Któregoś dnia gawędziłam sobie z koleżanką o mężczyznach, których niedawno poznałyśmy.

O tym, czy nas kręcą, podniecają, przyciągają. Czy na ich widok żołądek ściska się charakterystycznie, a dreszcze rozchodzą po ciele. Okazało się, że koleżanka swego czasu zadurzyła się dość poważnie w pewnym panu, który swą osobowością odbiegał daleko od ideału. Za to przyciągał ją fizycznie jak magnes. 

Pożądanie pierwsza klasa. Znali się krótko i wcale nie tak dobrze, mimo to iskry sypały się dość porządnie. Gdy nadarzyła się okazja zaspokojenia pragnienia, koleżanka wcale z niej nie skorzystała. Skwitowała sytuację jednym zdaniem „Byłabym ostatnią kurwą, gdybym poszła z nim wtedy do łóżka! Ja to się ostro szanuję”. W mojej głowie zapaliło się czerwone światełko. Przez myśli przebiegło przeciągłe „hmmm”. Rozmowa potoczyła się dalej. Okazało się, że nieco później w życiu koleżanki pojawił się Mężczyzna Idealny Pod Każdym Względem. Był posiadaczem wszystkich cech, jakie powinny zawierać się w osobowości faceta, aby został uznany za doskonały materiał na partnera/męża i ojca przyszłych dzieci. Koleżanka wiedziała, że u jego boku będzie wiodła spokojne życie.

Zaciekawiło mnie, czy iskrzy między nimi tak samo jak między nią, a tym nieidealnym facetem, wobec którego swego czasu żywiła gorące pożądanie. Okazało się, że póki co nie iskrzy, ale za to Pan Idealny ucieszył się na wieść o tym, że koleżanka nie ma na koncie żadnych doświadczeń seksualnych, ponieważ to oznacza, że jest porządną, szanującą się dziewczyną. W tym momencie w mojej głowie po raz kolejny zapaliło się czerwone światło. Postanowiłam wejść w temat nieco głębiej.

Zapytałam koleżankę, jak ona widzi tę jego reakcję na wieść o jej cnocie. Skomentowała to w sposób, który mnie osobiście przyprawił o dreszcz zgrozy na ciele. Powiedziała, że Pan Idealny ucieszył się, ponieważ „kiedy facet myśli poważnie o kobiecie, jest to dla niego bardzo ważne i zwraca na to uwagę”. To, w sensie, dziewictwo wybranej kobiety. Zamrugałam oczami z niedowierzaniem. Jestem świadoma, że zdarzają się tego typu mężczyźni. Tacy, dla których tak zwana „czystość” kobiety jest sprawą całkowicie priorytetową. Tacy, którzy uważają, że skoro kobieta uprawiała kiedykolwiek seks, jest zapewne puszczalską zdzirą, która się nie szanuje. Ok., biorąc pod uwagę kontekst społeczno–kulturowy, jestem w stanie to jakoś zrozumieć. Jednak najbardziej przeraża mnie fakt, że moja osobista koleżanka jest wyraźnie zadowolona z takiego stanu rzeczy: gdy mężczyzna patrzy na nią przez pryzmat kawałka błony znajdującego się między jej nogami! Strywializowałam, oczywiście. Mimo wszystko: gdyby mężczyzna patrzył na mnie głównie pod kątem mojej nienaruszonej błony, poważnie zastanowiłabym się, czy powinnam kontynuować z nim relacje.

A słowa kumpeli wciąż pobrzękiwały mi w uszach…

„Szanuję się. Nie robię tego”.

Siedzę i myślę sobie: o co tyle hałasu? Dlaczego w wypowiedziach wielu kobiet pojęcie szacunku tak często łączy się z cielesnością i seksualnością, a raczej ich zanegowaniem? Czy ta, która czerpie przyjemność z doznań seksualnych, posiada więcej niż jednego partnera seksualnego, faktycznie się nie szanuje? I co tak naprawdę znaczy „szanować swoje ciało”?

„Szanuję swoje ciało” – akceptuję je i dbam o nie. Taka jest moja pierwsza myśl, gdy ktoś rzuca tym sloganem. Dbam o nie: staram się, aby było mu jak najlepiej. Zaspokajam potrzeby. Jem, gdy czuję głód. Biegam, aby utrzymać dobrą formę. Ubieram się adekwatnie do pory roku. Śpię odpowiednią ilość czasu. Idę do lekarza, gdy coś mi dolega. Robię wszystko, aby moje ciało miało się komfortowo. Aby mnie było w nim dobrze. Fizycznie, ale także psychicznie. Gdy myślę o szacunku do własnego ciała, myślę również o akceptacji wszelkich jego potrzeb. A przecież seks jest jedną z nich.

Zaspokajam potrzeby seksualne – szanuję swoje ciało…? Idąc tym tropem, tak by właśnie wychodziło. W końcu można je zaspokoić na wiele różnych sposobów. Można uprawiać seks z innymi osobami i czerpać z tego przyjemność, masturbować się, sięgnąć po erotykę i gadżety, snuć fantazje, spróbować cyberseksu… Czegokolwiek, co sprawi, że będzie mi we własnym ciele dobrze – będę czuła się zaspokojona i dopieszczona. Zrelaksowana i zadowolona.

Wobec tego, czy jeśli w imię zaspokojenia pożądania pozwolę mężczyźnie na określone pieszczoty, będzie to oznaczało, że się nie szanuję? A może chodzi o to, że jeśli pozwolę mu na to po dwóch tygodniach znajomości, to nie będę się szanować, ale po dwóch miesiącach już tak? Czy muszę uciekać od realizacji własnych potrzeb, aby nie zostać uznaną za „łatwą” i całkowicie nieszanującą się kobietę? Słuchając co poniektórych teorii, mam nieodparte wrażenie, że owszem – muszę. Ponieważ w przeciwnym wypadku wyjdzie na jaw, że mam, o zgrozo, potrzeby seksualne, które chcę realizować i się tego nie wstydzę. Okaże się, że pragnę seksu z mężczyzną i też się tego nie wstydzę, a wręcz przeciwnie – sięgam po to, kiedy kipi we mnie pożądanie i ów mężczyzna jest tuż obok. I zamiast frustracji z powodu przymusu czekania do któregoś–tam–miesiąca znajomości, mam frajdę z pieszczot i fizycznej bliskości, dzięki którym tyle endorfin krąży w mojej krwi! Jestem zaspokojona i zadowolona. I całkiem w zgodzie z potrzebami własnego ciała.

Tak, ja to się w ogóle nie szanuję!


autor: Ruda

Udostępnij ten post: