W wieku 12 lat już nałogowo zaglądałam sobie w majtki i zastanawiałam się, kiedy stanę się kobietą. Nie do końca rozumiałam sens tych słów, ale były w ostatniej klasie mojej podstawówki powtarzane wśród dziewczyn jak mantra.

– Mamo, czym jest dla ciebie miesiączka? – spytałam pewnego dnia, gdy obie znalazłyśmy się w kuchni. Odpowiedziało mi wzruszenie ramion. Postanowiłam nie rezygnować:

– Mamo, bo dla mnie…

– Daj mi spokój, gacie się od miesiączki brudzą, a w moim wieku jak się pojawi, to jest wielkie szczęście.

Tym razem zrezygnowałam z drążenia tematu. Ale zaczęłam się zastanawiać, jak bardzo zmieniło się moje postrzeganie miesiączki w ostatnim czasie.

Bo najpierw, jako niedolotek, czekałam na pierwszą krew. W wieku 12 lat już nałogowo zaglądałam sobie w majtki i zastanawiałam się, kiedy stanę się kobietą. Nie do końca rozumiałam sens tych słów, ale były w ostatniej klasie mojej podstawówki powtarzane wśród dziewczyn jak mantra.

Potem się stało, obudziłam się i na spodniach rozciągliwej pidżamy pojawiło się coś ciemnego. Nie do końca wtedy skojarzyłam fakty i cały dzień w szkole upłynął mi na siedzeniu jak na szpilkach, gdy czułam, jak coś ciepłego cieknie mi po nogach… Wstydziłam się nawet powiedzieć o wszystkim mamie. W końcu wieczorem się odważyłam. Z zaciśniętymi zębami spytałam: ”Mamo, czy mamy jakieś podpaski?”. Nie było żadnych celebracji czy gratulacji. Paczka podpasek została mi wręczona i tyle.

Podpaski jednak nigdy nie były dla mnie dobrym rozwiązaniem: byłam zawsze bardzo ruchliwa, lubiłam biegać, chodzić z miejsca na miejsce (często tam, gdzie nie ma miejsca na toalety, w tak zwanej przestrzeni publicznej). W końcu samodzielnie odkryłam tampony.

Ale właściwie w wypadku i jednych, i drugich coś się traci. Krew, którą organizm gromadzi przez większość cyklu, znika albo w toalecie, albo w koszu na śmieci. Nie ma jej. Była i nie ma. W sumie krew przestaje być przeszkodą. Miesiączka nie jest już słabszym dniem.

Żyjemy w cywilizacji, która chce wszystkiego jak najszybciej. Chce też pozbyć się wszelkich niedogodności. A przecież miesiączka jest taka kobieca. Właściwie w mojej świadomości sposób jej pojmowania zaczął się zmieniać, gdy zdecydowałam się na korzystanie z kubeczka menstruacyjnego. Gdy go wyjmujemy, gdy go myjemy, zaczynamy nagle dostrzegać, jak dużo krwi nam ubywa w ciągu kilku zaledwie dni krwawienia. Zaczynamy mieć fizyczny kontakt z naszym wnętrzem. Krew jest ciepła, nagrzewa kubeczek, jest też chwilę na naszych palcach. Ma naturalną barwę, a nie taką, która już wniknęła w kolejną powłokę podpaski. Miesiączka stała się częścią mnie i choć kubeczek trzeba opróżnić, mam z nią kontakt. Obserwuję, jak się zmienia w poszczególnych cyklach.

Ostatnio rozmawiałam na ten temat z koleżankami z roku. Niestety, najwidoczniej wśród kobiet wciąż pokutuje przekonanie, że krew jest wstydliwa. Nie wyobrażają sobie, jak można wyjść z kabiny toalety i iść z lekko naznaczoną krwią ręką do umywalki. Bo przecież wszyscy widzą. Ale czy to naprawdę aż tak wielki problem? Czy w toalecie damskiej, jak sama nazwa wskazuje, nie przebywają kobiety? Przecież kto lepiej, jak nie one, wiedzą, co to jest miesiączka i jak kobieta reaguje na krwawienie?

Czy naprawdę krew stała się obrzydliwa i nie powinno się jej dotykać, patrzeć na nią, obserwować ją? Czy miesiączka jest już teraz tylko i wyłącznie czymś, co zostawia się w koszu na śmieci?

Tekst ukazał się w ramach konkursu miesięcznego.


autor: Gosia

Udostępnij ten post: