Nie wiem, co powinnam zrobić, jak z nim porozmawiać, ani właściwie co mu powiedzieć. Masturbacja nic nie daje, bo ja wiem jak poprowadzić swoją rękę, żeby zapewnić sobie orgazm. Problem tkwi w tym, że on nie wie.

Witam! Na portal seksualność-kobiet.pl trafiłam zupełnie przypadkiem wyszukując w sieci pomocy. Jestem młoda, mam 22 lata, a od jakichś sześciu lat jestem aktywna seksualnie. To frustruje mnie jeszcze bardziej, bo od samego początku, mimo młodego wieku mam seksualne problemy.

W seksie najbardziej lubię poczucie bliskości i intymności z partnerem, jednak chciałabym też poczuć w końcu czystą przyjemność. Miałam kilku partnerów seksualnych, dwóch na stałe. Mam problem z orgazmem z partnerem. Myślałam, że chodzi o niedopasowanie w łóżku lub brak umiejętności poprzedniego partnera, jednak mój obecny partner ma dużo większe umiejętności, a orgazmu nadal z nim nie mam. Czasami proponuje mi, żebym przy nim „bawiła się” sama i wtedy dochodzę; nie ma nic cudowniejszego niż całować ukochanego podczas szczytowania. Chciałabym jednak, żeby nie moja, a jego ręka, język lub penis mi to zapewniły.

Na początku naszej znajomości było mi z nim cudownie, o niebo lepiej niż z poprzednim i myślałam, że zmiana partnera to rozwiązanie mojego orgazmowego problemu. Zdawałam sobie oczywiście sprawę, że orgazm z nim nie nastąpi w trakcie pierwszych stosunków, byłam cierpliwa. Jednak, mimo jego starań i mimo tego, że było mi naprawdę bardzo przyjemnie, nie potrafiłam dojść. Wiedziałam, że bardzo ciężko mieć orgazm podczas penetracji pochwy, więc na taki nawet nie czekałam, ale nauczyłam się, że orgazm łechtaczkowy jest całkiem wykonalny, dlatego czekałam na niego. Bywały stosunki kiedy było mi bardzo przyjemnie i odczuwałam wielką satysfakcję z seksu, bez orgazmu. Zaczęły przychodzić jednak te razy (podobnie jak w poprzednim związku), które przynosiły rozczarowanie, a często ból (nie mam pojęcia czemu jestem w łóżku tak uległa, chyba wynika to z poczucia obowiązku… „skoro on tak mnie pragnie, to muszę się zgodzić”). Wydaje mi się, że zaczęło to wynikać z jego coraz mniejszego zaangażowania. Podczas którejś z naszych rozmów przyznał, że na początku nie odczuwał wielkiej satysfakcji z seksu ze mną, skupiał się jedynie na tym, żebym ja była zadowolona, żeby mi było przyjemnie (i faktycznie było wtedy cudownie), a teraz nauczył się jak czerpać z seksu przyjemność (jestem jego drugą partnerką, a z poprzednią uprawiał seks jedynie dwa razy, więc można powiedzieć, że jestem tą, przy której się uczy).

Pomyślałam, że skoro na orgazm pochwowy nie mam szans, a łechtaczkowy podczas jego pieszczot ręką nie przychodzi, to być może on zdziała to językiem? Tu spotkało mnie wielkie rozczarowanie. Okazało się, że on niezbyt lubi seks oralny. Ja go uwielbiam, to jedna z form seksu (zarówno kiedy ja jestem stroną „aktywną”, jak mój partner) które rozpalają mnie najbardziej. Samo myślenie o tym, mnie rozpala. I on owszem chętnie przyjmuje moje „dary”, ale sam bardzo seksu oralnego unika, a kiedy go proponuje, ja czuję się skrępowana, bo wiem, że jemu przyjemności to nie sprawia i prędzej czy później sama rezygnuję (nie mam z tego wielkiej przyjemności, skoro ciągle się przejmuję, że pewnie mu „nie smakuję”). Wiem, że do smaku i zapachu tej części ludzkiego ciała trzeba się przyzwyczaić, w końcu mi od samego początku też wcale się to nie podobało, ale nauczyłam się jak samej czerpać przyjemność z „robienia dobrze ustami” mojemu partnerowi. Ale on jakoś nie chce się tego uczyć (jego argument? bo „jesteś tam tak mokra, nie lubię zjadać twojego śluzu” – „przepraszam kochanie, że tak mnie rozpalasz”… co ciekawe nie pozwala mi też na połykanie jego spermy, uważa, że to „obleśne”).

Boję się, że wrócę do „punktu wyjścia”, że będzie tak jak z poprzednim partnerem – seks będę traktowała jako smutny obowiązek, a nie przyjemność i radość. Nie chcę do tego dopuścić, ale nie mam pojęcia jak dotrzeć do mojego partnera. Nie potrafię też wytłumaczyć mu jak ma pieścić moją łechtaczkę – „teraz trochę w prawo, teraz naduś mocniej, proszę szybciej”? Nie… jakoś nie sądzę, żeby takie komentarze mu się spodobały, poza tym zabijają całą atmosferę w łóżku. Raz nawet zdarzyła się nam taka śmieszna sytuacja. Byłam bardzo podniecona, on mnie dotykał ręką, było super, czułam, że jestem blisko i powiedziałam „kochanie naduś mocniej i szybciej, tak jakby to był penis”, nie zdając sobie sprawy jak te słowa muszą dziwnie brzmieć, potem śmialiśmy się do rozpuku przez 15 minut, ale orgazmu jak nie była tak nie było.

Bardzo cieszę się, że go podniecam, tak bardzo, że jak najszybciej chce doprowadzić do stosunku, ale ja lubię grę wstępną, to jak mnie dotyka, jak pieści. A to (czyli dla mnie najprzyjemniejsza część) trwa zazwyczaj kilka minut. Mam wrażenie, że podczas kiedy ja się podniecam, kiedy jest mi przyjemnie, on jest znudzony. Staram się go wtedy też pieścić, ale czasami nie pozwala na to pozycja, a czasami myślę sobie „halo! przecież mi w seksie też coś się należy”. Może jestem zbyt leniwa i pasywna? A ostatnimi czasy mam wrażenie, że on nudzi się nawet podczas samego stosunku. Jest obdarzony dużym penisem i mam wrażenie, że moja pochwa już „rozszerzyła się” do jego rozmiarów, nie jest ciasną szparką, dlatego pewnie seks ze mną sprawia mu jeszcze mniejszą przyjemność. I mnie samej też. Mam wrażenie, że podczas penetracji nic nie odczuwam. Jakbym była jakaś oziębła.

Wolę uprawiać seks raz na 2 miesiące, ale żeby był z odpowiednią oprawą, z długą grą wstępną i żebym ja czerpała z tego czystą przyjemność, żebym nie musiała się spieszyć, niż codziennie, na szybko tylko po to, żeby starać się zadowolić jego. Z drugiej strony nie chcę, żeby zostawił mnie dla kogoś innego, kto spodoba mu się i zaoferuje mu seks, a on spragniony tego z oferty skorzysta. Zdaję sobie sprawę, że on też ma konkretne potrzeby.

Nie wiem co powinnam zrobić, jak z nim porozmawiać, ani właściwie co mu powiedzieć. Masturbacja nic nie daje, bo ja wiem jak poprowadzić swoją rękę, żeby zapewnić sobie orgazm. Problem tkwi w tym, że on nie wie.

Anonimowa

Odpowiada Agnieszka Nomejko, psycholożka specjalizująca się w seksuologii:

Dzień dobry

Możliwe, że problem związany jest z pozycją, jaką przyjmuje Pani w tej relacji, a nie z samym seksem. W mailu padło wiele zdań, w których prezentuje Pani siebie jako bardziej zaangażowaną; obawiającą się, że partner ją zdradzi – jeżeli seks nie będzie wyglądał tak jak on to sobie wyobraża. Z drugiej strony Pani partner nastawiony jest w dużej mierze na „branie”, a nie na „dawanie”. Może ten problem nie dotyka tylko seksualności, ale całego Państwa związku – Pani jest stroną bardziej zaangażowaną, zabiegającą i starającą się o kompromisy, bojącą się zdrady. Z czego to wynika? Dbając o jego komfort, pomija Pani własne potrzeby. Nie powinna się Pani zgadzać na zachowania, które powodują u Pani ból. Partnerowi nic się nie stanie, jeżeli gra wstępna potrwa kilkanaście minut – on też musi wykazać się pewną cierpliwością w oczekiwaniu na „swoją” przyjemność. A propos Pani obaw, że pochwa rozszerzyła się pod wpływem stosunków z partnerem o dużych gabarytach – proszę się o to nie lękać – fizjologicznie to niemożliwe. Odczuwalnie rozszerzyć pochwę może dopiero poród. Niestety, nie umiem poradzić Pani przez maila. Myślę, że wskazana jest wizyta u psychologa lub seksuologa psychologa – problem objawia się w seksie, ale związany jest z Państwa relacją. Najlepiej, gdybyście Państwo skorzystali z terapii razem.

Redakcja
Portalem opiekują się Voca Ilnicka i Tomira Wojna. Do pisania artykułów, podsyłania ciekawych tekstów, publikowania zapraszamy wszystkie chętne i chętnych.:) Razem możemy więcej.
Udostępnij ten post: