Dwie łyżeczki masła orzechowego? Mąż ssący Twoje sutki? A może Twoja przyjaciółka ssąca Twoje sutki? A może masturbacja? Czy to nie brzmi jak dobra impreza?

Taniec, świece, masaże, muzyka, pieszczoty piersi i łechtaczki, głaskanie ciała, głęboki relaksujący oddech, wanna pełna ciepłej wody? A może jeszcze orgazm porodowy, który przenika Twoje ciało?

Jak często nasza zachodnia kultura uczy dziewczęta i kobiety, że masturbacja to coś zdrowego, przyjemnego i pożytecznego? Jak często nasza kultura przedstawia poród jako piękne, magiczne, wzmacniającego kobietę seksualne doświadczenie? Jak często uczy się o zbawczym wpływie stymulacji łechtaczki w czasie fazy parcia? Lub stymulacji sutków, by rozszerzyła się szyjka macicy, aby w ogóle mogło dojść do fazy parcia?
Tak, wiem, pytania retoryczne.
Zadaję je z przekory i trochę ze złości na tę kulturę, przyznaję się.
Ale wracając do kwestii porodu i masturbacji lub innej seksualnej stymulacji… W wielu szpitalach, gdy kobieta nie może zacząć porodu, podaje jej się sztuczne hormony, żeby wywołać skurcze. Te same skurcze można osiągnąć dzięki kochaniu się, orgazmowi, wytryskowi spermy do pochwy (zawarte w nasieniu hormony powodują otwieranie się szyjki macicy), pieszczeniu piersi – prawda, że to o wiele przyjemniejszy sposób zaczęcia porodu? Na dodatek czasem wywoływanie porodu poprzez podanie hormonów powoduje skurcze tak mocne, że macica tego nie wytrzymuje i pęka. Natomiast nie zanotowano żadnego pękania macicy na skutek wytrysku nasienia czy pieszczenia sutków. Przypadek? 😛
Pytanie – czy niezauważanie seksualnego aspektu porodu jest ważne, aby „przyzwoici lekarze” i „przyzwoity szpitalny personel” nie był narażony na widok „nieprzyzwoitych seksualnych zachowań”? Efekt uboczny tego niezauważania jest taki, że wszystko to, co można wywołać w sposób naturalny i dobry dla matki i dziecka – osiąga się poprzez raniące czasem i matkę i dziecko zabiegi. Położna Ina May Gaskin pisze, że nie widziała pęknięcia krocza u kobiety, która w fazie parcia całowałaby się z mężem. Ani u kobiety, która w tej fazie pieściła swoją łechtaczkę.

porod masturbacja.jpgŹródło: Daily Mail

Niedawno natknęłam się na artykuł o fotografce i douli Angeli Gallo w „Daily Mail” [1], która porównywała dwa swoje porody. Pierwszy trwał 45 godzin i był do bólu zmedykalizowany. Drugi trwał 6 godzin, a ona w trakcie fazy parcia (czyli kiedy główka dziecka schodzi w dół i faktycznie się rodzi) masturbowała się, bo wiedziała, że to pomoże jej złagodzić ból i szybciej urodzić. 

Tak się stało. Niektóre kobiety mówią publicznie o tym, że dotykanie siebie w sposób seksualny (tak jest – masturbacja!) pomaga im otworzyć się na poród, złagodzić intensywność odczuwania itp. M.in. dlatego Angela Gallo opowiedziała o swoim doświadczeniu publicznie. Która jednak „przyzwoita kobieta” powiedziałaby, że podczas porodu masturbowała się, żeby było jej przyjemniej i łatwiej?  

Świece, masaże, muzyka, pieszczoty piersi i łechtaczki, wanna pełna ciepłej wody?

Masaż robiony przez położną lub doulę? Żarty, które pozwalają Ci się śmiać, tak że jest Ci łatwiej i szybciej się otwiera szyjka macicy? Dwie łyżeczki masła orzechowego? [2] Mąż ssący Twoje sutki? A może Twoja przyjaciółka ssąca Twoje sutki? A może masturbacja? Czy to nie brzmi jak dobra impreza? Taniec, świece, masaże, muzyka, pieszczoty piersi i łechtaczki, głaskanie ciała, głęboki relaksujący oddech, wanna pełna ciepłej wody? A może jeszcze orgazm porodowy, który przenika Twoje ciało? Czy to jest coś, co przypomina te wersety z Biblii o rodzeniu w bólu? Albo te przekonania, że poród to piekło, przez które muszą przejść kobiety, aby doświadczyć słodyczy macierzyństwa?
„Niektóre kobiety w trakcie wyłaniania się dziecka lubią stymulować łechtaczkę. Dzięki temu pochwabardziej nabiega krwią, co może wyjaśnić, dlaczego nigdy nie widziałam najmniejszego rozdarcia u kobiety, która stosowała tę metodę relaksacji w czasie porodu. Czy byłabyś w stanie przedyskutować to ze swoim lekarzem, czy nawet zrobić to, gdybyś wiedziała, że prawdopodobnie Ci to pomoże?” [3]. Standardowo w wielu polskich szpitalach kobietom nacina się krocze, co ma pomóc w porodzie. Jest to bzdura, co potwierdzi Ci wiele położnych. Nacięcie krocza nijak go nie chroni, a nacięte krocze łatwiej rozerwać niż  nienaruszone. Może by tak zamiast rutynowego nacinania – rutynowa masturbacja?
„Lubię pytać kobiecą publiczność o to, co się dzieje w trakcie dobrego pocałunku. (…) „Pojawia się uczucie mrowienia”. Zgadzamy się więc: pochwa nabiega krwią. Poród jest jednym z aktów, który powoduje obrzmienie pochwy (innym jest gra wstępna). (…) Jeśli w momencie wyłaniania się główki dziecka tkanki nie są dobrze nabiegłe krwią, macica mimo wszystko będzie pchała w ich kierunku główkę dziecka, wymuszając przejście przez tkanki pochwy, które nie są w pełni miękkie i otwarte. W ten sposób powstają rozdarcia.” [4] [5]
1. http://www.dailymail.co.uk/femail/article-3470441/Angela-Gallo-shares-masturbated-labour-s-best-form-pain-relief.html
2. O tych wszystkich sprawach – jedzeniu masła orzechowego lub innych przekąsek, seksualnym aspekcie porodu, który personel medyczny musi zignorować, stymulacji sutków przez męża i przyjaciółkę jednocześnie, masażach, kąpielach i innych przyjemnościach przeczytać można w książce Iny May Gaskin „Poród naturalny”. Polecam!
3. I. Gaskin, Poród naturalny, s. 282.
4. s. 276.
5. Więcej o niepotrzebności nacinania krocza przeczytasz w artykule położnej Anny Hrynakowskiej http://www.porodbezstrachu.pl/blog/post/naciecie-krocza a także w książce Iny May Gaskin.
Udostępnij ten post: