O Mooncupie po raz pierwszy usłyszałam parę lat temu. Od samego początku wzbudził moje zainteresowanie. Miałam jednak pewne opory przed zakupem. 

Widziałam kilka różnych firm, w dodatku w obrębie firm były różne rozmiary. Na dokładkę cena jest relatywnie wysoka, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że w przypadku nietrafionego zakupu pieniądze są stracone. Zapewne gdybym mogła używać tamponów, to nie odważyłabym się zamówić. Jednak nie mogłam, więc ponad rok temu stwierdziłam, że raz kozie śmierć, podpaski obrzydły mi wystarczająco, ryzykuję. Przekopałam się przez net, zdecydowałam się na Mooncupa i wybrałam rozmiar B. Uważam, że po tym czasie jak najbardziej mogę napisać rzetelną recenzję, bo został przetestowany w różnych warunkach.
Po rozpakowaniu zaczęłam zastanawiać się, jak to zamontować tak, żeby było dobrze. Przez pierwszy cykl obawiałam się, że coś przecieknie, więc łączyłam to z podpaską. Udało mi się jednak wypracować sobie idealną dla mnie metodę i już w trakcie drugiego cyklu poszłam do fitness klubu mając wyłącznie kubeczek i wkładkę. Kubeczek test zaliczył, nic nie przeciekło. Zaliczył też test spania całą noc czy jazdy rowerem kilkanaście kilometrów.
Niesamowitą zaletą kubeczka jest to, że zrobiony jest z silikonu medycznego, który nie wchłania wilgoci. To sprawia, że mogą go używać kobiety takie jak ja, które mają skąpe miesiączki, więc usuwanie tamponów sprawia ból i trzeba je zmieniać rzadziej niż by się chciało. Uratował mnie również przed podrażnieniami delikatnej skóry pachwin, jakie zawsze miałam od podpasek, mimo że wybierałam wersję sensitive, a nie z siateczką. Być może uniknęłabym ich używając podpasek wielorazowych z bawełny, niemniej jednak na pranie takich rzeczy nigdy nie miałam ochoty.
Ogonek ucięłam w taki sposób, że go nie widać, co ma też pewne „wady”. Otóż potrafię zapomnieć, że mam miesiączkę. Powinnam chyba zacząć ustawiać przypomnienie w telefonie, bo gdy nie ma żadnego zewnętrznego znaku obecności środków higienicznych, a mnie absolutnie nic nie boli i czuję się jak w dowolny inny dzień, to kilka razy zdarzyło mi się przypomnieć sobie po dobrych dziesięciu godzinach. Na szczęście jest na tyle pojemny, że nie jest to problem.

kubeczek.jpg

Kolejną zaletą jest to, że wreszcie nie muszę wysyłać nikogo po podpaski do sklepu. Niby zawsze starałam się pilnować tego, żeby zawsze mieć zapas, ale i tak co kilka miesięcy był red alert. Przypuszczam też, że wydane 100 zł przez ten czas zwróciło mi się z nawiązką.
Jedyna wada kubeczka to opróżnianie go w publicznych toaletach. Nie każda ma umywalkę przy muszli, a problemem jest nie tyle sama kwestia oczyszczenia kubeczka (bo to łatwo można zrobić wodą mineralną czy nawet samym papierem toaletowym), ale kwestia higieny. Kabinę trzeba jakoś zamknąć. Ostatnio miałam okazję korzystać z kubeczka w dniu, który spędziłam czekając w szpitalu. Mimo uprzedniego umycia rąk musiałam wykazać się niezwykłą pomysłowością i w obawie przed szpitalnymi bakteriami zakładałam w kabinie jednorazowe rękawiczki. Natomiast mam świadomość, że gdybym była w tym szpitalu mniej niż ileś godzin, to cały problem by nie istniał, bo po prostu mogłabym poczekać na powrót do domu.
Podsumowując – uważam, że jest to jeden z moich najlepszych zakupów w ostatnim czasie. Niesamowicie wygodne, ekologiczne, ułatwiające życie. Jestem w stanie wybaczyć mu tę drobną niedogodność z opróżnianiem, bo zalety są tak rozliczne, że tampony i podpaski zostały daleko w tyle.
Tekst ukazał się ramach obfitego konkursu.
Kubeczek można zakupić m.in. tu.
Zobacz też drugą recenzję kubeczka Mooncup oraz kubeczka Femmy cycle.

autor: Aleksandra

Udostępnij ten post: