Powyższy banner spotkałam na pewnym blogu, który od czasu do czasu odwiedzam. Gdy przeczytałam napis po raz pierwszy, zmarszczyłam solidnie czoło, ponieważ nie potrafiłam ogarnąć jego przesłania.

Przyjrzałam mu się raz jeszcze, a oczy otworzyły się szeroko ze zdumienia. „Weź pigułkę! Będziesz dostępna jak piwo z lodówki, po które sięga facet”. I drobnym druczkiem: „Antykoncepcja niszczy kobietę”.

Patrzę i nie rozumiem, dlaczego tak strasznie ideologizuje się branie pigułki? Dlaczego kobietę porównuje się do piwa, de facto, całkowicie ją w ten sposób uprzedmiotawiając? Dlaczego zostaje ukazana jako bierna strona aktu seksualnego?

Pigułka to pigułka. Gdy boli mnie głowa, najczęściej zażywam tabletkę przeciwbólową. Nie zdarzyło się, aby ktokolwiek robił mi z tego powodu wyrzuty, argumentując, że zwyczajna chęć pozbycia się uciążliwego bólu to tak naprawdę ukryte dążenie do hedonizmu i nieumiejętność kontemplacji cierpienia. Tak samo jest z tabletką antykoncepcyjną: świadomie decyduję się ją zażywać, ponieważ z konkretnych powodów nie chcę zajść w danym momencie w ciążę. A jednocześnie chcę cieszyć się seksem z partnerem akurat wtedy, kiedy oboje mamy na to ochotę. W jaki sposób antykoncepcja ma mnie niszczyć w tym kontekście, pojęcia nie mam. No, chyba że chodzi o radość z bezstresowego współżycia, która tak naprawdę ma jakąś tajemną niszczycielką moc, o której nie wiem… Oczywiście zdaję sobie sprawę, że istnieją kobiety, które z przyczyn zdrowotnych nie mogą stosować antykoncepcji hormonalnej. W tym miejscu zdanie napisane drobnym druczkiem całkiem nieźle dopasowuje się do ich sytuacji. Ale w kontekście całego przesłania szczerze wątpię, aby chodziło właśnie o tę konkretną grupę kobiet.

Wyjątkowo drażni mnie obraz kobiety zawarty w zdaniu „Będziesz dostępna jak piwo z lodówki, po które sięga facet”. Zupełnie jakbym nie miała prawa powiedzieć „nie, dziś nie mam ochoty na seks”. Jakby ta jedna mała pigułka automatycznie robiła ze mnie rodzaj ciała użytkowego, w którym można zostawić spermę o dowolnej porze. Jakby fakt wykluczenia możliwości zajścia w ciążę sprawiał, że teraz facet może mnie „wziąć” czy „użyć”, a ja pozostanę w tym wszystkim bierna niczym kłoda drewna. A może chodzi o to, że skoro biorąc pigułkę, mogę uprawiać seks, kiedy mi się żywnie zamarzy, to równocześnie nie będę go doceniać tak jak osoby, które nie stosują antykoncepcji, tylko tzw. NPR? Jeśli tylko z partnerem jest mi dobrze, to nie rozumiem, dlaczego miałabym w mniejszym stopniu doceniać możliwość nieskrępowanego współżycia. Czy przez to będę się mniej starać? Docenię je tak samo mocno, ba, będę się nim nawet rozkoszować, ponieważ dzięki poczuciu spełnienia i przyjemności nic innego mi nie pozostanie. Nie jestem przedmiotem, którego można użyć i odłożyć na półkę. Jestem kobietą, która MA potrzeby seksualne i chce je realizować w sposób aktywny i na równi z partnerem.

Nie rozumiem i pewnie nigdy nie zrozumiem tego całego ideologizowania antykoncepcji. Możliwość zabezpieczenia się przed niechcianą ciążą czy to za pomocą pigułki, plastra, wkładki czy zwykłej prezerwatywy, daje mi poczucie swobody i komfortu. Sprawia, że lęk przed ewentualną „wpadką” schodzi z pola widzenia, pojawiają się natomiast przyjemność i bliskość czerpane całymi garściami. Oczywiście zdarza się, że zastosowana antykoncepcja z jakichś powodów zawodzi. Jednak mimo wszystko nie jest to koronny argument za tym, aby całkowicie ją odstawić. Nie czuję też, aby w jakikolwiek sposób zażyta pigułka czy kawałek lateksu oddalały mnie od partnera. A jeśli tak się dzieje, to zapewne problem siedzi w głowie, a nie w fakcie założenia prezerwatywy czy połknięcia tabletki. Pomijam tu wszelkie kwestie religijne mówiące o tym, jak to antykoncepcja niszczy więź między partnerami, ponieważ to kwestie prywatne konkretnej osoby.

Grunt to dać sobie i innym możliwość wyboru. Kobieta A będzie stosowała pigułkę, kobieta B uzgodni z partnerem, że ten założy prezerwatywę (lub sama użyje jej damskiej wersji), natomiast kobieta C zdecyduje się na NPR. I nie będzie to oznaczało, że pigułka uprzedmiotawia, a NPR w cudowny sposób uświęca. Każda z nich ma takie samo prawo wyboru metody najbardziej odpowiedniej i najlepiej dopasowanej do wieku, potrzeb czy preferencji. Bez zbędnego ideologizowania.

 

Tekst ukazał się w ramach konkursu z Lelo.


autor: Ruda

Udostępnij ten post: