Zanim sama zaczęłam się zajmować tematem seksualności, to też uważałam, że coś ze mną jest nie tak. Albo w ogóle – z nami, kobietami. Bo czego my się tak wstydzimy? Co jest tak strasznego i zatrważającego w wypowiedzeniu słowa pochwa? Skąd ten rumieniec, gdy mowa o miesiączce? Rumieniec albo grymas. Atak kaszlu albo paraliż całego ciała. No skąd?

la-bella.jpg

Spójrz „tam na dół” – czytamy w aplikacji Labella. Nie – na siebie. Nie na swoją joni/cipkę/wulwę/srom… tylko „down there” – czy to nie jest aby troszkę dziwne? 😛

 

Prowadząc pierwsze rozmowy z dziennikarzami na temat kobiecej seksualności – przy okazji robienia warsztatów tylko dla kobiet – często miałam wrażenie, że dziennikarze (i dziennikarki) zadają pytania według klucza: co nie tak jest z kobietami, że aż potrzebują warsztatów? Albo: mężczyźni nie mają takich zahamowań (w domyśle: co jest z tymi kobietami nie tak? Co mamy im powiedzieć, co opublikować, żeby odpuściły swój głupi wstyd i trochę wyluzowały, bo przecież seks jest taki fajny i naprawdę nie ma się czego wstydzić!). Po pierwsze: uwaga – wszyscy jesteśmy formatowani w niechęci do seksualności przez tę „kulturę sterylności”. Jeśli widzisz zahamowania kobiet i totalny luz mężczyzn… być może masz wokół siebie wyjątkowych ludzi albo – widzisz wyrywkowo. Po drugie: na szczęście są też dziennikarze i dziennikarki, którzy zadają inne pytania.

Dziś dostałam od przyjaciółki link do artykułu na temat aplikacji Labella – przedruk z Wysokich Obcasów*. Aplikacja ta na telefonie wyświetla „lustro” w pięknej ramie i w tym „lustrze” można umieścić swoją joni – żeby na nią patrzeć. Twórcom aplikacji prawdopodobnie chodzi o stworzenie dobrego, przyjaznego klimatu, tak aby zainteresowane osoby mogły podziwiać swoje piękne genitalia w odpowiedniej oprawie. Pomysł bardzo ładny. Sama najbardziej lubiłam patrzeć na swoje ciało w kryształowym zwierciadle prababki – umieszczonym w ramie o finezyjnych kształtach.

Ale kiedy przeczytałam ten artykuł, zrobiło mi się smutno. Dlaczego? Bo po raz kolejny poczułam, że kobiety znów są zawstydzane… z powodu swojego wstydu. Przeczytałam, że:

„Wiele kobiet nie orientuje się, że ujście cewki moczowej to nie to samo co ujście pochwy, a kiedy słyszą „wargi sromowe”, oblewają się rumieńcem. Zaniepokojeni sytuacją naukowcy z Newcastle University opracowali aplikację do oglądania waginy. „Pragniemy zwrócić uwagę, że prosty akt intensywnego patrzenia buduje wiedzę – piszą w raporcie.”

Co tutaj mamy? Kobiety oblewają się rumieńcem, gdy usłyszą sformułowanie „wargi sromowe” – to tylko informacja czy trochę też przygana? Zaniepokojenie naukowców jest już wartościujące. Ludzie bywają zaniepokojeni, gdy dzieje się coś niepokojącego. Czyli brak wiedzy i/lub wstyd kobiet jest niepokojący. Jeśli ktoś się niepokoi dlatego, że czegoś nie wiesz, lub czegoś się wstydzisz, sama możesz się zacząć niepokoić… że coś z Tobą nie tak!

Voca22.jpg

Moja obserwacja jest taka: jeśli kobieta się wstydzi swojej seksualności, to nie dlatego, że jest pruderyjna, bogobojna albo za mało nowoczesna i świetnie się z tym swoim wstydem czuje; tylko dlatego, że była do tego wstydu przyuczana od dziecka.

Przykład? Proszę bardzo, wprost z popkultury. Przed chwilą obejrzałam 12. odcinek pierwszej serii „Californication”. Becca, córka Hanka, dostaje pierwszą miesiączkę, w pośpiechu idą do marketu po tampony. Tam głośno mówi, że dostała okres (uwaga – ona nie jest tym faktem zawstydzona).

Co wtedy robi Hank – jej ojciec, „wyzwolony mężczyzna”, który kochał się z co drugą napotkaną kobietą, który jest szczerze bezpruderyjny i lubi seks, który z szacunkiem używa słów takich jak wagina czy cipka, mówiąc, że z pięknej waginy jego pięknej żony wyszła na świat ich piękna córka (cytuję z pamięci)?

Ucisza swoją córkę. Tak, jakby wymówienie przez 12-latkę słowa okres w miejscu publicznym było dużym nietaktem. To tylko przykład z serialu, ale za to idealnie dopasowany do sytuacji. Jeśli ten „nowoczesny, wyzwolony ojciec” nie radzi sobie ze słowem okres i już od pierwszej chwili (chcący bądź nie) uczy nastolatkę, że nie wypada mówić na głos o okresie, to jak zachowują się ci mniej wyzwoleni rodzice w stosunku do swoich córek? Te przeciętne matki i przeciętni ojcowie z kraju na Wisłą, a nie z Kalifornii?

Tak jest, wiele kobiet się nie orientuje, jak zbudowane są ich narządy płciowe, bo żyjemy w świecie, który był skrajnie niechętny seksualnej niezależności kobiet. Wielu mężczyzn też nie ma zielonego pojęcia, gdzie jest łechtaczka czy strefa G ich żony czy narzeczonej (często nie wiedzą też, jak sprawiać kobietom (i sobie) przyjemność). To, że kolorowe pisma drukują artykuły pt. „Jak mu zrobić laskę stulecia” – nie znaczy, że seksualność nagle przestała być tabu. I że kobiety i mężczyźni żyją w wielkiej seksualnej komitywie pełnej życzliwości, wsparcia i wzajemnego szacunku.

Na moje warsztaty trafiają kobiety, które opowiadają o tym, jak były odwodzone – jako dzieci i nastolatki – od dotykania się czy oglądania własnych genitaliów przez babcie, mamy, ojców itp. Jak były karcone złym słowem, złym spojrzeniem, bite paskiem albo kablem, wyśmiewane i zawstydzane. Czuły się przyłapane na gorącym uczynku – tak jakby dotykanie czy oglądanie własnego ciała było tym gorącym uczynkiem (podejrzewam, że są domy, w których wciąż jest).

Więc najpierw nie możesz, a jeśli mimo wszystko robisz, to słyszysz, że źle zrobisz, że jesteś niegrzeczna, że babcia, mama lub opiekunka będzie się gniewać, a potem nagle – jako dorosła – odkrywasz, że jesteś bezsensownie zawstydzoną frajerką. Nagle wielkie zdziwienie, bo kobiety nie znają swoich genitaliów. I wina spada oczywiście na kobiety, które – po prostu się dostosowały do wymogów otoczenia! Do tego, co mówił ojciec, ksiądz albo nauczyciel w szkole.

Sytuacją są „zaniepokojeni naukowcy” – oczywiście rodzaj męski. Nie wiadomo, jaki jest skład zespołu naukowego, może to w większości lub wyłącznie kobiety, ale słowo naukowcy budzi skojarzenia z męską częścią społeczeństwa. Odnosimy więc wrażenie, że jacyś „wspaniałomyślni mężczyźni” (przepraszam za zgryźliwość, ale nie mogę się powstrzymać) chcą pomóc tym „biednym kobietom”. Czyli nam. Czyli mi też. Ja też staje się tą biedną, zawstydzoną dziewczyną, która wymaga natychmiastowej pomocy, bo przecież wstyd jest zły! I należy go bezzwłocznie wyplenić!

Naukowcy zaś są tacy obiektywni i powołują się na powody naukowe. Mają poważny raport, wyniki badań, są bezpruderyjni i zatroskani losem zahukanych kobiet. Ach, co ta cudowna nauka robi dla wyzwolenia kobiet! Ostateczny wydźwięk tego artykułu brzmi:

jeśli się, kobieto, wstydzisz oglądać swoją cipkę w lusterku, to jesteś na bakier z nowoczesną nauką! Wstydź się, że jesteś taka niepostępowa!

Szczerze, to mam dość słuchania o tym, że mam się zmienić. Że mamy się zmienić.

Wolałabym zrozumienie, że jeśli ja się dzisiaj wstydzę – to mam swoje powody (dlaczego małe dziewczynki nie wstydzą się oglądać, dotykać i sprawiać sobie przyjemność, a dorosłe kobiety często tak? – czary jakieś!) Mogę tego wstydu nie lubić – ale jeśli moi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie zostali wychowani w tym wstydzie, to i ja będę go miała. A Ty nijak nie pomagasz mi go rozpuścić – wytykając mi go palcem.

Pomagasz mi, kiedy nie uciszasz 12-latki, gdy ta mówi otwarcie, że krwawi. Pomagasz mi, gdy zauważasz, że reklamy, filmy, media wciąż i wciąż ten wstyd mi wciskają i narzucają. Ja mam się wstydzić tego, że jestem gruba (to wstyd!), że mam obwisłe cycki (też wstyd), zmarszczki, siwe włosy… cokolwiek. Mam się wstydzić tego, że jestem kobietą, że co miesiąc krwawię. Mam się wstydzić nieatrakcyjnego zapachu mojej cipki (opowiadałeś kiedyś żarty o ślepym przechodzącym obok sklepu rybnego?), mam się wstydzić jej nieatrakcyjnego wyglądu (słyszałeś żarty o rozklapiochach, farfoclach i zajechanych cipkach dziwek?), mam się wstydzić w ogóle tego, że tę cipkę mam (wyzwałeś kiedyś jakąś kobietę od głupiej cipki? Jak myślisz – mówić o kimś, że jest cipą, pizdą albo babą – to komplement?); mam non stop poprawiać swoje ciało, biegać na laser, do fryzjera, może na lifting warg sromowych i wszczepianie implantów w piersi, a po tym wszystkich po prostu usiąść z lusterkiem i z dumą oglądać tę najpiękniejszą na świecie pizdeczkę królewny.

Tak by było najfajniej. Bo z tym wiąże się także super seks – o czym również przeczytałam w cytowanych artykule („Jeszcze seks. O ten dobry też trudniej, jeśli się nie wie, gdzie łechtaczka i co z nią robić. )

Ale to nie tak działa.

*Wysokie Obcasy – www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,115167,20087731,ogladajcie-swoje-waginy-chocby-przez-telefon.html?

Voca Ilnicka
przewodniczka po kobiecej seksualności, edukatorka, trenerka, twórczyni portalu Seksualnosc-Kobiet.pl; autorka „Sekretnika kobiecej waginy” i współautorka książki „7 skutecznych sposobów na bolesne miesiączki”. Jej wypowiedzi znaleźć można m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Sensie”, Polityce”, „Elle”, „Zwierciadle” , TVP2, TVP3, Tok FM, Radio RAM. Wiosną 2018 ukaże się jej książka „Ana-suromai albo seksualne doświadczenia i sekrety kobiet”.
Udostępnij ten post: