dział: macierzyństwo

Ciąża i poród dr Christiane Northrup, cz. 3

Christiane Northrup
dodano: 2013.12.13
Moja historia

Jako matka i lekarka, która zajmuje się kobietami, doświadczyłam obydwu aspektów porodu. Każda matka pielęgnuje w pamięci doświadczenie porodu, a także ma spostrzeżenia i uczucia, którymi czasem pragnie się podzielić z innymi kobietami. Chciałabym opowiedzieć swoją historię, a także niesamowite historie innych kobiet.


Fragment pochodzi z książki Christiane Northrup „Ciało kobiety, mądrość kobiety”, Warszawa 2011.


Termin porodu pierwszego dziecka miałam wyznaczony na 7 grudnia 1980 roku. Pełniłam wtedy nadzór nad lekarzami rezydentami w bostońskim szpitalu, a co drugi tydzień latałam lub jeździłam do Maine, żeby prowadzić tam własną praktykę. Widziałam zbyt wiele kobiet w ciąży, które wcześnie przestały pracować i snuły się po domu bez celu, podjadając i czekając na pojawienie się dziecka, a czasem błagając położnika, żeby wywołał poród. Nie chciałam do nich dołączyć. Widziałam też dziesiątki kobiet, które przenosiły ciążę. Nie miałam zamiaru ekscytować się porodem - na pewno nie przed terminem.


W Święto Dziękczynienia poszliśmy na obiad do przyjaciół. Później tego wieczoru w domu, leżąc w łóżku, zaczęłam doświadczać bardzo łagodnych, ale regularnych, bezbolesnych skurczów. Jak na dobrego, opanowanego lekarza przystało, poszłam do łazienki, żeby zbadać szyjkę macicy i sprawdzić czy następuje rozwarcie. Wtedy odeszły mi wody. Pomyślałam: „Cholera, teraz wiem, że to już”. Wkrótce potem, bez naturalnej „wyściółki”, którą dają wody płodowe, skurcze zaczęły się pojawiać co dwie minuty. Były o wiele bardziej dotkliwe niż początkowo.


Zadzwoniłam do matki, która miała mi pomóc po porodzie i powiedziałam: „To nie będzie miłe”. Matka powiedziała, że mnie rozumie (mając sześcioro dzieci, wiedziała, co mówi), ale że to nie będzie trwało wiecznie. W latach czterdziestych za każdym razem mama musiała rodzić sama, przypięta do łóżka, bez środków przeciwbólowych czy indywidualnego wsparcia. W trakcie każdego porodu pozbawiano ją przytomności za pomocą leków, a później położnik wręczał jej dziecko, jak gdyby to był prezent od niego, a nie owoc jej pracy. Tysiące podobnych do niej kobiet nigdy nic miało wyboru. Nie wiedziały, że można rodzić inaczej.


Ból porodowy był o wiele większy niż się spodziewałam. (Zawsze jest silniejszy, gdy pękną błony, co nie powstrzymuje niektórych położników przed przedwczesnym przebijaniem worka owodniowego, nawet gdy nie ma takiej potrzeby). W trakcie pięciu lat stażu w zakresie położnictwa widziałam setki rodzących kobiet. Zawsze koncentrowałam się na kobietach, które pozornie nie odczuwały żadnego bólu i byłam pewna, że będę jedną z nich. A jednak.


Czułam się, jakbym była w pudełku, z którego nic mogę się wydostać. Jedyne, co mogłam zrobić, to przebić się przez to pudełko. Mój intelekt nie mógł mi pomóc - byłam zdeterminowana, że urodzę naturalnie. Już wtedy ufałam naturalnemu światu bardziej niż temu, który stworzył człowiek.


Zadzwoniliśmy do mojego położnika, wrażliwego mężczyzny, z którym przez kilka lat pracowałam w szpitalu. Zasugerował, żebym pojechała z mężem do szpitala. Jedynym problemem było to, że chciałam pozostać na czworakach na podłodze. Przenoszenie się gdziekolwiek wydawało mi się najbardziej nienaturalną rzeczą na świecie. Było sprzeczne ze wszystkimi odczuciami, które płynęły z mojego ciała.


Nie miałam spakowanej torby, którą mogłabym zabrać do szpitala. Mąż biegał tam i z powrotem, pakując do torby bieliznę, koszulę nocną i szczoteczkę do zębów. Następnie próbował mnie ubrać, wyprowadził z domu i wsadził do samochodu. Musiał mnie niemalże nieść. Gdybym podążyła za instynktem, pozostałabym w pozycji na czworakach.


Gdy dotarliśmy do szpitala, w którym pracowałam od pięciu lat, musiałam przejść przez izbę przyjęć jako pacjentka. Na izbie przyjęć zgubiono właściwe papiery i nie pozwolono mi iść na górę na salę porodową, gdzie czekały na mnie zaprzyjaźnione pielęgniarki i lekarz. To było moje wprowadzenie w biurokrację szpitala; coś, przed czym przez wiele lat się uchroniłam.


(Rodzenie w szpitalnym korytarzu jest nieludzkie. Jednak jest to doświadczenie tysięcy kobiet). Po prostu wyszłam z izby przyjęć, udałam się do windy na tyłach korytarza i sama poszłam na salę porodową.


Lekarz zbadał mnie. Rozwarcie szyjki macicy wynosiło cztery centymetry. (Parcie można rozpocząć, gdy szerokość szyjki macicy wynosi dziesięć centymetrów). W ciągu kolejnych trzech godzin miałam częste skurcze, ale rozwarcie nie przekroczyło sześciu centymetrów, na których „utknęłam” na te trzy godziny. Monitor wskazywał na „zaburzenia” czynności skurczowej. Chociaż skurcze były bardzo bolesne i występowały bez przerwy, nie spełniały swojego zadania. Wystąpił u mnie problem zwany słabą czynnością skurczową macicy, co oznacza, że pojawiające się skurcze nie są skuteczne - są nieregularne, zaczynają się w różnych miejscach macicy jednocześnie podobnie jak w przypadku migotania serca. (Górne serce - w klatce piersiowej — czasami robi to samo, co serce dolne - macica w miednicy).


Skurcze, zamiast rozpoczynać się w górnej części macicy i poruszać falami w dół, zaczynały się w wielu miejscach jednocześnie. Poród nie postępował. Przypominał próbę wyciśnięcia pasty z tubki przez delikatne ściskanie jej w piętnastu miejscach jednocześnie, zamiast stanowczego ściśnięcia tylko na końcu tubki, tak by pasta wyszła równomiernie.


Gdy lekarz powiedział, że od trzech godzin nie poczyniłam żadnych postępów, wiedziałam, co mnie czeka. (Pamiętaj, mój intelekt myślał, że kontroluje poród). „W porządku” — powiedziałam — „załóż wkłucie, umieść elektrodę na główce płodu i podłącz kroplówkę z Pit”.


Pitocin (oksytocyna) jest lekiem, który wywołuje sztucznie skurcze macicy. Gdy podano mi Pitocin, skurcze stały się niemal nie do zniesienia i od samego początku wystąpiły z pełną siłą.


Nawet oddech techniką Lamaze'a nie był w stanie odwrócić mojej uwagi od intensywnego wrażenia, jakby dolna część mojego ciała była ściśnięta w imadle. W pewnym momencie spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że jest 11:15. Pomyślałam wtedy: ”Jeszcze piętnaście minut i będę potrzebowała znieczulenia zewnątrzoponowego”. Nie wiedziałam, że jestem w okresie przejściowym - najbardziej intensywnej fazie porodu, tuż przed pełnym rozwarciem szyjki macicy. W ciągu kolejnych dwunastu minut nagle poczułam przemożną potrzebę parcia. Nigdy nie miałam równie potężnego, cielesnego odczucia. Byłam wobec niego bezsilna, nie mogłam się mu oprzeć. Przemknęło mi przez myśl: „Jeżeli kiedykolwiek powiem kobiecie, żeby nie parła, gdy każde włókno jej ciała mówi jej, że ma przeć, niech mnie Bóg skarze!”


Po drugim parciu Ann niemal wyfrunęła z mojego ciała. Położnik dosłownie ją złapał. Chociaż rodziłam na „sali porodowej”, nie byłam we „właściwym” łóżku porodowym i ledwie zdążyłam dobiec na czas do łóżka porodowego.


(Obecnie sale porodowe wyposażone są w łóżka, które są dostosowane do porodu, więc nie trzeba się przemieszczać z jednego łóżka na drugie).


Ann bez przerwy płakała i choć niemal natychmiast przystawiłam ją do piersi, uspokojenie jej zajęło mi chwilę. Przypuszczam, że było to spowodowane Pitocinem, który zbytnio przyspieszył drugą fazę porodu, przez co zarówno dla mnie jak i dla Ann był on zbyt intensywny. Nie miałyśmy czasu pomiędzy skurczami, żeby dojść do siebie.


Zwykle w przypadku pacjentki, która jest pierworódką — czyli rodzi pierwsze dziecko - parcie trwa ponad godzinę. Od momentu pełnego rozwarcia szyjki macicy do urodzenia dziecka - podczas drugiej fazy porodu - moja szyjka rozszerzyła się od sześciu do dziesięciu centymetrów w czasie poniżej godziny, a macica kurczyła się pod wpływem silnego leku. Było to bardzo intensywne i nienaturalne doświadczenie.

 

komentuj









































autor:


podobne artykuły

O zgodzie na cesarkę
Lisa pojawia się w tej książce, aby dać świadectwo temu, iż poród jest taki, jaki jest. Stanowi ona godny podziwu przykład prawdy, że najlepsze dla naszych dzieci niekoniecznie są takie porody, jakie chciałybyśmy dla nich wybrać. Cieszę się z obecności Lisy w tej książce, ponieważ jest ona cichym i odważnym przypomnieniem, że choć robimy wszystko, co w naszej mocy, narodziny, podobnie jak życie, nie są doskonałe.
 
„Zdążę wyjąć”, czyli o tym, że ciąża nie bierze się z masturbacji
Założę się, że gdyby mężczyźni – zamiast ciążowego brzucha – mieli np. status na fejsie typu „Adam jest w ciąży z Basią” (i ciekawe co na to jego żona), to „nielubienie prezerwatyw” nie byłoby tak popularne, a metoda „zdążę wyjąć” przyprawiałaby o palpitacje serca i nieprzespane noce nie tylko „rozhisteryzowane” kobiety. Sądzę też, że szybko okazałoby się, że prawo do aborcji Polsce nagle postrzegane jest jako prawo człowieka, a nie „mordowanie niewiniątek”, bo nagle stałoby się potrzebne mężczyznom.
 
Pozytywnie o porodzie
Pozytywnie o porodzie, grupa wsparcia założona i prowadzona przez trzy doule z Warszawy, jest częścią międzynarodowej sieci grup wsparcia Positive Birth Movement, założonej przez Milli Hill w Wielkiej Brytanii (www.positivebirthmovement.org).
 
W pracy regularnie spotykam się z Boginiami
Moje klientki są tak samo różne, jak ich porody. Kto wybiera doulę? Często te kobiety, które już rodziły i wiedzą, że towarzystwo i wsparcie naprawdę się przydaje. Czasem do porodu idzie się z myślą, że „dam sobie radę”, „gatunek nie wyginął” itp. Często to słyszę. A potem przychodzi rzeczywistość porodu i okazuje się, że jednak czegoś brakuje, że jednak można było się przygotować, bardziej o siebie zadbać.
 
Usunęłam ciążę
Przerwałam ciążę. I nie mam traumy. A nawet wyrzutów sumienia. Nie jestem nastolatką, ani nikt mnie nie zgwałcił.
 

najnowsze artykuły

Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
seksualność kobiet » tożsamości
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
seksualność kobiet » seks
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
seksualność kobiet » wiadomości
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
komentarze (1)
”Znów jestem spóźniona”. Znacie to zdanie? Z czym Wam się kojarzy? Z seksem w tle to jest tylko jedna okoliczność. Dziś jednak nie o nią chodzi, ale o dzień spóźnione rozstrzygnięcie naszej zabawy. Ale lepiej późno niż wcale. Dziękuję za Waszą cierpliwość!
 
Lubię seks ze sobą!
seksualność kobiet » masturbacja
Lubię seks ze sobą!
Czy do dobrego seksu potrzebuję kogoś? Czy ktoś najpierw musi dotknąć mnie, bym ja wiedziała, jak dotykać siebie? Czy odwrotnie - to ja badam i sprawdzam, i potem kieruję czyjąś dłoń, lub pozwalam sprawdzać jemu?
 
Podnieca mnie on cały
seksualność kobiet » opowiadania
Podnieca mnie on cały
Serce bije mi w rytm kroków, gdy prowadzę go na górę do mojego mieszkania, aby tam móc z nim pobyć.
 









zobacz też

”Pizduś”, ”cipeusz” itp. Kogo chcesz obrazić?

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter