Widzę wyraźnie, że kobiety zaczynają już wyczuwać fałsz w tym, że seks ma się ograniczać wyłącznie do przyciągania i zaspokajania mężczyzn. Chcą czerpać z seksu radość i energię także dla siebie.

Joanna Keszka przez wiele lat była dziennikarą w prasie kobiecej. Teraz prowadzi portal dla kobiet Barbarella.pl oraz butik erotyczny. Organizuje również warsztaty i spotkania dla kobiet, na których można swobodnie i otwarcie porozmawiać o seksie z kobiecej perspektywy i pooglądać różne przyjazne kobietom gadżety erotyczne. Uważa, że każda kobieta przy łóżku powinna mieć wibrator do łechtaczki i że kobiety po przyjemność powinny sięgać śmiało i bez wyrzutów sumienia. Jaonnę poznałam niedawno w studio nagrań TVN Style na nagraniu dla Miasta Kobiet. Polubiłam ją od razu! 

Voca Ilnicka: Jakie uczucia i reakcje budzi kobieta, która – tak jak Ty – w bezpośredni i dosłowny sposób mówi o seksie, łechtaczkach, wibratorach i waginach?

Joanna Keszka: Wśród kobiet, które przychodzą na moje spotkanie nie ma mowy o żadnych kontrowersjach. Gratulują mi odwagi i cieszą się, że wreszcie ktoś w Polsce zaczął mówić o seksie kobiecym głosem. Na swoją „niegrzeczną” stronę przeciągnęłam też znajome i kobiety z mojej rodziny. Teraz rozmowy o gadżetach i o tym, czego kobiecie potrzeba do udanego seksu, to już normalka. Dzięki temu wzmocniło się między nami coś na kształt kobiecej solidarności i porozumienia. Dużo większy niepokój budzę wśród panów. To widać np. na forach internetowych, gdzie negatywne komentarze są pisane głównie przez mężczyzn.

Nie mamy edukacji seksualnej w szkołach, o byciu kobietą seksualną uczymy się w praktyce, od koleżanek i z prasy. Pracowałaś jako dziennikarka w prasie kobiecej, więc znasz ją bardzo dobrze. Czy w podobny sposób, jak teraz na Barbarelli, mogłaś pisać o kobiecej seksualności do popularnych magazynów?

-W Polsce o seksie mówi się i pisze całkiem sporo. Jednak w polskich rozmowach na temat seksu brakuje kobiecej perspektywy. Penetracja, penetracja i penetracja. W informacjach o seksie podaje się niezliczoną ilość pozycji seksualnych i podpowiedzi co zrobić, żeby jemu było dobrze. A co z kobiecym prawem do przyjemności? Musi się dostosować do męskich norm. Polkom brakuje mocnego przekazu mówiącego, że wolno im podążać za swoimi seksualnymi pragnieniami i że ich wybory seksualne należą do nich i nikomu nic do tego. Brakuje też konkretnych informacji.

Na www.Barbarella.pl powtarzam, że każda kobieta zasługuje na radosne i udane życie erotyczne, że wolno jej pozwalać sobie na wypróbowywanie rzeczy nowych, odmiennych. Mój przekaz jednak nie budzi dużego zainteresowania tzw. pism kobiecych, które są wciąż przekonane, że ich czytelniczki potrzebują jedynie informacji na temat tego, jak przyciągnąć i zaspokoić faceta. To smutne. Na szczęście Polki zaczynają same szukać informacji na temat tego, co jest także dla nich dobre w sypialni i w związku, bo przecież seks to bardzo ważny element naszych relacji.

Jesteśmy bombardowane seksem, uprawiamy seks, ale odnoszę wrażenie, że to, o czym ciągle mowa, to jakaś bardzo wykoślawiona wizja tego, czym jest seks i kobieca seksualność. 

-Tak jak wspomniałam, problemem jest to, że kobietom każe się patrzeć na seksualność z męskiej perspektywy. Wmawia się, że penis powinien wystarczyć nam do zaspokojenia, że tak jest najbardziej naturalnie i normalnie. Do niedawna w seksuologii były stosowane męskie normy, dlatego taką wagę przykładano do penetracji. Bo to najlepsza droga do orgazmu, ale… dla mężczyzn. Tak było, ale na świcie już wiadomo, że kobieca seksualność różni się od męskiej.

Wkurza mnie powtarzanie w Polsce bezkarnie i bezwstydnie takich przestarzałych mitów, które tyle szkody przynoszą kobietom. Wiem, ile frustracji towarzyszy oczekiwaniu, że wreszcie będę miała ten pochwowy orgazm w czasie stosunku. Ile kobiet czuje się niekobiecych i nienormalnych dlatego, że potrafią „dojść” w czasie klasycznego stosunku? Ile z nich, czekając na ten nigdy nienadciągajacy orgazm pochwowy, zraża się do seksu, spycha go w ciemny kąt, a potem czują się winne i sfrustrowane?

Kobiety do udanego seksu potrzebują czegoś więcej niż samej penetracji: przyznania sobie prawa do przyjemności, stymulacji łechtaczki, atmosfery zabawy w łóżku, gadżetów erotycznych. O tym wszystkim się nie mówi. Marzy mi się pojawienie się kobiecej perspektywy w polskich rozmowach o seksie na tych samych prawach, które ma męski punkt widzenia.

Gdy wchodzę na kolorowe portale, czytam o tym, jak poderwać faceta, czego nie robić na randce, o czym świadczy kolor mojej torebki i jak schudnąć w dwa tygodnie, żeby wyglądać jak modelka. Czy to, że głównym „składnikiem” kobiety jest jej wygląd, pomaga czy przeszkadza w cieszeniu się z seksu i byciu naturalną i otwartą w sytuacji intymnej?

-Polska kobieta ma być atrakcyjna i seksi. Niestety ma to polegać tylko na tym, że kobieta ma przyciągnąć do siebie i zaspokoić mężczyznę i to jest najważniejsze. W pojęcie bycia „seksi” nie wpisuje się umiejętność zatroszczenia się o przyjemność dla siebie. Kolorowe magazyny prezentują zdjęcia dziewczyn i kobiet w ponętnych dla męskiego oka strojach i pozach. W samym dbaniu o siebie i wyrażaniu swojej seksualności strojem nie widzę niczego złego. Wręcz przeciwnie – mamy piękne, kobiece ciała i mamy prawo się tym cieszyć i je eksponować.

Ale my jesteśmy dosłownie zalewane jednostronnym patrzeniem na kobiecość, która jest sprowadzana do zaspokajania męskich pragnień. To powoduje duże niezrozumienie istoty kobiecej seksualności. Po takim praniu mózgów kobietom wydaje się, że bycie seksualnie wyzwolonymi polega na tym, że ma się regularnie seks albo dużo partnerów, a nie na tym, że znam swoje potrzeby i potrafię je wyrazić.

Czy jest szansa na to, aby media pokazywały kobiecą seksualność w sposób rzetelny, czy też kobieta na zawsze już pozostanie ciałem, będzie miała obowiązek zaspokajać mężczyznę?

-Widzę wyraźnie, że kobiety zaczynają już wyczuwać fałsz w tym, że seks ma się ograniczać wyłącznie do przyciągania i zaspokajania mężczyzn. Chcą czerpać z seksu radość i energię także dla siebie. Na moje spotkania i warsztaty przychodzą kobiety i mówią, że: ”im też się coś od życia należy”. W końcu kiedy kobieta zaczyna dobrze czuć się w łóżku, jej partner tylko na tym korzysta. Oczywiście, jest w naszym kraju dużo mężczyzn tak zakompleksionych i niepewnych siebie, że odbierają kobiety, które pragną czegoś dla siebie, jako zagrożenie. Ale wystarczy nie sięgać po ten rodzaj facetów, a okaże się, że skorzysta na tym nie tylko nasze życie seksualne. Na www.barbarella.pl zachęcam panie, żeby wybierały sobie dobrych partnerów, żeby nie poświęcały swojej przyjemności, po to, żeby się komuś przypodobać. Mam nadzieję, że z czasem inne media też podążą tym tropem. Jestem optymistką, może nie za rok, nie za dwa, ale przecież takie patrzenie na kobiecość wyłącznie w kategoriach obiektu, a nie podmiotu, kiedyś musi się zmienić.

DADA-1.JPG
Joanna Keszka przy pracy 🙂

Prowadzisz warsztaty i spotkania o kobiecej przyjemności – skąd taki pomysł? Jak się z tym czujesz? Kto na te spotkanie przychodzi? Czy jest to jakiś określony typ kobiety?

-Na moich spotkaniach dla kobiet pokazuję, jak różnorodny i zabawny może być seks. Pomysł pojawił się, kiedy szukałam sposobu na powalczenie z przestarzałymi mitami na temat seksu, jakimi jesteśmy bombardowane na każdym kroku. Chciałam namówić Polki, żeby pozwalały sobie na więcej – zarówno w sypialni jak i po za nią. Uważam, że kobiety potrzebują konkretnych informacji przedstawianych z kobiecej perspektywy na temat tego, jak odkrywać i cieszyć się swoją seksualnością. Cieszę się, że mogę prowadzić takie spotkania i warsztaty.

To są zabawne, pełne pozytywnej energii spotkania. Kobiety są w czasie moich warsztatów uśmiechnięte. Radość wywołują gadżety, które pokazuję, bo są po prostu zabawne, stąd też ich nazwa: zabawki erotyczne. Śmiałyśmy się z naszych starań i nieudanych prób, żeby mieć orgazm w czasie klasycznego stosunku. Na moje spotkania przychodzą normalne, polskie kobiety w wieku od: studentek do 60+. Prawie na każde spotkanie przychodziła jakaś pani, która była dumną reprezentantką kobiet w wieku 70+. To są po prostu panie, które chcą od życia czegoś dla siebie, które nie chcą już się poświęcać – ani w sypialni, ani po za nią.

Bardzo często występujesz otoczona wibratorami, gadżetami erotycznymi, propagujesz wiedzę o „pozytywnych wibracjach”. Czy czujesz, że przylgnęła do ciebie jakaś opinia – np. fajnej babki od wibratorów czy może też gorszycielki, grzesznicy?

-Uwielbiam rozmawiać o seksie i prezentować gadżety erotyczne. Mam nawet kilka swoich ulubionych modeli, które w zasadzie cały czas noszę w torebce i kiedy tylko jest okazja, wyciągam i pokazuję innym paniom, co zazwyczaj spotyka się z ogromnym zainteresowaniem moich mniej lub bardziej przypadkowych słuchaczek. Seks to jest taki fajny, zabawny, kobiecy temat. Kiedy mówi się o nim z kobiecej perspektywy, w elegancki sposób, to tworzy się coś na kształt kobiecej solidarności.

Czy mam jakąś łatkę? Gdzieś w radio mówili o mnie: „warszawska testerka wibratorów”, w sumie może być. Jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś nazwał mnie gorszycielka czy grzesznicą i za taką się nie uważam. W moim odczuciu mówię o bardzo normalnych i zwykłych sprawach. W końcu seks to część naszego życia i lepiej się z nią zaprzyjaźnić, bo czy nam się to podoba czy nie, wszyscy po prostu jesteśmy istotami seksualnymi.

Barbarella ma dość rozbudowaną cześć dotyczącą seksu. A co sprawiło, że kiedyś zainteresowałaś się tematyką seksualności? To był przypadek, potrzeba, wybór?

-Przez wiele lat pracowałam jako dziennikarka i redaktorka dla magazynów kobiecych. Miałam możliwość obserwowania z bliska, w jak zafałszowany sposób pisze się o seksie. Według kolorowych magazynów w sypialni liczy się przede wszystkim to, żeby jemu było dobrze. Kobiece potrzeby nie są tak istotne, bo kobietom podobno ma wystarczyć satysfakcja z tego, że on jest zadowolony, do tego zero konkretnych podpowiedzi, tylko ciągłe wałkowanie pozycji seksualnych, które akurat nie są najbardziej kluczowe w odkrywaniu radości z seksu. Pomyślałam: o boże, przecież my kobiety też zasługujemy na udane życie seksualne. W każdej chwili naszego życia i na każdym jego etapie możemy przestać się poświęcać w łóżku. Potrzeba do tego wiedzy o swoim ciele i oczekiwaniach seksualnych oraz dobrej techniki. Ktoś musi zacząć o tym głośno mówić i zacząć pisać. No i zaczęłam.

Zdecydowałaś się także na prowadzenie erotycznego butiku. Gadżety, które polecasz się ładne i przyjazne, ale niezbyt tanie. Czy są jakieś ważne powody, dla których miałybyśmy dużą część pensji wydawać na jeden wibrator?

-Jestem wielką włączania do sytuacji intymnych gadżetów erotycznych. Namawiam do zabawiania się wibratorami. To przyjemne. Dostarczają rozkoszy. Pozwalają lepiej zrozumieć nasze ciało. Sięgają wszędzie tam, gdzie penis nie sięga…

Jest coś podbudowującego w posiadaniu takich akcesoriów i w znajomości ich działania. Moim zdaniem, w nocnej szafce każdej porządnej polskiej kobiety czy pary powinny się znaleźć, wymieniam w porządku alfabetycznym: dobry lubrykantopaska na oczypuszek do pieszczotświeczka do masażuwibrator łechtaczkowy. To taki podstawowy zestaw, który warto zawsze mieć pod ręką w sypialni. Dzięki temu możemy odkrywać swoją seksualność i bardziej cieszyć się seksem, a przecież każda z nas zasługuje na udane życie erotyczne.

W moim butiku są gadżety stworzone z myślą o kobietach: są dobrej jakości, eleganckie i dostosowane do budowy kobiecego ciała. Wibratory to są, jakby nie patrzeć, precyzyjne urządzenia, do tego muszą być bezpieczne i spełniać określone normy, dlatego kosztują. Na bieżąco śledzę ofertę najlepszych światowych firm i staram się znajdować produkty w których stosunek ceny do jakości jest najlepszy. W moim butiku można kupić dobre wibratory już od 60 złotych. Mam też modele za 400 i 500 zł. Nie chcę, żeby mój sklep był niszowy, wyłącznie dla zamożnych kobiet. Chcę, żeby każda pani znalazła tu coś dla siebie. Moim zdaniem, i mówię to z pełnym przekonaniem, warto sięgać po dobre zabawki erotyczne, to zakup, który naprawdę się opłaca.

Wyobraźmy sobie idealny świat. Jakie według Ciebie warunki musiałyby być spełnione, żebyśmy my – polskie kobiety – mogły cieszyć się z naszego ciała, seksualności i cieszyć się seksem? I – czy taka odmiana może szybko nastąpić?

-W idealnym świecie na temat kobiecej seksualności wypowiadają się przede wszystkim kobiety, a nie specjaliści płci męskiej pouczający kobiety, co powinny czuć i czego nie powinny chcieć. W idealnym świecie w mediach nie ma miejsca na szowinistyczne wypowiedzi, które ośmieszają kobiece potrzeby albo ograniczają nasze prawo do rozpoznawania swoich potrzeb. Zamiast tego kobiety są zachęcane do realizowania swoich pragnień i do dokonywania wyborów, które są dla nich po prostu dobre, a nie służą do tego, żeby komuś innemu było z nimi dobrze.

Ja wierzę w taką odmianę. Mam 6 – letnią córeczkę i marzy mi się, że kiedy dorośnie, kobiety nie będą już musiały się nikomu tłumaczyć ze swoim wyborów, za to będą zachęcane do akceptowania swojego ciała takim jakim jest i że nikt nie będzie ich namawiał do czerpania poczucia normalności z tego, że wypierają się swojej seksualności. W idealnym świecie kobiety potrafią powiedzieć głośne „tak”, kiedy mają na coś ochotę i głośne „nie”, kiedy czegoś nie chcą. Jeszcze dużo roboty przed nami, ale jeśli kobiety będą działać razem, wspierać się i stawać po swojej stronie to musi być lepiej.

Co według Ciebie świadoma swojej seksualności kobieta powinna wiedzieć? A może jest coś, co powinna mieć lub robić?

-Warto być świadomą, że pewne wzorce, mity i uprzedzenia są zaskakująco silnie utrwalone w naszej podświadomości. Czy nam się to podoba czy nie, jesteśmy wychowane w kulturze chrześcijańskiej, gdzie seks łączony jest z grzechem i poczuciem winy. Wyuczono nas nie wyrażać naszych potrzeb, nie domagać się tego, co jest dla nas dobre. Jesteśmy niedoświadczone w stawianiu wymagań zarówno w łóżku, jak i poza nim. Jak możemy czuć się w łóżku namiętne, wyzwolone i pełne pasji, jeśli podświadomie boimy się odrzucić zahamowania?

Bez przyzwolenia na radość, zabawę i przyjemność w łóżku odcinamy sobie dostęp do wielu poziomów seksualnej satysfakcji. Dlatego powtarzajmy sobie tak często, jak to jest tylko możliwe: Wolno nam mieć orgazmy, pragnąć ich i dążyć do nich, w ten sposób, jaki nam najbardziej odpowiada. Zarówno solo jak i z partnerem.

Co ciekawego planuje Joanna Keszka i Barbarella w najbliższym czasie dla kobiet, które chcą się cieszyć ze swojej seksualności?

-Zamierzam otworzyć pierwszy w Polsce butik przyjazny kobiecej seksualności. Chcę stworzyć miejsce, gdzie każda kobieta lub para znajdzie coś dla siebie: zmysłowy gadżet, podpowiedź, jak bardziej cieszyć się seksem, możliwość porozmawiania w przyjaznej atmosferze na temat seksu, odkrycia jak różnorodne i zabawne mogą być nasze erotyczne doświadczenia. Chcę połączyć zakupy z możliwością dowiedzenia się więcej na temat swojej seksualności. Trzymajcie za mnie kciuki.

keszka 3.jpg
Joanna Keszka przy pracy 🙂


Z Joanną Keszką rozmawiała Voca Ilnicka

Udostępnij ten post: