O imprezach Pussy party, czyli dziewczyńskich wieczorach z gadżetami, dowiedziałam się jakiś czas temu od Doroty Sakowskiej, która regularnie je organizuje.

Dorota i Marta Niedźwiecka tworzą kolektyw Pussy Project, który zajmuje się popularyzacją idei przyjemności seksualnej oraz zwiększania świadomości z zakresu życia erotycznego. Zajmują się krzewieniem wiedzy na temat seksualności. Dla mnie są przede wszystkim specjalistkami od gadżetów erotycznych i fajnej zabawy. 

PP4.jpgBardzo lubię czytać i słuchać, co mówią na ten temat, bo pokazują świat kolorowej, użytkowej erotyki od innej strony. Punktem wyjścia dla tych rozważań jest zawsze kobieca przyjemność, kobiece potrzeby i możliwości. Ponieważ większość gadżetów, o których mówią, przetestowały osobiście – dadzą taką wiedzę na ich temat, jakiej nie dostarczy nam najbardziej kontaktowy sprzedawca. Zwrócą uwagę na aspekty, które wcześniej w ogóle nie przyszłyby nam do głowy. Dlatego – moim zdaniem – warto ich uważnie słuchać, a gdy zajdzie taka możliwość – pytać, pytać i jeszcze raz pytać. Najfajniejsze w ich działalności jest to, że pogadać może z nimi każda z nas – zapraszając je do siebie na waginalną imprezę, czyli Pussy party. Przyjadą z walizką gadżetów, w świetnych humorach. Są otwarte, rzetelne i bardzo sympatyczne. Odpowiadają na wszystkie pytania. Na swojej stronie internetowej piszą, że Pussy party to dobry pomysł na wieczór panieński, rozwodowy albo urodziny. Ja myślę, że warto je zaprosić i to bez okazji!

Rozkoszny, kolorowy i zabawny sex shop na twoim stole

Pussy party zagościło i w moim mieszkaniu. Zaprosiłam koleżanki, partnera wyprawiłam na wieczór z kolegami (to wieczór zazwyczaj tylko dla kobiet) i otworzyłam butelkę wina, a Dorota otworzyła kuferek gadżetów i zaczęłyśmy. Tu od razu was uprzedzam – ta impreza to tylko rozmawianie i oglądanie (a testowanie gadżetów odbywa się tylko na kości biodrowej, bez zdejmowania spodni). Pussy party to ani orgia, ani sztywna prezentacja gadżetów typu: włącz, wyłącz i prześlij nam przelew w ciągu 24 godzin; to raczej możliwość otwartej rozmowy o seksie, gadżetach (a nawet zdrowiu) z koleżankami oraz kimś, kto wie, o czym mówi i nie ma problemu z mówieniem o waginach, łechtaczkach, trybach wibracji i możliwościach penetracji wprost, a przy tym ciekawie, ładnie i trochę z przymrużeniem oka.

Namawiam was serdecznie na to, żebyście – jeśli trafi Wam się możliwość udziału w takiej imprezie – skorzystały z niej. Sama po sex shopach chodzę od lat i widzę, jak kolosalna różnica jest między rozmową z – nawet miłą i obeznaną w branży panią ze sklepu – a dziewczynami, których pasją jest seksualność; jak kolosalna różnica jest między swobodnym oglądaniem gadżetów, które bierze się ze stołu dokładnie w tym momencie, w którym się ma na to ochotę (a które leżą sobie tam przez całą imprezę), a czekaniem aż coś zostanie wypakowane z pudełka, odwinięte z kolejnej folii, pospiesznym oglądaniem, bo inni klienci czekają albo nogi bolą od stania (w którym polskim sex shopie masz możliwość pooglądania przedmiotów siedząc w fotelu i sącząc wino?). Inna ważna rzecz – większość sklepów, nawet tych dużych, ma mnóstwo produktów, często wystawionych na niewielkiej przestrzeni, które przez swoją ilość wprost uniemożliwiają koncentrację. Idziemy po kluki waginalne, a od progu wpadamy na fetyszowe buty, kiepskiej jakości strój pielęgniarki czy ogromne ręce do fistingu*, które nie każdemu muszą się podobać. Wszędzie atakują rażące kolory i wielkość – wielkie sztuczne penisy, wielkie wibratory, wielkie dilda, gadżety będące dobrą scenografią filmu porno – ale raczej mało praktyczną zabawką we własnym łóżku.

Na Pussy party Dorota przywiozła tylko trochę wybranych gadżetów (tak, był ich cały stół, ale nie cały sklep). Skupiła się na tym, co nadaje się dla przeciętnych kobiet, co może cieszyć nasze oko i inne zmysły, co da się wykorzystać w seksie z partnerem/partnerką, przy masturbacji czy przy tworzeniu nastrojowej atmosfery. Przywiozła gadżety raczej małe (w porównaniu z tymi z sex shopów), ale zupełnie wystarczającej wielkości, by dać nam to, czego szukamy (myślę, że wiele z nas robi ten błąd, że szuka wielkich gadżetów, które później nadają się tylko do użytku zewnętrznego:), wykonane z nietoksycznych, wysokiej jakości materiałów (zero chińszczyzny), ładnie i starannie wykonane. Niektóre malutkie i proste, inne większe, zaskakujących kształtów, zupełnie nie falliczne – ale jajowate, kuliste czy wręcz przypominające UFO. 🙂

PP2.jpg

PP2.jpg

PP3.jpg

Oprócz mniej i bardziej wibrujących zabawek i kulek waginalnych, były też kosmetyki erotyczne, czyli coś, do czego nigdy nie byłam przekonana. Smakowe pudry, farbki do ciała, musy i świece do masażu? Nie byłam przekonana, dopóki Dorota nie przytknęła zapałki do knota jednej z zapachowych świec. Gdy po pokoju rozszedł się cudowny zapach wanilii, było już po mnie. Muszę przyznać, że piękne zapachy naprawdę dopieszczają zmysły. Nie każda z nas musi być entuzjastką „pozytywnych wibracji”, ale mało której trudno się oprzeć aromatowi wanilii, truskawek, mięty czy czekolady! A takie gadżety, jak świece i olejki itp. również mogą dać nam mnóstwo radości w sypialni. Wiem, wiem, masować można się zwykłą oliwką dla dzieci – tak, to prawda, ale jej nie zliżemy z ciała kochanka.

Inną zaletą Pussy party jest to, że trochę trwa i dzięki temu można naprawdę przyjrzeć się wszystkim tym rzeczom, które zwracają naszą uwagę. Tu nie ma pośpiechu, niecierpliwości, pytań bez odpowiedzi czy krępującej atmosfery. Wszystkiego można dotknąć, powąchać a nawet posmakować. Jeśli w ogóle zdecydujemy się na jakiś zakup (na koniec imprezy można składać zamówienia), mamy pewność, że nie kupujemy kota w worku. Nie jest to wibrator zza szybki, który wygląda ślicznie, ale być może ma intensywny gumowy zapach, jest zbyt twardy lub ma wyraźnie niespiłowane łączenia, które mogą nawet zranić. Jeśli coś jest nie tak – zła faktura, zły zapach, złe wibracje, cokolwiek – na pewno to wyczujemy.

Obecność innych kobiet zaś poszerza perspektywę. Różne spojrzenia, różne potrzeby, różne zachcianki otwierają nas, pozwalają dostrzec więcej. Być może dla niektórych najważniejszym aspektem Pussy party będzie naturalność i normalność rozmowy o seksualności. Jak zauważają dziewczyny – w Polsce jest bardzo niewiele okazji, aby przyjaznej atmosferze o tym porozmawiać. Niech ta impreza będzie dobrym pretekstem do ciekawych rozmów. Będziemy też miały okazję zobaczyć zwykłe kobiety, nasze koleżanki, które – tak – też mają wibrator, też uprawiają seks, też się masturbują i też potrafią się zatroszczyć o swoje seksualne zdrowie i przyjemność. A przy okazji nie mają z tego powodu ani trochę poczucia winy, ani trochę wyrzutów sumienia. Tylko frajdę. Czego i Wam serdecznie życzę!

Cóż, prawda jest taka, że nigdzie nie byłam w tak fajnym sex shopie, jak przenośny sex shop Pussy Project. Amsterdam się nie umywa (no, chyba że zaszły tam poważne zmiany od mojej ostatniej wizyty.:)

Pussy Project – serdeczne dzięki za świetną imprezę!

*Oczywiście ręce do fistingu i strój pielęgniarki są jak najbardziej OK, ale mam świadomość, że niektóre osoby mogą się czuć niekomfortowo, gdy pierwsze, co zobaczą, po wejściu do sklepu, to coś takiego lub też dildo wielkości kija bejsbolowego. 🙂

Udostępnij ten post: