Patrzę w lusterko. Płynie ze mnie krew. Czerwona, pięknie wygląda na wargach sromowych. Płynie sobie i spokojnie wsiąka w ręcznik. A ja patrzę zafascynowana, jak na mały pierwotny cud. Myślę, że wyglądam pięknie. 

W książkach o kobiecej seksualności, w artykułach na temat kobiecych narządów płciowych i na kobiecych warsztatach można często spotkać sugestie, żeby obejrzeć sobie swoją waginę w lusterku, a jeśli się tego wcześniej nigdy nie robiło, to już absolutnie koniecznie. Ja siebie obejrzałam dokładnie na długo przed tym, zanim gdziekolwiek taką poradę znalazłam, jeszcze jako bardzo młoda dziewczyna. Obejrzałam się, bo wydawało mi się, że z moją waginą jest coś nie tak, że tu za dużo, tam za mało i źle. Ale dziś nie będę tu piewcą cudownej różnorodności kobiecych narządów płciowych, bo już od dawna wiem, że moja wagina jest po prostu piękna, a dla mnie na pewno najpiękniejsza na świecie.

Przedwczoraj za to przyszło mi do głowy, że nigdy nie oglądałam swojej waginy podczas menstruacji. Nigdy, w ciągu ponad dziesięciu lat! Wiem, jak wygląda gdy jest zdrowa, chora, podniecona albo po orgazmie, a nie wiem, jak wygląda, gdy płynie z niej krew.

Usiadłam w łazience, naprzeciwko postawiłam lustro. Ręcznik pod tyłkiem miał raczej mnie chronić przed chłodem kafelków, niż kafelki przed moją krwią. No właśnie, krwią. Zachichotałam sama do siebie na myśl o tym, co właśnie robię. Koleżanki przewróciłyby się chyba z wrażenia, widząc mnie rozkraczoną przed lustrem, choć niektóre są przecież przyzwyczajone do mojej dziwnej fascynacji waginami. Ale fascynowanie się swoją krwią wypływającą spomiędzy nóg?

Pamiętam, że pierwszą miesiączkę dość ciężko odchorowałam psychicznie, i dużo czasu minęło, i dużo mojej pracy, by zmienić mój stosunek do menstruacji. Reklamy telewizyjne z błękitnym płynem wsiąkającym w podpaski i terror siany prze koleżanki „Czy aby nic mi nie widać??” nie pomogły. Ale udało się. Nie zostałam może wyznawczynią kultu świętej krwi miesięcznej, ale miesiączkę przyjmuję i akceptuję z miłością, jako część mojej wspaniałej kobiecej natury. Czasem nawet myślę, że ją lubię, i wtedy siebie też lubię bardziej.

***

– Nienawidzę mieć okresu! – słyszę głos koleżanki dobiegający z toalety, i myślę sobie, że po prostu nie rozumiem, co ona do mnie mówi. Nienawidzi? Dlaczego? Jak można nienawidzić czegoś, co jest częścią ciebie i twojej natury? Przecież to trochę tak, jakbyś nienawidziła siebie. Wiem, że niektóre kobiety przechodzą okres ciężko. Że są obolałe, puchną. Ja nie, więc może „łatwo mi mówić”. A może jest odwrotnie. Może podczas okresu nic mnie nie boli, bo po prostu go przyjmuję, akceptuję, znajduję wtedy chwilę, żeby zwolnić, zebrać siły na nowo. I nie myślę o nim z obrzydzeniem czy nienawiścią, modląc się, żeby jak najszybciej minął. Nie utożsamiam okresu z czymś brudnym, niehigienicznym. A wiem, że wiele kobiet tak robi.

– Nie wyobrażam sobie uprawiać seksu z moją dziewczyną, jak ma okres – mój kolega lekko krzywi się nad kuflem piwa, a ja analizuję sens słów, które właśnie wypowiedział, i sensu nie znajduję, i z przerażeniem myślę, że jego nie rozumiem, a jej współczuję. Bo ja lubię seks podczas okresu. I nie miałam mężczyzny, który „nie wyobrażał sobie”. Po prostu z takim mężczyzną nigdy w życiu by do niczego nie doszło. Choć wiem, że są tacy mężczyźni. I są też kobiety, które seks podczas okresu uważają za niehigieniczną obrzydliwość, a swoich partnerów nie chcą skazywać na „pływanie we krwi” (cytat!). A ja żałuję, że tylko raz trafiłam na mężczyznę, który po prostu nie mógł się doczekać mojej miesiączki. Autentycznie go to fascynowało i podniecało. Niektórzy narzekają, że brudno, że uwalana pościel. A ja lubiłam rozkładać przed seksem białe prześcieradło i patrzeć potem na piękne, czerwone ślady. A raz wysmarowałam partnerowi tors krwią, i nie uważałam tego za dziwne czy obrzydliwe, on też nie. Przecież i tak potem poszliśmy się razem wykąpać.

***

Patrzę w lusterko. Płynie ze mnie krew. Czerwona, pięknie wygląda na wargach sromowych. Płynie sobie i spokojnie wsiąka w ręcznik. A ja patrzę zafascynowana, jak na mały pierwotny cud. Myślę, że wyglądam pięknie.

Ciebie też zachęcam, popatrz na siebie. Nawet, a może zwłaszcza, jeśli uważasz, że to obrzydliwe.


autor: Maria Magdalena

Udostępnij ten post: