Usunąć niechcianej ciąży w Polsce nie można, ale jeśli urodzisz, też nie jest dobrze. W przypadku kiedy chcesz oddać dziecko do adopcji wybranym rodzicom, zostaniesz posądzona o handel żywym towarem. Okna życia z kolei sugerują ci, że robisz coś bardzo złego: masz tylko zostawić dziecko i szybko stamtąd uciekać. 

Co właściwie pozostaje polskiej kobiecie? Boso i w permanentnej ciąży siedzieć w kuchni. Tylko w tym przypadku nie narazisz się, niedobra polska kobieto, pilnie obserwującemu cię i pilnującemu prawu i srogiej opinii społecznej.

Ostatnio głośno się zrobiło o tzw. oknach życia. Wciąż trafiam na nowe dyskusje i wypowiedzi na ten temat. I dobrze, bo uważam, że to ważna sprawa, o której należy rozmawiać. Niedaleko prowadzonego przez mnie butiku LoveStore.Barbarella.pl w centrum Warszawie też jest takie „okno” i za każdym razem, kiedy obok niego przechodzę, krew mnie zalewa. Bo przypomina mi o tym, że w naszym kraju cokolwiek kobieta nie zrobi, jakiejkolwiek decyzji nie podejmie, zawsze robi to źle. Seksobojnym politykom i pseudo-obrońcom życia nie chodzi wcale o dobro dzieci, chodzi tylko o to, żeby zastraszyć kobiety. O to, żebyśmy bose i w permanentnej ciąży siedziały po wieki wieków amen zamknięte w kuchni. Żebyśmy wiedziały, że jak z niej wyjdziemy, to zawsze znajdzie się sposób, żeby nam udowodnić, jakie jesteśmy głupie i złe.

Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd

Podobno okna ratują życie biednym noworodkom, są alternatywą dla śmietnika. No tak, nie od dziś wiadomo, że kobiety to nieobliczalne istoty i jak tylko rodzą dzieci, to zaraz siup noworodka do kosza na śmieci. Wokół mamy wspierające, odpowiedzialne i świadome społeczeństwo, i tylko te kobiety są złe. Więc super, że znaleźli się w XXI wieku dobrzy i mądrzy ludzie, którzy zamiast propagować takie niemoralne rzeczy jak antykoncepcja i edukacja seksualna, otworzyli okna życia, żeby pomóc wyrodnym kobietom-matkom zachować resztki człowieczeństwa i zamiast wrzucić dziecko do śmietnika, oddać je po kryjomu, tak, żeby broń boże nikt nie zobaczył całego wstydliwego procederu, do okna życia. Alleluja!

A ja uważam, że tzw. okna życia są nieetyczne. W normalnym społeczeństwie matka, która nie może wychować swojego dziecka, powinna znaleźć na tyle zrozumienia w swoim środowisku, w mediach, w instytucjach społecznych, żeby nie wstydzić się tego, że oddaje swojego dziecko do rodziny, gdzie mu będzie lepiej. Takie podsuwanie okien życia, gdzie pod osłoną nocy można podrzucić dziecko, piętnuje matki, bo sugeruje, że robią coś złego. To jest chore rozwiązanie, o ile w ogóle można nazwać to rozwiązaniem. Dlaczego nie szuka się tych kobiet, dlaczego nikt nie interesuje się ich dramatem lub nieprzystosowaniem społecznym, dlaczego zakłada się, że są złe, nie mogą się wylegitymować, wytłumaczyć i muszą się wstydzić swojej decyzji.

Znalazłam w Internecie wypowiedź pani psycholog Alicji Święcickiej, która promuje okna życia i nie ukrywa przy tym, że nie stoi po stronie matek: „Ale to nie państwo, otwierając okna życia działa nieetycznie, tylko matka zachowując się w taki sposób. Ci, którzy otwierają tego typu miejsca po prostu starają się nadać tej trudnej sytuacji możliwie humanitarny wymiar”. Gdyby tak kobiety zaczęło się traktować w tym kraju po ludzku, to wtedy moglibyśmy mówić o humanitarnym aspekcie jakiegoś rozwiązania. W naszym kraju matka jest jednak tylko workiem do wylęgania dzieci. Z gruntu podejrzanym, bo trzeba go pilnować, żeby w czasie ciąży niczego nie wykombinował (po to mamy ustawę antyaborcyjną), a po urodzeniu dziecka trzeba mu podsuwać jakieś okna życia, żeby w poczuciu wstydu i ze świadomością, jak nisko upadł (ten worek do wylęgania), mógł po kryjomu, pod osłoną nocy, podzielić się z narodem dobrem, jakim jest dziecko. Bo kobieta tym dobrem już na pewno nie jest i zawsze znajdą się życzliwi w tym kraju, którzy ochoczo jej o tym przypomną.

A ja pytam: co w tym złego, że kobieta, która nie ma warunków do wychowania dziecka, odda dziecko do rodziny, która na takiego noworodka czeka? Dlaczego trzeba robić to pod osłoną nocy i jakim prawem twórcy tych okien czują się dobrze? Co takiego rozwiązali? Jaki problem poruszyli?

Zamiast okien życia powinny być kampanie uświadamiające, że oddanie dziecka do wczesnej adopcji, w sytuacji kiedy nie czujemy się na siłach je wychować, nie jest niczym złym, że są rodziny, które czekają na takie dzieci. Że można to robić w biały dzień i być pewnym, że znajdzie się wsparcie, zrozumienie i jeśli trzeba pomocne dłonie w tych chwilach. To jest humanitarne rozwiązanie. My zamiast tego, ciągle mamy patriarchalną mentalność rodem z średniowiecza. Wstyd mi za okna życia w naszym kraju.


Joanna Keszka

Artykuł z portalu Barbarella.pl

Udostępnij ten post: