Bóstwem była Bogini Księżyca, odpowiedzialna za seks i prokreację, co nie przeszkadzało jej w tym, by nosić zaszczytny przydomek Dziewicy lub Dziewicy-Matki, bo bogini ta nie potrzebowała męskiego partnera, który miałby ją uzupełniać czy nadawać jej swoją tożsamość.

Już wiele lat temu zaczęłam zastanawiać się nad podziałem na role Świętej lub Ladacznicy, w które stereotypowo byłam wrzucana. Jakaś siła lub mądrość w głębi mojego ciała z całą mocą krzyczała „nie”, kiedy czułam się pod presją, by dokonać wyboru „albo-albo” – najpierw na poziomie czucia i określenia siebie, z czasem wyrażanego też ubiorem, a potem postawy i zachowań ujawniających się w relacjach i intymnych spotkaniach z mężczyznami.

Na szczęście z czasem i z wiekiem zaczęłam zgłębiać tę tajemnicę kobiecości i seksualności. Najpierw zanurkowałam w przeszłość i zbadałam, jak one przejawiały się kiedyś? Oczywiście, nie mam pomysłu, że powrócę do życia jak w dawnych czasach. Jednak głęboko wierzę, że tam leży klucz do rozpoznania moich wewnętrznych zasobów i aspektów. Bo wierzenia, mitologie i starożytne rytuały stanowią projekcję tego, co mieszka w zbiorowej, a więc i mojej podświadomości. I kiedy odzyskałam te zasoby, moje ciało w naturalny sposób „dostraja” się do aspektów, które zintegrowała moja świadomość.

Dawno, dawno temu

W czasach przedpatriarchalnych głównym bóstwem była Bogini Księżyca, nadrzędne bóstwo odpowiedzialne za seks i prokreację, za powstawanie nowego i zarazem unicestwianie starego życia. Co nie przeszkadzało jej w tym, by nosić zaszczytny przydomek Dziewicy lub Dziewicy-Matki, bo bogini ta nie potrzebowała męskiego partnera, który miałby ją uzupełniać czy nadawać jej swoją tożsamość.

Przez około 25 tysięcy lat kobietę uznawano za stwórczynię życia i czczono jako inkarnację Bogini.Wybrane przez wspólnotę kobiety były pośredniczkami między nią a bóstwem, kapłankami-szamankami, które przez święte rytuały i tańce transowe kierowały świętą energię seksualną na materialny świat. I w ten sposób wszyscy mieli dostęp do potęgi Bogini. Religia i seksualność były ze sobą ściśle powiązane, a seks miał charakter sakralny.
Kiedy na przełomie drugiego i pierwszego tysiąclecia przed naszą erą na tereny objęte kultem bogini i tym samym na społeczności matriarchalne najechały wojownicze plemiona, wyznające kult męskich bóstw, pojawiła się tak zwana prostytucja sakralna. Na starożytnym środkowym wschodzie, uznawanym za kolebkę naszej cywilizacji, Wielka Bogini żyła w zbiorowej świadomości jako bogini Isztar i tam, gdzie ją czczono, prostytucja świątynna stanowiła rdzeń rytuału religijnego, a jej kapłanki miały wysoką pozycję jako przedstawicielki sfery sacrum.
Ten rytuał religijny, zwany „świętym małżeństwem” (po grecku hieros gamos) w sposób istotny wiąże się ze sprawą dziewictwa w jego głębokim rozumieniu. Istniał on w kulturach przedchrześcijańskich, przetrwał w starożytnej Grecji, a wywodzi się prawdopodobnie z Babilonu. Zgodnie z nim każda kobieta, która pragnęła zyskać przydomek dziewicy, przynajmniej raz w życiu winna była udać się do świątyni Isztar albo Afrodyty (greckiej odpowiedniczki Isztar) i oddać się nieznanemu mężczyźnie. Intencją ceremoniału hieros gamos było uznanie i wyniesienie na ołtarze seksualności kobiety. A sam ten akt nie czynił kobiety zależną, bowiem mężczyzna był kimś nieznanym i zabraniano kontynuacji znajomości zawartej w świątyni.
Mało tego, kochanie się z nieznajomym mogło być ze strony kobiety aktem uzdrawiającego współczucia, w przypadku, gdy był to mężczyzna stary lub chory, który szukał w kontakcie z kobiecym bóstwem szansy na odnowienia sił życiowych.

Like a virgin

To może nie być oczywiste dla nas, współczesnych kobiet, by zrozumieć takie doświadczenie, w którym kobieta i mężczyzna spotykają się na ołtarzu świątyni, a ich seksualność wyniesiona zyskuje wymiar uświęcenia. I dodatkowo przyjąć, że te właśnie kobiety, które zawarły „święte małżeństwo”, miały prawo zwać się dziewicami. Przydomek „dziewica” świetnie koegzystował w tych czasach z przydomkiem „ladacznica” czy „prostytutka”. O Isztar ponoć mówiono często, że jest prostytutką. Afrodyta, bogini seksualności, prokreacji, zmysłowości, miała przydomek „dziewica”.

Analityczka jungowska Esther Harding uważa, że w czasach przedchrześcijańskich dziewictwo rozumiano zupełnie inaczej niż dzisiaj. Dosłowne znaczenie pojęcia „dziewica” (w języku greckim „parthenos”) to „niezamężna kobieta” oraz „ta, która nie potrzebuje męża”. Termin „dziewictwo” opisywał duchowy i psychologiczny wymiar kobiety. Dziewicą mogła być w tym rozumieniu zarówno kobieta samotna, jak i wielodzietna matka, kobieta kilka razy zamężna, rozwódka czy wdowa albo ladacznica. To kobieta, dla której mężczyzna nie jest głównym sensem istnienia. Tak pojmowana „dziewica” nie odrzuca mężczyzny, nie uważa go za wroga ani za kogoś gorszego. Jest osobą niezależną, która przekroczyła swoje egocentryczne uwarunkowania, jest w „sama w sobie” i dzięki temu potrafi kochać i pozwala kochać innym. Czyli mówiąc inaczej, w psychologicznym znaczeniu dziewica to kobieta niezależna, posiadająca własną, zintegrowaną tożsamość.
Tak więc początkowo dziewictwo nie miało nic wspólnego z tym, jak rozumiemy je dziś. A podział na „świętą i kurwę”, „madonnę i ladacznicę”, „żonę i kochankę”, który nadal obowiązuje kulturowo, pojawił się zaledwie kilka tysięcy lat temu. Co mogę zrobić, żeby stać się w głębokim i mądrym rozumieniu tego słowa dziewicą? Jak zostać kobietą, która nie potrzebuje ani ulegać mężczyźnie, ani panować nad nim? Kobietą, która jest „sama w sobie”?

Jeśli ten tekst i temat rezonuje w Tobie i chcesz doświadczyć procesu powrotu do integralności i uświęconej seksualności, zapraszam na weekendowy warsztat


Iza Cisek

Całość artykułu tutaj: Endorfina

Udostępnij ten post: