Z ciężkiego okresu gimnazjum i liceum wyciągnęłam jeden wniosek: dziewczyny dzielą się na dwie kategorie; pierwsze – to są te, tak zwane „popularne dziewczyny”, modnie ubrane, zawsze w nienagannym makijażu, uwielbiane przez chłopców, uczęszczające na wszelkie „melanże” w okolicy. No i są jeszcze te drugie: niepopularne, nudne, dziewice, te z dobrymi ocenami, niepojawiające się na imprezach.

Całe gimnazjum i liceum byłam frajerką, która należała do tej drugiej kategorii.

bylam-frajerka-560.jpg

Oczywiście, że to nieładnie kategoryzować ludzi, szufladkować ich, przyczepiać im etykietki, gdy się ich za dobrze nie zna. I, oczywiście, są też od tej kategoryzacji wyjątki. Jednakże z rozmów ze znajomymi wynika, że w większości polskich gimnazjów i liceów utrzymuje się taki trend i jest on prawdziwy w 90% przypadków. Tak już po prostu jest i nikogo już to nie dziwi.
Zaczęłam dojrzewać w wieku trzynastu lat, moja seksualność obudziła się już rok wcześniej; masturbowałam się, oglądałam porno (i to wcale nie delikatne „kobiece” porno, o oglądanie którego posądza się kobiety), miałam nietypowe zainteresowania, więc poczucie alienacji i frustracji rosło. Wstyd był moim nierozłącznym przyjacielem w okresie dojrzewania – ukrywanie piersi w niedopasowanych stanikach, garbienie się, chowanie bioder w rozciągniętych dżinsach. Nie epatowałam seksapilem, a zazdrościłam dziewczyną z Kategorii Drugiej, że to potrafią, i że się tego nie wstydzą.
Tak, zazdrościłam im – a z drugiej strony nimi pogardzałam. Ponieważ były konformistkami, dopasowywały się do trendu, że dziewczyna musi być zawsze nienagannie umalowana i ubrana, a każda z nich była do siebie podobna, bo kupowały ubrania i kosmetyki w tych samych sieciówkach. Zazdrościłam im ich figury filigranowej księżniczki, zazdrościłam tego, że interesują się nimi chłopcy – chociaż udawałam, że wcale mnie to nie obchodzi. Obchodziło, ponieważ w pewnym wieku młoda kobieta potrzebuje komplementów od kogoś innego niż tylko rodzice („Dla nas zawsze będziesz najpiękniejsza!”).
Rozłam stał się jeszcze większy w liceum, gdy Kategoria Druga zaczęła opowiadać o tym, co działo się na imprezach, kto z kim spał, i tak dalej. Pamiętam taką podsłuchaną rozmowę:
„- Ej, a może jesteś w ciąży? – Niemożliwe, przecież wyjął przed końcem.”
Nie, to nie było podrzędne rejonowe liceum. Nie, to nie cytat z „Galerianek” czy innego filmu. Tak, mnie też zmroziło, gdy to usłyszałam. Od tamtej pory gardziłam tymi dziewczynami jeszcze bardziej, i jeszcze bardziej im zazdrościłam – w wieku szesnastu lat jeszcze nigdy się nie całowałam, a o seksie mogłam tylko pomarzyć.
A marzyłam, i to intensywnie, za każdym razem, gdy moja ręka wsuwała się do majtek. Zastanawiałam się, czy Kategoria Druga też się masturbuje? Wydawało mi się to tak nie do pomyślenia, że czerwieniłam się na samą myśl. A z drugiej strony, statystyki mówią o ok. 70% dziewcząt, które się masturbują w okresie dorastania. „Gdzie jest to siedemdziesiąt procent?”, pytałam się siebie, kompletnie zdezorientowana. Ubi sunt?
No i – jakby już gorzej być nie mogło – jeszcze te myśli o dziewczynach. Orientacja też dopiero kształtuje w tym okresie i powinno być to dosyć normalne, że podobają nam się ładne, zgrabne osoby, nawet tej samej płci. Ale w polskim liceum nie wydaje się to normalne, to jest „zboczone”.
Gdybym komukolwiek się przyznała, że patrzyłam ukradkiem na dziewczyny z klasy, gdy przebierałyśmy się na WF, nie miałabym życia. Jeszcze bardziej niż do tej pory.
To będzie historia z happy endem: teraz zdecydowanie nie uznaję moich zachowań za dziwaczne czy anormalne, jestem w związku, w którym jestem spełniona i szczęśliwa. Obecnie patrzę na okres gimnazjum i liceum z przymrużeniem oka i nie dzielę już moich rówieśniczek na kategorie; nie żałuję też tego, że w wieku szesnastu lat nie miałam „chłopaka”, w głowie tak młodej dziewczyny dzieje się zdecydowanie zbyt wiele, często ma problemy z samoakceptacją, którą uzależnia od swojego „partnera”, nie ma bladego pojęcia o seksie i seksualności jako takiej. I ja taka byłam, i większość z nas taka była. Ale nastolatce jednak nie sposób jest tego wytłumaczyć, bo ona jest uparta, chce już, teraz, a czasami – w ogóle nie wie, czego chce.
I mimo że ja wiedziałam, czego chcę (a przynajmniej tak mi się wydawało), to gdybym miała możliwość cofnąć się w czasie i spotkać siebie samą, to przytuliłabym tę młodszą wersję siebie i powiedziała: „Wiem, co teraz przeżywasz; że pragniesz kochać się i kogoś, że możesz tyle dać, i że chcesz się tym podzielić, to naturalne. Bądź jednak cierpliwa, a przekonasz się, że to się opłaci. I zwróci Tobie z nawiązką, kochana W.”
Artykuł ukazał się w ramach Erotycznego zimowego konkursu. Zapraszamy do udziału!

 


autor: Weronika

Udostępnij ten post: