Jest wigilia. Dziś rano fb pokazał mi wspomnienie sprzed kilku lat, kiedy to, świętując Święto Słońca na Gran Canarii, na życzenie pewnego Brytyjczyka w pożyczonym garnku gotowałam barszcz, nieplanowaną „wieczerzę wigilijną” spożywałam z przyjacielem i parą polskich gejów, którzy mieszkali za płotem, a znów na „pasterkę” z poszłam do sex klubu. Tym razem jestem we Wrocławiu, w domu. Nie robię niczego szczególnego, ot – jakaś umowa do zeskanowania, gotowanie, sprzątanie, wieczorem rodzinna kolacja. Ale zanim do niej usiądę, po prostu muszę Ci pokazać piosenkę, na którą zupełnie nieprzypadkowo trafiłam w internecie. Została udostępniona w grupie Karol Akabal – Eros. Kobiecy krąg. Jest to stara „Bo we mnie jest seks”, którą śpiewała Kalina Jędrusik, ale słowa napisał mężczyzna – Jeremi Przybora.

W tej starej wersji piosenka była zabawna, była też wyzwaniem dla każdej aktorki, którą ją śpiewała, bo tekst był wielkim językołamaczem (być może niektórzy, śpiewając ją w wolnych chwilach, ćwiczyli giętkość języka do seksu oralnego). Była też idealnym przykładem rozdzielenia miłości i seksu, duchowości i seksu tak typowym w mieszczańskiej rzeczywistości. „Bo we mnie jest seks, co pali i niszczy. Dziesiątki już serc wypalił do zgliszczy” albo „Lecz we mnie ten seks, jak chwast ją zagłusza. Nikt nie wie, że jest pod seksem i dusza” przedstawia naprawdę nieciekawą relację między człowiekiem a „żądzą” czy też seksem a miłością. Tak, wiem, że to tylko piosenka. A jednak gdy człowiek żyje otoczony takimi piosenkami, może uwierzyć, że jedno i drugie – dusza i seks – wykluczają się wzajemnie, jak to od stuleci wmawia np. kościół katolicki. I potem ludzie nie domyślają się nawet, że akt seksualny może być czymś więcej niż rozładowaniem, zezwierzęceniem, czy wesołym ruchankiem. Że może być także głębokim duchowym przeżyciem, będąc jednocześnie gorącym seksem!

Z tym nowym tekstem to dla mnie piosenka nowego świata, nowej rzeczywistości. „Bo we mnie jest seks, co złe lody kruszy, dziesiątki już serc do głębi poruszył…” Gdy ją pierwszy raz usłyszałam, nie mogłam zapomnieć, musiałam usłyszeć i zaśpiewać jeszcze raz. I jeszcze raz. O dobrym seksie, a raczej seksualności, która może być Twoim światełkiem w tunelu, promyczkiem, który wyciąga Cię z ciemności i depresji, morską latarnią, dzięki której nie rozbijesz się na skałach i nie zagubisz na huczącym oceanie!

 

Dzięki seksualność możesz włączyć wewnętrzne zasilanie i dzięki niej możesz usłyszeć głos swojej duszy. Albo jeśli nie wierzysz w duszę – po prostu swój wewnętrzny głos. To coś, co chce przez Ciebie przemówić, ale jest tłamszone – Twoja indywidualność, Twoje pragnienia, Twoje potrzeby – które często są tak samo miażdżone, jak Twoja seksualność.

Seksualność i seks mają zaiste bardzo złą reklamę. Mają się kojarzyć z brudem i występkiem, ze zboczeniem, dewiacją, rozpustą. Mają się wykluczać z duchowością, która jest piękna i czysta. Dlaczego dwie piękne sprawy mają się wykluczać? Dlaczego mam wybierać: dusza lub seks? Czuję, że jedno i drugie tak bardzo się ze sobą łączy! Maria, która pisała nową wersję tekstu do piosenki, napisała coś, pod czym mogę się obiema rękami podpisać. Chociaż – jak widać po mojej kartce – próbowałam napisać jeszcze jedną, bardziej swoją, ale równie seksualną wersję tekstu. I chciałam, żeby było w niej widać, że seksualność jest mocą. Że może uzdrawiać. Dawać szczęście i radość. Spełnienie.

Śpiewałam ją z kobietami na Kursie akceptacji ciała we Wrocławiu. I to było wydarzenie! Przyniosłam ją cichaczem ściągniętą z YT. Jej tekst, tak nowy i świeży, zapadł głęboko we mnie. Chyba właśnie dlatego, że śpiewała w nim także o duszy. W jej słowach dusza i seks są jednym, nie są opozycyjne, tylko się łączą. Szczególnie chrześcijaństwo oczerniało seks, a my, wychowani w chrześcijańskiej spuściźnie, możemy myśleć: „O matko, a co nagle wspólnego mają dusza i seks?!” Myślę, że każda, którą jedność w seksie lub orgazm poprowadził do „Boga”, przeczuwa, że coś musi być na rzeczy. 🙂 Niejedna kobieta mówiła mi, że orgazm zbliża ją do absolutu, że podczas orgazmu przebywa w Kosmosie lub że seks jest dla niej spotkaniem ciał i dusz.

I teraz, w wigilię, w to „tradycyjne polskie święto” pragnę podzielić się z Wami tą piosenką o seksie i duszy. Żeby nam się te rozdzielone sfery połączyły. Kiedy, jeśli nie teraz, gdy na naszej półkuli słońce wygrywa z ciemnością, gdy w co drugim domu stoi zielone drzewko – symbol drzewa życia? Niby skąd bierze się życie, którego narodziny świętują w tych dniach ludzie przeróżnych religii i kultur? No nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie to wszystko się łączy! Duchowość i seksualność. I pewnie to będę sobie śpiewać, jadąc na kolację: „Bo we mnie jest seks, mój ogień i siła (…) on mi serce rozgrzewa, rozjaśnia mój świat, rozkwitam jak kwiat”. Może nie jest to poezja na miarę Szymborskiej, ale za to słowa, które mają potencjał zmienić spojrzenie na seksualność z tego starego patriarchalnego na to nowe, na miarę XXI wieku. Dziękuję, Marysiu!

 

Udostępnij ten post: