seksualność

Wracam i donoszę, że w końcu miałam powód do świętowania. W piątek w moim salonie zgromadziło się kilka osób, które przez ostatnie lata i tygodnie wspierały mnie na duchu przy pisaniu książki, bo dostałam próbny wydruk i z tej okazji była impreza z tortem. Więcej


Seks i ziemia. Jak uprawiać jedno, żeby móc uprawiać drugie? Czyli o tym, jak się (nie) masturbować w XXI wieku

Dopóki nie porozmawiałam o seksie, masturbacji i seksualnej magii ludowej z bliskimi i ze znajomymi: ekologami i aktywistkami, nie wpadłabym na to, jak bardzo łączą się ekologia i seksualność. A one łączą się właśnie teraz, w 2020 roku, chociaż łączyły się też kiedyś, w czasach średniowiecznych i wcześniejszych. Nasze przeżycie i płodna ziemia, zasiane pole i seks. I chociaż lata temu rozmawiałam z Karo Akabal o jałowej ziemi w Portugalii i o Tamerze, i chociaż czytałam „Mgły Avalonu” z całą ideą Wielkiego Związku, i chociaż fascynował mnie rytuał Hieros Gamos, nie sądziłam, że przyjdzie mi pisać o artykuł o tym, żeby masturbować się dla Ziemi i jednocześnie dla niej się nie masturbować. Tak, pewnie się teraz gubicie, czytając to, ale już wyjaśniam, a więc po kolei.

Słyszeliście o globalnym ociepleniu czy też raczej globalnym przegrzaniu? Ja, niestety, tak. I to już w podstawówce. Na to podgrzewanie Ziemi składają się przeróżne czynniki, włączenie z hodowaniem bydła, przemysłem, wycinaniem lasów, lataniem samolotami oraz… oglądaniem porno w streamingu1. O porno z internetu piszę osobny artykuł, natomiast chcę zaznaczyć, że w dawnych dobrych czasach Pompejów, gdy erotyczne rysunki namalowane były na ścianach, używanie pornografii było zdecydowanie zdrowsze i bezpieczniejsze – zarówno dla ludzi, jak i całej planety. Obecnie to, czego bardzo dużo ogląda się online, to, niestety, pornografia, a szczególnie konsumowanie pornografii w jakości HD niszczy nasz klimat i przegrzewa atmosferę, ponieważ te wszystkie filmy i filmiki powielane w przeróżnych serwisach, gromadzone są na wielu serwerach, które to serwery przecież trzeba zasilać prądem, a prąd trzeba wyprodukować… zarówno, żeby je przechowywać, jak i żeby oglądać. W Polsce zaś prąd produkuje się głównie z węgla, co z kolei do opłakanego stanu doprowadza nasze polskie „zasoby” wody, jakość powietrza i powoduje suszę oraz pustynnienie, czego mieszkańcy Skierniewic doświadczyli, gdy ubiegłego lata nie mieli wody w kranie. Tak, wiem, że oglądanie porno ze streamingu to tylko jakaś część globalnej emisji, ale oglądanie filmów porno online powoduje emisję (prawie) takiej ilości dwutlenku węgla, jak Belgia czy Czechy. Ja myślę, że dużo. I tak się zastanawiam – czy nie lepiej przenieść całą tę seksualną energię związaną z oglądaniem czy konsumowaniem porno w inną sferę życia, nie prywatną, tylko wspólnotową, i przeznaczyć ją na coś naprawdę pożytecznego? Przestać to robić z maszynami: tabletami, telefonami, laptopami, niszcząc Ziemię, a zacząć to robić z ludźmi czy dla ludzi – a tym samym dla Ziemi? Brzmi abstrakcyjnie? No to wyjaśniam dalej…

Rośnij tak wysoko, jak moje genitalia

Pierwszy raz o seksualnych rytuałach płodności przeczytałam tak dawno, że już prawie nie pamiętam, kiedy i gdzie. Może było to w książce Catherine Blackledge „Wagina”, która pisała o kobietach wychodzących w pole, obnażających się czy masturbujących się tam razem, aby dzięki tej seksualnej magii ziemia była płodna? Wiem, że stojąc na polu, mówiły do roślin: „Rośnij tak wysoko, jak moje genitalia”. Gdy to czytałam, trochę się dziwiłam, trochę się śmiałam, trochę się fascynowałam tym, jak seksualność była przeżywana w przeszłości. I żałowałam, że ja żyję w innych czasach i że nigdy tego nie doświadczę. Gdy zaczęłam prowadzić portal Seksualność Kobiet, od jednej z czytelniczek, Wioletty Kowalewskiej, dostałam całą jej pracę ze studiów o magii seksualnej w kulturze ludowej. Wtedy to, 10 lat temu, zaprosiłam Wiolettę, aby opowiedziała nam na specjalnym wykładzie we Wrocławiu więcej na temat tych starych zwyczajów, które miały miejsce na polskich ziemiach. Wykład odbył się na początku lata, w upalną sobotę. Pamiętam, jak na tym spotkaniu było gorąco. I pamiętam, że rozmawiałam wtedy z koleżankami o tym, że ja to bym się chyba tak nie odważyła – razem z ludźmi iść w pole, obnażać się i się masturbować, aby ziemia była płodna? W głowie mi się to nie mieściło! Ale od słowa do słowa umówiłyśmy się, że może kiedyś to zrobimy… I wtedy zrozumiałam, że teraz albo nigdy. Ustaliłyśmy we cztery czy pięć, że dziś wieczorem zrobimy ten rytuał we Wrocławiu, nie czekając na lepszą okazję niż okres letniego przesilenia. Poszłyśmy więc na ogródki działkowe i stało się. Z koleżankami! Przy świetle księżyca. Jakaś granica w moim życiu została przekroczona. A ja odczuwałam ogromną radość, że pozwoliłam sobie na to. To był dobry początek lata!

Procesja Wilgotnej Pani

Gdy czytałam Blackledge, dowiadywałam się też o przeróżnych rytuałach, świętach i celebracjach symbolu płodności, czyli waginy, o kulcie waginy, o procesjach, które przechodziły kiedyś przez Egipt czy obecnie przez Japonię, aby oddać cześć tej sile rodzącej wszystko. I też sądziłam, że nigdy w takiej procesji nie wezmę udziału, bo czasy się zmieniły. I myślałam tak aż do momentu, gdy rzeźbiarka Iwona Demko zaprosiła mnie na wystawę-performance do Galerii Sztuki Współczesnej we wsi Poręby Kupieńskie pod Rzeszowem (miastem posągu Wielkiej Cipy, przypadek?) na Procesję Wilgotnej Pani (zdjęcie u góry). Galeria została zaaranżowana na Kaplicę Waginy, a figura Wilgotnej Pani, czyli złotej waginy, została poniesiona przez nas przez pola. Sypałam kwiaty z koszyczka, krocząc na czele procesji. I znów stało się…

 

 

I teraz, gdy o tym myślę, czuję, że Wilgotna Pani to jednocześnie wagina i ziemia. Że nie ma między nimi rozróżnienia, i jedna i druga musi być mokra. Uświadamiam to sobie właśnie w czasie suszy w Polsce, gdy we Wrocławiu kończy się styczeń, a śnieg nie padał ani razu. Gdy słyszę od znajomych, że ubiegłego lata ziemia na ich polach była spalona słońcem. Gdy słyszę, że poziom wód gruntowych obniża się coraz bardziej i w czasie upałów nie mają wody w studniach. Gdy słyszę, że niedługo wodę będziemy kupować w plastikowych butelkach w marketach. I myślę o tym, jak podobne jest to do kupowania seksu… którego wielu nie możne po prostu dostać, tylko musi go kupić za pieniądze. Czy niedługo będziemy mieć taką suszę na Ziemi, że za kąpiel w jeziorze czy rzece trzeba będzie słono zapłacić? Konsumowanie seksu staje się coraz bardziej odhumanizowane m. in. „dzięki” maszynom. Już nie musisz umieć tworzyć relacji, żeby wymienić się pieszczotą. Po prostu płacisz komuś za seks albo masaż z happy endem. A dostępność porno w internecie i ochocza jego konsumpcja przecież nie tylko gotuje ziemską atmosferę, ale i czasem zabija seksualne relacje. Innymi słowy: zabija życie. Na wielu polach. Jednocześnie osuszamy Ziemię, jak i sprawiamy, że nasze łona stają się coraz bardziej jałowe. A relacje młodych ludzi, którzy „edukowali” się na porno, czasem bardziej przypominają wydzieranie sobie nawzajem miłości czy seksu, tak jak to dzieje się w porno, podobnie, jak Ziemi wydziera się jej wodę, przez co ona staje się coraz bardziej sucha, i coraz mniej skłonna do dawania i rodzenia, zupełnie jak nadużyta kobieta. Czy teraz Ziemia krzyczy do nas: „Nie podchodź?” Czy gotuje się ze złości?

Seks jako dar dla Ziemi i szansa na przedłużenie naszego życia

Jeśli dojechaliście do tego akapitu, już powoli orientujecie się, z czego możecie zrezygnować, aby nie niszczyć Ziemi. Tak, z oglądania pornografii online, szczególnie w wysokiej rozdzielczości. Bardzo apeluję do wszelkich wielbicieli odpalania stu filmików w stu oknach – zmieńcie chociaż ustawienia, żeby nie pobierać takich ilości danych. W końcu chyba nie trzeba widzieć tego aż tak wyraźnie? 🙂 Od czego jest wyobraźnia? 🙂 Oczywiście, tak samo jest, gdy oglądasz filmy z YouTube czy jakiegokolwiek serwisu – też możesz zmienić ustawienia, i oglądać to tak, aby widzieć, ale nie pobierać tych danych w nadmiarze. I teraz te wszystkie filmy i porno full HD kojarzą mi się ze spłukiwaniem toalety pitną wodą. Tak mało w Polsce tej wody mamy, a jeszcze marnujemy ją na potęgę, bo taki jest system. Że w spłuczkach jest pitna woda. Że elektrownia Bełchatów nie tylko chłodzona jest pitną wodą, która „paruje w kosmos”, ale i zanieczyszczana jest potworną ilością żużlu używaną w hydrotransporcie. I o ile z Bełchatowem na tę chwilę niewiele (?) możemy zrobić, oprócz oprotestowania go, to zmienić jakość odtwarzania filmu lub też po prostu zrezygnować z oglądania porno online możemy właśnie w tej chwili. Proste. I może polepszy Wasze życie seksualne. 🙂

A teraz dojdę do tego, co możemy robić. Co – być może – robili ludzie dawno temu, żeby zaklinać rzeczywistość, zaginać prawa fizyki, żeby prosić ziemię o urodzaj. Pomyślałam o tym jako o ostatniej desce ratunku – w okresie przedłużającej się suszy, gdy typową praktyką jest zlewanie ziemi „randupem” i inne powszechne, a jednak przerażające mnie rzeczy. Co ta wysuszona i pogwałcona środkami chemicznymi ziemia urodzi?

Więc… dawno, dawno temu, w czasach tak odległych, że pamiętają je tylko bajarze, ludzie znali pewien rodzaj magii, który pozwalał im nie tylko tylko przedłużać gatunek, ale i wykarmić go, chociaż zdarzały się lata nieurodzaju czy głodu. Była to magia to samo przez to samo. Używali jej wszyscy wieśniaczki i królowe. Mogę tylko sobie wyobrażać, jak to mogło wyglądać lub też czytać, np. u wspomnianej Catherine Blackledge o okruchach tych wspomnień, takich, jak obnażanie się przez kobiety w polu, czy u Marion Zimmer Bradley w „Mgłach Avalonu” o kochaniu się w polu. Najbliższą Polsce relację na ten temat mam z obecnej zachodniej Ukrainy, gdzie mój przyjaciel widział w dzieciństwie, jak jego matka po obsianiu ogrodu popycha jego ojca, aby upadł na ziemię. Dlaczego? Najprawdopodobniej dlatego, że gospodarze po obsianiu pól czy ogrodów kładli się na ziemi, aby się na niej kochać, aby rodziła, a mężczyźni zamiast kobiet zapładniali ziemię. Nie przypominam sobie takiej sceny z „Chłopów”, ale być może gdzieś tam była… może w tej pierwszej wersji, którą Reymont spalił?

I tak sobie pomyślałam, że jeśli będzie trzeba, to ja się „poświęcę”.:P Pójdę z mężczyzną na wysuszone pole mojego znajomego, aby jego ziemia rodziła. Z całą grupą kobiet pójdę na każde pole, do każdego lasu, na każdą łąkę i będę się rozbierać, masturbować, czarować… cokolwiek będzie potrzebne. Żeby kwiaty nadal kwitły. Kiedyś być może poszłabym po to, aby „poczuć klimat” starych obrzędów. Teraz pójdę, bo czuję, że być może dochodzimy do kresu wytrzymałości ziemi i będziemy potrzebowali jej bardzo pomóc. Więc ja chcę pomóc, nie tylko oszczędzając wodę czy odpuszczając oglądanie filmów online, ale i masturbując się w polu, łącząc się w duchu ze wszystkimi moimi znajomymi ekologami i ekolożkami, aktywistami i aktywistkami, ludźmi z grup takich jak Strajk Klimatyczny czy Extinction Rebellion, którzy blokują mosty w Londynie, przykuwają się do drzew, czy uczą, czym jest idea głębokiej adaptacji Jema Bendella.

Co więcej, myślę sobie, że jeśli dojdziemy do tego momentu, gdy całymi wspólnotami będziemy się kochać na ziemi i dla ziemi – sami ze sobą lub z innymi, odzyskamy tę utraconą seksualność, którą teraz czasem tak bardzo boimy się pokazać drugiemu człowiekowi, że ośmielamy się to robić tylko zza szyby komputera, uprawiając cyberseks, czy też w ogóle nikogo do naszego seksu nie zapraszamy, uprawiając masturbację przy porno z internetu. A jakby to było żyć w świecie, w którym w każdej gminie, w każdej wiosce, w każdej dzielnicy jest specjalny kawałek pola, parku, lasu wyznaczony po to, aby nieustająco odprawiać tam rytuał płodności? Myślę, że w takim świecie nie byłoby za wielkiej potrzeby oglądania porno, wystarczyłoby pójść do tego parku, aby zobaczyć seks na żywo i bezpośrednio odczuć to, co teraz podawane jest nam w wyreżyserowanej wersji przez kogoś z pornobiznesu, kto pokazuje nam, jak „powinien” ten seks wyglądać.

A skoro już mówimy o seksie, to mam jeszcze jedną fantazję związaną z nową kulturą kochania się w polu nie tylko w noc Kupały. Bo widzę, że w tej nowej kulturze już nie da się tyle konsumować, co w kapitalizmie, tworząc przy tym tony śmieci. Więc po co nam te wszystkie galerie handlowe? Otóż po to, żeby także w każdym betonowym mieście mieć Świątynię Miłości. Miejsce, gdzie będzie można przyjść, poczuć się częścią społeczności, zupełnie za darmo wymieniać się miłością w każdej możliwej postaci – również miłości fizycznej. Czy wtedy, gdy miłość będzie kwitła, zakwitną nasze pola i przyroda w miastach? Taką mam nadzieję. 🙂

Ten artykuł dedukuję wszystkim, które i którzy czują związek z ziemią, z wodą, hodują rośliny – na polach, w ogrodach, na dachach i w doniczkach, wszystkim, którzy troszczą się o każdy kawałek lasu, o każde drzewo, którzy prowadzą ekogospodarstwa, pracują w zieleni miejskiej, ogrodnictwie, wszystkim ekoaktywistom i ekoaktywistkom, a także Ryszardowi Kulikowi, Iwonie Demko i Karo Akabal. Dziękuję Wam za wszystko to, co robicie dla seksualności i dla Ziemi, za wszystko, co robicie dla mnie.

9 komentarzy  Like

 

Jakiś czas temu po raz kolejny przeczytałam opowiadania o wiedźminie. Teraz zaś obejrzałam netflixowy serial o wiedźminie i to, co mnie uderzyło, to ta nowa, wiedźmińska, wizja seksu… 😛

I nie chodzi o to, że „musi być jak w książce”, bo przecież nikt nie przekaże tych niuansów, które pewnie pamiętają tylko psychofani („Renfri? Co? To batyst?”1, „Jęknęła. Musi strasznie cierpieć”2, „A potem, na bogów, zrobili to, ona i on. I wszystko było dobrze.”3), ale po prostu zastanowiła mnie ta „dekoracja” czy „scenografia” jak z Greya… czy jak to nazwać.

 

 

Pierwszy seks, jaki zobaczyłam w serialu, to scena z Yennefer i Istreaddem. Wcześniej wydawali się zakochani, zafascynowani sobą, było pomiędzy nimi przyciąganie. W końcu pocałowali się, a potem kochali. I to mi jakoś do wiedźmińskiego klimatu pasowało, nawet ta jaskinia pełna ludzi, którzy na nich patrzyli. Ot, taka iluzja czarodziejów, którzy lubią, żeby ktoś na nich patrzył. Przecież i Stregobor miał w swojej wieży „iluzję, którą można wychędożyć”. Netflix co prawda pomnożył jego iluzję i dał mu cały harem, co ostatecznie nawet pasuje do Stregobora. Ale scena, w której pierwszy raz spotykają się serialowi Geralt i Yennefer po prostu mnie osłupiła. Po pierwsze Yennefer miała na twarzy maskę. Mniej więcej taką, jak Ana Steele na plakatach reklamujących kolejną z opowieści o Greyu, taką, która za 30 złotych można kupić na allegro. Ubawiłam się, gdy to zobaczyłam. Czyżby ktoś zapłacił netlixowi za takie mody i skojarzenia? Po drugie, w komnacie, do której wszedł Geralt, trwała orgia przeniesiona jakby z filmu Kubricka „Oczy szeroko zamknięte”. Towarzystwo gołe, również w maskach i we wszystkich pozycjach. A pośród tego wszystkiego, jak kapłanka w świątyni miłości, siedzi Yennefer w tej masce i sukni a’la klimaty BDSM. I co? I nic. Nie wygląda na taką, co dopiero uładziła włosy po stosunku, ani na taką, która czeka na kochanka ze sokiem jabłkowym; według mnie wygląda, jakby wpadła tam przez przypadkowo rzucony portal… Patrzę na drętwą rozmowę między nią (ciągle w tej masce) i wiedźminem. Mimo że wokół wciąż wiją się pary, a Jaskier wygląda na szczerze podekscytowanego, według mnie między Geraltem a Yennefer nic nie drgnęło. Tym bardziej nie rozumiem, czemu po kilku scenach i kilku minutach zlądowali w łóżku. W tym momencie przypomniałam sobie stary polski i dość nędzny serial, w którym to jednak – bez sceny orgii za plecami – dało się wyczuć zmysłowość między wiedźminem a czarodziejką, ba, nie tylko zmysłowość, ale i miłość. A sceny miłosne, mimo że ułamkowe i „dozwolone od lat 12”, miały w sobie nutę piękna i poezji, którą Sapkowski mistrzowsko potrafi nasycić swoje opowiadania. I znów szczęka mi opadła, gdy Yenna rzuciła się na Geralta – bez żadnego powodu – gdy ten tylko pojawił się w zasięgu wzroku. Szczerze to bardziej przypominało mi film porno, w którym kobieta podciąga spódnicę, gdy obok tylko pojawi się hydraulik. Może czegoś nie rozumiem, może jestem mało domyślna, ale między aktorami z serialu netlixa nie wyczułam nic, co mogłoby ich zaprowadzić w swoje objęcia. A ponoć Yennefer to największa miłość wiedźmina. Cóż, między nią a Istreddem iskry skakały, gdy tylko patrzyli sobie w oczy. Być może scenarzyści mają inny zamysł. Tak czy siak, nie dziwię się już, gdy czytam, że ktoś mówi o wersji netflixowej, że to porno-wiedźmin. Niestety. Też zobaczyłam tu więcej z tandetnej erotyki i pseudo-Greya niż po prostu ładnego seksu w wersji fantasy.

Przypadek? Nie sądzę. 😛

A szkoda. Bo sceny erotyczne u Sapkowskiego są naprawdę wyjątkowe. On, jako jeden z niewielu znanych mi popularnych pisarzy, potrafi oddać nie tylko piękno, ale i świętość seksu. Kto nie czytał mistrza, niech sięgnie np. po „Maladie”. Zresztą i pierwsze miłosne spotkanie z Yennefer ma w sobie dużo dramatyzmu, uczuć i poezji, nic z netflixowego seksu. Ja wiem, że pokazać piękno seksu na ekranie telewizora to wyzwanie. Bardzo trudno to zrobić. Jednak czy w świecie po Greyu komuś jeszcze chce się grać niuansami? Mam wrażenie, że w rzeczywistości, w której niewyszukany seks konsumuje się na terabajty w serwisach porno, coraz mniej pięknych scen zobaczmy w filmach czy serialach. Platformie netflix „Wiedźmin” musi się opłacać. Platforma może więc robić „lokowanie produktu”, może też schlebiać niewyszukanym gustom (młodzieży?), która może niewiele widziała scen prawdziwie erotycznych, a za to już wchłonęła najbardziej mechaniczną i pustą wizję seksu z książek takich jak „50 twarzy Greya” oraz serwisów z filmami dla dorosłych. Czy to dlatego scenarzyści tak urozmaicili opowiadanie Sapkowskiego? Ja właśnie takie mam podejrzenia. Nawet tam, gdzie mogłyby być zmysłowość, czułość i troska, netflix serwuje nam szybki seks bez emocji.

Boli mnie, że świat idzie właśnie w tę stronę spłycania, tego, co nie musi być płytkie, irytuje to, że opowieść o wiedźminie trzeba sprzedać zdjęciem cycatej panny w „greyowej” masce. A sceny seksu wyskakują jak filip z konopi. Nie, nie jestem przeciwko seksowi. Jestem przeciwko monetyzacji seksu, spłycaniu i używaniu seksu. Może dlatego, że jestem pod wrażeniem tego, jak Sapkowski pisze o seksie. Zestawienie tego z maską Any Steele jest dla mnie zgrzytem. Jest ukłonem w stronę gadżetów i tandety, pozorów, które udają głębię i „estetyki” „wyrobionej” w serwisach takich jak youporn i pornhub. Stojąc po stronie seksu, chciałabym, żeby ci, którzy mogą zobaczyć w netflixowym „Wiedźminie” kunsztowne sceny walki czy piękne krajobrazy, mogli zobaczyć też sceny erotyczne pełne magii i głębi. Wierzę, że da się takie nakręcić. Ale nie bardzo wierzę, że świat, który z taką łatwością odcina kupony od byle jakiego seksu, który i tak się sprzeda, będzie szukał środków wyrazu, aby pokazać coś więcej niż tylko orgię w tle.

Tym, którzy „wiedźmiński seks” znają tylko z netflixa, cytuję fragment opowiadania „Ostatniego życzenie”:

 

XVI

Geralt rozejrzał się. Z dziury w dachu wolno kapały krople wody. Dookoła piętrzyło się gruzowisko i sterty drewna. Dziwnym trafem miejsce, gdzie leżeli, było zupełnie czyste. Nie spadła na nich nawet jedna deska, jedna cegła. Było tak, jak gdyby chroniła ich niewidzialna tarcza. Yennefer, zarumieniona lekko, uklękła obok, wspierając dłonie o kolana.

– Wiedźminie – odchrząknęła. – Żyjesz?

– Żyję – Geralt otarł twarz z kurzu i pyłu, syknął. Yennefer wolnym ruchem dotknęła jego nadgarstka, delikatnie przesunęła palcami po dłoni.
– Poparzyłam cię…
– Drobiazg. Kilka bąbli…
– Przepraszam. Wiesz, dżinn uciekł. Definitywnie.
– Żałujesz?
– Nie bardzo.
– To dobrze. Pomóż mi wstać, proszę.
– Zaczekaj – szepnęła. – To twoje życzenie… Usłyszałam, czego sobie życzyłeś. Osłupiałam, po prostu osłupiałam. Wszystkiego mogłam się spodziewać, ale żeby… Co cię do tego skłoniło, Geralt? Dlaczego… Dlaczego ja?
– Nie wiesz?


Pochyliła się nad nim, dotknęła go, poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle, że nigdy nie zapomni tego zapachu, tego miękkiego dotyku, wiedział, że nigdy już nie będzie mógł porównać ich z innym zapachem i innym dotykiem. Yennefer pocałowała go, a on zrozumiał, że nigdy już nie będzie pragnął innych ust niż te jej, mięciutkie i wilgotne, słodkie od pomadki. Wiedział nagle, że od tej chwili istnieć będzie tylko ona, jej szyja, ramiona i piersi wyzwolone spod czarnej sukni, jej delikatna, chłodna skóra, nieporównywalna z żadną, której dotykał. Patrzył z bliska w jej fiołkowe oczy, najpiękniejsze oczy całego świata, oczy, które, jak się obawiał, staną się dla niego… Wszystkim. Wiedział to.


– Twoje życzenie – szepnęła z ustami tuż przy jego uchu. – Nie wiem, czy takie życzenie w ogóle może się spełnić. Nie wiem, czy istnieje w Naturze Moc zdolna spełnić takie życzenie. Ale jeżeli tak, to skazałeś się. Skazałeś się na mnie.


Przerwał jej pocałunkiem, uściskiem, dotknięciem, pieszczotą, pieszczotami, a potem już wszystkim, całym sobą, każdą myślą, jedyną myślą, wszystkim, wszystkim, wszystkim. Przerwali ciszę westchnieniami i szelestem porozrzucanej na podłodze odzieży, przerwali ciszę bardzo łagodnie i byli leniwi, byli dokładni, byli troskliwi i czuli, a chociaż obydwoje nie bardzo wiedzieli, co to troskliwość i czułość, udało im się, bo bardzo chcieli. I w ogóle im się nie spieszyło, a cały świat przestał nagle istnieć, przestał istnieć na maleńką, krótką chwilę, a im wydawało się, że była to cała wieczność, bo to rzeczywiście była cała wieczność. A potem świat znowu zaczął istnieć, ale istniał zupełnie inaczej.
– Geralt?
– Mhm?
– I co dalej?
– Nie wiem.
– Ja też nie. Bo widzisz, ja… Nie jestem pewna, czy warto się było na mnie skazywać. Ja nie umiem… Zaczekaj, co robisz… Chciałam ci powiedzieć…
– Yennefer… Yen.
– Yen – powtórzyła, ulegając mu zupełnie.
– Nikt nigdy mnie tak nie nazywał. Powiedz to jeszcze raz, proszę.
– Yen.
– Geralt.

XVII

Deszcz przestał padać. Nad Rinde zjawiła się tęcza, przecięła niebo urwanym, kolorowym łukiem. Zdawało się, że wyrasta wprost ze zrujnowanego dachu oberży.
– Na wszystkich bogów – mruknął Jaskier. – Jaka cisza… Nie żyją, mówię wam. Albo pozabijali się nawzajem, albo mój dżinn ich wykończył.
– Trzeba by zobaczyć – powiedział Vratimir, wycierając czoło zmiętą czapką. – Mogą być ranni. Może wezwać medyka?
– Prędzej grabarza – stwierdził Krepp. – Ja tę czarownicę znam, a wiedźminowi też diabeł z oczu patrzył. Nie ma co, trzeba zacząć kopać dwa doły na żalniku. Tę Yennefer radziłbym przed pochówkiem przebić osinowym kołkiem.
– Jaka cisza – powtórzył Jaskier. – Przed chwilą aż krokwie latały, a teraz jakby makiem zasiał. Zbliżyli się do ruin oberży, bardzo czujnie i powoli. – Niech stolarz robi trumny – rzekł Krepp. – Powiedzcie stolarzowi…
– Cicho – przerwał Errdil. – Coś słyszałem. Co to było, Chireadan?
Elf odgarnął włosy ze szpiczaste zakończonego ucha, przechylił głowę.
– Nie jestem pewien… Podejdźmy bliżej.
– Yennefer żyje – rzekł nagle Jaskier, wysilając swój muzyczny słuch. – Słyszałem, jak jęknęła. O, jęknęła znowu!
– Aha – potwierdził Errdil. – Ja też słyszałem. Jęknęła. Musi strasznie cierpieć, mówię wam. Chireadan, dokąd? Uważaj!
Elf cofnął się od rozwalonego okna, przez które ostrożnie zajrzał.
– Chodźmy stąd – powiedział krótko. – Nie przeszkadzajmy im.
– To oni żyją obydwoje? Chireadan? Co oni tam robią?
– Chodźmy stąd – powtórzył elf. – Zostawmy ich tam samych na jakiś czas. Niech tam zostaną, ona, on i jego ostatnie życzenie. Poczekajmy w jakiejś karczmie, nie minie wiele czasu, a dołączą do nas. Oboje.
– Co oni tam robią? – zaciekawił się Jaskier. – Powiedz-że, do cholery!
Elf uśmiechnął się. Bardzo, bardzo smutno.
– Nie lubię wielkich słów – powiedział. – A nie używając wielkich słów nie da się tego nazwać.4

1A. Sapkowski, Ostatnie życzenie, Warszawa 2014, s. 126.

2A. Sapkowski, Ostatnie życzenie, Warszawa 2014, s. 318.

3A. Sapkowski, Miecz przeznaczenia, Warszawa 2014, s. 262

4A. Sapkowski, Ostatnie życzenie, Warszawa 2014, s. 315-319.

1 Komentarz  Like

 

 

Jest wigilia. Dziś rano fb pokazał mi wspomnienie sprzed kilku lat, kiedy to, świętując Święto Słońca na Gran Canarii, na życzenie pewnego Brytyjczyka w pożyczonym garnku gotowałam barszcz, nieplanowaną „wieczerzę wigilijną” spożywałam z przyjacielem i parą polskich gejów, którzy mieszkali za płotem, a znów na „pasterkę” z poszłam do sex klubu. Tym razem jestem we Wrocławiu, w domu. Nie robię niczego szczególnego, ot – jakaś umowa do zeskanowania, gotowanie, sprzątanie, wieczorem rodzinna kolacja. Ale zanim do niej usiądę, po prostu muszę Ci pokazać piosenkę, na którą zupełnie nieprzypadkowo trafiłam w internecie. Została udostępniona w grupie Karol Akabal – Eros. Kobiecy krąg. Jest to stara „Bo we mnie jest seks”, którą śpiewała Kalina Jędrusik, ale słowa napisał mężczyzna – Jeremi Przybora.

W tej starej wersji piosenka była zabawna, była też wyzwaniem dla każdej aktorki, którą ją śpiewała, bo tekst był wielkim językołamaczem (być może niektórzy, śpiewając ją w wolnych chwilach, ćwiczyli giętkość języka do seksu oralnego). Była też idealnym przykładem rozdzielenia miłości i seksu, duchowości i seksu tak typowym w mieszczańskiej rzeczywistości. „Bo we mnie jest seks, co pali i niszczy. Dziesiątki już serc wypalił do zgliszczy” albo „Lecz we mnie ten seks, jak chwast ją zagłusza. Nikt nie wie, że jest pod seksem i dusza” przedstawia naprawdę nieciekawą relację między człowiekiem a „żądzą” czy też seksem a miłością. Tak, wiem, że to tylko piosenka. A jednak gdy człowiek żyje otoczony takimi piosenkami, może uwierzyć, że jedno i drugie – dusza i seks – wykluczają się wzajemnie, jak to od stuleci wmawia np. kościół katolicki. I potem ludzie nie domyślają się nawet, że akt seksualny może być czymś więcej niż rozładowaniem, zezwierzęceniem, czy wesołym ruchankiem. Że może być także głębokim duchowym przeżyciem, będąc jednocześnie gorącym seksem!

Z tym nowym tekstem to dla mnie piosenka nowego świata, nowej rzeczywistości. „Bo we mnie jest seks, co złe lody kruszy, dziesiątki już serc do głębi poruszył…” Gdy ją pierwszy raz usłyszałam, nie mogłam zapomnieć, musiałam usłyszeć i zaśpiewać jeszcze raz. I jeszcze raz. O dobrym seksie, a raczej seksualności, która może być Twoim światełkiem w tunelu, promyczkiem, który wyciąga Cię z ciemności i depresji, morską latarnią, dzięki której nie rozbijesz się na skałach i nie zagubisz na huczącym oceanie!

 

Dzięki seksualność możesz włączyć wewnętrzne zasilanie i dzięki niej możesz usłyszeć głos swojej duszy. Albo jeśli nie wierzysz w duszę – po prostu swój wewnętrzny głos. To coś, co chce przez Ciebie przemówić, ale jest tłamszone – Twoja indywidualność, Twoje pragnienia, Twoje potrzeby – które często są tak samo miażdżone, jak Twoja seksualność.

Seksualność i seks mają zaiste bardzo złą reklamę. Mają się kojarzyć z brudem i występkiem, ze zboczeniem, dewiacją, rozpustą. Mają się wykluczać z duchowością, która jest piękna i czysta. Dlaczego dwie piękne sprawy mają się wykluczać? Dlaczego mam wybierać: dusza lub seks? Czuję, że jedno i drugie tak bardzo się ze sobą łączy! Maria, która pisała nową wersję tekstu do piosenki, napisała coś, pod czym mogę się obiema rękami podpisać. Chociaż – jak widać po mojej kartce – próbowałam napisać jeszcze jedną, bardziej swoją, ale równie seksualną wersję tekstu. I chciałam, żeby było w niej widać, że seksualność jest mocą. Że może uzdrawiać. Dawać szczęście i radość. Spełnienie.

Śpiewałam ją z kobietami na Kursie akceptacji ciała we Wrocławiu. I to było wydarzenie! Przyniosłam ją cichaczem ściągniętą z YT. Jej tekst, tak nowy i świeży, zapadł głęboko we mnie. Chyba właśnie dlatego, że śpiewała w nim także o duszy. W jej słowach dusza i seks są jednym, nie są opozycyjne, tylko się łączą. Szczególnie chrześcijaństwo oczerniało seks, a my, wychowani w chrześcijańskiej spuściźnie, możemy myśleć: „O matko, a co nagle wspólnego mają dusza i seks?!” Myślę, że każda, którą jedność w seksie lub orgazm poprowadził do „Boga”, przeczuwa, że coś musi być na rzeczy. 🙂 Niejedna kobieta mówiła mi, że orgazm zbliża ją do absolutu, że podczas orgazmu przebywa w Kosmosie lub że seks jest dla niej spotkaniem ciał i dusz.

I teraz, w wigilię, w to „tradycyjne polskie święto” pragnę podzielić się z Wami tą piosenką o seksie i duszy. Żeby nam się te rozdzielone sfery połączyły. Kiedy, jeśli nie teraz, gdy na naszej półkuli słońce wygrywa z ciemnością, gdy w co drugim domu stoi zielone drzewko – symbol drzewa życia? Niby skąd bierze się życie, którego narodziny świętują w tych dniach ludzie przeróżnych religii i kultur? No nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie to wszystko się łączy! Duchowość i seksualność. I pewnie to będę sobie śpiewać, jadąc na kolację: „Bo we mnie jest seks, mój ogień i siła (…) on mi serce rozgrzewa, rozjaśnia mój świat, rozkwitam jak kwiat”. Może nie jest to poezja na miarę Szymborskiej, ale za to słowa, które mają potencjał zmienić spojrzenie na seksualność z tego starego patriarchalnego na to nowe, na miarę XXI wieku. Dziękuję, Marysiu!

 

W zasadzie nie powinnam pisać o Watykanie. Bo niby co obchodzą mnie głoszone przez nich normy moralne i skrajna niechęć do seksualności? Można powiedzieć, że to ich wewnętrzna, katolicka sprawa. Chcą żyć w celibacie, brzydzić się osobami LGBT+ oraz potępiać prawa reprodukcyjne, czyli m.in. prawo do antykoncepcji i aborcji? – no to niech sobie potępiają, przecież nie jestem katoliczką, mnie to nie dotyczy. A jednak czuję się w obowiązku napisać o Watykanie i jego pracownikach, bo oni od stuleci uzurpują sobie prawo do wchodzenia z butami w życie seksualne innych i do ustanawiania podobno moralnych standardów zdrowej seksualności. Nie chcę przechodzić obojętnie wobec ogromu zła, jakie Watykan czyni, przyzwalając na pedofilię i gwałty na seminarzystach i zakonnicach, a także z czystej hipokryzji niszcząc ludzką seksualność, piętnując ją i oczerniając, potępiając nasze niewinne seksualne zachowania, pragnienia i potrzeby. Homoseksualne dzieciaki z tego powodu popełniają samobójstwa, zindoktrynowani i wprowadzani w błąd nastolatkowie wierzą, że antykoncepcja jest zła lub niepotrzebna, bo „tak powiedział papież”, przez co rujnują swoje zdrowie, chorując, m.in. na powracającą znów kiłę i hiv, powołują do życia dzieci, sami będąc jeszcze dziećmi, lub odbierają sobie życie, jak ciężarna nastolatka zgwałcona przez księdza pedofila Jankowskiego1; dziewczyny i kobiety są oskarżane i same się oskarżają o „zbrodnię aborcji”, gdy tymczasem pracownicy Watykanu patrzą na to obojętnie, jakby nie rozumiejąc, że często ludzkie nieszczęście wyrasta z ich nieszczęsnych i obłudnych „nauk”. Co więcej, ci „nauczyciele jedynej moralności” to w większości ludzie skrajnie nieetyczni, akceptujący zło i ludzką krzywdę. Watykan przecież kryje i awansuje przestępców i hipokrytów – często seksualnych zbrodniarzy – pretendując do pouczania innych, czym jest moralność, czym „cywilizacja śmierci” i kto „zasłużył na miłość bożą”.

Papież Benedykt XVI w strojnym kapeluszu, który nakłada mu jego osobisty asystent. Żadnych skojarzeń?


„Za dnia głoszą czystość a nocą katechizują męskie prostytutki.”

Jednym z kluczowych przykładów skrajnej hipokryzji oraz watykańskiego zła jest kolumbijski kardynał Lopez Trujillo2, zaufany człowiek i przyjaciel papieża Jana Pawła II oraz Benedykta XVI. Oczywiście, głosił, że: „Aborcja jest bardziej przerażającą zbrodnią niż wszystkie wojny światowe”3 oraz że „Nie można negocjować świętości i nierozerwalności małżeństwa, nie można akceptować rozwodu (…)”. Potępiał też homoseksualistów, przeciwko którym prowadził prawdziwą krucjatę, zabraniał używania prezerwatyw, nawet w Afryce, gdzie AIDS zabiło miliony ludzi. Taka była jego oficjalna polityka: był przeciwnikiem seksualności, osób LGBT+, kobiet, osób, które wzięły rozwód lub potrzebowały rozwodu. Podważał prawa reprodukcyjne i „w obronie rodziny” walczył ze społecznym postępem w zakresie seksualności i ochrony praw człowieka. Prywatnie zaś prześladował księży i zlecał morderstwa na misjonarzach i duchownych nurtu teologii wyzwolenia (czyli takich, którzy pracowali z ubogimi), które wykonywały osoby z kolumbijskich bojówek paramilitarnych4. Łatwo było mu nazywać aborcję zbrodnią większą niż wojny światowe, a co do powiedzenia miał o własnych zbrodniach? „Dziś uważa się, że Lopez Tujillo jest bezpośrednio lub pośrednio odpowiedzialny za śmierć biskupów i dziesiątki księży wyeliminowanych za postępowe poglądy” – pisze w książce „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” Frederic Martel5. Jak więc ktoś, kto zleca morderstwa, może rozprawiać o „ochronie życia”? Jak często, kler poubierany w purpurę, kryjący zbrodnie6 i pedofilię, oskarżający o „grzech współwiny” 9-letnie wykorzystane przez księży dzieci7, bez mrugnięcia okiem poucza innych o moralności? Jak często księża-homoseksualiści8 grzmią przeciwko prawom osób LGBT+ i w ohydnych słowach wypowiadają się o homoseksualistach i osobach transpłciowych? Jak często ci wystrojeni w różowe suknie i złotogłów, z rubinowymi pierścieniami i w haftowanych pantoflach, pouczają o skromności i pokorze, wyśmiewając drag queens lub bawiących się na paradach kolorowych gejów, podważając ich męskość i zarzucając zboczenie9? Jak często ci, którzy mają kochanki lub korzystają z usług prostytutek, pouczają innych o grzechu cudzołóstwa? Jak często ci, którzy potępiają przerywanie ciąży, płacili za aborcje swoich kochanek, wykorzystywanych zakonnic10 albo molestowanych dziewczyn11? Jak często ci, którzy plotą androny o „zachowaniu dziewictwa do ślubu”, bałamucą nieletnie dziewczęta i robią im dzieci, jak – być może – niesłynny ksiądz Tymoteusz? Po lekturze tego, co o pracownikach Watykanu ujawnił Martel, zakładam, że częściej niż myślisz.

 

Kardynał Burke w swoim pięknym stroju, pierścieniach i rękawiczkach.


Wspomniany kardynał Lopez Trujillo współpracował z przestępcami, brał pieniądze od przywódcy kartelu narkotykowego Pabla Escobara, który afiszował się jako katolik, działał na korzyść przestępców i bogaczy oraz niekorzyść kolumbijskiej biedoty oraz zwykłych ludzi. Gdy w 1990 roku wyjechał z Kolumbii, Watykan przyjął go z otwartymi ramionami, a gdy umarł – pochował go z honorami papież Benedykt. Trujillo był jednym z tych, którzy Ratzingera uczynili papieżem. W tym czasie także oczerniał osoby homoseksualne, walczył przeciwko prawom osób LGBT+, był skrajnie antygejowski. Jednocześnie – był czynnym homoseksualistą12 i wszyscy o tym wiedzieli. I w Kolumbii, i w Watykanie. „Uważano go tutaj za „papieża Ameryki Łacińskiej”, więc pozwalano mu na to”. Z ambony potępiał gejów, ale gdy z niej schodził, korzystał z usług męskich prostytutek, a także molestował seminarzystów i niższych rangą księży13 i chłopców, których inni duchowni, często biskupi, podrywali dla niego na ulicach i naganiali do jego apartamentów. Był znany z wyjątkowego okrucieństwa, z jakim traktował żigolaków, których brutalnie bił po seksie. Słowem – był potworem, jedną z najczarniejszych postaci Watykanu ostatnich lat. I jednym z typowych watykańskich hipokrytów, którzy – jak pisze Martel – „Za dnia głoszą czystość a nocą katechizują męskie prostytutki.” Umarł w 2008 roku – oficjalnie z powodu infekcji płuc, nieoficjalnie na AIDS. Pogrzeb odprawił papież, pokazując, że Watykan oficjalnie walczy z prawami kobiet i gejów, a jednocześnie większość księży z Watykanu to homoseksualiści, którzy bez problemu korzystają z homoerotycznych uroków seminarium i nocnego Rzymu, chodzą do gejowskich klubów, płacą żigolakom lub też zmuszają do seksu, korzystając ze swojej władzy, podczas gdy wszyscy o tym wiedzą, a watykańska machina tuszuje wszelkie zbrodnie, seksualną przemoc, a przede wszystkim – hipokryzję i cwaniactwo kleru.

Innym watykańskim potworem prowadzącym podwójne życie był wpływowy ksiądz Marcial Maciel Degollado – pedofil, który przez dziesiątki lat wykorzystywał setki dzieci i seminarzystów, a także swoje własne dzieci (o molestowanie oskarżyło go jego dwóch synów). Jedyną „karą”, jaka go za to spotkała, był nakaz papieża Benedykta, aby Maciel zrezygnował z działalności publicznej i resztę życia spędził na pokucie. Jak możemy przeczytać w Wikipedii: „Proceder seksualnego wykorzystywania dzieci (molestowanie seksualne ok. 30 małoletnich członków Legionu, w latach 1940–1970) i seminarzystów przez Maciela trwał przez dziesięciolecia. Watykan nie reagował na skargi i zarzuty, kierowane przez ofiary kapłana14.” Oczywiście, ów proceder nie skończył się w roku 1970… I za to wszystko – pokuta? A na co choćby niektórzy polscy księża skazują osoby LGBT+, oczerniając je z ambon, a jednocześnie kryjąc pedofilów? Martel pisze o Macielu, że dysponował fortuną i stał „na czele prawdziwego przedsiębiorstwa przemocy seksualnej przez kilka dziesięcioleci” i „był pod ochroną Jana Pawła II”15. I teraz pytam Cię – dlaczego masz się przejmować tym, co pracownicy Watykanu głoszą na temat seksu i seksualności, na temat być może Twojej „nieuporządkowanej” lub wprost – chorej – seksualności, skoro sami, włącznie z papieżami, nie mają żadnej moralności i pozwalają księdzu takiemu jak Maciel systematycznie i przez całe dziesięciolecia gwałcić dzieci i wykorzystywać seminarzystów? Jest to pytanie, oczywiście, retoryczne, ale wiem, że część osób bardzo przejmuje się tym, co kościół głosi na temat antykoncepcji, aborcji lub też w ogóle praw gejów i osób LGBT+. Takim osobom jak ja i moje koleżanki – edukatorki seksualne czy tancerki erotyczne albo po postu kobiety, które używają prezerwatyw, biorą pigułki antykoncepcyjne albo przerwały ciążę – wieszczy piekło. Nazywa morderczyniami. Jednocześnie zaś przez dziesiątki lat pozwala choremu człowiekowi niszczyć seksualność i życie dziesiątek dzieci i młodych mężczyzn.

Jeśli sięgniesz po książkę „Sodoma”, zrozumiesz, dlaczego księża – którzy w Watykanie w większości są gejami – tak bardzo nienawidzą gejów i ruchu LGBT+ i jaki to ma wpływ na ukrywanie wszelkich zbrodni pracowników Watykanu – włącznie z kryciem potworów pedofilów oraz tuszowaniem morderstw. Ja opowiem Ci to w wielkim skrócie.



Fala homoseksualnych powołań kontra ruch gejowskiego wyzwolenia

Przed laty, gdy jeszcze nie istniał żaden ruch gejowski, a osoby podejrzewane o homoseksualne skłonności trafiały na języki albo do więzienia, sutanna była jednym z niewielu schronień dla homoseksualistów. Młodzi chłopcy, przerażeni swoimi „chorymi” pragnieniami, często uciekali do seminariów, aby ukryć prawdę o swoim „niedopasowaniu” do świata – przed rodzinami, przyjaciółmi i często przed sobą samym. Tam często trafiali na podobnych sobie – ukrywających się mężczyzn, zafascynowanych męskością. Zawiązywali przyjaźnie, mieli romanse albo i stałe związki. Przez dziesięciolecia albo stulecia Watykan właśnie w taki sposób zapewniał sobie falę „powołań”. Ten, kto zostawał księdzem, często miał władzę, pieniądze i sekretnego kochanka (albo: kochanków), o którym wiedzieli tylko ludzie z wewnątrz. Nikt przecież nie podejrzewałby pobożnego księdza o sodomickie skłonności! Takie mogliby wykazywać przecież jedynie szaleni poeci, jak np. Paul Verlaine, który w XIX opuścił swoją rodzinę, aby żyć ze swoim kochankiem Arthurem Rimbaud. System „powołań” sprawnie funkcjonował, dostarczając wiernym nowych wikarych, a starym biskupom i kardynałom – świeżej zwierzyny, która będzie grzała ich biskupie łóżka. Oni już nie musieli się starać i podrywać ani narażać. Seminaria i kościoły, a szczególnie Watykan – pełny był niewinnych, naiwnych i skrytych homoseksualistów, którzy z miłości lub żądzy, z przebiegłości lub chęci awansu albo po prostu ulegając manipulacji lub przemocy, zaspokajali seksualne fantazje swoich przełożonych.

Watykańskie szyki w XX wieku popsuł znienawidzony przez kościół ruch dumy gejowskiej. Ci, którzy zamiast żyć otwarcie – godzili się na przemoc w murach Watykanu lub dalekich parafiach – potępiali tych, którzy odważyli się wyjść na ulice i zawalczyć o swoje. Lub też zazdrościli im. Im bardziej wyemancypowany był ruch gejowski, im więcej praw uzyskiwali homoseksualiści – włącznie z prawem do małżeństw – tym bardziej w Watykanie spadała liczba „powołań”. W Danii, Holandii czy we Włoszech nie trzeba już było ukrywać się pod sutanną, żeby rodzina i przyjaciele nie wytykali Cię palcami. Już można było żyć otwarcie, godnie i szczęśliwie jako para gejowska czy związek jednopłciowy. Stare watykańskie pokolenia, które z pietyzmem pielęgnowały uwewnętrznioną homofobię, przystąpiły do ataku. I znów w dzień grzmiały z ambon, a „nocą katechizowały męskie prostytutki”. Wewnątrz tego światku każdy wiedział wiele o innych. Każdy miał na każdego haka. I właśnie przez to ukrywanie homoseksualizmu, zaczęto też ukrywać inne rzeczy. Także poważne seksualne przestępstwa.

Kto nie odróżnia seksu od seksualnej przemocy? Księża, biskupi i kardynałowie Watykanu!

Stare pokolenia pracowników Watykanu pamiętały, że stosunki homoseksualne to grzech i przestępstwo, ponieważ wiele europejskich krajów dawniej miało specjalne zapisy, nakazujące „sodomitów” zamykać w więzieniach lub szpitalach psychiatrycznych (w Polsce taki zapis usunięto w 1932 roku, ale w części krajów europejskich znacznie później, np. w Anglii w 1982, w Portugalii w 1983, a na Cyprze w 2014 r.). I nawet jeśli zmieniły się prawa i obyczaje poza murami kościoła, w kościele nic nie drgnęło. Dlatego też księża nie odróżniali dobrowolnych homoseksualnych stosunków między dorosłymi (a co kiedyś było uważane za przestępstwo) od molestowania, gwałtów i barbarzyństwa pedofilii. Dla nich jedno i drugie było takim samym „grzechem”16, z którego rozliczy ich bóg. Tak samo, jak przez palce patrzono na księdza, który sypia z innym księdzem lub gosposią (co przecież było w ich oczach grzechem!), tak samo patrzono na księdza, który molestuje 9-letnie dziewczynki czy gwałci nastoletnich chłopców. Przecież jeden i drugi „grzeszy”. A nawet jeśli któryś uważał, że niewinnym osobom dzieje się zło – to jeśli był homoseksualistą – bał się, że jeżeli on ujawni pedofila, to od razu ktoś ujawni jego homoseksualizm. Siedział więc cicho, patrząc, jak inni cierpią, ale ocalając własną „reputację” albo też własną wygodną posadkę – w Watykanie lub na parafii, gdzie pieniądze kapały, zakonnice sprzątały i prały, a parafianie traktowali go jak półboga. W ten oto sposób – jak opisuje to Martel – skrywane homoseksualne skłonności kleru doprowadziły do nawyku skrywania wszystkiego innego, włącznie z najcięższymi przestępstwami, jakich kler się dopuszczał. 

„Kim jestem, by osądzać?” Papież Franciszek, który kryje pedofilię i potępia gejów

Jednocześnie ci sami ludzie, którzy przez lata nie zrobili nic z księżmi takimi, jak Trujillo czy Maciel czy osławiony polski ksiądz pedofil Jankowski17, z wyżyn Stolicy Apostolskiej narzucali setkom tysięcy ludzi na całym świecie – katolikom i nie-katolikom – seksualną moralność. Za innego uważany jest papież Franciszek, który zapytany o gejów, powiedział „Kim jestem, by osądzać?”. Przypuszcza się, że był to z jego strony nie tyle akt miłosierdzia wobec potępianej wcześniej społeczności LGBT+, ale sprytny wybieg wobec kryptogejowskich kolegów w sutannach, których przecież nie chciał osądzać… Ale papież Franciszek wydaje się „godnym” następcą Benedykta XVI i Jana Pawła II. Franciszek także krył pedofilię swoich podwładnych, znana jest sprawa księdza Julio Grassiego, którzy był podejrzewany o molestowanie kilkunastu osób nieletnich i został skazany przez sąd argentyński na 15 lat więzienia. A sam Bergoglio, jeśli jeszcze będąc kościelnym dostojnikiem w Argentynie nie przeciwstawiał się związkom partnerskim osób LGBT, szybko zorientował się, że w ten sposób nie zrobi kariery, i dlatego też, gdy tylko Argentyna zaczęła rozmawiać o małżeństwach homoseksualistów, zaczął ostrą politykę sprzeciwu. Mówił, że to „atak na boży plan”. „Księży opowiadających się za małżeństwami gejowskimi przyszły papież próbował uciszać i stosował wobec nich kościelne sankcje, zachęcał też katolickie szkoły do ulicznych protestów”18. Jeden z rozdziałów o papieżu Franciszku kończy się podsumowaniem: „Gdyby Jorge Bergoglio wspierał małżeństwa homoseksualistów, nigdy nie wybrano by go na papieża”. Wiedział to, więc po pierwszej fali przychylności dla związków homoseksualistów, zmienił swoją politykę tak, aby przy najbliższym wyborze papieża, w końcu wybrano jego, bo już przecież raz przegrał z Benedyktem.

Homo-wizerunek i homo-romanse (?) Benedykta XVI, czyli frędzle, iPod oraz piękny Ciorcio

Co ciekawe, istnieje duże prawdopodobieństwo, że niechętny wobec gejów papież Benedykt jest skrytym homoseksualistą, który – strojąc się modne okulary i różowe sukienki z koronkami, potępiał „teorię gender” i homoseksualizm, a sam – jako papież – romansował ze swoim sporo młodszym asystentem i wyciągał z szaf średniowieczne paradne stroje bardziej potrzebne drag queenkom w karnawale niż skromnemu słudze bożemu, o czym w „Sodomie” ze smakiem i humorem pisze Martel. „Papież Benedykt lubi się stroić bardziej niż wszyscy jego poprzednicy (…) widzimy go tryskającego radością w czerwonej czapce podbitej gronostajem [której ] (…) papieże od czasów Jana XXIII już (…) nie noszą. Tym razem prasa otwarcie naśmiewa się z Papy Ratzingera. (…) Dodajmy do tego jeszcze stary złoty zegarek marki Junghans, iPod Nano, kaftany z frędzlami i osławione spinki do mankietów (…) i portret Benedykta (…) gotowy. (…) I jest jeszcze Georg. Relacja kardynała z Georgiem Gansweinem była – obok tematu strojów kapeluszy papieża – tak szeroko dyskutowana i stanowiła przedmiot tylu plotek19 (…) Asystent papieża jest oczywiście twardym „antygejem” i skrajnym prawicowcem. „Można więc powiedzieć, że Georg jest dla Josepha dobrą partią. Między nim a Ratzingerem powstaje wspaniałe porozumienie dusz. Ultrakonserwatyzm Gansweina – wraz z jego wewnętrznymi sprzecznościami – jest podobny do poglądów starego kardynała. Dwaj single, od kiedy się spotkali, pozostają nierozłączni. Zamieszkali razem w pałacu biskupim: papież na trzecim piętrze, Georg na czwartym. Włoska prasa rozpisuje się na temat tej pary z żarliwością (…) papież nadał Georgowi nowe imię – Ciorcio, wymawiane z silnym włoskim akcentem. Nie jest to imię używane w kurii, to czułe zdrobnienie, którym posługuje się tylko papież20. Podsumowując – papież Benedykt być może nie jest „czynnym” homoseksualistą, być może nie uprawiał ze swoim asystentem seksu, ale wydaje się, że co najmniej pozostawał z nim w związku. W tym samym czasie grzmiąc z ambony na gejów. Jest więc kolejny hipokrytą na Piotrowym Tronie, chcącym nowoczesnemu światu wmówić, że homoseksualizm i homoseksualny seks to zło, co jest przyczyną cierpienia wielu wierzących i niewierzących osób LGBT+. A poglądy na homoseksualność – tego papieża i poprzednich – śmiało do dziś powiela polski episkopat, z chęcią tolerujący księży nazywających osoby LGBT+ „tęczową zarazą” i innymi obraźliwymi i nienawistnymi słowami, które prowadzą do większej słownej i fizycznej przemocy – jak było to widać choćby na ostatnim marszu równości w Białymstoku.

Papież Benedykt w czułych rękach Georga Gansweina – Ciorcia. Kompilacja pochodzi z tej strony www.


Przypadek? Nie sądzę 

Może sobie pomyśleć: zdarza się wszędzie? Jeden pedofil, jeden zbrodniarz i kilku homoseksualistów w watykańskich władzach… – to nie tak wielu, to żaden dowód zepsucia, oni nie są jeszcze tak skompromitowani, aby nie móc narzucać moralnych norm innym. Najważniejsze jednak, co chcę Ci przekazać, to nie to, że w Watykanowi przydarzyły się takie osoby jak Maciel, Trujillo czy Benedykt XVI. Chcę Ci powiedzieć, że to tylko wierzchołek góry lodowej i sprawnie działający system, oparty na przemocy i hipokryzji, który – czy tego chcemy czy nie – miażdży życia i seksualność wielu osób. I tych, których dosięgnęły bezpośrednie skutki księży stosujących seksualną przemoc – młodszych rangą duchownych, seminarzystów, dzieci, zakonnic itp. – i także tych, które zostały zindoktrynowane do wiary w kościelne dogmaty i wolną nie grzeszyć wielokrotnie używając antykoncepcji, tylko raz na jakiś czas zrobić skrobankę, czy osób LGBT+, które rzucają się z mostów, wieszają się lub żyją w poczuciu gorszości, ponieważ pracownicy Watykanu systematycznie mieszają ich z błotem.

Watykan jako Sodoma i jądro ciemności

Papież Jan Paweł II obok chilijskiego dyktatora Pinocheta, zdjęcie, które zszokowało świat. Więcej na temat powiązań Watykanu i dyktatur znajdziesz w tym artykule.


Problem z Watykanem jest taki, że władzę w nim mają często osoby absolutnie pozbawione skrupułów. Bezwzględni karierowicze, absolutnie przekonani o swojej nieomylności, świętości i dostojeństwie, głusi na wszelkie głosy rozsądku, ignorujący raporty o przemocy, przestępstwach, wspieraniu dyktatorów czy praniu brudnych pieniędzy
(tak, m. in. Jan Paweł II, Benedykt XVI czy Franciszek). Seksualna przemoc w Watykanie i w seminariach jest na porządku dziennym. Żyjący w opresji i strachu mężczyźni nie odróżniają już tego, co normalne, od tego, co chore i złe. Często brak im odwagi, aby przeciwstawić się ewidentnemu złu i ludzkiej krzywdzie, szczególnie, jeśli są skrytymi homoseksualistami, na których ktoś ma „haka”. A bardzo często ma. Martel pisze o tym, że prawdopodobnie 70-80% pracowników Watykanu to homoseksualiści. Wielu kościelnych dostojników podrywało go, wielu poświadczało homoseksualne skłonności kolegów z kleru. Więc to ci, którzy ustanawiają kanony „pobożnych” seksualnych zachowań dla milionów wiernych, są pierwszymi, którzy je łamią. Gdy tylko prawda o ich obłudzie lub homoseksualności wychodzi na jaw, zaczynają kampanię dezinformacji. Z honorami chowają zmarłych księży-zbrodniarzy, jak jak Benedykt w 2008 r. pochował Trujillo. Wykorzystują władzę, pieniądze, kontakty, haki, polityczne układy i naiwność wiernych, aby za wszelką cenę utrzymać swoją religijną hegemonię.

Większość księży pociągających za watykańskie sznurki to skryci homoseksualiści. Wielu z nich kryje pedofilię podwładnych. Wielu z nich nie szanuje kobiet lub nimi pogardza. Jedyne kobiety, jakie znają, to usłużne zakonnice21. Jedyny seks, jaki znają, to seks w poczuciu winy i wstydu. Część z nich jest uzależniona od pornografii22, którą w Watykanie nagminnie oglądają prawie wszyscy, o czym wiadomo z wyników wyszukiwania w internecie. Część z nich seksualnie wykorzystuje podwładnych, nagabuje mężczyzn z papieskiej gwardii, płaci za homoseksualny seks imigrantom, którzy często przebywają w Rzymie nielegalnie i będą się bali donieść na swoich klientów. I to właśnie oni czują się uprawnieni do rozliczania „seksualnych grzechów” świata. Dla tych ludzi, którzy potrafią obojętnie przejść wobec gwałtu na dziecku albo na koledze z seminarium, oczywistym jest, że trzeba zmieszać z błotem osoby stosujące antykoncepcję, popierające prawo do aborcji, popierające małżeństwa jednopłciowe czy korektę płci dla osób transpłciowych. Oni, wysługując się frazesami o „upadku obyczajów” czy „normalnej rodzinie”, narzucają seksualną hipokryzję wszystkim wiernym swojego kościoła. Jeśli gdzieś upadły obyczaje – to w Watykanie, w którym większość kleru kłamie, żyje w obrzydliwym przepychu, nie poddaje się badaniom na obecność wirusa hiv, przez co skazuje swoich seksualnych partnerów oraz ofiary na śmierć z powodu aids23, akceptuje i ukrywa pedofilskie zachowania kolegów po fachu, piętnuje gejów i płaci żigolakom24 za homoseksualny seks. Jednocześnie od stuleci oczernia zdrowe seksualne zachowania i wyznacza niemożliwe do spełnienia „standardy seksualne” dla zwykłych ludzi, którzy rodzą się i hetero, i homo, i cis- i transpłciowi, i kobietami, i mężczyznami, którzy czasem potrzebują użyć antykoncepcji, przerwać ciążę, wziąć rozwód, a czasem po prostu mają ochotę uprawiać seks przed ślubem albo w trójkącie lub innym wielokącie, masturbować się, oglądać porno, bawić się w BDSM, przebieranki czy po prostu „żyć w grzechu”. A jednocześnie – mają potrzebę ochronić swoich bliskich przez pedofilami w sutannach czy też nienawiścią wobec seksualnych „inności”, która sączy się z ambon jak jad – a których nazywa się niemoralnymi i degeneratami tylko dlatego, że piętnują hipokryzję Watykanu i jego pracowników.

 

 

2Jego przerażający życiorys możemy znaleźć na kartach książki Federica Martela „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, na stronach 358-382, wydanie Warszawa 2019.

4 Tak opowiada o nim Emmanuel Neisa: „Kiedy przyjeżdżał jednym ze swoich luksusowych samochodów na wizytę pasterską, życzył sobie, żeby mu rozkładano czerwony dywan. Potem wysiadał z samochodu: najpierw wysuwał nogę, a właściwie stopę, stawiał ją na dywanie jak gdyby był angielską królową! Wszyscy musieliśmy całować jego pierścienie (…)” cyt. za: F. Martel, Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie, Warszawa 2019, s. 364.
„Zdaniem Morgaina, którego opowieść została poświadczona przez innych księży, Alfonso Lopez Trujillo podczas tych koturnowych tournée namierzał księży bliskich teologii wyzwolenia. Zadziwiająca sprawa: niektórzy z nich znikali albo czasem byli mordowani przez brygady paramilitarne niedługo po wizycie arcybiskupa. (…) Zdaniem dziennikarzy badających sprawę arcybiskupa (…) hierarcha był powiązany z pewnymi grupami paramilitarnymi bliskimi handlarzom narkotyków. Był podobno w dużej mierze finansowany przez te grupy – być może przez Pablo Escobara, który afiszował się jako praktykujący katolik”. Tamże, s. 365-6.
„Adwokat Gustawo Salazar Pineda twierdzi, że Lopez Trujillo otrzymywał całe walizki banknotów od Pablo Escobara”. (…) Lopez Trujillo spotykał się z członkami grup paramilitarnych – potwierdza również Alvaro Leon (który jako ceremoniarz towarzyszył arcybiskupowi). Wskazywał im księży, którzy prowadzili rozmaite akcje w barrios – slumsach – i w biednych dzielnicach. Paramilitarni namierzali ich i czasem później wracali, by ich mordować. (…) Misjonarze, którzy pracowali z ubogimi, byli mordowani, a jeden z księży z tego samego nurtu teologicznego, Carlos Calderon, był prześladowany przez Lopeza Trujilla i paramilitarnych, aż wreszcie musiał uciekać z kraju i wjechał do Afryki. (…) Tamże, s. 365-6.

5 Tamże, s. 367.

6M. in. sprawa zaginionej w 1983 r. 15-letniej Emanueli Orlandi, której ani Watykan, ani włoska policja nie wyjaśnili do dziś, „Włoski dziennikarz Pino Nicotri specjalizujący się w badaniu zagadki Orlandi ma własną teorię: „Rozmawiałem z prokurator, która prowadziła śledztwo w pierwszej jego fazie. Margherita Gerunda, dziś już na emeryturze, była przekonana, że 15-latka została zamordowana, a wcześniej zgwałcona. (…) Także naczelny egzorcysta Watykanu Gabriele Amorth jest przekonany, że Orlandi porwano na orgię, organizowaną przez watykański klub erotyczny. Ciało usunięto jeszcze tego samego dnia, śledztwo i uwagę opinii publicznej skierowano na inny trop.” https://italia-by-natalia.pl/mroczna-tajemnica-watykanu/ ; https://viva.pl/ludzie/newsy/tajemnicze-zaginiecie-emanueli-orlandi-przelom-w-poszukiwaniach-119289-r1/ ;

7„Mariusz Milewski dopiero po latach zdecydował się opowiedzieć o tym, że w przeszłości był molestowany przez księdza. Mężczyzna po raz pierwszy został zgwałcony przez duchownego w wieku 9 lat. Kiedy w końcu trafił przed sąd biskupi usłyszał, że… sam <<był wspólnikiem w grzechu cudzołóstwa>>”. Cyt. za: https://natemat.pl/283851,superwizjer-sad-biskupi-uznal-ofiare-ksiedza-pedofila-za-wspolnika-grzechu, dostęp z dnia 18.11.2019.

8„Problem w tym, że ludzie słysząc prawdę o <<homoseksualistach w szafie>> czy <<szczególnych przyjaźniach>> w Watykanie, nie wierzą. Uważają to za wymysły. Nic dziwnego, skoro w tym wypadku rzeczywistość przerasta fikcję – zwierza mi się ksiądz, franciszkanin, który od ponad trzydziestu lat pracuje i mieszka w Watykanie.” cyt. za: F. Martel, dz. cyt., s. 7. „Homoseksualna wspólnota w Watykanie należy do największych na świecie, sądzę, że nawet w Castro, słynnej gejowskiej (…) dzielnicy San Francisco nie jest aż tak liczna!”, tamże, s. 11. „W pewnym sensie to świat na opak! Można nawet powiedzieć, że jedna niepisana reguła sprawdza się (…) prawie zawsze: im bardziej homofobiczny duchowny, tym większa szansa, że sam jest homoseksualistą. (…) to właśnie słynni duchowni <<za sztywnością kryjący podwójne życie>>, o których często wspomina papież Franciszek”. Tamże, s. 15.

9Z zamiłowania do koronek i złota zasłynęli m. in. papież Benedykt XVI oraz kardynał Burke. „Burke znany jest z noszenia śmiesznych strojów z innej epoki. Sławę zyskały jego zdjęcie w przeznaczonym do ceremonii wielkim ornacie. (…) Performance. Happening. Burke paraduje w swojej długiej, dziwnej sukni (jakby uszytej z kotary), demonstrując godowe upierzenie. Ornat ten to migotliwie czerwona jedwabna kapa z kapturem (…) „Ogon” Burke’a miewa (…) nawet dwanaście metrów długości. (…) Na jednym z fotografii „jej eminencja” nosi suknię na fortugale dodającą mu rozpiętości i kryjącą wałki tłuszczu. (…) Na kolejnej uśmiecha się, demonstrując podwiązki nad kolanami, i pończochy poniżej (…) Co za teatr! Kardynał w spódnicy (…), zaś paziowie obciągają jego podwiniętą suknię! (…) Teoria genderowa, ot co! Którą Burke oczywiście atakował. <<Teoria gender (…) szaleństwo ściągające wielkie nieszczęścia na społeczeństwo (…) Niektórzy mężczyźni upierają się [w USA], żeby chodzić do damskich toalet. Tak się nie godzi”. Tamże, s. 49-51.

10„Louise Charbonneau Aamot jest jedną z dziewięciu sióstr, które w tym roku podjęły sądową walkę o odszkodowanie po tym, jak lata temu były gwałcone przez księży w akademiku szkoły św. Pawła w Dakocie Południowej. Jedna z sióstr opowiadała Associated Press, jak po jednym z gwałtów zaszła w ciążę i została zmuszona do dokonania aborcji.” Cyt. za: https://kobieta.wp.pl/siostry-zakonne-wychodza-z-ukrycia-maja-dosc-przemocy-seksualnej-ze-strony-ksiezy-6281487389190273a

11(…) na policję zgłosiła się 18-letnia, była chórzystka z tego kościoła i zeznała, że jako 14-latka została wykorzystana seksualnie przez księdza Jacka S., a następnie w wieku 17 lat zaszła z nim w ciążę, za której usunięcie on zapłacił. Cyt. za: https://gazetapowiatowa.pl/wiadomosci/legionowo/ksiadz-zaplacil-za-aborcje/ dostęp z dnia 18.11.2019.

12 „Lopez Trujillo był człowiekiem układów i pieniędzy. (…) To jeden z tych, którzy „stworzyli” Benedykta XVI; na jego wybór wydawał ogromne sumy pieniędzy (…). cyt. za: F. Martel, dz. cyt. s. 371.
„Homoseksualizm Alfonso Lopeza Trujilla to tajemnica poliszynela, o której opowiadało mi dziesiątki świadków, a potwierdziło kilku kardynałów. (…) seminarzysta Morgain (…) podaje mi nazwiska kilku jego naganiaczy i kochanków zmuszanych bardzo często do zaspokajania żądz arcybiskupa, aby nie zaprzepaścić własnej kariery”. Tamże, s. 373.
„Morgain daje mi do zrozumienia, że Lopez Trujillo zablokował jego święcenia, bo nie zgodził się iść z arcybiskupem do łóżka” (s. 374) „Bił męskie prostytutki, tak wyglądał jego stosunek do seksualności. Płacił im, ale w zamian musieli akceptować bicie. Ciosy były zawsze na końcu (…). Kończył swój seks biciem z czystego sadyzmu (…) (s. 375). „Jeden z prałatów komentuje: Lopez Trujillo był przyjacielem Jana Pawła II, protegowanym kardynała Sodana i osobistego papieża Stanisława Dziwisza. Był również dobrze widziany przez kardynała Ratzingera, który wybrał go ponownie na funkcję przewodniczącego papieskiej Rady do spraw Rodziny zaraz po swojej elekcji w 2005 roku. A przecież wszyscy wiedzieli, że był homoseksualistą. (…) Za każdym razem przyjeżdżał z jednym ze swoich kochanków; pamiętam zwłaszcza pewnego pięknego Polaka, potem jakiegoś pięknego Filipińczyka. Uważano go tutaj za „papieża Ameryki Łacińskiej”, więc pozwalano mu na to.” Tamże, s. 379.

13 O tym procederze – wykorzystywania innych duchownych czy też po prostu słabszych – można przeczytać także w książkach opisujących stosunki władzy, jakie w kościele zachodzą w Polsce. O księdzu, przed którym uciekali przerażeni klerycy, na którego mówiono „Arcypedał”, pisze w książce „Czarni” Paweł Reszka.

15 F. Martel, dz. cyt., s. 297.

16 Zresztą, kler do dziś, komentując pedofilskie zachowania w swoich szeregach, często posługuje się kategorią grzechu zamiast przestępstwa i twierdzi, że „wszyscy jesteśmy grzesznikami” – być może i jesteśmy, ale jednak większość świeckich uważa, że za gwałty na dzieciach należy odpowiedzieć przed prokuratorem, a nie jedynie opowiadać na spowiedzi.

17„Przypomnijmy, że w reportażu „Dużego Formatu” opisano historię kobiety, która jako dziewczynka była molestowana przez księdza Jankowskiego. Jej koleżanka z podwórka miała popełnić samobójstwo. Ksiądz Jankowski miał też molestować chłopców.” cyt. za: https://natemat.pl/257001,co-robil-ksiadz-jankowski-lidia-makowska-opowiada-o-gwaltach-na-chlopcach

18 F. Martel, dz. cyt., s. 119.

19 Tamże, s. 557-9.

20 Tamże, s. 563 i 564.

21„Tajny raport Watykanu: gwałty na zakonnicach to codzienność”; „Kandydatki do życia zakonnego są gwałcone przez księży, którym muszą przedstawiać certyfikaty zdrowia. Lekarze szpitali katolickich są często odwiedzani przez duchownych, którzy przyprowadzają siostry zakonne lub inne kobiety, by przerwały ciążę. Siostra O’Donohue opowiadała o historii jednej z zakonnic, która – zmuszona do aborcji – zmarła w wyniku zabiegu, a ksiądz odprawił za nią solenną mszę żałobną” – pisał Marco Politi w 2001 roku, cytując tajny raport.” cyt. za: https://wiadomosci.wp.pl/tajny-raport-watykanu-gwalty-na-zakonnicach-to-codziennosc-6031287461405313a

22„Pornografia, zwłaszcza gejowska, jest w Watykanie tak częstym zjawiskiem, że moi informatorzy mówią o „poważnych problemach z uzależnieniem wśród duchownych pracujących w kurii”. F. Martel, dz. cyt., s. 592.

23„– Naszym zdaniem – kontynuuje profesor Massimo Giuliani – obecnie ze względu na odmowy badań i rzadkie użycie prezerwatyw ryzyko zakażenia AIDS w męskiej części wspólnoty katolickiej jest duże. W naszym środowisku uważa się, że księża są jedną z grup społecznych najbardziej narażonych na ryzyko i jedną z najtrudniejszych, jeśli chodzi o profilaktykę. Próbowaliśmy nawiązać dialog, zwłaszcza w seminariach, informować o sposobach przenoszenia i leczeniu chorób przekazywanych drogą płciową oraz o AIDS. Jest to jednak bardzo trudne. Rozmowa o AIDS byłaby de facto przyznaniem, że księża mają kontakty homoseksualne. A w Kościele oczywiście nie ma zgody na tego typu debaty. Moje rozmowy z męskimi prostytutkami na Roma Termini (a także z Francesco Mangiacaprą w Neapolu) potwierdzają, że księża są jednymi z najbardziej nieostrożnych klientów podczas uprawiania seksu”, tamże, s. 384. Zobacz też: http://seksualnosc-kobiet.pl/wiedza/artykuly_1/uwazaj-na-niego-katoliccy-ksieza-moga-zarazic-cie-hiv/

24Jeden z takich żigolaków, Francesco Mangiacapra z Neapolu, ujawnił, że jego klientami byli liczni księża. Stworzył ich listę, zawierającą nazwiska, zdjęcia, filmy, zrzuty ekranowe z rozmów z nimi z WhatsApp i Telegram. W 2018 wyoutuwał 34 księży korzystających z jego usług, co było przyczyną wielkiego skandalu we Włoszech. Mangiacapra o klientach księżach mówił tak: „Ksiądz to klient idealny. Jest lojalny i dobrze płaci. Gdybym mógł, pracowałbym tylko dla księży”. cyt. za: F. Martel, dz. cyt., s. 191.

1 Komentarz  Like


Moje dziecko ma edukację seksualną w domu – powiedziała moja koleżanka. Zamrugałam. Pamiętam przecież taką rozmowę, w której próbowałam ją spytać o coś intymnego. Zaczerwieniła się, spłoniła, odwróciła i w końcu wydusiła z siebie, że nie wie. Więcej już nie próbowałam zaczynać rozmowy na „ten” temat.

– Wow – odparłam więc teraz. – Nieźle. Ja bym nie umiała – wyznałam szczerze.

Anka uśmiechnęła się z wyższością.

– A co tu jest trudnego?

– Hym… Wolałabym, żeby moją trójkę doedukował ktoś doświadczony. Co ja im mam opowiadać o prezerwatywach czy HIV, kiedy sama pewnych rzeczy pewna nie jestem, a prezerwatyw używałam ostatnio w liceum – zamyśliłam się. – Pewnie w samej antykoncepcji wiele się zmieniło od moich czasów. A już tłumaczyć, jak mają się z kimś kochać, to wiesz…

Anka znów się zaczerwieniła.

Ja im takich świństw nie opowiadam. I nie zamierzam – oznajmiła, lekko zirytowana i sięgnęła po telefon. – Pokazywałam ci tę moją nową sukienkę? – wyciągnęła do mnie rękę, aby pokazać zdjęcia na komórce i w ten sposób zmieniła temat. Do którego już nie miałam zamiaru wracać.

Nie wiem, czy byłaś/eś świadkiem takiej scenki rodzajowej, ale prawdopodobnie potrafisz ją sobie wyobrazić. Rodzice, czyli ludzie tacy jak Ty – czy ja. Jedni będą potrafili wyedukować swoje dzieci w zakresie seksualności, inni będą głęboko wierzyć, że potrafią, a inni po prostu powiedzą: „a ja bym chciał, żeby moje to się w szkole dowiedziały”. Z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że dla mnie edukacja domowa to było za mało. I mimo że moja mama nie była pruderyjna i miała bogatą biblioteczkę, to i tak edukacja szkolna – chociaż w latach 90. XX nie była jakaś szczególnie rozbudowana – była mi i moim bliskim znajomym bardzo pomocna. Dlaczego? Bo szkoła, czyli poważne miejsce, w którym uczyli nas historii i polskiego, organizując zajęcia o seksie, potwierdziła, że i z nami można o tym rozmawiać. Nawet jeśli mieliśmy wtedy po 16 czy 17 lat. Ten temat w sposób oficjalny wkroczył do naszego życia. Rozmawianie w szkole o seksie sprawiało, że stawał się on w jakiś sposób „legalny”, inny niż pokątne palenie papierosów czy wciąganie amfetaminy – co połowa z nas robiła, ale absolutnie był to temat tabu, jakie narkotyki? W naszej szkole?! A seks przestał być takim tabu. Nagle się okazało, że można. I że nauczyciel nie będzie się podśmiewał, ani grzmiał o grzechu, jak ksiądz, bo zamiast nauczyciela i księdza na lekcje wychowania seksualnego przychodził prawdziwy edukator. I przedstawia nam świecki, niezideologizowany, ale bardzo praktyczny obraz seksu. I nie wstydzi się mówić ani o pornografii, ani o masturbacji, ani o tym wszystkim, o czym jednak nie powie mi mama, choćby chciała. Bo nie ma dostatecznej wiedzy, doświadczenia, czy po prostu – praktyki zawodowej. Albo ma jakieś – np. religijne lub romantyczne podejście do życia, którego mój trzeźwo myślący i pragmatyczny edukator seksualny nie będzie wnosił do klasy, w której jest trzydzieści osób – różnych poglądów, doświadczeń, płci, orientacji, religii.

Gdy słyszę o tym, że „edukacja seksualna powinna odbywać się w domu”, to myślę, że ta osoba, która to mówi, ma bardzo ograniczoną wyobraźnię. Że prawdopodobnie żyje w bańce, w której każdy jest komunikatywny, wykształcony, majętny i ma bardzo dużo czasu. I świetny kontakt z dziećmi. Są przecież osoby, które nie mogą ze swoimi dziećmi odrobić zadania domowego z matematyki na poziomie trzeciej klasy szkoły podstawowej. Bo w szkole nie były orłami albo dlatego że po prostu nie mają czasu. Skąd więc wszyscy ci rodzice mają mieć czas i energię na edukację seksualną? Szczególnie, jeśli pamiętają z katechezy lub religii, że od masturbacji się ślepnie, a prezerwatywa nie chroni przed HIV i używają jej tylko rozwiązłe osoby, bo te przyzwoite uprawiają seks dopiero po ślubie?

Edukacja domowa

No ale przecież… uczymy tej edukacji seksualnej w domu. OK, ja dzieci nie mam. Mają moje koleżanki. Niektóre koleżanki z „seksualnej branży” świetnie edukują swoje dzieci, co nie zmienia faktu, że te małoletnie dzieci i tak uczą się z podwórka i oglądają z kolegami porno na tabletach i smartfonach. Prawdopodobnie nie tylko dzieci tych właśnie superwydukowanych sex coachek i nauczycielek świątynnej seksualności, które potrafią wytłumaczyć swoim pociechom, że porno to takie skrzyżowanie SF i fantazy i w naturze raczej nie występuje… Prawdopodobnie dzieci Twojego brata albo sąsiadów również to oglądają. A może Twoje dzieci – o ile je masz. I chyba przyznasz, że taka „pornoedukacja” potrzebuje przeciwwagi. Bo, co internet napsuje, pozostaje w głowach na długo. I być może teraz, kiedy porno w streamingu na wszelkich youpornach i porntubach, jest sto razy bardziej dostępne niż w czasach, niż kiedy to ja byłam dzieckiem a nośnikiem porno były świerszczyki, które wujek koleżanki ukrywał w tapczanie, to rzetelna i systemowa edukacja seksualna też jest nam o wiele bardziej potrzebna? Co więcej – ja ją w szkole otrzymałam, chociaż w bardzo okrojonej wersji. Rzetelną edukację seksualną miał też mój pierwszy chłopak i może dzięki wysiłkom jego nauczycielki nie uprawialiśmy seksu bez prezerwatywy, bo „jego pani tego nie polecała”.

Ale wracając do edukacji domowej. Ona odbywa się na każdym kroku. Kiedy uczysz swojego syna, że chłopcy mają penisy a dziewczynki waginy. Kiedy mówisz swojemu nastolatkowi, żeby miał szacunek do koleżanek, nie ciągnął za warkocze i nie wyśmiewał ich miesiączki. Kiedy sam jesteś pełen szacunku do swojej żony i innych kobiet i pozwalasz im odpoczywać w „czerwonym namiocie”. Kiedy każesz swojemu dziecku zamknąć oczy, gdy para na filmie uprawia seks – wtedy Twoje dziecko uczy się, że jest coś zakazanego, co warto poznać. Ale nie wolno o tym mówić, ani na to patrzyć. Kiedy stoisz czerwona i skrępowana, gdy Twój małoletni syn, pyta Cię, co to jest: łechtaczka, wibrator czy kim jest homoseksualista, a Ty nie wiesz, jak odpowiedzieć, zmieniasz więc temat i każesz mu bawić się samochodzikami, zamiast zamęczać Cię tysiącem pytań. Wtedy Twoje dziecko uczy się, że na „te tematy” lepiej nie rozmawiać z matką. Bo matka się wtedy denerwuje i krzyczy.

Taka edukacja odbywa się w wielu domach. I nie ma w tym niczego dziwnego. Być może 95% z nas taką „złą edukację” odebrało w czasach własnego dzieciństwa. Pewnie jako większość nie mamy za wielkich kompetencji, aby dać dzieciom lepszą edukację. Pytanie: czy naprawdę chcesz, aby nasze dzieci były kolejnym pokoleniem, któremu nikt nie pomógł i które w dorosłe życie będzie niosło absurdalne stereotypy i lęki dotyczące seksu?

Czy jedne dzieci warte są czasu i wysiłku edukacji seksualnej, a inne nie?

Ja nie chcę. Ja na co dzień widzę, jak nieoswojona wciąż jest seksualność, ile budzi emocji – także wśród osób, której zajmują się nią zawodowo! Nikt z nas nie jest wolny od wielowiekowej spuścizny wstydu i ukrywania. Dlatego cieszę się, że jest taka grupka entuzjastów i entuzjastek seksualności, które chcą młodym ludziom i małym dzieciom pokazywać seksualność z dobrej strony. Pokazywać jej piękno i potencjały oraz radzić sobie z zagrożeniami. I to właśnie te osoby mogą być przeciwwagą dla seksu, który ktoś poznał w wieku lat ośmiu ze stron porno. Wybawieniem dla rodziców, którzy nie chcą, aby ich 15-letnia córka zaszła w ciążę, ale sami nie wiedzą, co zrobić, aby ją ustrzec. A jedyny pomysł, jaki mają, to aby nie pozwolić jej wychodzić wieczorami z domu. Umówmy się, przecież dla wielu nastolatków rodzice są żadnym autorytetem, szczególnie w kwestii zdrowych relacji, udanych związków oraz seksualności. Przecież wiele osób zamiast czułości rodziców widziało kłótnie, awantury, przemoc wszelkiego rodzaju – włącznie z seksualną. I nawet jeśli jacyś rodzice tworzą z gruntu toksyczny związek i mają zerowe kompetencje uczyć kogoś o zdrowych relacjach i dobrym seksie – to przecież ich dzieci zasługują na to, aby ktoś dał im tę wiedzę. Także ci rodzice, którzy drą ze sobą koty, zdradzają się i nienawidzą, upijają do nieprzytomności lub narkotyzują, pewnie chcieliby lepszej przyszłości dla własnych dzieci. Pewnie nie chcieliby, żeby ich dziecko wróciło do domu zarażone kiłą, HIV czy przerażone tym, że może zostać rodzicem w wieku lat 14 czy 17. Także ci rodzice, którzy nie mają czasu, umiejętności, czy dostali bardzo surowe religijne wychowanie i sami nie potrafią tego zrobić, mają prawo, aby ktoś w ich zastępstwie poświęcił czas ich dzieciom i nauczył ich, co to jest dobra relacja, bezpieczniejszy seks, orientacja seksualna czy tożsamość płciowa. Dlaczego mają takie prawo? Z wielu powodów. M.in. ze zwykłej ludzkiej życzliwości. A także ze zdrowego rozsądku. Bo nawet jeśli Ty dysponujesz wiedzą, pieniędzmi i umiejętnościami i dasz swojej córce dobrą edukację seksualną, to skąd możesz wiedzieć, że za kilka lat na pewno nie zakocha się w chłopaku z takiej rodziny, w której ani ojciec, ani matka, ani nikt nie miał możliwości przekazania mu tego samego. I Twoja córka zostanie przez niego potraktowana obcesowo, bez szacunku oraz bezmyślnie? Co więcej – on jej będzie wmawiał, że tak ma być, a ona mu uwierzy, bo ze stereotypów przecież wynika, że to mężczyzna jest dla kobiety nauczycielem seksu.

Ale najważniejszy powód jest taki, że to państwo polskie w roku 1993 zobowiązało się do wprowadzenia powszechnej i rzetelnej edukacji seksualnej. Ale do dziś się z tego nie wywiązało. Co więcej, aktualnie zastanawia się, czy z niej całkowicie nie zrezygnować. No, cóż, jeśli zrezygnuje, wiedza na temat seksualności będzie dostępna tylko dla wykształconych i zasobnych osób z klasy średniej. A reszta niech się uczy o skutkach seksu w praktyce – roznosząc choroby przekazywane drogą płciową, szukając możliwości aborcji i lecząc złamane serca. W końcu… skoro rodzice ich nie nauczyli w domu, to wina rodziców. A dzieci? Mogły się przecież urodzić w innych rodzinach!

2 komentarze  Like

Co jest świetnego w podcastach? Można je ściągnąć na komórkę i słuchać na spacerze z psem, w drodze do sklepu lub jadąc do pracy. Poza tym dla osób, które występują w podcastach (a w tym występuję ja) – świetne jest na pewno to, że taki podcast można nagrać, leżąc w łóżku. I chyba tak właśnie było tym razem, to jest mój „podcast w szlafroku”, miało być tylko dwadzieścia minut, ale się rozgadałyśmy. Ja i zapraszająca mnie do siebie Monika Liga – autorka ebooków dla dorosłych – odpowiadałyśmy na pytania czytelniczek o to, jak zacząć rozmawiać o seksie i seksualności z partnerami, partnerkami i dziećmi. Bo przecież mówienie o seksie to nie tylko „świntuszenie”, ale też i rozmowy z własnymi pociechami. Bo przecież one pytają. „Mamo, a co to jest orgazm?”

Jeśli opanowałaś mówienie o seksualności, to opowiesz swoim dzieciom o niej w pozytywny sposób. Ale jeśli nie opanowałaś tego do dziś – to podobnie jak z francuskim czy angielskim – wciąż możesz nauczyć się tego języka mówienia o seksualności, tak jak uczysz się języków obcych. Zawsze jest dobry czas, aby zacząć. Posłuchaj podcastu i poćwicz z nami. 🙂

Dawno, dawno temu czytałam książki katolickiej teolożki Uty Ranke-Heinemann, w których opisywała religijne dogmaty dotyczące seksualności. Im więcej czytałam, tym częściej popadałam w niedowierzanie, a potem w złość, bo wychowałam się w tzw. katolickiej rodzinie i żyłam w przekonaniu, że kościół – mimo wojen krzyżowych i inkwizycji – to w zasadzie pozytywna instytucja. Która – ostatecznie – trochę ogranicza nasze życie seksualne, ale ostatecznie chodzi jej o pokój, miłość i szacunek do bliźniego.

O ja naiwna!

Nikt na katechezie nie nauczył mnie historii kościoła, nie zaznajomił z poglądami tych, którzy ten kościół kształtowali, a w kinach nie było jeszcze filmu „Kler”, więc skąd miałam wiedzieć, że miłość to akurat ostatnia rzecz, o którą chodzi w kościele. Tomasz z Akwinu, uważany przez katolików za świętego, w ogóle uważał, że miłość jest przereklamowana. „Każdy, kto zbyt namiętnie kocha żonę, narusza dobro małżeństwa i może być nazwany cudzołożnikiem”1 – głosił. No, chyba że mówimy o miłości fizycznej, o seksie, bo na tym polu kościół przez tysiąclecia stanowił zasady i lubił palić na stosach za ich nieprzestrzeganie.

Katolickie rozważania: <<do pochwy>> czy <<w pochwie>>?

Ogromne było moje zdziwienie, gdy w końcu dotarło do mnie, że czego by nie ogłosili ojcowie kościoła, to ich kościelny świat kręci się dookoła seksu. Absurd? No to rozpatrzmy to na przykładach. Na przykład małżeństwo. Czy – jak sobie wyobrażałam – zależało od przysięgi, którą para złożyła w obliczu boga i bliskich, czy – jak stanowiła teologia – od tego, jaki seks później uprawiała i jakiej używała antykoncepcji?

Żeby nie być gołosłowną i uwzględnić te bardzo ważne katolickie rozważania (na temat spermy w waginie), zacytuję, co Uta Ranke-Hainemann pisze w książce „Eunuchy do raju”. A mianowicie: „Tomasz [z Akwinu] nazwał (za Arystotelesem) nasienie męskie „czymś boskim” (De malo 15,2). Od 1983 r. prawo kanoniczne stosunek małżeński po zażyciu pigułki uważa za dopełniający małżeństwo, zatem małżeństwo pigułkowe jest nierozerwalne. Niedopełnione i rozerwalne jest małżeństwo pary stosującej stosunek przerywany. Dziś trwa spór w kwestii, czy musi nastąpić wytrysk do pochwy, czy w pochwie. Pary stosujące prezerwatywy nie mają szans na rozwód, bo nie ma całkowitej pewności, czy jakaś <<kropelka spermy nie przedostała się do pochwy>>”2. No cóż, trochę mnie to zszokowało, że o małżeństwie stanowi nie deklaracja dwóch dorosłych osób, ale <<kropelka spermy>>. Autorka skwitowała to następująco: „Kwestia nierozerwalności małżeństwa jest kwestią jakości produktów przemysłu gumowego.”3 Pary mają też przechlapane, jeśli nie mogą odbyć stosunku: „Kanon 1084 [Kodeksu Prawa Kanonicznego] z 1983 roku: Niezdolność dokonania stosunku uprzednia i trwała, czy to ze strony mężczyzny czy kobiety czyni małżeństwo nieważnym”4. Wyrazy współczucia dla wszystkich kobiet z pochwicą albo wulwodynią a także dla mężczyzn z zaburzeniami erekcji – nie liczy się Wasza miłość, tylko sprawność organów płciowych. Heinemann dodaje jeszcze: „[Papież] Sykstus uczynił ze spermy alfę i omegę małżeństwa […] Kto nie był w stanie wykazać się nasieniem zgodnym z normą papieską, nie miał prawa do małżeństwa”5. Za to, gdy już małżeństwo zostało zawarte, kobieta stawała się seksualną niewolnicą męża. „Raczej żona musi się pogodzić, że zginie, niżby jej mąż miał zgrzeszyć”6 – twierdził arcybiskup Canterbury Langton, czyli kobieta musiała seksualnie usłużyć mężczyźnie za wszelką cenę – nawet cenę zdrowia czy życia. Kościół zajmuje się także pulą pozycji seksualnych, którymi obdziela wiernych. Oczywiście, seks to grzech, im mniej w nim przyjemności, tym bardziej udane płodzi się dzieci a „XIII-wieczna summa ustala, że przyzwolenie kobiecie na seks w innej pozycji niż ustalona to grzech równy morderstwu”7. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale jeśli ktoś seks w (nieodpowiedniej) pozycji uważa za coś równego morderstwu, to musi mieć seksualną obsesję.

Czytałam też o tym, że mężczyźni z zaburzeniami erekcji nie mogli być przyjmowani na księży czy zakonników. Na początku trudno było mi uwierzyć w te kościelne absurdy, ale im więcej dowiadywałam się o katolickiej teologii (czyli nie z katechezy, ale z książek doktorki kościoła) oraz w ogóle o religiach, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że koniec końców, m.in. w kościele katolickim chodzi przede wszystkim o seks. To on jest złożony na ołtarzu. A skoro księża przez celibat nie mogą w spokoju nacieszyć seksem, to nikt nie powinien móc.

Arcypedał, podistoty i obsesja seksu

Ostatnio na przypadkowej stronie otworzyłam książkę Pawła Reszki „Czarni” i przeczytałam m.in. o tym, jak jeden z księży o pseudonimie „Arcypedał” był postrachem młodych duchownych, którzy najprawdopodobniej byli przez niego gwałceni, molestowani, wykorzystywani – ale bali się skarżyć. Potem na innej stronie znalazłam to, o czym wielokrotnie pisała Uta – czyli że kler jako taki uważa kobiety za rodzaj podistot, którym nie należy się szacunek. A potem znalazłam kilka wypowiedzi księży, którzy mówili, jak wielką obsesję kościół ma na punkcie seksu. „Seks świeckich to jest nasza mania. Poza seksem nie dostrzegamy już żadnych grzechów.” – mówił jeden z nich. „Myślę, że my, duchowni, mamy jakąś obsesję w sprawach seksualności ludzi świeckich. To jest oczywiste maskowanie naszych problemów i frustracji. Budzi się w nas pies ogrodnika: sami nie zjedzą i innym nie dadzą.”8 – dodawał inny. Oni wypowiedzieli to wprost. I bardzo się cieszę, że te słowa padły, no bo kto podejrzewałby „duchowe osoby” o to, że mają obsesję seksu? O to, że zazdroszczą go świeckim? Może dlatego tak bardzo lubią piętnować i potępiać wszystko, co z seksem związane: przyjemność, radość, sam seks, antykoncepcję, przerywanie ciąży, używanie prezerwatyw – nawet w krajach afrykańskich podczas epidemii AIDS. Ale to, że potępiają, to nie znaczy, że sami z tych cielesnych uciech nie korzystają. Cyniczny ksiądz z „Kleru”, gdy dowiaduje się, że jego konkubina jest w ciąży, daje jej pieniądze na aborcję, a wcześniej zadziwiony pyta: „Jak to, nie zabezpieczyłaś się?”. Jasne, „Kler” to film, ale nie sądzę, żeby nie oddawał realiów.

Księża miewają kochanki i kochanków nie tylko w filmach takich jak „Ksiądz” czy „Kler”, ale i w realnym życiu, mają też dzieci, o czym pisała ostatni m.in. Marta Abramowicz w książce „Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica”. Napiszę to jeszcze raz: niektórzy księża są gejami. Być może nawet wielu. Podkreślam to specjalnie, bo jeśli wśród nich działa zasada psa ogrodnika, wyjaśniałoby to atak na gejów i lesbijki, który w kościele jest przedstawiany jako „zaraza LGBT”. Może jeden z drugim księdzem czy biskupem zazdroszczą np. aktorowi Jackowi Poniedziałkowi czy politykowi Robertowi Biedroniowi faktu, że mogą oni otwarcie żyć, mówić jawnie o swojej orientacji i nadal robić karierę? Nie wiem, spekuluję. I czuję, że mogę być blisko prawdy. Zasada, w zgodzie z którą ukryci geje chcą zniszczyć tych jawnych, działała dość często. Z katechezy pamiętam też księdza Mariusza, który uczył nas w szkole podstawowej, że gejów trzeba wywieźć na bezludną wyspę lub też wystrzelać. W głowie mi się wtedy to nie mieściło. Dziś już mi się mieści. Jeśli to on był jednym z tych, którzy dostali się w łapy „Arcypedała” (czy arcy-biskupa?), to nic dziwnego, że nienawidził gejów.

Księża mogą być uzależnieni od seksu, od pornografii, boją się seksualności i mają z nią duże problemy. „Duża część księży jest zniewolona. Pornografia i masturbacja – zachowują się jak mali chłopcy. Sam przez to przechodziłem. Byłem na terapii. […] Księża co chwilę biegają do spowiedzi: „Tak, masturbowałem się, oglądałem pornografię”9. I tylko tyle pojmują z seksualności. Zresztą prawdę mówiąc, wielu z nas jest przerażonych własną seksualnością. Nasze ciało wzbudza strach. Nawet myśl, nawet sen czy polucja są traktowane jako grzech. Z tym trafiają potem do konfesjonału. To zmienia się w jakąś manię prześladowczą.” – mówi inny rozmówca z książki Pawła Reszki. Ich obsesja, ich strach, ich bardzo negatywne podejście do seksualności szkodzą nam wszystkim. A szczególnie tym, którzy i które mieszkają w państwach takich, jak Polska czy kiedyś Malta, gdzie kościół narzucał swoją moralność i hipokryzję wszystkim – wierzącym i niewierzącym.

Tak, teraz już wiem, że niejeden ksiądz zazdrości nam seksu. Czy w związku z tym, robi co może, abyśmy mieli go jak najmniej, a jeśli już mamy – to w najgorszej jakości? Czy to stąd niechęć do antykoncepcji? Stąd nazywanie kobiet, które przerwały ciążę – morderczyniami? Stąd zastępowanie rzetelnej edukacji seksualnej „wychowaniem do życia w rodzinie”, jakby tylko w rodzinie można było mieć seks? Stąd oczernianie tych, którzy tego seksu spróbowali? Sama pamiętam z katechezy te śmieszne opowieści o jabłku – że jak uprawiasz z kimś seks, to jesteś dla przyszłego partnera jak nadgryzione jabłko. Serio, taką „przypowieść” wymyślić może chyba tylko ten, który mało zna seks, bo przecież ciało od orgazmu nie zużywa się jak gumka od mazania. Za to ktoś, kto rozpowszechnia takie brednie, pewnie bardzo zazdrości wolności seksualnej innym. Tego nieskrępowania, tego oficjalnego chodzenia za rękę i dawania sobie buzi. Bo przecież ksiądz też może i często to robi, tylko że „w domu po kryjomu”. Przepraszam, nie w domu. W domu bożym. Albo na plebanii.

1U. Ranke-Heinemann, Eunuchy do raju. Kościół katolicki a seksualizm, tł. M. Zeller, Gdynia 1995, s. 68.

2Tamże, s. 217.

3Tamże, s. 217.

4Tamże, s. 261.

5Tamże, s. 262.

6Tamże, s. 157.

7s. 166.

9Tamże.

1 Komentarz  Like

Nie dlatego, że ktoś Ci zabronił, tylko dlatego, że sama sobie tego zakazałaś.

Może miałaś wtedy 8 lat i ktoś powiedział, że jesteś gruba.

Albo miałaś 13 lat i usłyszałaś, że masz krzywe nogi.

A może, że masz słabe cycki?

I uwierzyłaś, że już nie możesz. Że Ty nie możesz. Że nawet nie ma co próbować. Nic już się nie zmieni. Klamka zapadła. Do końca życia skazana jesteś na samotność. Na puste zimne łóżko. I pustkę w sercu. Żadnego seksu. Żadnej zabawy. Ty nawet na plażę nie wyjdziesz, no bo jak z takim ciałem?

A może uwierzyłaś, że jesteś za stara?

Zbyt siwa i pomarszczona?

Że kobietom w tym wieku już nie wypada?

Może to egoistyczne, ale nie chcę, aby bolało mnie serce. Dlatego wyciągam do Ciebie rękę i mówię: to tylko przekonanie. Prowadząc przez ostatnie kilka lat Kurs Akceptacji Ciała, widziałam kobiety, które rozkwitały. Rozkwitało też ich życie seksualne. Nie dlatego, że w jego czasie odmłodniały, schudły czy wyrobiły sobie super mięśnie. Nie. Po prostu zmierzyły się ze swoimi lękami i spojrzały na ciało z wyrozumiałością. I nagle się okazało, że to ciało jednak może. Że możesz się kochać. Że nadajesz się do seksu. Póki żyjesz!

Zapraszam Cię na live: Wygląd i seks.

Jutro, czyli 12 września o 11.00 w grupie na FB: Klub Uniesionych Spódnic. Tylko dla kobiet. Dołącz do Klubu teraz, żebym mogła Cię dodać do grupy. 🙂 https://www.facebook.com/groups/1249178448563377/

A tutaj zapis lajwu, który można będzie zobaczyć przez najbliższe 5 dni – dla tych, które bojkotują FB. 🙂

Żeby Cię nie zdziwił tytuł – tak, poszło to jako „Im ładniejsza cipka, tym lepszy seks”. Absurd? Cieszę się, że tak to widzisz! To chyba pierwszy krok do dostrzeżenia absurdu poglądu, że im ładniejsze ciało, tym lepszy seks. 🙂

Im ładniejsza cipka – tym lepszy seks? O wyglądzie, seksie i wstydzie:

1. Kim jestem? Praktyczką akceptacji ciała i samoświadomości seksualnej
2. Co chcę? Uświadomić Ci, że ładny wygląd nie warunkuje dobrego seksu, więc nie musisz sobie odmawiać rozkoszy z powodu „krzywych nóg”. 🙂
3. Wygląd i tak się zmienia, więc jeśli chcesz więcej pewności siebie w łóżku – zainwestuj czas i energię w poczucie się dobrze w tym ciele, które teraz masz ❤
4. Przekonanie, że na seks zasługują „tylko piękne i młode”
5. Przekonanie, że to wygląd wyznacza granice rozkoszy
6. Wygląd i wstyd – i jak sobie z nim poradzić?
7. Uszy do góry! Wg mnie możesz być jaka jesteś i wyglądać, jak wyglądasz, słowem: MOŻESZ TAKA BYĆ!

Sądziłam, że się nie da. Że to musi być na żywo – tak jak zawsze. Spojrzenie w oczy, porozumienie, wspólna przestrzeń. Że wtedy ten pokłon ma moc.

Ale ile osób mogę spotkać osobiście? Przed iloma się pokłonić? Chociaż robiłam to już dziesiątki razy, to wciąż za mało.

Mało ciekawe przekazy na temat seksualności chcę zrównoważyć tym jednym, bo tak często słyszę, o jak wiele złego można ją oskarżać. Chcę, abyś usłyszał i usłyszała coś może: innego? Dobrego? Pozytywnego? Chociaż jestem jedna i mam ograniczone możliwości, to jednak robię to, bo od czegoś trzeba zacząć.

Kiedy to nagrywaliśmy, nie sądziłam, że tak podziała na tych, które i którzy już widzieli. Dostałam przecież podziękowania i gratulacje. Usłyszałam, że poczułaś się piękna i wyjątkowa. Że fala ciepła przeszła przez Twoje ciało. Że łzy Ci się zakręciły w oczach. I w ten właśnie sposób dowiedziałam się, że mimo wszystko działa. Chociaż na niektóre osoby. Takie youtubowo-internetowe pokłonienie się.

Więc, jeśli chcesz go doświadczyć, to po prostu włącz ten film.

 

Zostaw komentarz  1

Nie będzie to materiał o Grey’u ani BDSM, tylko o nieświadomości.
Wiele kobiet pyta:

  • jak mam rozpuścić swój wstyd związany z seksem,
  • skąd mam wiedzieć, co lubię w seksie
  • albo jakie są moje granice?

No właśnie, nie wiesz, bo społeczeństwo „zwolniło” Cię czy też przymusiło do wyrzeczenia się seksualności i mocy zarządzania nią. Gdyby zwolniono Cię np. na 5 lat z wuefu, nie dziwiłabyś się, że nie masz mięśni i umiejętności i że jesteś zupełnie zagubiona na boisku do siatkówki. Podobnie jest z seksualnością – nie miałaś możliwości „być w grze”, więc dziś wielu rzeczy nie wiesz, nie umiesz i gubisz się. To efekt lat „zwolnienia” a nie jakieś Twoje „straszne braki”. Wszystko z Tobą w porządku. A swoją seksualność wciąż możesz odzyskać. Jak to zrobić? O tym w poniższym wideo.

Kurs, o którym mówię w nagraniu, znajdziesz tutaj: Zmysłowa Królowa https://www.subscribepage.com/zmyslowakrolowa

1 Komentarz  Like

Miesięczny kurs tylko dla kobiet. Zostań władczynią Twojej seksualności!

Słyszałaś bajeczkę o tym, że kobieta staje się w pełni seksualna, gdy pocałuję ją „książę”? Wierzysz, że „dziewica” jest „niepełną kobietą”? A może czekasz aż Twój mężczyzna lub Twoja kobieta nauczą Cię, jak pozbyć się wstydu, jak polubić swoje ciało i cipkę?

Koniec z bajkami i czekaniem na księcia 🙂

  • Wyobraź sobie siebie pełną seksualnej mocy i pewną siebie. 
  • Wyobraź sobie wspaniałą relację, którą stworzyłaś ze swoim ciałem, kobiecością i seksualnością. 
  • Wyobraź sobie, że jesteś całkiem dobra w rozmowach o seksie i w stawianiu granic. 

Świetnie – możesz taka być już za 5 tygodni. Oferuję Ci udział w kursie, który zawiera 4 moduły dotyczące ciała i seksualności, który opracowałam na podstawie 7 lat prowadzenia kursów i warsztatów z różnymi grupami.

Wszystkie szczegóły dotyczące kursu znajdziesz tutaj.

Zmysłowa Królowa zaczyna się 11 lipca i kończy 12 sierpnia 2019 a w sprzedaży jest do 2 lipca w południe.

 

Wagina. Taki był jej tytuł. Wzięłam ją do ręki po raz pierwszy prawdopodobnie lat temu. Zawsze czytałam wszystko, co tylko w jakiś sposób dotyczyło seksualności, ale dotąd czegoś takiego jeszcze nie czytałam. Ta książka mnie po prostu zachwyciła. To ona była inspiracją, aby założyć portal Seksualność Kobiet i podzielić się ze wszystkimi chętnymi tym, czego dowiedziałam się z książki Wagina i jej podobnych.

Wagina zachwyciła mnie m.in. dlatego, że cała była o żeńskich genitaliach. Nie o duchowej kobiecości, zmysłowej seksualności czy seksie z drugą osobą. Nie. Bez ogródek i kawę na ławę opisywała to, co mnie w tamtym momencie fascynowało tak bardzo – waginę, joni, cipkę. Czytałam tę książkę z wypiekami na twarzy i po przeczytaniu choćby pierwszego rozdziału nie byłam ją tą samą osobą. Chłonęłam szacunek, które stare kultury żywiły do kobiecych genitaliów i kobiecej seksualności, nasiąkałam nim i zmieniałam się z minuty na minutę a potem z roku na rok. Catherine Blackledge opowiedziała mi wiele intymnych i swawolnych historii, pokazujących kobiecą seksualność jako pełną mocy, a waginę jako święte miejsce kobiecego ciała, niegdyś powszechnie czczone, tak jak później stało się powszechnie pogardzane. Cofnęła mnie do czasów i historii (nie tak dalekich, bo niektóre z tych historii wydarzyły się także w XX w., z tym że w innych krajach), w których nie musiałabym się wstydzić tego, że jestem kobietą i mam cipkę pomiędzy nogami. Przeniosła mnie do kultur, które prosząc o błogosławieństwo, pocierają joni swoich bogiń, które uważają, że w kobiecym ciele spoczywa taka siła, że może uspokoić sztorm, przepędzić demony lub przywrócić ziemi płodność. I siła ta wręcz promieniuje właśnie z cipki!

Na YT czytam Wam fragment Waginy na głos 🙂
Ta książka zmieniła moje życie, bo ziarenko padło na podatny grunt. Od liceum zastanawiałam się, czy nie zostać seksuologiem (wtedy jeszcze nie znałam formy ‚seksuolożka’), ale z jakiegoś powodu odpuściłam tę ścieżkę kariery. Dlaczego? Dlatego, że to „nie wypada”? Ludzie by się śmiali, gdybym na pytanie „co studiujesz?” odpowiadała, że seksuologię? W każdym razie Catherine Blackledge jako pierwsza podzieliła się ze mną swoimi kobiecymi tajemnicami. Czytając jej książkę, bardzo podziwiałam ją także za odwagę osobistą. Za to z jaką bezpośredniością mówi o własnej cipce. Nigdy wcześniej nie spotkałam kobiety, która mówiłaby w taki sposób o własnej seksualności, o własnej waginie. To była dla mnie absolutna nowość i inspiracja. Ona odważyła mnie do tego, żebym i ja przemówiła. Abym rzuciła wszystko, co robiłam i na sto procent zaangażowała się w pracę z kobiecą seksualnością.

Catherine Blackledge przyjeżdża 22 czerwca 2019 r. do Warszawy. Nowe wydanie książki Wagina ukazało się w Polsce zimą (po 16 latach od wydania pierwszego), a na okładce jest fragment waginalnej pracy Iwony Demko, która jest rzeźbiarką, artystką-waginistką i która na doktorat zrobiła Kaplicę Waginy.

grafika z FP PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Iwonę osobiście pierwszy raz spotkałam w 2010 r. na festiwalu Dni Cipki. Miała wtedy ze sobą książkę Catherine pełną zakładek. Mój egzemplarz, który był w domu, był pełen podkreśleń. Później od Iwony dostałam wiele waginalnych prezentów, m.in. łechtaczkę Clitoris Wielkiej Bogini oraz jedną z poduszek-cipuszek, które zabierałam na warsztaty o seksualności z kobietami. W 2014 Iwona Demko w Galerii Sztuki Porębach Kupieńskich zorganizowała wystawę i performance Procesja Wilgotnej Pani. Sypałam na nim kwiaty przed figurą Wilgotnej Pani, czyli wielką złotą waginą niesioną przez pola. Wtedy czułam się trochę tak, jakbym przeniosła się do czasów lub miejsc, które w Waginie opisywała Catherine Balckledge. Czułam radość i zachwyt, czułam się być może tak, jak osoby LGBT, które na co dzień czują się trochę wykluczone, ale w czasie Parady Równości wreszcie są na swoim miejscu. Tamto doświadczenie było jednym z wielu, do wzięcia udziału w których zdecydowałam się dlatego, że wcześniej zdecydowałam się przeczytać jedną książkę. Gdy pierwszy raz ją czytałam, marzyłam o tym, żeby kiedyś czegoś podobnego doświadczyć, ale szczerze – nie wierzyłam, że to możliwe. Piszę o tym, aby pokazać to, że małe decyzje czasem mocno wpływają na życie. A Ty dlaczego jesteś na moim portalu? 🙂 Czego byś chciał/a dla siebie? 🙂 Co dzisiaj Tobie wydaje się niemożliwe, a stanie się możliwe za kilka dni, tygodni lub miesięcy? 🙂

 

Jeśli jeszcze nie czytałaś/eś tej książki, bardzo Ci ją polecam, w nowym wydaniu ma tytuł Wagina. Sekretna historia kobiecej siły. Myślę, że przeczytanie choćby już pierwszego rozdziału może Cię mocno przemienić. Możesz odzyskać lub zyskać zupełnie inne spojrzenie na kobiecą seksualność czy kobiece genitalia. Możesz poczuć się na wskroś piękna, dobra i boska z całą Twoją seksualnością, możesz zauważyć, że wagina to neutralna część ciała, a może piękna, intymna i potężna, w której niektórzy chcą widzieć zło, szpetotę i wstyd, ale Ty nie musisz.

A jeśli masz ochotę na więcej, to przyjdź w sobotę na Łowicką 21, albo zapisz się na mój nowy kurs online (tytuł roboczy: Zmysłowa Królowa) lub stacjonarny we Wrocławiu – tematyka waginy będzie tam mocno obecna, bo nie umiem inaczej. 🙂 I powiem Ci nie tylko o tym, czego dowiedziałam się z książki Catherine, ale podzielę się całym swoim doświadczeniem z ponad dekady, kiedy tak pilnie studiowałam kobiecą seksualność, nie tylko o niej czytając, ale głównie ją praktykując dzień po dniu. Na kursach będą też praktyki, które – prawdopodobnie – przeniosą Cię w czasie i przestrzeni do tego miejsca, w którym poczujesz się właściwa, święta i piękna z całym swoim ciałem, seksualnością i Twoją Wspaniałą Waginą.

 

Informacja o spotkaniu z Catherine Blackledge ze strony wydawcy:

Catherine Blackledge na Big Book Festival
W sobotę 22 czerwca 2019 r. o godz. 20.00 zapraszamy do Centrum Łowicka (Galeria) przy ulicy Łowickiej 21 w Warszawie na spotkanie z Catherine Blackledge, autorką książki „Wagina. Sekretna historia kobiecej siły”.
Autorka na spotkaniu opowie o rytualnych obnażeniach, kulcie kobiecości i żeńskiej seksualności w dziejach. Rozmowę w ramach Big Book Festival poprowadzą Paulina Klepacz i Aleksandra Nowak.
Po spotkaniu spacer przez instalację prac “Ana-Suromai” oraz “28 dni” z artystką Iwoną Demko.
Wstęp wolny.

Jestem beznadziejna, nie zasługuję na dobry seks, nikt mnie nie zechce, jestem brzydka i beznadziejna.
Myślisz czasem tymi kategoriami?

 

„Jesteś beznadziejna” to tytuł z okładki, która ostatnio obiega internetowy świat. Na okładce możesz przeczytać też takie napisy jak np.:
Ona jest ładniejsza,
Coś z tobą nie tak,
Nie jesteś wystarczająco dobra.

Ta okładka bardzo mi się spodobała!

Dlaczego? Bo kiedy byłam nastolatką, czytałam pisma dla kobiet, z których mogłam nauczyć się o sobie właśnie tego, jak niewystarczająca jestem. Tylko tytuły artykułów były inne, np. Jak za pomocą makijażu zamaskować…. Jak dobrać fryzurę, aby ukryć…. Jak odessać tłuszcz z… Jak powiększyć…, Jak zmniejszyć… Jak schudnąć 10 kilo…. Jak zredukować rozstępy… Jak walczyć z cellulitem… itp. Znajdowałam sto porad, jak zmienić swoje ciało lub udawać, że ono wygląda inaczej. Wypchane gąbką staniki, wyszczuplająca bielizna, markowe ubrania, zabiegi i kosmetyki, które zrobią z Ciebie „wartościową” kobietę. A co jeśli nie stać Cię na taki styl życia lub nie zmieścisz się w tych rozmiarach ubrań? A co jeśli na Twoje rozstępy nic nie działa? A co jeśli nie masz czasu, aby to wszystko robić?

Wtedy możesz pomyśleć, że jesteś beznadziejna. Masz przecież sposoby, z których nie korzystasz. Więc jesteś leniwa i oporna. I wszyscy zobaczą, że masz grube łydki albo krótkie nogi. Że owal Twojej twarzy nie jest idealny. I wyciągnąć wniosek, że w takim razie nie zasługujesz na dobry seks. Albo na to, żeby być akceptowaną z takim ciałem, jakie masz. Możesz zacząć siebie nie lubić za to, jak ono wygląda. I uwierzyć, że dopóki się nie zmieni, to Ty nie możesz uprawiać seksu ani pokazać się ludziom.

W każdym razie ja, czytając regularnie te magazyny, uwierzyłam, że jestem jeszcze bardziej beznadziejna, niż mi się wcześniej wydawało. Dopiero, gdy przestałam je czytać, zauważyłam, że mój poziom akceptacji siebie wzrósł. Że już się tak bardzo nie przejmuję. Dopiero wtedy doszło do mnie, że trucizna regularnie sącząca się w mój mózg, zatruwała każdą moją komórkę. Wcześniej krzyczały do mnie artykuły i reklamy, które mówiły: popraw, zamaskuj, zatuszuj, ukryj, schowaj, przytnij, zafarbuj, zamaluj, skoryguj, schudnij… a mój mózg każdy taki komunikat czytał jako: coś z Tobą nie tak. Nie zauważyłam, że moje ciało stało się poligonem walki, na którym miałam walczyć sama ze sobą. Sugerowano mi, że muszę nie lubić tego, jaka jestem. Muszę nienawidzić tłuszczu czy rozstępów czy włosów na ciele. I coś, do czego wcześniej nie miałam negatywnego nastawienia, urosło do rangi wielkiego problemu. Energia, która mogła być iść na zabawę, naukę czy choćby uprawianie sportu, szła na zamartwianie się i próby walki z naturą. Jak ja wyglądam? Och, jaka jestem beznadziejna! Ona jest ładniejsza! Nikt mnie nie zechce!

I sądzę, że tak to się dzieje. Komunikaty, które sugerują, że coś trzeba ciągle w Tobie poprawiać, możesz odczytać właśnie jako: Jestem beznadziejna.

Dlatego tak cieszę się tą okładką! Bo na Kursie akceptacji ciała – na którym i ta okładka wypłynęła, dzięki jednej z Uczestniczek – zawsze proponuję eksperymentalny tydzień: odetnij się od takich komunikatów, które sugerują, że jesteś do niczego. I zastąp je życzliwymi. Kobiety, które tak robią, często zaczynają się czuć w świecie tak, jakby były wolne i wystarczające. Bo właściwie – bez względu na wygląd – mogą takie być, jakie są. Przestają się krępować, przechodząc przez pokój pełen ludzi. Ośmielają się założyć na siebie to, na co mają ochotę: spodnie, sukienkę, szorty czy bikini. Odkrywają, że są bardziej wolne w czasie seksu. Eksperymentują z makijażem lub jego brakiem. Po prostu: pozwalają sobie na to, aby być sobą. Przestają wymagać, aby ich ciało spełniało wyśrubowany standardy kulturowego piękna i z takim ciałem, jakie mają – sięgają po to, na co zawsze miały ochotę, ale bały się sięgnąć albo wierzyły, że nie mogą.

„Jesteś beznadziejna” jako głos z wewnątrz

Oczywiście, nie musisz czytać kolorowych magazynów, oglądać reklam, czy przeglądać przefiltrowanych zdjęć na Instagramie, aby słyszeć w głowie ten krytyczny głos. Bo może on siedzi w Twojej głowie już od dzieciństwa i podcina Ci skrzydła, wmawia, że nie możesz kupić sobie bikini albo pozwolić sobie na seksualną rozkosz, bo nie masz „odpowiedniego” ciała. Ale wiesz co? Na ten głos też jest sposób. Można go wyciszyć, można go zastąpić innym komunikatem. Na Kursie używamy do tego zdania: „Mogę taka być”, co znaczy: akceptuję siebie, swoje ciało, nie muszę się poprawiać, akceptuję siebie już w tej chwili. Tamten komunikat: „Jesteś beznadziejna” może być z początku głośniejszy.
Dlaczego?
Bo jeśli słyszysz to od lat i od lat sama sobie powtarzasz, jakaś część Ciebie w to uwierzyła.
Ale tak naprawdę jesteś OK, Twoje ciało jest OK, tylko to może za rzadko sobie powtarzasz, żeby tak samo w to uwierzyć, jak uwierzyłaś w tamto. Może w ogóle sobie tego nie mówisz? Dlatego na Kursie robimy wiele regularnych praktyk, żeby ten pozytywny przekaz tak samo mógł w Ciebie wsiąknąć, jak wsiąkały słowa bezlitosnej krytyki. To zaskakujące, jak łatwo niektórym przychodzi wierzyć w to, że: jest źle, nic się nie uda, moje ciało jest do niczego. I uwalniające, kiedy ten stary przekaz zastępuje coś, co daje nadzieję i energię do działania: Mogę być sobą, mogę być, jaka jestem, moje ciało jest OK, jestem czymś więcej niż moje ciało – jestem osobą, pełnią, całością i mogę mieć radość z życia.

Pomagam kobietom zaakceptować ciało i seksualność. Pomagam wlać nowe paliwo do mózgu, coś, co zastąpi niechęć, niezadowolenie i krytykę. Dlatego robię wyzwania online, warsztaty i kursy. Wierzę, że wspólnie zmieniamy świat. W ten sposób właśnie robimy wielką rewolucję. Każda – zaczynając od siebie. Ale przecież nawet jeśli robisz to tylko dla siebie, skutkiem ubocznym jest to, że emanujesz swoim przykładem na inne osoby: przyjaciółki i przyjaciół, bliskich, rodzinę, dzieci, ludzi z pracy… Więc jeśli chcesz zmienić myślenie, doładować się czymś pozytywnym, zapraszam Cię na moje orgazmiczne wyzwanie online – Wyprawa po orgazmy i na inne wydarzenia oraz zajęcia, np. na stacjonarny lipcowy Kurs akceptacji ciała do Wrocławia bo ten online jest już w połowie. I dziękuję Ci, że ze mną jesteś.

Aha, i pamiętaj, że jesteś wspaniała!

Jesteś wystarczająca!

Wszystko z Tobą OK!

Możesz być taka, jaka jesteś!

Możesz być sobą!

Możesz taka być!

I ja mogę być taka, jaka jestem. Sama sobie daję do tego prawo.

Po prostu – jesteś boginią. 🙂

I jak Ci z tym komunikatem? 🙂 Zdecydowanie bardziej pozytywny, niż o byciu beznadzieją, i przy okazji tak samo obiektywny. Więc który wybierasz? Decyzja należy do Ciebie!

PS. Taki magazyn, jak „You Suck” oczywiście nie istnieje, a jednocześnie – ile z nas go czyta?

Piszę to zdanie trochę przewrotnie, bo wiem, że nie każda_y czuje potrzebę, aby uprawiać seks.:) Ale piszę to z pełną świadomością, aby odwrócić powiedzenie: „Lepiej to robić, niż o tym mówić”. Uważam, że ono naprawdę może przysporzyć ludziom problemów. Ono zamyka usta. Odbiera pewność siebie. Każe milczeć nawet wtedy, gdy trzeba krzyczeć! Może prowadzić do sytuacji pełnych przemocy i nieporozumień, bo przecież, jeśli się mówi „nie”, to tak, jakby się rozmawiało o seksie… To może już lepiej zamknąć oczy i przeczekać, niż się odezwać? Tak, wiem, że to skrajna sytuacja, ale piszę o tym, bo słyszałam i o takich przypadkach.

A ja po prostu chcę pokazać absurd przekonania, że o seksie nie powinno się rozmawiać. Jeśli tak uważamy, przestajemy rozmawiać o czymkolwiek, co komuś może się z seksem kojarzyć. Pozostają tylko świńskie dowcipy (bo to tylko żart!) oraz aluzje (no bo przecież to Tobie się kojarzy!).

Czy faktycznie lepiej to robić?

Czy jeśli lubisz tańczyć, to nie możesz o tym mówić? Bo lepiej jest to robić? No jasne, że jest różnica! Ale jako osoba, która kocha taniec, wiem, że lubię też o nim mówić, słuchać, czytać. Lubię czuć się częścią społeczności. Może być to społeczność taneczna, tangowa czy wielbicieli muzyki elektro. I czy to nie jest radość, spotkać na imprezie kogoś, kto tak samo jak Ty lubi ten sam zespół, tę samą płytę, tę samą piosenkę? I po prostu o tym porozmawiać? Nie wiem, jak Ty, ale ja długie godziny spędziłam na rozmawianiu o muzyce. I nie zaszkodziło to bynajmniej w jej słuchaniu czy też tańczeniu do niej. Jeśli o czymś rozmawiasz, to po prostu zaczynasz to lepiej rozumieć, uczysz się od innych o tym, uczysz się dzięki ich wrażliwości i dzięki ich odmiennemu od Twojego punktowi widzenia.

Dlaczego więc z seksem i seksualnością miałoby być inaczej?

Dlaczego o wszystkim można porozmawiać, a o tym akurat nie?
Dlaczego możemy rozmawiać o gotowaniu, dlaczego możemy pójść na kurs gotowania, oglądać kucharzy w telewizji, a nawet iść do szkoły gastronomicznej, a o seksie trzeba milczeć? Rzekłabym, że jednak dziedzina seksualności, związków i kontaktu z drugim człowiekiem jest bardziej złożona niż zrobienie naleśników. Dlaczego, jak chcesz pierwszy raz w życiu zrobić naleśniki, to tato czy mama powiedzą Ci, jak to się robi, a jeśli nie potrafią, podadzą Ci książkę kucharską, zadzwonią do babci albo znajdą przepis w internecie? Dlaczego, jak chcesz dowiedzieć się czegoś o seksie, to rodzice zazwyczaj zaczynają milczeć? Seks, podobnie jak jedzenie, jest ludzką potrzebą. Seksualność jest częścią Twojej tożsamości. Jeśli o niej milczysz – udajesz, że jej nie ma. Jeśli jej nie ma – tracisz kawałek siebie. I to ten kawałek, który może być źródłem wielkiej satysfakcji, rozwoju osobistego i duchowego, płaszczyzną to tworzenia wielkiej bliskości w związku – że o orgazmach już nie wspomnę.:P

Rozmowy o seksualności poszerzają horyzonty

Seks zazwyczaj odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Jasne, można go zobaczyć w pornografii, ale pornografia to pornografia, to pewna fantazja na temat tego, jak seks mógłby wyglądać, a nie film dokumentalny, więc niekoniecznie dowiesz się z niej jakiejś prawdy o seksie. Jeśli więc chcesz, aby ktoś Ci te drzwi uchylił – to albo musisz się umówić z zaufanymi znajomymi, żeby wypuścili Cię do swojego pokoju, gdy akurat będą się kochać… albo – po prostu z kimś o tym porozmawiasz. Taka rozmowa daje możliwość mówienia nie tylko technikaliach seksu, ale i o emocjach, jednostkowych przeżyciach, radościach, ekstazach, lękach i smutkach – które wiążą się z seksem, a które bywają wielkim tabu.

Rozmowy o seksualności pozwalają na to, aby zobaczyć, jak ona jest różnorodna. Zobaczyć, że różne osoby podniecają różne rzeczy, że każdy może mieć inne pragnienia i fantazje i że jedna osoba może ekscytować się czymś, na co ktoś dotąd nie zwrócił uwagi oraz to, że wcale nie musisz w swoich preferencjach być podobna do swojej koleżanki. Ty być może zwracasz uwagą na coś, co ja pomijam. Tak jak Shere Hite pominęła kobiecą strefę G, a znów Deborah Sundahl ją uwidoczniła, ucząc o kobiecej ejakulacji. Dwie fantastyczne kobiety o różnych spojrzeniach na kobiecą seksualność i kobiece możliwości.

Z jedną z nich miałam możliwość porozmawiać – tak, rozmawiałam z nią, o seksie, o strefie G, o kobiecej seksualności. Właśnie chodzi o to, że nie uprawiałyśmy ze sobą seksu, ale rozmawiałyśmy o nim. O seksie, seksualności, ciele. Można. To może być jednocześnie duża frajda i cenna nauka.

Gdybym uwierzyła w powiedzenie, że lepiej to robić, nie porozmawiałabym z Deborą Sundahl ani nie poznałabym najbardziej nietuzinkowych i wrażliwych osób, które stanęły na mojej zawodowej drodze. Nie rozmawiałabym z  moim partnerem, przyjaciółkami i przyjaciółmi i nie rozmawiałabym teraz z Tobą.

Dzięki byciu między ludźmi i rozmawianiu z nimi także o seksie i seksualności, poczułam, że wszystko ze mną w porządku, gdyż okazało się, że nie jestem tą jedyną kobietą na świecie, którą ten temat interesuje. Bo z seksualnością często wiąże się osamotnienie, poczucie wyobcowania. Ponieważ wkładano nam do głów, że nie wypada i nie należy, do dziś możesz czuć, że nie masz się do kogo odezwać, że wszystkie seksualne tematy, które chcesz poruszyć, trzeba po prostu przełknąć. Zmilczeć. Zapomnieć. Już pomijam te sytuacje, w której ktoś czuje się osamotniony ze względu na swoją nienormatywną orientację psychoseksualną i po prostu boi się powiedzieć o sobie prawdę innym. Nawet heterokobiety i mężczyźni mogą odczuwać lęk przed ujawnieniem się ze swoją intymnością, pragnieniem czy problemem. Każdego dnia kogoś takiego spotykam. Kogoś, kto pyta mnie: czy jest ktoś inny na świecie, kto czuje tak jak ja? Chce tego, co ja? Boi się tego, co ja? Pragnie tego, co ja?

Tak!
Są takie osoby!

Ale dowiesz się o nich dopiero wtedy, kiedy – jak pisałam w tym artykule – zaczniesz języka używać także do rozmów, a nie tylko do seksu oralnego. 🙂

Staram się pokazywać poprzez działanie, że tyle jest kobiecych seksualności, ile jest kobiet. Tyle jest seksualności, ile jest osób. Że się różnimy, ale i że mamy jakieś wspólne doświadczenia. I że seksualność to naprawdę fantastyczny temat do rozmowy!

Ostatnio, poza warsztatami, spotykam się z kobietami i mężczyznami na półgodzinne rozmowy telefoniczne lub internetowe w ramach Rozmowy z Vocą. To jest dla mnie cudowne doświadczenie!

Jestem wdzięczna i czuję wielką radość, kiedy mogę Ci pomóc, dzieląc się doświadczeniem, inspirując, uspokajając czy po prostu wysłuchując. To jest praca marzeń!:)

To, co? Rozmawiamy?! 🙂
Ja jestem gotowa. 🙂

Możemy porozmawiać o seksie,
Możemy porozmawiać o dziewictwie,
Możemy porozmawiać o masturbacji,
Możemy porozmawiać o fantazjach,
Możemy porozmawiać o erotycznej anatomii,
Możemy porozmawiać o ciele,
Możemy porozmawiać o miesiączce.
Możemy porozmawiać o tym, czego pragniesz w seksie, ale nie wiesz, jak to osiągnąć.
Możemy porozmawiać o Twoich radościach i Twoich troskach.

Może jak zaczniesz ze mną, to potem łatwiej będzie Ci z dziewczyną, chłopakiem, żoną, mężem, córką, synem, kimś, kto Ci się strasznie podoba, ale się go wstydzisz. :)?

Lubię myśleć o łóżkowych rozmowach. O rozmowach, które przeprowadziłam w seksie i o seksie. Kojarzą mi się one z przyjemnością, odprężeniem, zabawą. Zazwyczaj dużo w nich czułości, bliskości, czasem podniecenia. Hank Moody w „Californication” mówił, że rozmawiać o seksie to trochę tak, jakby to jeszcze raz robić. Ja myślę, że czasami rozmawiać o seksie, to już trochę to robić.

Podobno Casanowa był impotentem i uwodził kobiety słowami… być może jestem typową kobietą, bo na mnie słowa bardzo działają. Lubię słyszeć o tym, co zaraz będziemy robić i jak będzie mi w tym dobrze. Lubię słuchać o tym, co podnieca, na co mamy ochotę, jaką masz dzisiaj fantazję. Słowa pomieszane z pocałunkami, westchnieniami, pomieszane z czułością i lubieżnością. Słowa, które podniecają. I takie, które dają zaufanie i bezpieczeństwo.

„Dobrze jest to robić i dobrze jest o tym mówić!”

Są takie powiedzenia, że „lepiej to robić, niż o tym mówić” oraz że „dżentelmeni o tym nie rozmawiają”. Co do pierwszego – to mam wrażenie, że wymyśliła to osoba, która pojęcia nie ma, jak smakowita i rozkoszna może być rozmowa o seksie. Zdecydowanie więc polecam mówienie i powiedzenie zmieniam na: „Dobrze jest to robić i dobrze jest o tym mówić”. Przecież kiedy lubisz np. chodzić po górach, to zapewne przyjemnie jest i po tych górach chodzić i potem opowiadać, jak było na wyprawie. Dlaczego więc z seksem miałoby być inaczej? A co do powiedzenia, że „dżentelmeni o tym nie rozmawiają”… – mam nadzieję, że odnosi się ono tylko i wyłącznie do głupich przechwałek i plotek, „kto kogo zaliczył i jak było”. I mam nadzieję, że mężczyźni nie rozumieją tego na opak, jako „nie mogę powiedzieć mojej dziewczynie, co mnie podnieca, bo dżentelmeni o tym nie rozmawiają”. A, niestety, kiedy pisałam Uniesienie spódnicy, to i takie rzeczy słyszałam od moich rozmówczyń, że nie mogły z faceta słowa wyciągnąć i w związku z tym, że para nic o sobie nie wiedziała, seks był kiepski. No bo w końcu zero komunikacji to zero porozumienia. A jak Ci ma być z kimś dobrze w łóżku, jeśli on nie rozumie Ciebie a Ty jego? Jasne, są osoby o zdolnościach jasnowidzów, które być może „słyszą” cudze myśli, tak jak słyszał je Mel Gibson w filmie Czego pragną kobiety – ale z iloma jasnowidzami Ty byłaś w łóżku? Ja jeszcze z żadnym – dlatego używam języka nie tylko do seksu oralnego, ale też do tego, aby powiedzieć, na co mam ochotę i zapytać, czego życzy sobie ta druga osoba. Proste, skuteczne i nie pozostawia pola do nieporozumień.

Dla nieśmiałych… bój się i rób 🙂

Wiem, wiem. Są na tym globie osoby, które są nieśmiałe. No to dla nich w poniższym wideo kilka sposobów na to, aby nie powiedzieć, a jednak powiedzieć. Bo przecież jeśli się wstydzisz powiedzieć to na głos na neutralnym gruncie, to możesz… to napisać (w liście, mejlu, esemesie – lub na specjalnej kartce – tak jak to pokazuję na nagraniu). Możesz też postarać się o taką atmosferę i bliskość, że wstyd tym razem Cię nie zatrzyma. 🙂 Kochanie się to bardzo intymna, wymagająca bliskości i otwarcia czynność. Podobnie z mówieniem o swoich potrzebach i fantazjach. Stawiam więc hipotezę, że tam, gdzie partnerzy/-ki otworzyli/ły się na siebie w rozmowie, tam po prostu lepszy seks. A jeśli się wstydzisz – wtul się w jej/jego ramię, tak, żeby ukryć swój rumieniec – albo zgaś światło, albo wyszepcz mu/jej to przez telefon. Onieśmielenie odczuwa wiele osób, a część z nich stosuje się do hasła „bój się i rób”. Ponoć magia dzieje się tam, gdzie jest strach, bo strach pojawia się tam, gdzie nowe. Nowe może onieśmielać czy też przerażać. Ale – co najgorszego może wydarzyć się w Twoim łóżku? Może jak Ty zrobisz ten pierwszy krok, to drugiej osoby będzie się łatwiej otworzyć. W każdym razie – gdy jasno wypowiesz, czego chcesz a czego nie chcesz – większa szansa, że dostaniesz to, czego chcesz. Gdy ta druga osoba jasno wypowie, czego chce, o czym fantazjuje i co jej sprawia przyjemność – Tobie łatwiej będzie to dać (bez umiejętności czytania w myślach). A czy to nie jest tak, że to, co chcesz dawać w seksie, to przyjemność – drugiej osobie?

Rozmowy przed – stwarzanie dobrej atmosfery

Rozmowy o seksie i w seksie mogą być różne i o tym jest to wideo. Dla porządku napiszę tutaj, że za pomocą rozmowy przed seksem, możesz sobie przygotować dobry grunt do seksu. To tak samo jak z grządką – możesz siać gdzie popadnie, możesz też siać na przygotowanej do tego grządce. Więc po to przygotowujemy grunt – żeby zebrać jak najlepsze owoce. Przed seksem możesz umówić się na to, jakich słów używacie w łóżku a jakich nie (może określenia typu ruchanie sprawiają, że natychmiast spada Ci libido i masz ochotę wykopać partnera z łóżka?) Możecie sobie powiedzieć, co Was podnieca, co chcecie słyszeć, jak chcecie być dotykani, jakie są Wasz granice itp. Gdy wszystkie te sprawy są omówione, można się czuć po prostu bezpieczniej – gdy wiesz, że nie palniesz gafy, nie naruszysz granic, nie użyjesz słowa od którego Twojej partnerce natychmiastowo przechodzi ochota na seks – czy nie czujesz, że pojawia się więcej przestrzeni na eksperymenty? W każdym razie ja tak mam – jak wiem, w jakim obszarze mogę się poruszać i czego mam nie robić – czuję się o wiele swobodniej i naprawdę mogę się puścić wodze fantazji. Mogę dowolnie eksperymentować, bo wiem, że po tym wszystkim nie usłyszę, że zrobiłam coś, co przekraczało wszelkie granice. Nie! My te granice ustaliliśmy wcześniej. Oczywiście, także w seksie na bieżąco można różne rzeczy ustalać, ale o tym będzie w akapicie o rozmowach w seksie.:)

Rozmowy przed seksem przeprowadzałam nie tylko z moim jednym, jedynym, ukochanym, ale także wtedy, gdy miałam się znaleźć w łóżku z kilkoma osobami, niekoniecznie znajomymi. Piszę to, bo chcę rozwiać wszelkie strachy i niedomówienia – a często o nich słyszę, więc powiem to teraz wyraźnie: nawet, może właśnie szczególnie wtedy, kiedy umawiasz się na seks z kimś nowym i nieznanym, dobrze przed seksem omówić sobie to, jakie są granice, co robimy, a czego nie robimy itp. Podejrzewam, że jeśli ktoś jest tzw. normalną osobą, to szczerze i wyraźnie powie Ci, czego chce. Jeśli zaś będzie kręcić i kluczyć albo wręcz odmówi ustalenia zasad – to czy na pewno chcesz seksu z taką osobą? W każdym razie ja bym nie chciała. Lubię jasne i proste sytuacje. Znajomości z nieasertywnymi osobami, które nie chciały mówić wprost, o co im chodzi, wspominam bardzo źle i na długo pozostawiły we mnie dyskomfort. Ja nie chcę ludzi krzywdzić. Dlatego też muszę znać granice drugiej osoby, żeby wiedzieć, że ich nie przekroczyłam. Wolę o tych granicach dowiedzieć się przed, niż dwa tygodnie po – i to od wspólnych znajomych.:P

W czasie tych rozmów przed można ustalić także ogólne zasady, które towarzyszą naszemu seksowi czy związkowi. Co powiesz na dobrowolność, dyskrecję i brak oceny? Jak będziesz się czuć w łóżku, gdy będziesz mieć absolutną pewność, że wszystko możesz, ale niczego nie musisz? Że możesz zadać każde pytanie czy też dać każdą propozycję i nikt się nie obrazi, nie strzeli focha i nie wyśmieje Cię? Jak się czujesz z zasadą dyskrecji – czyli sytuacji, w której wiesz, że to, co robicie, robicie tu i teraz i nikt nie będzie o tym nikomu innemu opowiadać? Jak się czujesz z pewnością, że ani to, co mówisz, ani to, co robisz, ani to jak wyglądasz nie będzie oceniane ani krytykowane? Czy to nie daje luzu i poczucia bezpieczeństwa? A jeśli tak, to dlaczego się na to nie umówić? Można się umówić nawet na piśmie, jeśli tego potrzebujesz!

„Strasznie mnie podnieca, kiedy Ty…”

Na pograniczu rozmów przed seksem i rozmów w trakcie (które są raczej pojedynczymi słowami niż obszernym komunikatem), mogą być jeszcze rozmowy podniecające, zwane czasem świntuszeniem. Myślę, że część tych rozmów może się zaczynać na przykład tak… „Strasznie mnie podnieca, kiedy Ty…” – i tutaj możesz dodać dowolną czynność, która Cię faktycznie podnieca. Może podnieca Cię patrzenie w oczy? A może wkładanie palca w odbyt? Zastanów się, co chcesz przekazać swojemu partnerowi, czy partnerce. W każdym razie pewnie wiele z nas chce wiedzieć, jak dogodzić drugiej osobie i wiedzieć, co tak podniecającego jej robi… Jest to nie tylko miłe, ale i podniecające. I dla osób, które lubią sobie posłuchać w łóżku, ale mają za partnera milczka, mam taką radę: jeśli on/a milczy, mów Ty! Mów o tym, co Cię podnieca, co lubisz, jak Ci robi, co Ty lubisz mu/jej robić itp. Opowiadaj o tym. Słuchaj swojego głosu. Masz tutaj całkowitą dowolność wyrażania się! Możesz dobrać takie słowa, opowiedzieć o takich rzeczach, które zależą tylko do Ciebie. Sto procent kontroli.:) Może Twój partner zechce dołączyć do tej podniecającej rozmowy, może nie, ale podejrzewam, że obojgu będzie przyjemnie chociaż posłuchać.

Czy możemy przestać?

To może mało seksi temat, ale zacznę od końca, czyli kończenia seksu. Część osób czasem w seksie ma już dość, już dłużej nie chce się kochać, ale z jakiegoś powodu tego nie mówi. Najlepiej dla nich byłoby skończyć zabawę dokładnie w tym miejscu gdzie są, nie czekając na czyjekolwiek wytryski, spazmy i orgazmy. Wtedy właśnie można powiedzieć: stop. Już nie chcę. Czy możemy przestać? Albo coś podobnego. Generalnie chodzi o poinformowanie drugiej osoby, że seks właśnie przestał być dla nas przyjemnością. Czasami ta druga osoba jest na tyle empatyczna, że to wyczuje, czasami nie. Więc zachęcam Cię – jeśli nie chcesz, to o tym powiedz, a więcej dowiesz się z nagrania.

Poza tym w seksie często komunikacja bywa ograniczona, bo zatapiamy się w świat zmysłów, ale czasem można usłyszeć jakieś wyznanie miłosne, achy i ochy czy też sugestię, aby zmienić pozycję lub przesunąć się bardziej w lewo. Jest też taka tantryczna medytacja, która polega na mówieniu na głos każdej myśli, która przychodzi Ci do głowy w trakcie seksu. Więc jeśli chcesz się w seksie rozgadać, to może zaczniesz właśnie od niej? Trochę żartuję, a trochę zachęcam do sięgnięcia do książki Święta seksualność, z której ta praktyka pochodzi.

Tak mi dobrze, tak mi rób!

Egzamin zdaje moim zdaniem komunikowanie się pomrukami, westchnieniami, mówieniem „o tak, tak, świetnie, tak! Dobrze, tak!” To nie jest dużo słów, nie jest to jakiś wielki wysiłek, a druga osoba może dzięki temu zauważyć, co Ci sprawia przyjemność, słyszeć to na bieżąco, dzięki czemu z jednej strony może się bardziej w czuć w to, co się dzieje, a z drugiej może się odprężyć, bo wie, że coś robi dobrze. A ludzie się często stresują tym, że w czymś są słabi. Że słabo im idzie w łóżku. Słyszałam, że wręcz niektórych rzeczy w łóżku unikają, bo są przekonani/e, że to im źle idzie, że tego nie umieją. A przecież w części spraw nie tyle chodzi o szczególne wyćwiczenie, co o porozumienie i podążanie za wskazówkami partnera/ki. I gdy partner/ka pyta, co i jak robić, to dobrze jest podać szczere instrukcje. A jak się nie wie, jak to ma być, to zaproponować eksperyment z bieżącą komunikacją, czyli „nie wiem, jak ma być, bo jeszcze nigdy tego nie robiłam/moje ciało się zmienia itp., ale spróbuj na chwilę tego/czegoś, a ja Ci powiem, jak mi jest”. Jeśli dzieje się coś bolesnego czy niemiłego, też możesz dać o tym znać – pomrukiem niezadowolenia albo konkretnym słowem czy gestem – zależy od sytuacji i od tego, jak ten pomruk czy gest zostanie zrozumiany. Czasem może być niezauważony, wtedy warto użyć słów. Więcej o tej niewerbalnej komunikacji na filmiku.

Przeżyjmy to jeszcze raz 🙂

Obok rozmów przed, mamy też rozmowy po.
Rozmowy po mogą pomóc Ci „przeżyć to jeszcze raz” – jak chciał Hank Moody, a także powiedzieć partnerowi, co Ci się najbardziej podobało. Co Cię najbardziej podniecało. Co chcesz jeszcze powtarzać… wiele razy. Gdy skupiasz się na tym, co Ci się podoba, duża szansa, że znów to dostaniesz. To się po prostu zapamiętuje. „O, podobało Ci się jak Cię całowałem w szyję? Ale jak całowałem? Czekaj, spróbuję, a Ty mi powiesz, czy to było tak, czy jakoś inaczej…”
Wiesz, o czym mówię? Często ta druga osoba czuje się już gotowa do tego, aby znów dać Ci tę przyjemność, wyrywa się wręcz do powtórzenia tego. Albo dobrze to sobie zapamiętuje na drugi raz.:)

A jeśli najpierw – zamiast z partnerem czy partnerką w ramach testów chcesz o seksie porozmawiać ze mną – to masz możliwość zakupienia Rozmowy z Vocą – kliknij.:)


Jest taki obrazek w sieci: Jeśli tęsknisz – zadzwoń, jeśli chcesz się z kimś zobaczyć – zaproś, jeśli chcesz być zrozumiany – wyjaśnij i „reklamuje” on prostsze życie. Ja mogę dodać: jeśli chcesz mieć życie seksualne – proponuj. Proponuj seks i nie tylko seks, bo może nie zawsze tęsknisz do seksu? Może czasem tęsknisz do tego, żeby poleżeć z kimś w łóżku i pooglądać film na laptopie? Albo żeby ktoś wymasował Ci stopy? Albo żebyście się całowali lub zabawili w odgrywanie ról?

Świetnie!

Ta wiadomość jest zainspirowana przez Błogokrąg, czyli cykliczną imprezę (którą reanimowałam po ponad roku), którą organizuję we Wrocławiu. Jest to zabawa dla wszystkich. Spotkanie, które ma Ci dać relaks, reset, przyjemność, śmiech, dobry dotyk w nielimitowanej ilości.:)

To spotkanie, które można podzielić na dwie części – pierwszą prowadzę ja, jest to integracja i zasady, drugą prowadzi już cała społeczność błogokręgowa – czyli ludzie mi znani lub zupełnie nowi, którzy przyszli, aby doznać bliskości z drugim człowiekiem. Ta część w dużej mierze opiera się na składaniu propozycji. Może przyszłaś tu po to, aby ktoś Cię wymasował na 4 ręce? A może po to, aby z kimś się poprzytulać lub popatrzyć siebie w oczy? Nieważne, czy przyszłaś sama, czy z mężem, jeśli tego chcesz, potrzebujesz to zaproponować. Wtedy druga osoba może przyjąć Twoją propozycję i spełnić Twoją potrzebę. Tak to się odbywa.

Najbliższy Błogokrąg będzie w tę sobotę (23.03.2019), a przed nim postanowiłam opowiedzieć trochę o składaniu propozycji. Temat jest trochę bardziej złożony, więc jutro o 11.00 mam zamiar na fb zrobić live. 🙂 Tymczasem chcę napisać o tym, co wg mnie ważne w składaniu ofert.

Propozycja, ale do odrzucenia

Propozycja to coś innego niż ultimatum. Propozycja brzmi tak: Jeśli chcesz, to możemy się kochać / całować /pomasować. Ultimatum/groźba to: Jeśli zaraz nie będziemy się kochać, to pożałujesz…

Czujesz różnicę?

Propozycja zostaje Ci otwartą furtkę. Możemy się kochać, jeśli chcesz. Może nie chcesz. Nie wiem, więc proponuję. Propozycja zostawia miejsce na odmowę, pozwala więc na bliskość. Aby być z kimś blisko, potrzebujesz być z nim autentyczna/-y. Jeśli nie chcesz się kochać /całować /masować, aby zachować tę autentyczności, potrzebujesz wyrazić swoje „nie”. Jeśli nie jesteś zdecydowany/-a i może trochę chcesz, a trochę nie chcesz, to też możesz powiedzieć o swoim wahaniu. Jeśli chcesz, ale mówisz „nie”, bo się wstydzisz, to ta druga osoba też nie ma szans Cię poznać, czyli być z Tobą blisko. Propozycję możesz też entuzjastycznie przyjąć, jeśli wywołuje ona Twój entuzjazm.

Proste? Wiem, że proste, ale niekoniecznie dla wszystkich łatwe…

Jeśli czegoś chcesz w seksie, życiu czy związku, możesz o tym mówić. Niektóre rzeczy mogą się zamienić w propozycje.

Konkretne propozycje brzmią tak:

Na przykład: Chcę w tym roku pojechać na wakacje nad morze razem z Tobą, masz ochotę?
Albo: Chcę się z Tobą pieścić przez godzinę i nie chcę tradycyjnego seksu z penetracją, ale na wszystko inne jestem otwarta, idziemy do łóżka?
Albo: chcę się z Tobą kochać na stole w kuchni dziś wieczorem, jeśli masz ochotę, to może przykryjemy go kocem, bo wydaje mi się, że będzie bardzo twardo.

Jak Ci się podobają takie propozycje? 🙂

Klarowność propozycji

Druga rzecz dotycząca propozycji to jasność tego, co proponujesz. To bardzo ważne, szczególnie, jeśli proponujesz seks lub jakieś pieszczoty, żeby ta osoba wiedziała, na co przystaje. Na tym polega klarowność komunikatu i jasność granic. Podczas Błogokręgu mamy kilka zabaw, które to unaoczniają. Np. jedna osoba wchodzi do środka kręgu, który to krąg może ją dotykać, masować, oblać deszczem miłości itp. Opcji jest wiele. Więc ona potrzebuje powiedzieć, czego chce. Np. tylko delikatnego dotyku tylko na plecach i rękach. Kiedy krąg już wie, co i jak ma dostarczyć, może to zrobić.

Kiedy Ty siedzisz na ławce w parku i mówisz: Możemy się kochać, jeśli chcesz… to ta osoba może być trochę skonfundowana. „Kochać? Ale że tu, na tej ławce? Nie!!!”

Co masz na myśli? Możecie się kochać, jak wrócicie do domu? Czy może teraz w parku?

Oraz – co to ma być za rodzaj miłości?

Jeśli zawsze i wszędzie jesteś otwarta/y na wszystko, może nie musisz tego precyzować. Ale jeśli dla Ciebie kochanie się to dwie godziny leżenia w łóżku, całowania, dotykania, patrzenia w oczy, sprośnych rozmów, lizania po genitaliach i innych częściach ciała i innych rozmaitych pieszczot obejmujących penetrację bądź nie, to jeśli składasz ofertę komuś, dla kogo kochanie się to dwie minuty ruchów frykcyjnych, to może przyjąć Twoją ofertę, rozumiejąc ją po swojemu – szybki seks bez wstępów i zakończeń. A może Ty masz ochotę na szybki numerek i nie masz czasu na więcej, a dla osoby, której zaproponowałaś/-eś seks, nie ma seksu bez kina, całowania i recytowania poezji?

Klarowność przy składaniu ofert zdejmuje też z ludzi presję wykazania się nie-wiadomo-czym oraz daje bezpieczeństwo. Jeśli wiem, że umawiamy się tylko na przytulanie, albo tylko na masaż, albo tylko na całowanie się w usta i że choćby-nie-wiem-co dzisiaj nie zdejmiemy z siebie ubrań, to wtedy każdy, kto akurat dziś ma na sobie sprane majtki, kto boi się, że nie umie zrobić drugiemu dobrze ustami lub czuje presję przeżywania orgazmu – może odetchnąć.

Więcej o składaniu propozycji na lajwie jutro o 11 na fp Seksualności Kobiet na fb. O ile fb jutro o 11.00 będzie działał.:)

Jeśli lajw to dla Ciebie za mało – zapraszam Cię na Błogokrąg do Wrocławia – kliknij. To 4 godziny zanurzenia w przyjemnościach i praktyczna nauka bliskości, asertywności oraz składania ofert. 🙂


Jeśli masz jakieś pytania – pisz w komentarzach! 🙂

Voca

Zabawa * Zmiana *Siostrzeństwo

Nie musisz katować swojego ciała, aby poczuć się w nim dobrze!
Możesz mieć coś, co sprawi, że będziesz się czuła piękna nawet w starej sukience i bez makijażu – bez względu na swój wiek, wygląd i okoliczności. To samoakceptacja. I można się jej nauczyć. Podaruj sobie Kurs akceptacji ciała, a jego rewolucyjne efekty będziesz odczuwać przez całe lata!

O kursie akceptacji ciała
Kurs to spotkanie kobiet, które w życzliwej i radosnej atmosferze odbywają podróż do serca samoakceptacji. W ciągu pięciu tygodni, rozmawiając w kręgu, praktykując i bawiąc się, zyskasz nowe zrozumienie siebie i kobiecego ciała. Gdy spojrzysz na siebie z szacunkiem i uznaniem, przestanie być dla Ciebie ważny kształt i wymiar, zaczniesz liczyć się prawdziwa Ty.

Na co dzień będziesz wcielać nowe nawyki w życie – ze wsparciem moim i innych Uczestniczek. Będziesz zmieniać się krok po kroku – ale skutecznie i stabilnie. Odkryjesz siłę siostrzeństwa, bo razem możemy więcej.

Tematy, które poruszamy w trakcie pięciu tygodni:
Realny wizerunek ciała a media.
Samoakceptacja jako sztuka codzienna.
Ciało – jak uwolnić się od wstydu?
Części intymne i nagość a stereotypy i nasze emocje,
Budowanie dobrej relacji ze sobą i innymi kobietami.

Co otrzymasz w ramach kursu?
15 godzin warsztatowych.
Skuteczne praktyki do samodzielnego wykonywania w domu.
Wsparcie mejlowe i telefoniczne podczas trwania kursu.
Wiedzę, praktykę i inspiracje do trwałych zmian.
Nowe, pozytywne podejście do samej siebie!

Zobacz i przekonaj się, co powstrzymuje Cię przed akceptacją swojego ciała:

 

Poznaj opinie uczestniczek wcześniejszych edycji:


Te warsztaty zmieniają życie. Pierwszy raz w życiu poczułam się zupełnie akceptowana, nieoceniana, ukochana przez siebie samą. To wyjątkowa przestrzeń, gdzie pod opieką profesjonalnej Voki możesz dotrzeć do sedna realnego piękna samej siebie. Przebyłam piękną podróż wgłąb siebie samej i przejrzałam się w sercach wyjątkowych i mądrych kobiet.
-Marta

To było magiczne spotkanie, wspaniała podróż i opowieść kobiet o kobietach i dla kobiet. Warsztaty prowadzone boską mocą za pośrednictwem Voki to mistyczne spotkanie z samą sobą. Życzę każdej kobiecie, aby miała okazję tego doświadczyć na własnym kobiecym ciele i duszy. Nie tylko polecam, ale i szczerze dziękuję.
-Iza 

Zaczęłam kurs jako dziewczynka, skończyłam jako dorosła kobieta.
Zmiany, które zadziewałam w sobie, miały ogromne odbicie w mojej codzienności i relacji z moim mężem. Byłam przygotowana na ostry i ciężki czas procesowania, a było to jedno z przyjemniejszych, lekkich zadziewań w moim dorosłym życiu!
Agnieszka

Kurs prowadzi: Voca Ilnicka
Przewodniczka po kobiecej seksualności, edukatorka, trenerka, twórczyni portalu Seksualnosc-Kobiet.pl; autorka „Sekretnika kobiecej waginy” i współautorka książki „7 skutecznych sposobów na bolesne miesiączki”. Jej wypowiedzi znaleźć można m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Sensie”, Polityce”, „Elle”, „Zwierciadle” , TVP2, TVP3, Tok FM, Radio RAM.
http://vocailnicka.pl/

Zadbaj o siebie  ♥
start: 15.01.2020, koniec 19.02.2020 (kolejne środy z wyjątkiem 22.01.)
Spotykamy się przez 5 tygodni w każdą pracującą środę w Rozwijalni przy ul. Chełmońskiego 30 we Wrocławiu (Biskupin).
Zajęcia, na których nie możesz być z powodów losowych, możesz odrobić podczas 30-min. konsultacji tel./online.

Cena: 500 zł
Zaliczka: 100 zł
Nr konta:  97 1140 1010 0000 5433 5900 4848
Temat: Kurs Akceptacji Ciała Wrocław
Fundacja Rozwoju Przedsiębiorczości „Twój StartUP”
ul. Żurawia 6/12 lok 766, 00-503 Warszawa

Zapisy: v.ilnicka@seksualnosc-kobiet.pl
tel. +48 792 667 769
Daj znać, że wpłaciłaś/wpłacisz zaliczkę i proszę, wyślij potwierdzenie przelewu.

Nie jesteś pewna, czy to dla Ciebie? Zobacz listę pytań i odpowiedzi:

  • Ile osób bierze udział w kursie? 
    Maksymalna liczba osób to 12-15
  • Jakich efektów mogę się podziewać?
    Ten kurs zdejmuje z Ciebie presję bycia idealną.
    Nauczysz się życzliwości dla samej siebie i uciszysz wewnętrznego krytyka.
    Poczujesz się lepiej we własnej skórze, docenisz swoje ciało, przez co odzyskasz dużą część energii, którą dotąd spalałaś na zamartwianie się i krytykowanie siebie.
    Możliwe, że poczujesz się o wiele swobodniej także w relacjach damsko-męskich, partnerskich i seksie.
    Stworzysz pełne życzliwości relacje z innymi kobietami, które dotąd być może widziałaś jako rywalki, a teraz zobaczysz, że kobiety mogą być wsparciem.
  • Co jeśli nie spodoba mi się kurs lub uczestniczki?
    Plan kursu i osobę prowadzącej możesz sprawdzić przed zajęciami, także możesz umówić się na rozmowę przez telefon lub internet, aby przekonać się, czy to jest to. Na pierwszych zajęciach spisywany jest kontrakt na cały kurs, który eliminuje takie zachowania jak: ocenianie, krytykowanie czy dawanie rad. Jeśli Ci się nie spodoba, możesz zrezygnować z kursu, ale nie dostaniesz zwrotu pieniędzy.
  • Kto może wziąć udział w kursie?
    Każda pełnoletnia kobieta, która chce zatroszczyć się o siebie.
  • Jaką metodą pracujesz?
    Metodą autorską, którą wypracowywałam przez lata, wplatając w to elementy pracy kręgowej, aktywnego słuchania, praktyk mających źródło w tantrze współczesnej czy szeroko pojętej pracy z ciałem.
  • Czy są jakieś ograniczenia, co do wieku, kondycji fizycznej etc?
    Zajęcia odbywają się na pierwszym piętrze w budynku bez windy a w ich czasie siedzimy na podłodze na materacach i poduszkach.
  • Czy trzeba się rozebrać podczas kursu?
    Na kursie niczego nie trzeba, naszą zasadą jest całkowita dobrowolność, więc nie trzeba się rozbierać. Czasami pojawia się element nagości, ale każda z uczestniczek zdejmuje siebie tylko tyle, ile czuje, że chce i może. Zero presji.
  •  Co mogę zrobić, żeby najbardziej efektywnie skorzystać z kursu?
    Być na wszystkich zajęciach, brać udział w ćwiczeniach i robić wybrane praktyki w domu.
  •  A jeśli nie mogę być na jakichś zajęciach?
    Jeśli opuścisz zajęcia (maksymalnie raz) z przyczyn niezależnych, możesz je „odrobić” w ramach 30-min. konsultacji (telefonicznej lub online).

Nie znalazłaś odpowiedzi na Twoje pytanie? Napisz do mnie i umówimy się na rozmowę na skajpie/zoomie, na której opowiesz mi, czego potrzebujesz a ja opowiem, co Ci mogę zaoferować ♥ v.ilnicka@seksualnosc-kobiet.pl. Do usłyszenia i zobaczenia!

PS. Chcesz wziąć udział w kursie, ale jesteś w trudnej sytuacji materialnej? Odezwij się, znajdziemy jakieś rozwiązanie.

♀️ 🙂 ➡️ Ciągle zastanawiasz się, jak „o tym” porozmawiać?
🙂 ➡️ Chcesz uwolnić się od wstydu, skrępowania i ograniczających przekonań?
😀 Hej! ➡️ Zróbmy to razem! Zobacz i przećwicz ze mną dobre sposoby rozmów o seksualności! Nabierz pewności siebie i spełnij swoje fantazje na gwiazdkę! 🙂 🔜 🎄🐾

🐾Czy można „o tym” rozmawiać? Można! Ja się sama uczyłam jak i trochę to trwało… Oj, kiedyś nie byłam taka śmiała, jak dziś. Czerwieniłam się, wstydziłam i traciłam wątek. Ty nie musisz tracić na to lat ani miesięcy. Przekażę Ci wszystko, co wiem, w jeden dzień. Abyś mogła poczuć się lekko. Aby uwolnić energię. Aby móc porozmawiać dobrze i bez stresu z każdym: partnerem, partnerką, dziećmi, znajomymi. 🐾

🌷Nawet jeśli nic nie mówimy o seksie, to milczeniem przekazujemy swoje postawy dalej: dzieciom, partnerom. Czy jeśli nic nie mówię, tzn, że jest to dla mnie temat wstydliwy? Nie godny rozmowy? Nie dla kobiet? Jaki przekaz dała Ci Twoja mama i co dzięki niej wiesz o kobiecości i seksualności? 🐾

🍑 Dopóki nie rozmawiamy, nie ubieramy w słowa – same nie wiemy, co myślimy. Tematy przegadane przestają „straszyć”. Wiele z nas odkrywa, że tak trudne zadanie, jak rozmowa o seksie i seksualności, jest w zasadzie łatwe i że one to potrafią, tylko dotąd o tym nie wiedziały. Chcesz dołączyć do tego grona? Zapisz się teraz na ✒️ v.ilnicka@seksualnosc-kobiet.pl lub 792667769. 🐾

🌷🌷🌷Jeśli: 🐾
– chcesz otwarcie porozmawiać o seksie i seksualności, ale nie masz z kim…
– nie czujesz się całkiem pewnie ze swoją seksualnością…
– przebywasz w towarzystwie, które mogłoby opacznie zinterpretować wszelkie próby porozmawiania o „tych sprawach”…
– chcesz pożegnać zaszczepione Ci szkodliwe schematy dotyczące seksualności…
– albo po prostu masz ochotę na dzień w intrygującym kobiecym towarzystwie to TEN WARSZTAT JEST DLA CIEBIE! 🌷🌷🌷

Najważniejsza dla mnie jesteś Ty i tematy, jakie chcesz podjąć na zajęciach. Możesz mi o nich napisać w mejlu ze zgłoszeniem na warsztat na v.ilnicka@seksualnosc-kobiet.pl. Czekam na Ciebie. <3 Śmiało! ✒️

Kto to prowadzi?
♀️Voca Ilnicka (babka ze zdjęcia z pomarańczową twarzą 😛) – przewodniczka po kobiecej seksualności, edukatorka, trenerka, redaktorka serwisu Seksualnosc-Kobiet.pl, autorka „Sekretnika kobiecej waginy” i „Uniesienia spódnicy”, które niedługo ukaże się w druku. 🙂
Warsztaty o seksualności tylko dla kobiet robię od 2011 roku i kocham to. Nie jestem: psycholożką, seksuolożką ani nawet sex coachem. 🙂

☎️Jeśli nie jesteś pewna, czy to dla Ciebie… zadzwoń 792667769 – porozmawiamy. 🙂 A jak podasz mi swój ☑️@, to wyślę Ci ebook 📔📗„Sekretnik”. 🙂 📖

💡Zapisy do końca listopada na:✒️v.ilnicka@seksualnosc-kobiet.pl
💰 Cena: 150 zł (warsztat)
lub 200 zł (warsztat + 50 min. sesji online do wykorzystania do końca grudnia) ◀️

🐅 Nie wierz tym, którzy utrzymują, że „o tym” nie da się rozmawiać, że język polski jest zbyt wulgarny lub zbyt medyczny, żeby taka rozmowa brzmiała dobrze. Nie wierz! Za to zacznij mówić. Sama do siebie. Do lustra. Do przyjaciółki. Do męża. Zmiana świata na seks-pozytywny zaczyna się w Tobie. <3 🐅🐾<3

 

Wczoraj spotkałam się z Leną Bielską, która nagrywa podcasty Dirty Words – Brzydkie Słowa i siedząc nad Odrą w scenerii polskiej złotej jesieni nagrywałyśmy odcinek o pozytywnym stosunku do własnej waginy, joni, cipki… (Lena obiecuje, że podcast będzie do odsłuchania w następnym tygodniu). Poruszyłyśmy m.in. temat tego, kto wydaje pozwolenie na interesowanie się własną seksualnością, na interesowanie się tym, co masz między nogami, na zainteresowanie własną cipką, tym, jaka ona jest, co Ci może dać, co Ci może powiedzieć.

Bardzo się to zgrało z filmikiem, który ostatnio wrzuciłam na YT. Na pytanie: kto daje Ci pozwolenie na bycie seksualną, mam taką odpowiedź: jasne, że „oni”. Jacyś „oni”. Ale tak naprawdę w głębi serca, w głębi duszy – Ty sama ją sobie dajesz! Po pierwsze i najważniejsze: to od Ciebie zależy! To Ty sama możesz sobie to pozwolenie dać! Wiem, że możesz czekać, aż ktoś przyjdzie i powie: możesz być seksualna. Więc jeśli to czytasz, to ja Ci mówię: możesz być seksualna, możesz się swoją seksualnością interesować, ile tylko chcesz! Możesz zaglądać między własne nogi, dotykać swojej joni, lubić ją, kochać, wielbić i szanować. Ale to najważniejsze przyzwolenie i pozwolenie sobie wychodzi od Ciebie. To Twoje życie. Twoje ciało. Twoja moc.

Więcej mówię o tym na filmiku poniżej.

Czy mówisz sobie, że:

mogę mieć seksualne pragnienia,

mogę mieć fantazje erotyczne,

mogę czuć pożądanie,

mogę czytać książki o seksie, mogę oglądać filmy o seksie, mogę lubić erotykę i porno,

mogę powiedzieć mojemu partnerowi lub partnerce: chcę się z Tobą kochać teraz! 

Mogę się interesować własną cipką. 

To ja decyduję i ja mogę mogę:

1. Dać sobie przyzwolenie na bycie seksualną.

2. Dowiedzieć się dobrych, zabawnych, wpierających rzeczy nt. kobiecej seksualności, kobiecej anatomii, łechtaczek i wagin. 🙂

3. Znaleźć kobiety, które myślą, czują i zachowują się podobnie.

Zapraszam Cię też na warsztaty „Let’s talk about sex” do Wrocławia 15 grudnia 2018. Tutaj z pewnością poznasz kobiety, które myślą i czują podobnie. A może spotkasz przyjaciółkę?

1 Komentarz  Like

Czy potrzebujesz odwagi, aby rozmawiać o seksie?
Czy potrzebujesz odwagi, aby rozmawiać o seksualności wprost i bez owijania w bawełnę?
Czy to nie absurd, że aby rozmawiać o dawaniu miłości i rozkoszy, jako społeczeństwo potrzebujemy być odważni? Więcej

2 komentarze  Like

Urodziłam się jako istota seksualna. Ty też. Może słyszałaś/-eś, że seksualność to coś złego, brudnego, grzesznego, że trzeba ją ukrywać i że trzeba się jej wstydzić. Ja Ci mówię, że wraz ze swoją seksualnością jesteś idealna/-y. Nie musisz nic zmieniać! Ja przyjmuję i szanuję Twoją seksualność.

W czasach pokoju i dobrobytu zarówno przyjemność, jak i macierzyństwo były kwestiami osobistymi, intymnymi doświadczeniami, do których zachęcano i które chwalono. Poeci pisali o kobiecych orgazmach, o ”muszelkach” czy innych ”różanych pączkach”, a malarze i rzeźbiarze przedstawiali je w swoich dziełach.

Z ciężkiego okresu gimnazjum i liceum wyciągnęłam jeden wniosek: dziewczyny dzielą się na dwie kategorie; pierwsze – to są te, tak zwane „popularne dziewczyny”, modnie ubrane, zawsze w nienagannym makijażu, uwielbiane przez chłopców, uczęszczające na wszelkie „melanże” w okolicy. No i są jeszcze te drugie: niepopularne, nudne, dziewice, te z dobrymi ocenami, niepojawiające się na imprezach.

Może z czasem macierzyństwo staje się doświadczeniem poszerzającym świadomość i dającym doznania, wiedzę, emocje niedostępne w innej sytuacji. Najpierw jednak zdarza się nam odbierać je jak śmierć. Dosłownie śmierć fizyczną (wyczerpanie, stres, izolację) oraz śmierć emocjonalną. 

Dwa porody to najmocniejsze doświadczenia w moim życiu, piękne i bolesne – dały początek wielkim zmianom i rewolucji w myśleniu o własnej kobiecości. Zdecydowałam, że skoro moje Ciało potrafi tyle znieść, skoro moje Ciało daje życie, skoro moje ciało karmi, to nigdy już tego Ciała nie skrzywdzę słowem, krytyką, zagłuszaniem jego potrzeb w imię przyjemności mężczyzny. 

Już nie staję przeciwko mojemu ciału, już nie krytykuję. Wzmocniłam się jako kobieta, doceniam to, że nią jestem. Dumnie noszę bliznę po cesarce, szerzej niż przedtem otwieram nogi przed mężem, mimo że moja pochwa jest „po przejściach”.

Nasz kontakt z seksualnością zaczyna się w momencie narodzin, kiedy po raz pierwszy stykamy się z dotykaniem, uściskiem i opieką naszych rodziców. Seksualność poznajemy wtedy, gdy jako małe dzieci patrzymy rodzicom w oczy i czujemy w duszy (lub nie) potężny ładunek miłości i więzi.

Ponieważ od młodości poruszam się w zamkniętym świecie nauki, postanowiłam przede wszystkim zgłębić sposób postrzegania żeńskich narządów płciowych przez współczesne dyscypliny naukowe – medycynę i anatomię. Wpadłam w niedowierzanie. Okazało się, że królują tam kontrowersje i niepewność, a sytuację tę potęguje brak rzetelnych badań. 

Kobiety stają przed sprzecznymi żądaniami: z jednej strony mają być „zawsze dziewicze”, potulne i niewinne, z drugiej: mają być sexy wampami zaspokajającymi swoich mężczyzn. Z jednej strony mają się raczej nie zajmować takimi „głupotami” jak seks i własna wagina, z drugiej „powinny” przeżywać wielokrotne orgazmy.

Powszechna Deklaracja Praw Seksualnych – dokument zawierający 11 praw seksualnych, stanowiących fundamentalne i uniwersalne prawa człowieka, przyczyniające się do wolności, równości i godności wszystkich ludzi. Został stworzony w celu zaspokojenia potrzeb społecznych i osobistych, niezbędnych w pełnym rozwoju jednostki.

Wyobraź sobie siebie seksualnie odmienioną: radosną, spokojną, podekscytowaną, spełnioną.
Kochającą siebie.
Akceptującą swoje wady i zalety.
Cierpliwą dla swoich niedociągnięć.
Współczującą dla swoich braków.
Pewną siebie w seksie.
Nagą w świetle.
Dziką. Romantyczną. Czułą. Delikatną. Silną. Mądrą. Naiwną. Otwartą.
Inną niż dotąd…

Wielu z nas brakowało wzoru kobiety, którą byśmy chciały naśladować, szczególnie w dziedzinie seksualności i związków. Gdy brak nam dobrego wzoru z życia, bierzemy wzory z kultury, a kulturowa wizja kobiecości jest uładzona i wygładzona, aby była wygodna dla społeczeństwa.

Gdzieś tam na pograniczu flirtu i związku kobiecość może być największym atutem. Może być też czymś, co spędza nam sen z powiek. Bowiem wiele z nas boi się używać kobiecości, aby w pełni wyrażać siebie, a także dlatego „żeby ktoś czegoś sobie nie pomyślał”, „żeby nie złamać komuś serca” lub „żeby nie prowokować”.

Kiedyś rozmawiałam z kobietą, która powiedziała, że nigdy nie chodziła sama do kina. Dlaczego? Bo miała przekonanie, że do kina można chodzić tylko z chłopakiem i kiedy kobieta idzie do kina sama, to jest po prostu jej porażka. Jej deklaracja mnie nie zdziwiła, mimo że sama przez całe lata bywałam w kinie sama.

To, co dziś wywołuje tyle niejasności, zamieszania, miało kiedyś inną rolę. Niosło konkretny przekaz. Mity kiedyś określały etapy wkraczania do seksualności, pomagały młodym kobietom budować ich własną tożsamość seksualną.

Pierwsza ciąża na początku była dla mnie wielkim szokiem. Tak, to była „wpadka”, ale bardzo szybko pogodziłam się z tym faktem i z radością obserwowałam zmiany, jakie zachodziły w moim ciele. Przede wszystkim cieszył mnie fakt, że wreszcie mam „prawdziwe” cycki. Wtedy tak naprawdę pierwszy raz dotknęłam ich w celu czysto erotycznym, cieszyłam się nimi jak mała dziewczynka nową lalką. 

W naszych czasach mówimy o seksie. Dużo. Gdzie dotykać, jak osiągać maksimum przyjemności, jak się zabezpieczać. A w tysiącach sypialni każdego wieczora pada magiczne zdanie: „nie dzisiaj, boli mnie głowa!”. Ośmielę się stwierdzić, że istnieje na to idealne lekarstwo. Nie kosztuje wiele. Chyba, że chęci – bo tego nigdy dość.

W babskim gronie łatwo mówić o seksie, o własnych doświadczeniach. Często wyolbrzymiamy ich ilość, by poczuć się ”lepsze”, ”rozchwytywane”, ”doświadczone”. Ile razy przyrównywałyście wielkości penisów obecnych i byłych partnerów, wymieniałyście się poglądami? Temat goni temat, każdy wątek przechodzi w kilka kolejnych.

Miało być o seksualności i będzie. O tym, jak moja seksualność poszła sobie w siną dal i jak powoli wraca.

Środa, kilkadziesiąt minut do godziny zero.

Miało być o seksualności i będzie. O tym, jak moja seksualność poszła sobie w siną dal i jak powoli wraca.

Z ogromną, zmysłową przyjemnością przedstawiamy Wam e-magazyn MoreLove – Więcej Miłości, zapraszając jednocześnie do jego współtworzenia. Premiera w sieci e-magazynu planowana jest na 7 lutego. Już dziś jednak pragniemy Was poinformować o naszej wizji i zaprosić do współpracy. 

Media nam wmawiają, że uprawianie seksu zawsze i bez względu na okoliczności, nasze samopoczucie, zdrowie, sytuację życiową itp. musi być cudownym przeżyciem. A jeśli coś bywa nie tak, wniosek jest jeden – to Ty jesteś beznadziejną osobą, która nawet tego nie potrafi robić.

Seks jest brudny. Moje narządy płciowe są nieodpowiednich rozmiarów lub kształtów. Mojemu partnerowi nie będzie się podobało moje ciało. Takie stwierdzenia mają realny wpływ na nasze życie. Bo kłamstwo powtarzane tysiąc razy, staje się prawdą. Kultura, w której żyjemy, nie traktuje seksualności jako części zdrowego człowieczeństwa. Seksualność jest podejrzaną cechą każdej osoby – nawet dorosłej. W trakcie życia przejmujemy wiele negatywnych sądów o seksie, własnym ciele i relacjach miłosnych. 

Tak, mamy w Polsce takie muzeum. Mieści się w Warszawie przy ulicy Grzybowskiej. Na stronie muzeum można przeczytać: „Muzeum Erotyki w Warszawie jest jedynym tego typu Muzeum w Polsce i jednym z nielicznych w Europie, gdzie można obejrzeć przedmioty, jakie inne muzea wstydliwie skrywają przed zwiedzającymi.

Sprawozdania przesadnie koncentrowały się na aktywności seksualnej robotnic, a nieuregulowana kobieca seksualność, tradycyjnie symbolizująca chaos i załamanie się autorytetów, służyła jako metafora do wyrażenia obaw na temat głębokich przemian społecznych nie zawsze układających się według oczekiwanego marksistowskiego scenariusza.

Różnice miedzy kobietami a mężczyznami są – obok diet, asertywności i sposobów na rzucenie palenia – głównym tematem większości poradników. Skąd wynikają owe różnice i czy naprawdę są aż tak duże? Przyjrzyjmy się szczególnie kobiecemu i męskiemu podejściu do seksu.

Lista książek, która ukształtowała moje podejście do seksualności, na pewno nie będzie kompletna. Wiele literatury poczytnej, popularnej czy z „kanonu” odnosi się do seksu, choć może nie wprost, czyni do niego aluzje, których gra nierzadko bardzo stymuluje umysł czytelniczki.