Usłyszałam od Was, że jestem odważna w tym, jak mówię o seksie i seksualności. Wprost. Tak, robię to. Lubię to. Nie chce mi się kluczyć i uważam, że to świat powinien dostosowywać się do mnie, a nie ja do świata. Jeśli coś ma się w tej rzeczywistości na temat seksu zmienić, to kto to zmieni jeśli nie Ty? I nie ja? To my zmieniamy świat – choćby tym, jak mówimy o erotyce i seksualności.

Kiedyś odkryłam, że dla mnie jedną z najważniejszych cech kochanka jest odwaga i o tym jest to wideo, ale pomyślałam o jednej jeszcze rzeczy. O tym, jaki to absurd, że o tym czystym pięknie, którym jest dawanie miłości i rozkoszy, jako społeczeństwo krępujemy się mówić wprost.

Czy to wstyd, że z moich dłoni płynie miłość i przyjemność? Czy to wstyd, że biorę kogoś w ramiona? Że całuję go czule i namiętnie? Że czujemy się razem jak w niebie?

Nie czuję się odważna, gdy mówię o seksie. Czuję się szczęśliwa i prawa. Uważam to za prawość nazywać rzeczy po imieniu. Kochając się, nie robię niczego plugawego. Wręcz przeciwnie, doświadczam wtedy piękna i miłości. Czułości, życzliwości, dobroci, rozkoszy, pożądania, bliskości. Czy naprawdę mam się czuć źle, mówiąc o tak dobrych i pięknych doświadczeniach?

Tak, rozumiem, że patriarchalna kultura połączyła seks z brudem i przemocą. I wiem, że seksualność części z nas została pogwałcona przemocą, i ubolewam nad tym.

Ale nie chcę już tych skojarzeń. Chcę się skupić na pięknie i radości, jakie płyną z miłosnego aktu i życiu, które wlewają w człowieka.
Czy miłość fizyczna daje Ci przyjemność i radość? Spełnienie albo chociaż rozładowanie i rozluźnienie? I wszystko jedno, ile osób jest w to zaangażowanych czy jesteś wtedy sam/a… – seks to dość prosta droga do tego, aby poczuć taką radość czy wdzięczność, że jest się żywym i ma ciało – czy to więc o to chodzi, że to wstyd czuć się dobrze? I o tym nie wypada mówić?

Udostępnij ten post: