Jestem istotą seksualną od urodzenia. Nikt nie musiał sprawiać, abym się nią stała. Nie potrzebowałam do tego żadnego penisa ani pieszczot drugiej osoby.

Dziewico, dziś twoje święto!

Kalendarz świąt nietypowych podaje, że 9 grudnia należy do dziewic – jest to bowiem ich osobiste święto. Dzień Dziewic. Nie mam pojęcia, skąd wzięła się idea obchodzenia tego święta. A właściwie nie obchodzenia, a wymyślenia go i wpisania do kalendarza świąt. Nietypowych co prawda, ale zawsze. Gdyby nie zacna Nonsensopedia pewnie nigdy nie dowiedziałabym się, że takie święto istnieje. A co za tym idzie nie pomyślałabym, aby głębiej rozważyć, cóż to właściwie znaczy „być dziewicą”?

Zapewne niejedna mądra głowa zdążyła już rozpatrzyć to pojęcie, przeanalizować definicję, a ze swoich przemyśleń stworzyć świetny artykuł czy też podzielić się nimi ze znajomymi. Osobiście czuję, że również potrzebuję wniknięcia w temat, który jeszcze w jakiś sposób mnie dotyczy. Choć mam wrażenie, że już nie w stu procentach… Tylko z drugiej strony – czy można być pięćdziesięcioprocentową dziewicą?

Według naukowej definicji dziewictwo to „stan kobiet i mężczyzn przed podjęciem stosunków seksualnych” oraz dalej „Fizyczne dziewictwo u kobiety wiąże się naturalnie ze stanem integralności cielesnej, w którym błona dziewicza pozostaje nienaruszona”. Gdy to czytam, moje neurony pracują intensywnie. Rozbieram tę mądre słowa na części i myślę sobie, że prawie nic w moje życie nie wnoszą. Są nadmiernie upraszczające i nie mówią o konkretach. Jak rozumieć „stosunek seksualny”? Czy to już seks oralny, czy może dopiero penetracja pochwy penisem? A seks analny? Czy ten też w jakiś sposób łączy się z pojęciem dziewictwa? Czy kobieta, która uprawia ze swoim partnerem seks analny, nie jest już dziewicą, czy może wciąż jest?

Dalej czytamy o, dla mnie osobiście tajemniczej, integralności cielesnej. Hmmm. Przyglądam się tym słowom i zupełnie nie wiem, o co w nich chodzi. Czy w istocie chodzi jedynie o fakt nienaruszenia błony dziewiczej? Czy może o coś więcej? Dalsza część definicji podaje, że błona dziewicza może zostać naruszona w inny sposób niż stosunek seksualny – np. poprzez masturbację, uprawianie konkretnego sportu, zabieg medyczny, niewłaściwe używanie tamponów… No dobrze. Wobec tego, czy skoro błona dziewicza zostanie naruszona w sposób inny niż stosunek seksualny, a tajemnicza integralność cielesna zaburzona, to dziewczyna wciąż pozostaje dziewicą? A może już nie, bo to właśnie błona dziewicza jest tym najważniejszym elementem? A co z masturbacją? Czy to już seks, czy nie, bo seks uprawia się tylko w parze (trójkącie itd.)?

Definicja mnoży pytania, nie dając odpowiedzi. Jak dla mnie jest zupełnie nie satysfakcjonująca i zawężona. Spłyca kwestię cnoty niesamowicie. Spektrum zachowań seksualnych jest zbyt szerokie, aby zmieścić je w jednym zdaniu i tym samym precyzyjnie określić moment „utraty dziewictwa”. Jedni pewnie w ogóle się tym nie przejmują i „robią swoje”, natomiast dla innych może to być całkiem ważną kwestią, trudną jednocześnie do ogarnięcia. W końcu pojawiające się na forach internetowych pytania „czy jestem jeszcze dziewicą?” nie biorą się znikąd…

Myślę, że wiele osób próbuje tę kwestię rozwikłać i jakoś poukładać sobie w głowie. Pewnie wynika to z faktu, że dziewictwo wciąż jest czymś ważnym w świadomości ludzi. A zwłaszcza niektórych kobiet. Choć mężczyzn w sumie także… głównie gdy chodzi o dziewictwo ich aktualnej partnerki… Myślę sobie, że w czasach gdy seks jawił się jako grzech śmiertelny, cnota w istocie była czymś na wagę złota i jednocześnie sprowadzała się do faktu, że – głównie dziewczyna – posiadała błonę dziewiczą w stanie nienaruszonym oraz nie wiedziała o tym grzesznym seksie absolutnie nic aż do nocy poślubnej. Może miała czyste myśli, bo nie wiedziała, o co chodzi. Tak, to kojarzy się ze stuprocentową dziewicą, całkowicie nieświadomą swej seksualności. Jednak czy dziś w ogóle możliwa jest taka sytuacja? Nie wykluczam, że zdarzają się różne sytuacje, o których być może nawet mi się nie śniło. Mimo to w większości przypadków młodzi ludzie doskonale wiedzą, czym jest seks i seksualność. Choćby intuicyjnie i na całkiem płytkim poziomie. W kontekście tej świadomości dziewictwo staje się terminem nieco nieprzydatnym. Zakłada bowiem, że do czasu pierwszego seksu (z drugą osobą) nie jesteśmy istotami seksualnymi. Przynajmniej tak wyobrażam to sobie w przypadku kobiet, ich błony dziewiczej i wszechobecnych rozważań o „pierwszym razie”, który najczęściej łączy się z defloracją. A także gdy widzę stwierdzenia: „tej nocy stałam się kobietą”. Ha, od razu z chęcią zapytałabym „a wcześniej kim wobec tego byłaś?”

Dziewictwo, dziewica, bierność? Nie, zupełnie mi to nie współgra! Jestem istotą seksualną od urodzenia. Nikt nie musiał sprawiać, abym się nią stała. Nie potrzebowałam do tego żadnego penisa ani pieszczot drugiej osoby. Napięcie seksualne pojawiło się około okresu dojrzewania. Świadomość potrzeb seksualnych nieco później. Masturbacja również została odkryta gdzieś po drodze… Jaka wobec tego ze mnie niewinna dziewica, która rumieni się na dźwięk słowa „seks” i w ogóle o tym nie myśli? Hmm, chyba żadna.

Mimo wszelkich rozważań i rozbierania definicji na części jestem świadoma faktu, że dla znacznej większości utrata dziewictwa przez kobietę równa się pierwszej penetracji pochwy penisem. Jak to ładnie ujął M.: „Penetracji penisem nie było, więc utraty dziewictwa nie było. Po co sobie życie komplikować?” Hm, czy naprawdę jest to takie bezzasadne i nieważne? Czy pojmowanie dziewictwa w ten czy inny sposób faktycznie zmienia coś w naszej świadomości i podejściu do seksu, jakkolwiek byśmy go nie zdefiniowały? No tak, w tym wypadku nie ma uniwersalnej odpowiedzi… Osobiście mogę odpowiedzieć, że owszem: takie komplikowanie sobie życia jest i ważne, i zasadne. Przynajmniej dla mnie – osoby, która nie pojmuje swojej seksualności w sposób bierny i związany jedynie z penetracją i męskim penisem. Dziewica kojarzy mi się z osobą niewinną, czystą, taką, która specjalnie nie zajmuje się swoją seksualnością z pewnych powodów. Czy ja taka jestem?

Zdecydowanie nie. Choć moja błona dziewicza wciąż pozostaje na swoim miejscu…


autor: Ruda

Udostępnij ten post: