Anna Gąsiorowska, Voca Ilnicka

Dobry lubrykant = lepszy seks. Dlaczego? Bo seks odpowiednio mokry to seks bez otarć, mikrourazów, to długotrwała sesja samomiłości z gadżetami lub bez, to łechtaczka, która ciągle jest mokra, śliska i ciekawa nowych doznań, to skóra sromu, o którą można się ocierać długo i intensywnie.

ania-gąsiorowska.jpg
Współautorką artykułu jest Anna Gąsiorowska, właścicielka sklepu Frywolnie.pl
Po pierwszy lubrykant sięgnęłam tak dawno temu, że nawet nie pamiętam, kiedy to było. W związku z tym opakowanie żelu do seksu (zwanego inaczej: żelem intymnym lub poślizgowym) zawsze mam w co najmniej jednej szufladzie przy łóżku. A czasami w kilku. Jednorazówkę mam często w torebce. Gdy trzeba okazać dowód osobisty albo kartę miejską, jakoś tak wychodzi, że w pierwszej kolejności wyjmuję saszetkę poślizgowego żelu. Cóż, dla mnie jest to artykuł seksualnej pierwszej potrzeby. 🙂

Po co?

Żeby było bardziej ślisko. W trakcie seksu czy różnych pieszczot czasem zdarza się, że wbrew przekonaniom jakoby miałybyśmy się rozlewać jak Ganges, jesteśmy suche jak pustynia Gobi. A przynajmniej nie tak mokre, jak byśmy mogły. Co się z tym wiąże? Zdezorientowanie – co się dzieje? On/a mnie pieści i nic… Zdenerwowanie – czy ze mną wszystko w porządku? Zirytowanie i podrażnienie części intymnych – Twój dotyk mnie drażni, za dużo tarcia, to zaczyna boleć, przestań!

Dodatkowe nawilżenie może być doraźnym lub długoterminowym wspomaganiem. Szczególnie, gdy lubimy się kochać długo i intensywnie, gdy używamy zabawek erotycznych, gdy używamy prezerwatyw.

Dla kogo?

Teoretycznie dla każdego, kto chce bardziej mokro i ślisko (w końcu to bardzo przyjemne!), także dla tych, które i którzy chcą wprowadzić do swojej sypialni nowe zapachy i smaki. Rozmaite żele poślizgowe (inaczej: lubrykanty, żele intymne, żele do seksu) czasem są bezsmakowe i bezwonne, a czasem pachną i smakują wręcz zawrotnie. Sypialnia pachnąca pomarańczami czy miętą robi się bardzo smakowita, a piękny zapach może być odurzającym afrodyzjakiem.

Żele intymne polecane są zwłaszcza, gdy:

– mamy zaburzenia gospodarki hormonalnej (szczególnie zaburzenia produkcji estrogenu, odpowiedzialnego m.in. za produkcję wilgoci w waginie). Z taką sytuacją mamy do czynienia, gdy karmimy piersią, gdy jesteśmy w okresie menopauzy i później;

– stosujemy niektóre leki; i tu jest ich cała wyliczanka, bo mogą to być antybiotyki, leki na depresję, na nadciśnienie, na alergie, a także źle dobrana antykoncepcja;

– gdy jesteśmy zestresowane i przemęczone, gdy nasz organizm jest przemęczony;

– gdy nasze części intymne cierpią na skutek stosowania silnych kosmetyków, które zaburzają naturalną florę bakteryjną pochwy, powodują wysuszanie i wyjaławianie pochwy; czasem wiąże się to nawet noszeniem perfumowanych wkładek lub praniem bielizny w silnych proszkach;

Odpowiedniego żelu należy użyć za każdym razem, gdy uprawiamy seks analny, a także, gdy używamy zabawek erotycznych, także przy wykładaniu kulek gejszy (ewentualnie kubeczka menstruacyjnego – to przynajmniej radzą producenci, gdy dopiero uczymy się go używać). Czasem może nam się wydawać, że tego nie potrzebujemy, jednak dla własnego bezpieczeństwa lepiej to robić. Po co narażać swoje najwrażliwsze części na otarcia i urazy?

Co kupować? Żele na bazie wody lub silikonu

Na rynku jest zatrzęsienie nawilżaczy. Są w marketach, aptekach, na stacjach benzynowych i w sex shopach. Są bardzo przydatne, ale przy kupnie trzeba uważać, co kupujemy, jaki jest skład. Niektóre z lubrykantów zawierają podrażniające substancje lub cukier, który sprzyja powstawaniu infekcji.

Najważniejsze w składzie lubrykantu, jest jego tzw. „nośnik”, czyli główny składnik odpowiedzialny za funkcje nawilżające. I tutaj możliwości jest kilka. Zdecydowanie najbezpieczniejszym i najbardziej naturalnym nośnikiem jest woda. Nie uczula, nie podrażnia, nie uszkadza prezerwatyw, jest lekka i łatwa w użyciu. Po zastosowaniu łatwo wymywa się z okolic intymnych. Niestety ma kilka wad. Po pierwsze nie nadaje się do nawilżania w trakcie seksu w wodzie. Zbyt szybko po prostu zostaje wymyta. Po drugie przy wysokich potrzebach lubrykacji (seks analny, duża suchość pochwy) może okazać się zbyt słabym nawilżeniem.

Bardziej trwałym i wydajniejszym nośnikiem jest silikon. Podobnie jak woda nie uszkadza prezerwatyw, nie powinien uczulać czy podrażniać. Żele na bazie silikonu są jednak droższe od wodnych oraz „cięższe”, są bardziej śliskie. Trudno wymywa się je z okolic intymnych, a pozostawienie resztek w zakamarkach pochwy i sromu może prowadzić do rozwoju bakterii w tych okolicach. Z żelem silikonowym nie można używać silikonowych gadżetów erotycznych (a wiele dild, wibratorów, kulek gejszy jest zrobionych właśnie z silikonu), bo może to prowadzić do uszkodzenia zabawki. Lubrykantów silikonowych używa się najczęściej do zabaw w wodzie oraz do seksu analnego.

A teraz kilka składników, które pozytywnie wpływają na kobiece miejsca intymne. Coraz więcej producentów wytwarza lubrykanty specjalnie z myślą o kobietach i umieszcza w nich przyjazne składniki, są to m.in.:

nasiona lnu – łagodzące stany zapalne i podrażnienia;

aloes – nawilża, regeneruje, działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo, łagodzi ból i swędzenie;

rumianek – działa przeciwzapalnie, przyspiesza gojenie się błon śluzowych;

owies zwyczajny – pomaga w usuwaniu stanów zapalnych;

pantenol – regeneruje, przyspiesza gojenie się ran.

Co wziąć pod uwagę przy kupnie?

Przede wszystkim skład, ale również wygodę używania. Wygodnym rozwiązaniem są lubrykanty w opakowaniach z pompką. Ułatwia to dozowanie żelu (przy tubce istnieje ryzyko, że wyciśniemy za dużo lubrykantu i część się zmarnuje). Poza tym żele w tubce czy buteleczkach zamykanych w tradycyjny sposób są mniej higieniczne. Ciężej jest utrzymać je w czystości. Pompkę wystarczy przemyć ciepłą wodą z mydłem. Higiena jest istotna – nie powinno się zostawiać resztek zaschniętego żelu z drobnoustrojami przeniesionymi na rękach z okolic intymnych. Takie bakterie mogą mnożyć się później w resztkach żelu. Najlepiej przemyć opakowanie po każdym zastosowaniu ciepłą wodą z mydłem.

Przy kupnie lubrykantu warto wziąć pod uwagę również jego pojemność. Jeśli używamy żelu sporadycznie, kilka razy na miesiąc albo rzadziej, to spokojnie możemy kupować mniejsze opakowania – 50 – 120 ml. Trzeba pamiętać, że lubrykant, tak jak każdy kosmetyk ma swoją datę przydatności do użycia. Dużego opakowania możemy po prostu nie zdążyć zużyć. Poza tym zbyt długo otwarty żel może zmienić swoja barwę lub nabrać niemiłego zapachu.

Ostatnią sprawą jest wygląd opakowania. Obecnie coraz więcej firm dba o eleganckie opakowania swoich produktów, a mało estetyczne produkty przechodzą do lamusa.

Polecane marki

Warto sięgnąć po produkty, które są produkowane specjalnie z myślą o kobietach. Bardzo dobrej jakości lubrykanty ma firma Swede Global. Nie dość, że ich pH jest zbliżone do pH w pochwie kobiety, co pozytywnie wpływa na florę bakteryjną tego miejsca, to dodatkowo posiadają wiele cennych składników (len, aloes, rumianek), dbających o te wrażliwe kobiece miejsca.

Jednym z nich jest  łagodny lubrykant dla kobiet (na bazie wody), występujący w dwóch rozmiarach: 120 ml i 60 ml. Według Ani Gąsiorowskiej ze sklepu Frywolnie.pl to jeden z najlepszych lubrykantów  dla kobiet dostępnych na rynku.

Lagodny_lubrykant.jpg

Dobre lubrykanty ma również firma LELO: duży 150 ml i mniejszy 75 ml. Zawierają w swoim składzie owies, aloes i żen-szeń.

LELO-200.jpg

Do łagodnych, dobrych żeli na bazie wody zaliczyć można również Lubrykant Durex Aloe Vera.

Durex_Play_Aloe_Ver-200.jpg

Nieco bardziej ekskluzywnym żelem, w pięknej szklanej buteleczce, jest lubrykant na bazie wody Lylou. Zawiera jednak glicerynę, więc radzę ostrożność kobietom ze skłonnościami do infekcji grzybiczych.

lylou-560.jpg

Z lubrykantów silikonowych te ciekawsze to:  Lubrykant Pink zawierający witaminę E oraz wyciąg z liści aloesu oraz ponownie lubrykant firmy Lylou – z podobnym składem do żelu marki Pink.

300 pink.jpg

Czego NIE kupować? Ostrożnie z gliceryną, żele z cukrem i N-9 do kosza!

Składnikiem, który poróżnił ginekologów i firmy produkujące lubrykanty, jest gliceryna. Nie ma wątpliwości, że jest to dosyć tłusty składnik, który ciężko wymyć z dróg rodnych. Kością niezgodny stał się jednak wpływ gliceryny na rozwój infekcji grzybiczych.  Upraszczając, gliceryna przyjmowana doustnie (np. w produktach dietetycznych) może być przetwarzana w drodze metabolizmu w glukozę (odpowiada za to wątroba). Wielu ginekologów twierdzi w związku z tym, że gliceryna, tak samo jak cukier, przyczynia się do powstawania i rozwoju infekcji grzybiczych w pochwie. Producenci lubrykantów stoją jednak na stanowisku, że gliceryna, która dostaje się do organizmu przez pochwę nie jest przetwarzana w cukier i nie może być w ten sposób traktowana. I komu tu teraz wierzyć? Na wszelki wypadek lepiej uważnie stosować lubrykanty zawierające glicerynę, jeśli ma się skłonności do grzybicy pochwy.

Niektóre lubrykanty zawierają również substancje oleiste. Te zdecydowanie odradzamy. Po pierwsze mogą naruszyć prezerwatywy lateksowe, prowadząc do ich pęknięcia lub zsunięcia się (poprzez osłabienie elastyczności prezerwatywy). Po drugie te składniki są częstym powodem alergii, podrażnień i infekcji dróg rodnych oraz pęcherza u kobiet. Po trzecie niezwykle ciężko jest wymyć ich resztki z pochwy i sromu, a takie resztki, jak już wcześniej wspominałam, to uczta dla bakterii i drożdżaków.

Z tych samych powodów nie powinno się używać do nawilżania pochwy takich produktów, jak oliwka dla dzieci, wazelina, masło, bita śmietana, kremy do rąk itp.

Na rynku dostępnych jest wiele lubrykantów smakowych, które mają przede wszystkim urozmaicać seks oralny. Stosując taki lubrykant w pochwie i jej okolicach trzeba koniecznie sprawdzić, czy w jego składzie nie ma cukru. Cukier, to świetna pożywka dla drożdżaków, które mogą wywołać grzybicę pochwy. Jeśli kupujesz żele smakowe, to tylko takie, które są słodzone sztucznymi substancjami.

Uwaga na składnik spermicide nonoxynol-9 (N-9). Z jednej strony używanie N-9 ma minimalizować ryzyko zarażenia chorobami przenoszonymi drogą płciową. Z drugiej strony jest to silny środek, który często używany może naruszać wrażliwe ścianki pochwy i odbytu. A to prowadzi do zwiększonego ryzyka infekcji oraz zarażenia się chorobami przenoszonymi drogą płciową. Zaleca się unikanie tego środka szczególnie osobom, które często zmieniają partnerów lub mają partnera zarażonego wirusem HIV. Unikać go powinny także kobiety pragnące zajść w ciążę, ponieważ jest to środek plemnikobójczy.

A co z „kremem nivea” i oliwką dla dzieci?

Wiele osób, gdy odkrywa, że suchy seks nie jest wielką przyjemnością, sięga po to, co ma pod ręką. Bądźcie uważni i z głową dobierajcie nieprofesjonalne środki nawilżające. Wiele nie sprawdza się z prezerwatywą, wiele bardzo trudno usunąć z miejsc intymnych, „smakołyki” zaś mogą doprowadzić do infekcji (cukier!).

Najbardziej wrażliwa na używanie różnego rodzaju specyfików jest pochwa. Unikajmy oliwek dla dzieci, kremów do rąk czy twarzy, produktów spożywczych takich jak masło czy bita śmietana. Nasze ciało może negatywnie zareagować na składniki w nich zawarte – alergią, podrażnieniem, swędzeniem.

Często pada pytanie czy można używać do nawilżania okolic intymnych olejów jadalnych – oleju z pestek winogron, kokosowego, oliwy z oliwek itp. Można, ale pod pewnymi warunkami:

1. Nie można używać ich w połączeniu z prezerwatywą. Oleje osłabiają elastyczność prezerwatyw lateksowych, co może doprowadzić do ich pęknięcia lub zsunięcia się.

2. Nie używajmy ich w przypadku skłonności do infekcji i nawracających grzybic pochwy. Jak wspominałam, wszelkie substancje oleiste są ciężkie do wymycia z okolic intymnych, a ich resztki są świetną „stołówką” dla bakterii i grzybów.

3. Za pierwszym razem przetestujmy czy konkretny olej nie wywołuje u nas reakcji alergicznych.

Jeśli nie stosujemy prezerwatyw, a po użyciu w.w. olejów nie obserwujemy u siebie wysypki, zaczerwienienia, swędzenia i innych objawów alergii lub infekcji, to możemy próbować z tego typu nawilżaczami. Zawsze będziemy jednak doradzać używania w okolicach intymnych tylko produktów, które zostały do tych celów wyprodukowane, jako bezpieczniejszą i pewniejszą formę lubrykacji.

Penis jest zdecydowanie mniej wrażliwy na podrażnienia i infekcje, niż pochwa, więc tutaj restrykcje są mniejsze. Oczywiście trzeba obserwować swoje ciało i w przypadku pojawienia się jakichkolwiek alarmujących sytuacji (swędzenie, zaczerwienienie, opuchlizna itp.) trzeba przerwać stosowanie danego środka i skonsultować się z lekarzem (najlepiej zabierając ze sobą użyty nawilżacz, żeby lekarz mógł sprawdzić jego skład).

Jeśli chcemy stosować domowe nawilżacze, to skierujmy swoją uwagę raczej w kierunku naturalnych olejów typu olej z pestek winogron czy olej kokosowy.

Żele wegańskie

Świetnej jakości naturalne, organiczne żele nawilżające kanadyjskiej firmy Intimate Organics można już bez problemów kupić w Polsce. Wszystkie żele produkowane są na bazie certyfikowanych (przez Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych), organicznych wyciągów roślinnych. W żelach można znaleźć ekstrakty z ciekawych i pożytecznych roślin, takich jak np. aloes, który łagodzi podrażnienia, koi i przyspiesza gojenie się ranek. Wyciągi z trawy cytrynowej i jagód Goji mają właściwości antybakteryjne, a te ostatnie działają dodatkowo antygrzybiczo.
Lubrykanty są wegańskie i nigdy nie były testowane na zwierzętach. Mają lekką konsystencję, nie lepią się, nie podrażniają.
Szczególnie ciekawe są dwa żele. Pierwszy – Defense – zawiera dodatkowo wyciąg z kory gujawy o właściwościach antybakteryjnych i zapobiegających infekcjom oraz karageninę (z alg morskich). Według badaczy z NCI (National Cancer Institute) karagenina wykazuje właściwości przeciwdziałające HPV (wirusowi brodawczaka ludzkiego). Więcej na ten temat można poczytać na stronie http://carrageenaninfo.com/.
Drugi żel, to łagodny antybakteryjny żel do zastosowań analnych Soothe. Mimo że powstaje na bazie wody, jest gęsty i wydajny. A dzięki temu, że powstaje na bazie wody, łatwo wymywa się z okolic intymnych i może być używany z akcesoriami erotycznymi wykonanymi z silikonu. Żel zawiera wyciąg z kory gujawy oraz pieprz metystynowy, o właściwościach przeciwzapalnych, uśmierzających ból i relaksujących mięśnie.

aktuali.jpg

Podsumowując:

Żelu używamy, wtedy gdy mamy ochotę, ale zawsze przy użyciu gadżetów oraz w seksie analnym(!). Przy kupnie żelu kierujemy się jego składem. Z prezerwatywą używamy tylko żelu na bazie wody lub silikonu. Z zabawkami erotycznymi z silikonu nie używamy żelu silikonowego (niszczy zabawki). Szerokim łukiem omijamy lubrykanty, które w składzie mają N-9 i cukier, pozostajemy czujne, przy używaniu tych na bazie gliceryny. Oleje jadalne, takie jak olejek z pestek winogron czy kokosowy mogą być lubrykantami, ale nigdy z prezerwatywą, nie wtedy, gdy mamy skłonności do infekcji i zawsze po dokonaniu próby uczuleniowej.

Życzymy Wam dużo mokrego seksu. 🙂

frywolnie-logo.png

Artykuł sponsorowany

Redakcja
Przewodniczka po kobiecej seksualności, feministka-waginistka, aktywistka, ekstatyczna rebeliantka, edukatorka, trenerka, twórczyni portalu Seksualnosc-Kobiet.pl; autorka sprzedanej w ponad tysiącu egzemplarzy książki Uniesienie spódnicy, popularnego ebooka Sekretnik kobiecej waginy i współautorka książki 7 skutecznych sposobów na bolesne miesiączki. Zajmuje się przywracaniem seksualności należnego jej miejsca i odkłamywaniem krzywdzących przekonań na temat kobiecej i męskiej seksualności.
Udostępnij ten post: