Mówi się, że najbardziej seksualnym organem jest mózg i jest to niewątpliwie prawda. Pozwala Ci nie tylko tworzyć najbardziej zmysłowe fantazje seksualne, ale także po prostu myśleć, kojarzyć, dokonywać wyborów. O ile, oczywiście, go używasz.

Jest, niestety, taka dziedzina życia, w której często nie posługujemy się własnym umysłem, tylko wierzymy w autorytety. Nie pytamy same: czego ja chcę? co mi się podoba? co ja o tym uważam? Bezrefleksyjnie przyjmujemy obiegowe opinie za fakt i mamy spokój, chociaż nie mamy własnego zdania. Taką dziedziną jest seksualność. 

Nie zważając na prawdziwe fakty, ślepo wierzymy w to, co ktoś kiedyś powiedział. I zachowujemy się, tak jak „należy”, nawet gdyby godziło to w nasze dobro osobiste, ograniczało rozwój, odbierało szczęście i radość życia. Pewnie dlatego, że od dzieciństwa nauczone jesteśmy, że myślenie o seksie jest „nieprzyzwoite”, a seks jako taki jest to dziedzina męska. I lepiej to robić, niż o tym myśleć. Myślą tylko ci, którym brakuje. Lepiej o tym nie mówić, nie zastanawiać się, przeczytać, co na dany temat powiedział doświadczony lekarz, a może jeszcze papież i wystarczy. I w ten właśnie sposób, zapominając, że (nie)myślenie to kwestia wyboru, że jesteśmy wolne i nikt nie ma prawa nakazywać nam autocenzury myśli, stajemy się bezmyślne, bezwolne – w imię, oczywiście, przyzwoitości, normalności… Stajemy się zakładniczkami własnej bezmyślności, zapominamy, że mamy wybór, oddajemy swoją seksualność w czyjeś ręce i nawet nie wiemy, że to robimy. Bo w pewnym momencie przyjdzie ten mąż, który nas wszystkiego nauczy. Da nam rozkosz, da nam radość, pocałuje namiętnie w usta, otoczy silnym ramieniem i powie: mała, o nic się nie martw, ja się wszystkim zajmę.

I on też powie Ci, co lubisz. Czego naprawdę chcesz. Co Ci się podoba. A także – co możesz. A Ty się nie zbuntujesz. Bo przecież jeśli on Ci powie: nie możesz sobie robić dobrze, nie możesz się masturbować, przecież jesteśmy razem i ja Ci zabraniam – to Ty przecież tylko kiwniesz głową. Zresztą, słyszałaś, że masturbacja jest niezdrowa, nigdy tego nie robiłaś, żadne to dla Ciebie wyrzeczenie. I nie zauważysz tego, że najpierw to on za Ciebie zdecydował. A gdy byłaś nastolatką, nie masturbowałaś się dlatego, że Ci się to nie podobało, że było Ci to niepotrzebne. Nie. Ty nigdy nie spróbowałaś, bo się bałaś. Co inni o Tobie pomyślą. Bałaś się stać się „nienormalną dziewczyną”. Bałaś się kary. Bałaś się przekroczyć granicę, którą wyznaczył Ci ktoś inny – bez pytania, bez wyjaśniania, bez Twojej zgody. Nie myślałaś o tym, nie zastanawiałaś się, o co w tym chodzi. Słyszałaś tylko, że to trochę dziwne i na wszelki wypadek postanowiłaś nawet nie próbować. Bo może masturbacja zrobiłaby z Ciebie wariatkę? Bo może zepsułabyś w sobie coś (co?) i nikt już nie mógłby tego naprawić?

I kiedy on mówi Ci, że nie powinnaś nosić takich obcisłych sukienek, bo inni faceci się taak na Ciebie gapią – wierzysz mu, wyrzucasz je z szafy.

I kiedy on mówi Ci, że nie powinnaś kupować sobie wibratora – nie kupujesz, a jakże. Ale też nigdy taka myśl, że chciałabyś nawet nie powstała w Twojej głowie. No właśnie… Słyszałaś przecież, że to tylko dla frustratek…

A kiedy słyszysz w radio, że to, że tamto – tylko potakujesz. Mówią o seksie i zapewne mają rację. Ty się na tym nie znasz, więc się nie będziesz wymądrzać. Posłuchasz tylko, ale nie przemyślisz. Autocenzura zakresu seksualności od lat sprawnie działa. O nie, nie używasz swojego umysłu. Każda myśl, jaka powstaje na ten temat w Twoje głowie, odprawiana jest z niechęcią jako zepsuta i niepotrzebna. Ty nie musisz o tym myśleć, Ty przecież masz seks w życiu.

A na tę bezmyślność Cię sformatowano.

W Twoim zachowaniu nie ma nic, co wybrałaś sama. Nie robisz, nie myślisz – bo ktoś tak chciał, to wcale nie była Twoja decyzja. A Ty nawet sama tego nie zauważyłaś. A gdy ktoś znowu mówi, że kobietom nie powinno przysługiwać prawo wyboru i gdy tylko zajdą w ciążę, muszą urodzić – zgadasz się z nim w stu procentach. Bo co to za samowolka – samej dokonać wyboru.

Sapere aude, dziewczyno!

Sapere aude! I zapytaj siebie, jak jest tak naprawdę – chcesz chodzić w obcisłej sukience czy nie? Chcesz się masturbować czy nie? Chcesz mieć wibrator czy nie? Czy chcesz decydować o swojej seksualności, czy wolisz na kogoś przerzucić odpowiedzialność? Czy sama rezygnując z wyboru, nie zabraniasz dokonywać świadomych wyborów innym osobom, innym kobietom? Jak to tak naprawdę w Twoim życiu jest?

Sapere aude! A jeśli odkryjesz, że jednak chcesz mieć wibrator, to go sobie wybierz. Odkryj, że i w kwestii seksualności masz wybór. Zawsze go miałaś. Bądź pro choice.

Udostępnij ten post: