Orgazm łechtaczkowy, to orgazm na zawołanie, masz go kiedy chcesz i gdzie chcesz. Wiele kobiet, które nie mają orgazmu w trakcie stosunku pochwowego, bardzo łatwo go osiąga w trakcie masturbacji lub też pieszczot oralnych z partnerem.

Łechtaczka jest dużym i skomplikowanym organem, ale jedna z jej części wystaje ponad skórę i jest odsłonięta, co bardzo nam ułatwia dostęp do niej. Do wielu erogennych punktów trzeba „sięgać” przyjmując rozmaite pozycje, których nie wykonamy w każdym dowolnym miejscu i w każdej pozycji podczas seksu. Jednak to jedno miejsce – odsłonięte na pieszczoty, które prawie nigdy nas nie zawodzi – zawsze mamy na wyciągnięcie ręki, tak jak mężczyźni mają penisa.


kliknij i kup! – selkar.pl

Jej orgazm najpierw
– najlepszy poradnik o seksie
oralnym i orgazmach kobiet.
Rozwiej swoje wątpliwości
i ciesz się radością
z orgazmów łechtaczkowych!
Oczywiście, można mieć orgazm w wyniku stymulacji najróżniejszych punktów na ciele – w wyniku pocałunku, pieszczot piersi, szyi, karku, w wyniku fantazjowania bez żadnego dotyku. Ale to jednak nie jest sprawa tak powszechna, jak orgazm łechtaczkowy. To łechtaczka jest naszym seksualnym punktem nr 1.

Dlaczego więc tak wiele kobiet uznaje orgazm łechtaczkowy za mniej ważny? Za mniej dobry?  

Kobiet wciąż zasypują fora internetowe pytaniami: „jak osiągnąć orgazm pochwowy?”. Cieszę się, że chcą wiedzieć, ale kiedy piszą: „Mam takie pytanie: od trzech lat współżyje z mężczyzną (moim mężem) i jeszcze nigdy nie miałam orgazmu, tylko łechtaczkowy” – przerażają mnie ich wyznania. To znaczy, że orgazm łechtaczkowy to nie jest orgazm? Więc co, u licha, jest prawdziwym orgazmem?

Dlaczego orgazm łechtaczkowy jest gorszy?

  1. 1.Orgazm łechtaczkowy jest gorszy, bo można go osiągnąć bardzo łatwo w wyniku masturbacji.
  2. 2. Orgazm łechtaczkowy jest gorszy, bo kobieta może dostarczyć go sobie sama, dotykając siebie palcami.
  3. 3. Orgazm łechtaczkowy jest gorszy, bo nie wiąże się z „romantyczną wizją” stosunku seksualnego, którą wciąż serwują nam filmy i książki. W filmach kobieta opada na łóżko, mężczyzna na nią, a orgazm przychodzi sam, bez jakichkolwiek zabiegów ze strony któregokolwiek z kochanków.
  4. 4. Orgazm łechtaczkowy jest gorszy, bo bardzo łatwo osiągnąć go w wyniku pieszczot, które uprawiają nastolatkowie, i seksu oralnego.
  5. 5. Orgazm łechtaczkowy jest gorszy, bo łechtaczkę można pobudzać też w trakcie stosunku waginalnego (czy analnego) palcami, wibratorem itd, co niesamowicie podnieca kobietę.
  6. 6. Orgazm łechtaczkowy jest gorszy, bo bardzo dobrze wiemy, jak go wywołać. Nie jest osnuty tajemnicą i nierozłącznie związany z „zespoleniem”, „kochaniem się” i „penetracją”.
  7. 7. Orgazm łechtaczkowy jest gorszy, bo nie potrzebujemy mężczyzny, penisa, stosunku, żeby go mieć na zawołanie.

Takie mi właśnie przychodzą do głowy odpowiedzi na pytanie, dlaczego kobiety nie potrafią się cieszyć orgazmem łechtaczkowym i dlaczego on wciąż stoi niżej w klasyfikacji orgazmów. Jeszcze nigdy nie słyszałam, ani nie widziałam dyskusji w internecie, w której ktoś by się martwił, że z łatwością osiąga orgazm sutkowy i czuje się z tego powodu gorzej lub też w obiektywnej klasyfikacji stawiałby wyżej czy niżej sutkowy. Natomiast wiele kobiet wciąż jest w stanie napisać: „Nigdy nie miałam orgazmu. Tylko łechtaczkowy”. Przyznacie, że to smutne? Zamiast kochać łechtaczkę i cieszyć się z szybkiego orgazmu, zmartwiamy się, że „nie mamy orgazmów”.

Jeśli zdyskwalifikujemy jeden z rodzajów orgazmu – uznamy go za gorszy – to czy stanie się to może z każdym innym? I niedługo – mając oczywiscie orgazmy – będziemy sfrustrowane twierdzić, że w ogóle ich nie mamy?

Udostępnij ten post: