Skarb. Masz w sobie skarb. Może go jeszcze nie odkryłaś, ale go masz. Tym skarbem jest Twoje piękne ciało, które – bez względu na to, jak wyglądasz – może dać Ci wiele przyjemności…

Chociaż niektóre z nas mają tendencję do skupiania się na defektach ciała i myślenia w kółko o tym, jak źle wygląda ich brzuch, włosy czy nogi (o czym z wielkim znawstwem pisze Eve Ensler w Dobrym ciele), to wiele z nas już wie – warto przestać się zadręczać i skupić na tym, co dobre. Warto skupić się na swoim skarbie.

Często swoje ciało dręczymy. Diety, golenie, depilowanie, ścieranie i wciskanie w ciasne ubrania. Zresztą, same wiecie. W tej całej pogoni za doskonałością, zapominamy, że nasze ciała są doskonałe. Tylko trzeba się do nich dostroić. Spojrzeć pod innym kątem. Pieścić je. Zamiast bólu – sprawiać im przyjemność. Bo one zasługują na czuły dotyk, dobroć i uwagę. Bo my właśnie na to zasługujemy.

Więc jeśli poświęcisz swojemu ciału uwagę, odkryjesz skarb. Twoje ciało jest dobre. Jest zmysłowe. To dzięki niemu czujesz – cudowne smaki wykwintnego jedzenia, zapachy kwiatów, kawy i czekolady, zapachy perfum. To dzięki niemu widzisz piękno nieba, gór, morza i zachodów słońca. To dzięki niemu czujesz dotyk kochanej osoby. Gdyby nie ciało, nie byłoby tych wszystkich wrażeń. Doceń je.

A skarb… Skarbem jest każdy centymetr kwadratowy ciała, każda komórka, każdy nerw. Największa zaś tajemnica kobiecego ciała ukrywa się w zakamarkach między udami. To właśnie tam króluje jaśnie nam panująca Królowa Klitoris, nieśmiertelna bogini kobiecej rozkoszy. To właśnie ona stoi na straży tajemnicy Twojej Waginy. Twojej siły, dzikości i rozkoszy.

Jeśli wychowałaś się w typowej polskiej rodzinie, w której przyjemność była tabu, a ciało było tak złe z definicji, że dopiero na studiach dowiedziałaś się o istnieniu łechtaczki, jeśli w rodzinie w ogóle nie używało się dobrych słów na określenie kobiecych genitaliów, jeśli nasiąknęłaś słowami i przeświadczeniami, które pokaleczyły Twoją seksualność i odcięły Cię od piękna zmysłowości… spójrz na piękne, królewskie insygnia służące kobiecej przyjemności.

Czyż nie jesteśmy boginiami, których przyjemność jest święta? Boginiami, których boskim ciałom należy się przyjemność w najpiękniejszej postaci… Gdy pierwszy raz wyjmowałam swoje insygnia z pudełek i pudełeczek, gdy rozchylałam kolejne warstwy ochronnej folii, gdy otworzyłam czarną szkatułkę wyłożoną czarnym aksamitem, na dnie której leżał przedmiot służący tylko i wyłącznie zmysłowości i rozkoszy, poczułam się jak Królowa. Poczułam, że sam jego wygląd dopieszcza moje zmysły. Że sposób jego podania zaostrza mój apetyt na zmysłową przyjemność. Że jeśli tak wygląda przedmiot, który dostarcza przyjemności, to ja – odbiorczyni tej przyjemności – muszę być kimś wyjątkowym. A kobieca przyjemność po prostu jest święta. Inaczej insygnia naszej rozkoszy nie byłyby takie piękne.
http://vocailnicka.pl/wp-content/uploads/2017/11/11171249_5469703f4b789.jpg
Piękne pantofle, kolczyki, suknie, wieczorowe kreacje. Odurzające perfumy, tajemnicze szepty, podniecający dotyk, atmosfera wyczekiwania i tajemnicy.
I Ty w centrum tego świata.
Twoja przyjemność, Twoje ciało.
Królowa Klitoris i święta, boska Wagina.
Axis mundi kobiecej rozkoszy.
Piękne przedmioty oddające piękno właścicielki. Pobłyskujące na palcach rubinowe pierścienie, kołyszące się wisiorki ze szmaragdami, miękkie aksamity, szeleszczące tafty, delikatne jedwabie, naszyjniki z pereł, ciężkie bransolety z oksydowanego srebra.
Waginy, które zasługują na pawie pióra i złotogłów.
Ciała, które są dobre.

Wykorzystałam zdjęcia Lelo. Po prostu nie mogę oprzeć się temu, w jakich kontekstach pokazują swoje gadżety. Prawdę powiedziwawszy, to muszę przyzać, że ich zdjęcia i nawet ich pudełka (!) były inspiracją 🙂 Jeśli macie jakieś opory co do używania tzw. „wibratorów”, zajrzyjcie na stronę Lelo. Nie znajdziecie tam żadnych – dla niektórych odpychających – naturalistycznych „penisów z żyłkami”, tylko małe, słodkie, ultra-kobiece, rozkoszne zabaweczki, które bardziej wyglądają jak dzieła sztuki nowoczesnej 🙂 Jeśli ktoś chce potraktować Twoje ciało tandetnym dildo, możesz się czuć jak aktorka na planie niskobudżetowego filmu porno. Jeśli zaś sama dobierasz sobie towarty z wyższej półki, być może przekonasz się, że taki ładny przedmiot musi służyć „dobrej sprawie”. Jeśli kiedyś wystraszyła Cię wizyta w sex shopie, w którym sprzedawał – jak to określają dziewczyny Pussy Project – „spocony pan Ziutek”, i jeśli odrzuciły Cię dilda w rozmiarze afrykańskim, po prostu pooglądaj zdjęcia Lelo. Naprawdę. Czasem samo patrzenie może uleczyć nasze zadraśnięte poczucie estetyki. Zdjęcia są linkami, wystarczy kliknąć. Chciałam im tu zamieścić więcej, ale jakoś udało mi się powstrzymać…

Udostępnij ten post: