Mam wrażenie, że „Święta seksualność. Radość tantry” to książka, która powstała z miłości. Na wstępie zaznaczę, że recenzja, którą piszę, nie będzie obiektywna, bo zakochałam się w tym tantrycznym podręczniku, gdy tylko dostałam go w swoje ręce.

SwietaSeksualnosc-cover-www.jpg

Piękne ilustracje, zmysłowe zdjęcia i już kilka pierwszych zdań sprawiły, że nie mogłam się od lektury oderwać. Książkę (jeszcze w formacie recenzenckim, czyli każda kartka osobno) woziłam w torebce, czytałam w tramwajach i pokazywałam ją wszystkim znajomym. Co mnie tak zafascynowało?

Po pierwsze treść. Już sam tytuł jest wiele mówiący. Dla niektórych może on zakrawać na bluźnierstwo. W naszej kulturze mało komu seks kojarzy się ze świętością. Dla autorki, Sarity, jest to rzecz absolutnie oczywista – seks jest święty, a w każdym z nas jest boska część, jej akceptująca i afirmująca postawa seksualności jest spójna, ożywcza i udziela się czytelnikom.

Ale nie tylko o tym jest „Święta seksualność”. Całość opisuje seksualne życie człowieka od narodzin aż po śmierć, poddaje sposoby na najlepsze realizowanie swojego życiowego, miłosnego, partnerskiego i seksualnego potencjału, pokazuje miejsca styku „zwykłego życia” i seksualności. Znajdziemy tutaj podstawowe informacje z zakresu tantry (czakry, zmysły, medytacje, komunikacja między partnerami), techniki sprawiania sobie przyjemności, wyjaśnienie seksualnych cyklów zarówno kobiety, jak i mężczyzny, przegląd faz rozwoju seksualności a także wiele informacji dotyczących stricte ars amandi, a nawet elementy magii seksualnej!

Po drugie forma. Mnie forma tej książki zachwyciła. Mam wrażenie, że „Święta seksualność” jest jak piękny pokój pełen miękkich poduszek, kryształowych karafek, zmysłowych zapachów i płatków róż rozsypanych na łożu z baldachimem. Kolorowe kartki, ilustracje i zdjęcia oraz język pełen miłości i życzliwości – oto co jest znakiem szczególnym książki. Na zdjęciach jest dużo nagości, ale nie są to typowe zdjęcia „seksu z Kamasutry”. Osoby przedstawione na tych zdjęciach reprezentują każdą grupę wiekową – obok młodych zobaczymy tutaj także pomarszczone starsze panie oraz łysiejących dziadków, a także dojrzałe kobiety z pierwszymi zmarszczkami i szpakowatych mężczyzn. Na wielu tych zdjęciach widnieją rozradowane twarze. Stosunkowo niewiele jest tutaj tzw. pozycji, a za to dużo zdjęć ludzi czule się dotykających i obejmujących. Taka forma działa i na wyobraźnię, i na (pod)świadomość.

Teksty przeplatane są cytatami z poezji i wypowiedziami uczestników warsztatów tantrycznych. Autorka, Sarita, przemawia do czytelniczki jak do kogoś bliskiego. Czytając to, uśmiechałam się i czułam, jak zmienia się mój nastrój. Lekturę zawsze kończyłam w dobrym humorze. W książce jest wiele propozycji rozmaitych ćwiczeń i uzdrawiających medytacji, a mnie się wydaje, że już samo czytanie tej książki jest uzdrawiające. Kilka proponowanych ćwiczeń wykonałam samodzielnie lub z partnerem i poznałam ich moc. Gorąco polecam nie tylko przeczytanie „Świętej seksualności”, ale również praktykowanie ćwiczeń w niej zawartych.

Żeby nie był to tylko pean – w książce znalazłam fragment, co do którego mam wątpliwości. Sarita, w rozdziale „Bezpieczny seks” pisze tak:

„Wielu mężczyzn niechętnie korzysta z prezerwatyw, ale nie ma sensu ich za to krytykować. Kobieta musi po prostu nauczyć się być w tej kwestii twórcza i asertywna, wnosząc własne jakości miłości, zrozumienia i współczucia, aby wprowadzić prawdziwą radość do seksu w prezerwatywie” – i jakoś mi się nie podoba takie postawienie sprawy. Mężczyzna nie lubi, ale to kobieta „musi się nauczyć”. Dlaczego? Mężczyźni są niewyuczalni? Brak im twórczej inwencji? Dlaczego tylko kobieta ma być taka kreatywna? Pomijając to stwierdzenie, więcej uwag nie mam.

Polecam „Świętą seksualność” w całości, nawet z tym jednym niezbyt feministycznym zdaniem. Polecam prosto z serca tantrykom i – szczególnie – nietantrykom. Wspaniała pozycja na polskim rynku. Idealna dla par, singli, a także nastolatków. Ujawnia się w niej magia i piękno seksualności.

Książkę możesz kupić m.in. w sklepie Kinky Winky – kliknij tu!

Udostępnij ten post: