Jak wiadomo, Watykan zabronił używania prezerwatyw. Zabronił też swoim księżom seksu, co jednak nie przeszkadza go im uprawiać. Część z nich robi to z kobietami, część (szczególnie ci z Watykanu) z mężczyznami. Z innymi księżmi, z żigolakami, z imigrantami, którzy sprzedając ciało, zarabiają w Rzymie pieniądze. Jednak, ponieważ nie używają prezerwatyw, wielu z nich choruje na HIV i AIDS. Ku przestrodze wklejam fragment książki Federica Martela „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”. 

<<Wielu księży, monsiniorów i kardynałów zmarło w wyniku następstw zarażenia wirusem HIV. Niektórzy przyznali się do nosicielstwa albo choroby na spowiedzi (jak mi potwierdza, nie przytaczając nazwisk, jeden ze spowiedników ze Świętego Piotra). U innych księży zdiagnozowano chorobę przy dorocznym badaniu krwi obowiązkowym dla personelu watykańskiego (choć ten obowiązek nie dotyczy monsiniorów, nuncjuszy, biskupów ani kardynałów). Kontrola ta obejmuje również test na obecność HIV; według moich wiadomości kilku księży zostało oddalonych, gdy okazało się, że wynik jest pozytywny.

Ta proporcjonalnie duża liczba chorych na AIDS w łonie hierarchii katolickiej została potwierdzona przez badanie statystyczne przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych na podstawie świadectw zgonu księży katolickich. Wykazało ono, że umieralność kleru związana z tym wirusem jest czterokrotnie wyższa niż w całej populacji. Inna z kolei analiza, oparta na anonimowym badaniu sześćdziesięciu pięciu rzymskich seminarzystów na początku lat dziewięćdziesiątych, wykazała, że 38 procent spośród nich było seropozytywnych. Oczywiście, dużą liczbę tych przypadków można tłumaczyć transfuzjami krwi, narkomanią czy związkami heteroseksualnymi, ale w rzeczywistości nikt się nie da na to nabrać.

W Watykanie dominuje milczenie i negacja. Francesco Lepore, były ksiądz w kurii, opowiada o śmierci w następstwie AIDS jednego z zakoników, członków Kongregacji do spraw Świętych. Ten człowiek, będący w bliskich stosunkach z włoskim kardynałem Giuseppe Sirim, zmarł podobno „w obliczu obojętności swych przełożonych” i został „pochowany w pełnej tajemnicy, o świcie, dla uniknięcia skandalu”. Na tę samą chorobę miał umrzeć pewien kardynał z kręgów bliskich Janowi Pawłowi II. Oczywiście nigdy w jakimkolwiek nekrologu kardynała lub biskupa jako przyczyny zgonu nie podano by AIDS

– Według mnie z wewnętrznych dyskusji wynika, że w Watykanie jest wiele osób seropozytywnych lub chorych – mówi mi inny hierarcha. – I oczywiście księża seropozytywni nie są głupcami: nie kupują leków w aptece watykańskiej. Leczą się też w innych szpitalach rzymskich.

Kilkakrotnie odwiedzałem Farmacia Vaticana, tę nieprawdopodobną instytucję znajdującą się we wschodnim skrzydle Watykanu – przerażający moloch z dziesięcioma okienkami – i faktycznie, nie można nawet sobie wyobrazić, że jakiś ksiądz mógłby szukać leków powstrzymujących rozwój wirusa HIV między butelkami dla niemowląt, smoczkami i luksusowymi perfumami.

Wraz z Danielem, moim rzymskim researcherem, kilkoma pracownikami socjalnymi i członkami włoskich stowarzyszeń zajmujących się profilaktyką AIDS (zwłaszcza Progetto Coroh i wcześniejszym programem „Io faccio l’attivo”) przeprowadziliśmy więc we włoskiej stolicy śledztwo. Byliśmy kilkakrotnie w Instytucie Dermatologicznym San Gallicano (ISG), w związanej z Watykanem Poliklinice Gemelli, a także w bezpłatnym i anonimowym centrum przesiewowych ASL Roma mieszczącym się przy via Catone, w pobliżu placu Świętego Piotra.

Profesor Massimo Giuliani z Instytutu Dermatologicznego San Gallicano jest jednym ze specjalistów od chorób przenoszonych drogą płciową i AIDS. Wraz z Danielem spotykamy się z nim dwukrotnie.

Ponieważ w Instytucie Dermatologicznym San Galii zajmowaliśmy się już od dawna chorobami przenoszonymi drogą płciową, zwłaszcza syfilisem, od zanotowania pierwszych przypadków AIDS w początkach lat osiemdziesiątych zmobilizowaliśmy się natychmiast. Staliśmy się jednym z pierwszych szpitali w Rzymie leczących ten typ pacjentów. Aż do 2007 roku Instytut mieścił się Zatybrzu, dzielnicy niezbyt odległej od Watykanu. Dziś jesteśmy tutaj, w południowej części Rzymu.

Według kilku źródeł Instytut Dermatologiczny San Gallicano był miejscem często wybieranym przez księży cierpiących na choroby przenoszone drogą płciową. Częściej niż poliklinika Gemelli związana z Watykanem. Decydująca była większa anonimowość pacjentów.

Kiedy pojawił się HIV, San Gallicano w sposób naturalny stał się szpitalem księży, wysokich rangą duchownych i biskupów zarażonych tym wirusem.

Przychodziło do nas wielu księży, dużo seropozytywnych seminarzystów – potwierdza profesor Massimo Giuliani. – Widzimy, że problem AIDS jest w Kościele bardzo poważny. My tutaj nikogo nie osądzamy. Jedyną istotną rzeczą jest to, że duchowni szukają u nas pomocy. Można się jednak obawiać, że sytuacja w Kościele się pogorszy, co już widzimy. Przyczyną jest zaprzeczanie faktom.

Problem negacji i odmowy u księży jest dobrze udokumentowany; częściej niż przeciętnie odmawiają przebadania, ponieważ nie czują się odpowiedzialni nawet wobec swoich partnerów. Nawet kiedy odbywają stosunki seksualne z mężczyznami bez zabezpieczeń, opierają się poddaniu testom. Obawiają się naruszenia dyskrecji.

– Naszym zdaniem – kontynuuje profesor Massimo Giuliani – obecnie ze względu na odmowy badań i rzadkie użycie prezerwatyw ryzyko zakażenia AIDS w męskiej części wspólnoty katolickiej jest duże. W naszym środowisku uważa się, że księża są jedną z grup społecznych najbardziej narażonych na ryzyko i jedną z najtrudniejszych, jeśli chodzi o profilaktykę. Próbowaliśmy nawiązać dialog, zwłaszcza w seminariach, informować o sposobach przenoszenia i leczeniu chorób przekazywanych drogą płciową oraz o AIDS. Jest to jednak bardzo trudne. Rozmowa o AIDS byłaby de facto przyznaniem, że księża mają kontakty homoseksualne. A w Kościele oczywiście nie ma zgody na tego typu debaty.

Moje rozmowy z męskimi prostytutkami na Roma Termini (a takie z Francesco Mangiacaprą w Neapolu) potwierdzają, że księża są jednymi z najbardziej nieostrożnych klientów podczas uprawiania seksu: 

– Na ogół księża nie boją się chorób przenoszonych drogą płciową. Uważają się za niezagrożonych. Są tak pewni siebie, że w przeciwieństwie do innych klientów nie biorą pod uwagę ryzyka. Nie mają najmniejszego poczucia rzeczywistości. Żyją w świecie bez AIDS – wyjaśnia Francesco Mangiacapra1.

Alberto Borghetti jest jednym z lekarzy internistów na oddziale chorób zakaźnych polikliniki Gemelli. Ten młody lekarz i naukowiec rozmawia ze mną i z Danielem na prośbę swojej szefowej, specjalistki od chorób zakaźnych, Simony Di Giambenedetto, która zechciała pomóc nam w naszym śledztwie.

Poliklinika Gemelli jest najbardziej katolickim spośród wszystkich katolickich szpitali na świecie – jesteśmy w miejscu najświętszym ze świętych! Kardynałowie, biskupi, mieszkańcy Watykanu i wielu rzymskich księży tu właśnie się leczy. Mają zresztą oddzielny korytarz z priorytetowym wejściem. I oczywiście jest to szpital papieży. Jan Paweł II był najsłynniejszym pacjentem polikliniki, a kamery telewizyjne cynicznie śledziły postępy jego choroby z przygnębiającą przesadą. Rozbawiony papież nazwał podobno szpital, w którym tak często przebywał, „Watykanem III.

(…)

Robią wszystko, żeby zagwarantować anonimowość, ale ze względu na liczbę leczonych tu biskupów i księży łatwo się natknąć na znajomych. A obecność na „oddziale chorób zakaźnych” mówi wszystko!

Pewien dermatolog, z którym rozmawiałem w Rzymie, wyjaśnia: 

Niektórzy księża mówią nam, że zarazili się brudną strzykawką albo podczas transfuzji: udajemy, że wierzymy.

Alberto Borghetti przyznaje, że księża mogą się obawiać ujawnienia i odmawiać poddania się badaniom:

– To prawda, że czasem przyjmujemy seminarzystów lub księży z bardzo zaawansowanym AIDS. Tak jak imigranci czy homoseksualiści bez wątpienia należą oni do tej grupy osób, która nie chce robić testów ze strachu albo dlatego, że zaprzeczają taktom. Naprawdę wielka szkoda, bo opóźniona diagnoza i późne podjęcie terapii może oznaczać, że ich organizm nie odzyska już skutecznej odporności.>>


Fragment tekstu pochodzi z książki Federica  Martela „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, Warszawa 2019, s. 382-385.

1. Francesco Mangiacapra to luksusowy eskort (żigolak) z Neapolu, którego klientami byli liczni księża. Stworzył ich listę, zawierającą nazwiska, zdjęcia, filmy, zrzuty ekranowe z rozmów z nimi z WhatsApp i Telegram. W 2018 ujawnił 34 księży korzystających z jego usług, co było przyczyną wielkiego skandalu we Włoszech. Mangiacapra o klientach księżach mówił tak: „Ksiądz to klient idealny. Jest lojalny i dobrze płaci. Gdybym mógł, pracowałbym tylko dla księży”. cyt. za: F. Martel, „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, Warszawa 2019, s. 191. Informacje na temat tego zdarzenia możesz znaleźć m.in. tu

 

Udostępnij ten post: