We-Vibe został zaprojektowany do seksu partnerskiego, czyli klasycznej penetracji, jakkolwiek można go używać także do innych celów (i całkiem nieźle się do tego nadaje).

we-vibe--rozowy.jpg

Pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłam reklamę We-Vibe – pomyślałam, że to jakiś geniusz wynalazł. Teraz We-Vibe 4 przyszedł do mnie ze sklepu Secret Place i w końcu miałam możliwość użyć oryginału (gdyż wcześniej w moje ręce trafiła Tiani, czyli wariacja Lelo na temat We-Vibe)

Wykonanie i dodatki

Wibratorek dla par trafił do mnie zapakowany w ładne tekturowe pudełko, w którym mieści się również ładowarka (zamykana od góry plastikiem – świetna sprawa, jeśli ktoś np. ma koty i nie chce mieć wibratora w sierści), kabelek do ładowania przez USB oraz pilot i instrukcja obsługi (również po polsku – hurra!). Jak dla mnie zabrakło tutaj satynowego woreczka, do którego można włożyć wibratorek z pilotem, saszetki z lubrykantem oraz przejściówki, dzięki której można ładować wibrator bezpośrednio z gniazdka. Za to, jak napisał producent, wibrator można połączyć ze smartfonem.

wevibe-dodatki.jpg

W dodatkach zamykana ładowarka na USB (biała – po prawej)

Sam wibratorek jest nieduży, pokryty silikonem w kolorze ciemnoszarym. Ma kształt litery U (lub może V) o dwóch różnej grubości ramionkach. Silikon jest raczej śliski niż matowy, co sprawia, że pyłki nie czepiają się do niego tak bardzo jak do matowego (co osobiście uważam, że bardzo ważne, bo nie ma nic gorszego, jak latanie do chwilę pod kran, żeby zmyć z wibratora paprochy). Wewnętrzne części ramionek mają delikatne karbowania (tam, gdzie stykają się ze strefą G oraz zewnętrzną częścią łechtaczki), na zewnątrz zaś opisane są nazwą urządzenia (We-Vive 4 plus). Na końcu ramienia od łechtaczki jest też mały przycisk, którym można włączyć wibrator i zmieniać tryby wibracji. Włączać, wyłączać oraz zmieniać tryby można też za pomocą malutkiego pilocika (którym, o ile dobrze nam się wydaje, udało nam się także wyłączyć radio). Rozpieszczona przez gadżety Lelo, których piloty wibrują tym samym trybem, którym wibruje zabawka (co jest bardzo wygodne, gdy chcesz pieścić kogoś na odległość, bo wiesz, co mu robisz), teraz byłam niemile zdziwiona, że mój partner zmienia tryby, nie wiedząc, jakie wibracje mi zadaje – no ale przecież tego nie czuł.

wevibe4-rozgiecie.jpg

Maksymalne bezpieczne rozgięcie wibratora

Zabawa solo i w parze

Wibrator przeznaczony jest głównie do stymulowania kobiety podczas stosunku (dopieszczona jestłechtaczka, a także strefa G). Wibracje mogą przenosić się także na mężczyznę, ale potrzeba do tego odpowiedniej pozycji (z naszych testów wyszło, że sprzyjają temu raczej pozycje od tyłu, niż twarzą w twarz). Według własnej fantazji wibratora, który ma naprawdę mocne wibracje (a ich moc można ustawić tylko w dwóch trybach: mocniejsze i słabsze), można także We-Vibe używać do pieszczot bez stosunku (włożony do waginy całkiem nieźle się w niej trzyma, a gdy się założy majtki i spodnie, spokojnie można z nim spacerować nie tylko po domu, ale i po mieście) albo też dopieszczać nim partnera, gdyż kształt litery U wręcz zachęca, aby We-Vibe zacisnąć wokół penisa (szczególnie jego główki). Na dodatek wibratorek jest wodoodporny, więc można go wziąć pod prysznic, do wanny albo i nad jezioro. Mnie, przy samodzielnym użyciu, pomimo tego że ramię przeznaczone do wkładania do środka jest naprawdę niewielkie, dawał złudzenie bycia penetrowaną i za to chcę go pochwalić – to naprawdę ciekawe odczucie! Jednocześnie w środku wciąż pozostawało tylko miejsca, że spokojnie można było zmieścić nawet duże dildo, a już z pewnością penis partnera.

ve-vibe4-g-spot.jpg

Ramię do stymulacji strefy G

Doskonałe czy beznadzieje?

Jeśli chodzi o wibratory podobne do We-Vibe (a jest ich trochę na rynku), to do tej pory słyszałam dwie opinie: że są doskonałe lub że są beznadzieje. Widocznie kobiety można podzielić na te, które mają podzielność uwagi i potrafią cieszyć się z kontaktu z mężczyzną, nawet gdy ich czułe punkty są rozwibrowywane z dużą intensywnością (spodziewam się, że będzie ich spora część) i te, które taka stymulacja bardziej rozprasza niż podnieca. Ja zdecydowanie zaliczam się do drugiej grupy, co było dla mnie dużym zaskoczeniem i rozczarowaniem, bo – jak to? – ten We-Vibe, „wibrator inny niż reszta” i „specjalny gadżecik dla par”, rozprasza mnie w seksie? Tego bym się nie spodziewała. Za to przypadł do gustu mojemu testerowi. 🙂

Udostępnij ten post: