”Waginie też się należy święto” pisała prawie 10 lat temu Kinga Dunin po premierze ”Monologów waginy” w teatrze Wybrzeże.

Jeżeli potrafimy afirmować kobiecą seksualność, cieszyć się nią, przestaniemy się jej wstydzić – łatwiej będzie też się bronić przed przemocą i wszelkimi rodzajami opresji. Waginie też się należy święto – Kinga Dunin o „Monologach waginy”, sztuce teatru „Wybrzeże”

Otóż śmiech to zdrowie, ale czasem śmiechem można też zabić. Przepraszam, że zaczynam tak banalnie, ale wydaje mi się to ważne. Myślałam o tym w teatrze w Sopocie, oglądając polską premierę słynnych „Monologów waginy”.

W pociągu zdążyłam przeczytać recenzję Romana Pawłowskiego polecającego spektakl, którego, przynajmniej w polskiej wersji, chyba jeszcze nie widział. Pisał więc o tym, że sukces tej sztuki doprowadził do powstania organizacji V-day (wagina i violence – przemoc), której celem jest walka z przemocą wobec kobiet. O tym, jak na świecie skłaniała ona kobiety do publicznego wyznawania, że same padały – podobnie jak autorka „Monologów” Eve Ensler – jej ofiarą. Że znajdziemy w niej świadectwa gwałtów dokonywanych przez serbskich żołnierzy na Bośniaczkach. Świadectwa, ponieważ jest to sztuka pisana metodą dokumentalną. Jej autorka zebrała relacje setek kobiet i zapisała je ostatecznie w formie kilkunastu opowieści. Początkowo sama czytała je w małych teatrzykach. Pawłowski dodawał też, że słuchając tych opowieści, czasami można się uśmiać.

No dobrze, czasami. Jednak sopocka widownia śmiała się właściwie bezustannie. Z jedną krótką przerwą, kiedy mówiły kobiety zgwałcone podczas wojny. Po chwili jednak znowu wszyscy znakomicie się bawili. A po spektaklu kobiety nie opowiadały o tym, że były ofiarami przemocy, tylko o tym, że chcą seksualnego spełnienia, że to fajnie mieć waginę. Starsza pani doktor postulowała – ja jestem za! – żeby sztukę tę pokazywać w gimnazjach, po to, żeby życie seksualne kobiet od początku było zdrowe i szczęśliwe.

I jeśli nie zabrakło mi wrażliwości potrzebnej, aby uchwycić coś tak nieuchwytnego jak atmosfera, to wydaje mi się, że był to nastrój afirmacji i radości. Trudno było się skupić na ciemnych stronach posiadania waginy. A przecież poza dławiącymi śmiech historiami o wojennej brutalności były tu i inne przykre historie. O molestowaniu w dzieciństwie, upokorzeniach małżeńskich, wstydzie, o kompleksach. A jednak ze wszystkich tych prób kobieta, jej sfera intymna, erotyka wychodziły zwycięskie i radosne.

I tak chyba został pomyślany i zrobiony polski spektakl, może nieco inaczej niż gdzie indziej.

Czy to źle? Padały takie zarzuty. Myślę, że nie, że można i tak, a może nawet na początek trzeba. Jeżeli potrafimy afirmować kobiecą seksualność, cieszyć się nią, przestaniemy się jej wstydzić – łatwiej będzie też się bronić przed przemocą i wszelkimi rodzajami opresji. Waginie też się należy święto.

Ale ten śmiech. Czy rzeczywiście był tylko radosny i odświętny? A może był to raczej nerwowy chichot spowodowany niekonwencjonalnym słownictwem? Wyśpiewywaniem wszystkich możliwych określeń tej części ciała? Cudownym pokazem okrzyków podczas orgazmu? Mam nadzieję, że nie, podobnie jak nie było to wyśmiewanie się z kogokolwiek.

Był to śmiech ulgi – nareszcie możemy o tym wszystkim porozmawiać! Wspólny śmiech słuchających się i wspierających kobiet. Nie były to przecież monologi oddzielnych od kobiet narządów, ale dialogi kobiet, które przestały udawać, że od pasa w dół nic nie mają. Nie wiem, czy moim czytelniczkom, przepraszam, ale tym razem panów jednak wykluczę, zdarzyło się, siedząc z koleżankami, zacząć opowiadać sobie, jak to było, kiedy po raz pierwszy miały miesiączkę.

Wiadomo, nie zawsze było to miłe doświadczenie, czasem niespodziewane albo niezrozumiałe. Jednak rozmowa o tym bez poczucia winy i wstydu jest po prostu przyjemna. W jakimś sensie uzdrawiająca i radosna.

Czy taka rozmowa przedstawiona na scenie może zgorszyć, czy przekracza granice przyzwoitości i intymności? Z pewnością nie, chyba że w ogóle zabronilibyśmy literaturze i sztuce poruszania wszelkiej tematyki prywatnej.

Jedna z młodych kobiet po przedstawieniu powiedziała, że wiele kwestii, które padały ze sceny, było o niej. Oddawało jej doświadczenie. I w końcu o to chodzi – żeby kobiece doświadczenie zostało wypowiedziane głośno, a nie wypierane czy zabijane wstydem


Kinga Dunin

„Monologi waginy”, reż. Aldona Figura, teatr Wybrzeże, premiera 21.06.2002

Źródło: Wysokie Obcasy

Udostępnij ten post: