. W kulturze ludowej odgrywały bardzo dużą rolę i przekazywane były z pokolenia na pokolenie. Magia miłosna stale się rozwijała i była wzbogacana praktykami obcego pochodzenia. Oprócz pozytywnej magii, stosowano też złe czary, zaliczane do „czarnej magii”, których każdy się obawiał. Uważano, że kobiety zajmujące się tym rodzajem magii, współpracują z siłami piekielnymi. Na wsi bardzo obawiano się diabelskich czarów. Według poglądów ówczesnych ludzi „czarna magia” rozbijała małżeństwa, sprowadzała choroby, śmierć i różne inne nieszczęścia. Dlatego też w okresie kontrreformacji uznano, że wszelkie czary są złe i niezgodne z zasadami wiary chrześcijańskiej. Natomiast kobiety, które zajmowały się jakąkolwiek magią padały ofiarą oskarżeń o czary i kontakty z diabłem. A w okresie pogromu czarownic, były palone na stosie lub topione.

1 K. Jabłońska, Czarodziejski zielnik, Warszawa 1965, s. 66-68.

2 Ł. Gołębiowski, Lud polski, jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830, s. 162.

3 H. Biegeleisen, op. cit., s. 311.


Wioletta Kowalewska

Udostępnij ten post: