Voca Ilnicka na kobieta.gazeta.pl

Są takie rzeczy, nad którymi nie trzeba się zastanawiać, bo wszystko jest jasne.

A potem ona twierdzi, że kochali się wczoraj, a on, że miesiąc temu. Bo zupełnie inaczej rozumieją to, czym jest ”prawdziwy seks”. A jaką ty preferujesz definicję seksu?

Prokreacja czy przyjemność?

Przyjemność sprawiają nam najróżniejsze pieszczoty. Niezwykle podniecający jest chociażby sam pocałunek. Ale także wszelkiego rodzaju głaskanie, lizanie, dotykanie, drapanie, gryzienie, ssanie… A ssana i lizana może być każda część ciała w zależności od ochoty i fantazji. Bardzo często te pieszczoty sprzyjają orgazmom, szczególnie kobiecym orgazmom. Ale wiele z nas nie nazwie „prawdziwym seksem” czegoś, czemu Bravo dało nazwę petting, chociaż łóżko płonie. Nie, umierasz z rozkoszy, ale to jeszcze nie jest seks. To dopiero zapowiedź, wstęp albo jeszcze inaczej – gra wstępna. A jej „ukoronowaniem” ma być genitalny stosunek kończący się wytryskiem w pochwie kobiety. A przecież to „ukoronowanie” to prokreacyjna wizja seksu! Dlaczego wszystko, co jest przed tym, ma być traktowane jako przystawka?

Anatomia swoje, naukowcy swoje

Przez lata nawet najtęższe głowy, takie jak Freud czy Kinsey, twierdziły, że genitalny stosunek jest jedynym „poważnym” czy też „właściwym” rodzajem seksu. Cała reszta to zabawa dla nastolatków. I chociaż naukowcy bardzo dobrze wiedzieli, że kobiety bez problemu osiągają pełnię satysfakcji, jeśli stymulowana jest ich łechtaczka, to i tak kazali kobietom „uczyć się” osiągania orgazmu wynikającego z penetracji. A która nie umiała, która nie czuła i która chciała inaczej – po swojemu – była po prostu niedojrzała (Freud) lub niedoświadczona (Kinsey). Oczywiście, stosunek może być ogromną przyjemnością dla kobiet, ale jak pokazują badania jeszcze z lat 70. (Raport Hite), tylko około 30% kobiet do orgazmu wystarczy sama penetracja. Natomiast prawie wszystkim bardzo łatwo o satysfakcję, gdy pieszczona jest łechtaczka.

Pytanie: Komu taki stosunek wystarczy do przeżycia orgazmu? Tak, zgadliście, mężczyznom.

Męska definicja seksu

Wydaje się, że ten „prawdziwy” seks to po prostu seks z męskiego punktu widzenia: „wszedłem-doszedłem”. Było tak jak książka pisze. Bo nawet Wikipedia tak opisuje typowy heteroseksualny stosunek: penis w pochwie, kopulacja, orgazm, wytrysk, odprężenie. Tylko dlaczego po męskim wytrysku cała zabawa ma się skończyć? Dlaczego nie może się skończyć (albo zacząć!) kobiecym wytryskiem (wierzcie mi lub nie, ale są takie miejsca na świecie, w których nie ma mowy o penetracji, zanim kobieta przeżyje wytrysk)? Albo dlaczego ruchów frykcyjnych nie zastąpić ruchami języka po łechtaczce lub też ruchami dłoni po penisie? Nie chodzi mi o to, żeby zapomnieć o takim rodzaju seksu, ale o to, żeby definicję tego, co jest seksem, trochę rozszerzyć.

Kobiece oczekiwania względem seksu

Badaczka seksualności Shere Hite pisze, że gdy kobieta oferuje seks, w domyśle mamy, że będzie to typowy stosunek waginalny. Natomiast, gdy kobieta oczekuje seksu – często oczekuje czegoś, co będzie dla niej miłe, rozkoszne i zwieńczone orgazmem, ale co – niestety – nie ma nazwy. Bo jak jednym słowem określić pieszczoty całego ciała, ze szczególnym uwzględnieniem waginy i łechtaczki, które to mogą się odbywać z użyciem dłoni, języka, gadżetów erotycznych oraz penisa. Na dodatek wielu mężczyzn nie wie, że kobieta tego też potrzebuje. Bo nikt im tego nie powiedział, a kobietom o swoich oczekiwaniach mówić „nie wypada”. Zresztą – skoro mamy taki problem z mówieniem o intymności, to jak to zgrabnie mężczyźnie przekazać? Przecież wszyscy wiedzą(?), że mężczyźni jak ognia unikają tzw. gry wstępnej. Bo to nuda i strata czasu.

Mit gry wstępnej

Kiedy przyjmiemy tę prokreacyjną definicję seksu, wszystko, co nie jest genitalnym stosunkiem, zamieni nam się w „grę wstępną”. Odbierzemy wartość seksowi oralnemu, dotykaniu, lizaniu, całowaniu… Nawet jeśli oboje wolimy takie intensywne pieszczoty wszelkiego rodzaju albo też przeplatanki seksu oralnego, genitalnego, dotykania, pieszczenia się językami i gadżetami, to jednak – chcąc uprawiać ten „prawdziwy, dorosły seks” jak na dorosłych przystało – zarzucimy je w końcu. Żeby się potem nie okazało, że zamiast uprawiać seks, uprawiamy tylko grę wstępną. Shere Hite postuluje, żeby rozszerzyć tę przestarzałą definicję seksu. Seksuolog Ian Kerner pisze: „Owo smakowite całowanie, dotykanie, rozbieranie, kąsanie, drażnienie i ssanie to nie gra wstępna – to danie główne”. Mitem jest również to, że tylko kobiety potrzebują tego rodzaju seksu. Bardzo, ale to bardzo potrzebują go także mężczyźni, których wręcz terroryzuje przeświadczenie, że seks może się udać tylko wtedy, gdy mają erekcję. Kiedy penis nie jest sztywny, też można się kochać, przecież służy nam do tego całe ciało! Owszem, myślę, że większość kobiet chce czasem poczuć mężczyznę w sobie, ale czasem nie oznacza zawsze. A erekcja naprawdę nie jest warunkiem sine qua non, żeby iść do łóżka. W końcu – od czego mamy wyobraźnię?

Tekst pisany był na serwis kobieta.gazeta.pl i tam się ukazał.

Udostępnij ten post: