Pierwsza ciąża na początku była dla mnie wielkim szokiem. Tak, to była „wpadka”, ale bardzo szybko pogodziłam się z tym faktem i z radością obserwowałam zmiany, jakie zachodziły w moim ciele. Przede wszystkim cieszył mnie fakt, że wreszcie mam „prawdziwe” cycki. Wtedy tak naprawdę pierwszy raz dotknęłam ich w celu czysto erotycznym, cieszyłam się nimi jak mała dziewczynka nową lalką. 

Pochodzę z katolickiej, bardzo konserwatywnej rodziny. W moim domu seks zawsze był tematem tabu, o „tych sprawach” dowiadywałam się więc z różnych, niekoniecznie właściwych, źródeł. Zaowocowało to wieloma błędami, które popełniłam na początku mojej seksualnej drogi. Ale nie o tym będę tu pisać.

Tak naprawdę moją seksualność zaczęłam odkrywać z moim – wtedy jeszcze przyszłym – mężem. To on pokazał mi, jak czerpać radość z seksu. To on utwierdził mnie w przekonaniu, że moje małe piersi, których nienawidziłam, także mogą być dla kogoś piękne. Nauczył mnie nie tylko dawać, ale również (a może przede wszystkim) brać.

Pierwsza ciąża na początku była dla mnie wielkim szokiem. Tak, to była „wpadka”, ale bardzo szybko pogodziłam się z tym faktem i z radością obserwowałam zmiany, jakie zachodziły w moim ciele. Przede wszystkim cieszył mnie fakt, że wreszcie mam „prawdziwe” cycki. Wtedy tak naprawdę pierwszy raz dotknęłam ich w celu czysto erotycznym, cieszyłam się nimi jak mała dziewczynka nową lalką. Wtedy wybuchła we mnie prawdziwa „bomba seksualna”. Niemal bez przerwy byłam podniecona, chciało mi się kochać prawie cały czas. Mąż był wniebowzięty, a ja naprawdę szczęśliwa.

O dziwo po porodzie ten stan się utrzymał. Nie wytrzymaliśmy książkowych 6 tygodni i już 3 tygodnie po urodzeniu synka kochaliśmy się na podłodze, żeby nie obudzić maleństwa, które spało w naszym łóżku. Jakoś nigdy nam to nie przeszkadzało, że spaliśmy we trójkę, kochaliśmy się nadal często i intensywnie.

4 lata później znów zaszłam w ciążę, która pod koniec okazała się zagrożona. Musieliśmy się trochę ograniczyć, kochaliśmy się więc powoli i ostrożnie. Myślę, że ten okres ogromnie wpłynął na nasz związek, umocnił go.

Właśnie minęło 16 miesięcy od urodzenia naszego drugiego synka. Powoli przygotowuję się do tego, że moje piersi stracą na jędrności i będą znów małe, ale nie jest to już dla mnie problemem.

W natłoku obowiązków częstotliwość naszego współżycia nie jest już taka jak kiedyś, lecz myślę, że nie jest to wcale zmiana na gorsze. Nasze zbliżenia, choć rzadsze, nadal przepełnione są namiętnością i wciąż pozwalają odkrywać się wzajemnie na nowo.

Ja, Matka-Polka, ciągle czuję się przede wszystkim Kobietą. Kiedy dzieci już słodko śpią, staram się odsunąć je na dalszy plan i poświęcić ten czas mojemu mężczyźnie. I chociaż często zdarza się, że oboje zasypiamy przed telewizorem, to nic nie zastąpi mi tego błysku w jego oczach, kiedy ubrana w coś seksownego wchodzę do sypialni i zaczynam się powoli rozbierać…

Tekst ukazał się w ramach konkursu Matka-Polka pisze o seksie!


autor: Anja

Udostępnij ten post: