To ja dokończę teraz sama – stwierdziłam, gdy on już doszedł.
-Nie!!- Zaprotestował przerażony.
-Teraz widzisz, jak się czułam, gdy ty dokończyłeś własną ręką – skomentowałam mściwie.

Oto dialog z czasów początków mojej seksualności przeżywanej we dwoje. Dziś widzę, jakie trzy kardynalne i niestety rozpowszechnione błędy zrobiliśmy:

1. Uważałam, że on mnie „zdradza sam ze sobą“ –> przekonanie, że go nie podniecam, nie potrafię zadowolić.
2. On uważał, że ma prawo dotykać swojego ciała, gdy jesteśmy we dwoje, mnie tego prawa instynktownie pozbawił–> przekonanie, że jego ciało bezdyskusyjnie należy do niego, moje ciało należy do mężczyzny.
3. Mimo że nie starał specjalnie doprowadzić mnie do orgazmu, byłoby mu milej, gdybym udawała, że jestem całkowicie zadowolona z obecnego stanu rzeczy –> przekonanie, że brak mojego zadowolenia to jego porażka.

Więc, gwoli wyjaśnienia: i jeszcze jeden, i jeszcze raz: masturbacja NIE jest zdradą partnera. Mimo iż mamy możliwość uprawiania seksu we dwoje, własna ręka nieraz poda nam „pomocną dłoń“.

Wyobraź sobie, że masz sesję na studiach, trudny czas w pracy, dużo nauki w szkole. Nie masz nawet czasu, by porządnie się wyspać. Gdy pada słowo seks, zazwyczaj asekuracyjnie boli cię głowa. Bywa, że ochota pojawia się, powiedzmy o godzinie 16 i znika jak sen złoty o 16:05. Partner może w tym czasie być nieobecny albo po prostu nie mieć ochoty. Czemu więc nie podarujesz sobie sama tej cudownej dawki endorfiny, jaką daje orgazm? Naprawdę nie chcesz się odprężyć w czasie tego stresu?

Z seksualnością jest jak z jedzeniem, ciało może przestawić się na przyjmowanie „głodowej“ dawki, pisze studencka gazetka „Unispiegel“. Jako radę dla zestresowanych studentów i studentek proponują jednak petting lub „szybki numerek“. Zwolennikiem „szybkiego numerku“ w sytuacji stresu jest także Ian Kerner, będąc przekonanym, że po okresie stresu mężczyzna kobiecie wszystko „wynagrodzi“.

Te rozwiązania mają jedną wadę. Seks uprawiany z kimś, nie może być tylko i wyłącznie ku własnemu zadowoleniu; jesteśmy też odpowiedzialni za przyjemność drugiej osoby. Czy naprawdę, marząc na przemian o zakończeniu stresu i o śnie, będziemy potrafiły pieścić partnera i naprawdę dawać i czerpać przyjemność pełnymi garściami?

„Szybki numerek“ jest według mnie najgorszym z możliwych rozwiązań. Owszem, partner będzie zadowolony, orgazm był, seksualność uratowana, można położyć się spać.

A ty?

Owszem, leżałaś bez ruchu, więc odpoczęłaś, kochanie zadowolone, jego seksualność uratowana. A twoja? Orgazmu nie było, odprężenia nie ma, dodatkowej dawki endorfin też nie. To wcale nie uratuje twojego libido. A perspektywa późniejszego „wynagrodzenia“? Łódź się łódź, jak mówi bajka o Łodzi. Nie każdy facet jest Ianem Kernerem – Mężczyzną, Którego Nie Bolą Język I Palce. Większość męskiej populacji będzie korzystać dalej z „łatwiejszego“ sposobu zadowolenia się. By uniknąć perspektywy czytania fachowej anatomicznej literatury i poświecenia półtorej godzinki na próby będzie chciał zwalić winę na ciebie: to, że nie masz orgazmu na skutek samej penetracji, to na pewno twoje traumy, psychiczne zahamowania, uwięziona seksualna energia i tym podobne.

Konkluzja, czyli po co się tu produkuję

Odwiedzając od dawna seksualność-kobiet.pl zauważyłam, że wchodzi tu sporo kobiet szukających rady. Nie jestem seksuolożką, ale być może moje doświadczenie okaże się pomocne. Moja anatomiczna budowa sprawiła, że nie lubię mieć w pochwie nic większego od palca. Mój partner nie potrafił tego zaakceptować: mimo lat doświadczeń nadal nie wymyślił nic lepszego niż kilka minut gry wstępnej, a potem penetracja. Czując się z jednej strony winny braku mojej przyjemności, z drugiej strony zdziwiony sytuacją, zastosował taktykę: „to z tobą jest coś nie tak“. W tym momencie uczyniłam ważny krok pierwszy: Artykułowałam wyraźnie, co mi się podoba, a co nie. Nie dałam sobie też wmówić winy za mój brak przyjemności.

Czas mijał, a ja kombinowałam. Z orgazmem podczas masturbacji nie miałam problemów. Może więc palcówka pomoże? Niestety, partner nie mógł się połapać, z jaką siłą w danej chwili naciskać i czego dotknąć. Minetkę także szybko zarzucił, bo bolał go język. W tym momencie postanowiłam włączyć do gry jego palce i pozwolić mu włączyć swoje. Nikt nie zna tak dobrze swojego ciała, jak my sami. Przeżywaliśmy przyjemność razem, i to było w tamtej chwili najważniejsze. Lubiłam trzymać jego członek po jego orgazmie, masturbując się. Podniecały mnie jego drgania. Czułam bliskość mojego partnera, przeżywając moje orgazmy. Uwielbiałam też, gdy on pieścił palcem moją pochwę, a ja swoją łechtaczkę. Tak samo on przeżywał wspaniałe orgazmy, gdy lizałam jego sutki albo pieściłam jego mosznę.

Wtedy on nauczył się czegoś naprawdę ważnego: mój orgazm jest podczas stosunku tak samo oczywisty jak jego orgazm. Ja przekonałam się, że podarowanie mu satysfakcji nie wymaga wiele wysiłku.

Teraz znaleźliśmy optymalną pozycję: 69. Możemy pieścić się oralnie godzinami, upajając się podnieceniem partnera. Nie wiem, czy osiągnęlibyśmy nasz mały sukces, gdyby nie nasze masturbacyjne eksperymenty. Wiem, że wielu z was będzie trudno je powtórzyć, otworzyć się przed partnerem na tyle, by zaproponować coś tak ztabuizowanego. Zapewne na początku spotkacie się z negatywną reakcją partnera. Mam jednak nadzieję, że moje pozytywne doświadczenie doda wam odwagi na froncie walki o dobry seks. 😀

Tekst ukazał się w ramach konkursu z Lelo.


autor: Jolante G.

Udostępnij ten post: