Pamiętniki Fanny Hill (Memories of a Woman of Pleasure) to powieść erotyczna Johna Clelanda z 1748 roku. Opisuje losy XVIII-wiecznej kurtyzany, tytułowej Fanny.

Osadzona w realiach Londynu akcja ukazuje ówczesny świat polityków, dyplomatów, szpiegów i bogatych kupców, ich skrywane nocne życie oraz realia branży usług miłosnych w tym okresie. W poniższym fragmencie – inicjacja seksualna Fanny.

Feba Ayres rozpoczyna tresurę

Było już dość późno, gdy skończyłyśmy obiad. Czułam się zmęczona przeżyciami tego niezwykłego dnia. Pani domu orzekła z troską, że powinnam udać się na spoczynek.

Feba zaprowadziła mnie do naszego pokoiku na górze i zaczęła rozbierać się. Ja stałam bez ruchu. Wahałam się. Feba spostrzegła moje zażenowanie.

– Wstydzisz się mnie? – spytała zdziwiona.

– Trochę – zaczerwieniłam się.

Feba wybuchnęła głośnym śmiechem. Podeszła, rozpięła mi kołnierzyk i suknię. Zdjęła ze mnie bieliznę. Pozostałam w samej halce. Na widok własnego ciała wyzierającego spod halki, szybko wskoczyłam pod kołdrę i naciągnęłam ją po szyję.

Feba, dławiąc się ze śmiechu, z niezwykłą dla mnie wprawą zrzuciła z siebie niezliczone części modnej londyńskiej garderoby i zupełnie naga wsunęła się do mnie pod kołdrę.

– Jestem starsza od ciebie – oświadczyła przylegając bokiem do mojego boku. – Mam 24 lata i jestem dojrzałą kobietą. Nie taką kózką jak ty! – zaśmiała się. – No, nie wstydź się, przysuń się do mnie, będzie nam cieplej, przyjemniej – dodała cichutko.

Widząc, że ociągam się trochę, przysunęła się pierwsza. Podsunęła gołą rękę pod moje plecy, a drugim ramieniem objęła mnie za szyję. Uniosła się nieco nade mną i nagle przywarła wargami do moich ust, namiętnie obsypując mnie gorącymi pocałunkami.

Było to dla mnie nieoczekiwane, dziwne, nieznane przeżycie. Nigdy dotąd dziewczęta nie całowały mnie w taki sposób i ja nigdy nikogo tak nie całowałam. Uważałam jednak, że pocałunki Feby są jedynie przejawem jej sympatii do mnie i że powinnam odwzajemnić się jej w podobny sposób. Zaczęłam więc odpowiadać takimi samymi pocałunkami, aby zaskarbić sobie siostrzaną miłość Feby.

Zachęciło to Febę do jeszcze śmielszych poczynań. Zdjęła ramię z mojej szyi i zaczęła wędrować dłonią wzdłuż mojego ciała i piersi, naciskając je, gładząc i lekko poszczypując. Potem wzięła mnie za rękę i poprowadziła moją dłoń po jej ciele, kierując ją na swoje miękkie piersi. Równocześnie nie przestawała naciskać, gładzić i szczypać mojego ciała.

Wszystkie te zabiegi Feby zaskakiwały swoją nowością, ale nie wzbudzały we mnie strachu czy wstrętu. Nie miałam wówczas pojęcia o żadnych zboczeniach i nie przypuszczałam, że może istnieć na świecie namiętność kobiety do kobiety.

Przeciwnie, zaczęłam odczuwać dziwną jakąś przyjemność pod wpływem ruchu rąk Feby. Ciało moje poczęło rozgrzewać się. Moje ledwie pączkujące sutki zaczęły twardnieć i prężyć się pod drażniącym dotykiem palców leżącej przy mnie kobiety.

Lecz Feba nie poprzestała na tym. Dłonie jej powędrowały niżej, do bardziej zwykle ukrywanych niż piersi rejonów mojego ciała i zatrzymały się na jedwabistym od niedawna dopiero rosnącym owłosieniu. Palcami zaczęła gładzić i delikatnie pociągać te wijące się w loczkach włosy.

Ale i to jej nie wystarczało. Sięgnęła jeszcze niżej i poczułam jej palec naciskający najbardziej wstydliwe miejsce ciała dziewczyny, po czym palec przeniknął głębiej i zaczął łaskotać ukrytą powierzchnię tego miejsca pod włosami.

Ogień zapłonął mi w żyłach. Cały wstyd dziewczęcy znikł bez śladu. Żar ogarnął moje ciało i czułam, że ogniskiem jego jest właśnie to miejsce, do którego coraz silniej przywierały ruchliwe bezustannie palce Feby.

Palce gniotły, nacierały, tarły i równocześnie coraz bardziej rozwierały drogę prowadzącą dalej i głębiej.

Nagle krzyknęłam. Poczułam lekki ból. Palec Feby wniknął daleko w głąb mojego ciała, w zamkniętą i nieprzeniknioną dotychczas szczelinę. Ból ten jednak, co najdziwniejsze, nie sprawił mi przykrości.

Pod wpływem posuwistych ruchów palca Feby wyprężałam się gwałtownie, cicho jęczałam, wstrząsałam się i drżałam, a ogarniający mnie żar stawał się coraz gorętszy. Równocześnie palące wargi Feby nie przestawały obcałowywać mojego ciała i przerywanym szeptem kobieta wzdychała:

– Och, jakie to przyjemne… Och, jakaś ty cudowna, kochanie… Och, jak szczęśliwy będzie pierwszy mężczyzna, który uczyni z ciebie prawdziwą kobietę… O, jakbym chciała być teraz mężczyzną…

Żaden mężczyzna później w moim życiu nie całował mnie jak Feba. Byłam tak oszołomiona, tak ogarnięta nowymi dla mnie wzruszeniami, zmysły moje były tak wzburzone, że zatraciłam się całkowicie w ogniu, który niepowstrzymanie buszował mi w żyłach.

Wstrząs gwałtownej rozkoszy był tak silny, że aż wycisnął łzy z moich oczu.

Dopiero później zaczęłam zastanawiać się nad namiętnościami Feby. Żadna z rozkoszy, których może doznać kobieta od mężczyzny, nie była jej oczywiście obca, nie mogła więc stanowić już dla niej atrakcyjnej nowości. Dlatego chyba znajdowała szczególną przyjemność w przygotowywaniu młodych dziewcząt do stosunków z mężczyznami.

Zaspokajała bowiem przy okazji swoje pożądanie w takiej formie, jakiej nie mógł dostarczyć jej partner płci męskiej. Rozkoszą była dla niej już sama możliwość zboczenia z normalnej, przyrodzonej drogi, wytyczonej przez naturę kobiecie i mężczyźnie.

Nie znaczy to, że stosunek z mężczyzną przyprawiał ją o wstręt. Przeciwnie – wolała nawet mężczyzn, niż dziewczęta. Ale chętnie szukała urozmaicenia. Bez żadnych hamulców wewnętrznych obcowała płciowo zarówno z mężczyznami, jak i z kobietami…

Ocknęłam się, czując że Feba zrzuca ze mnie kołdrę i nachyla się nade mną. Leżałam na wznak. Feba podciągnęła mi halkę wysoko, aż pod brodę. Migotliwy blask świecy, która płonęła w świeczniku przy łóżku, padał błyskami na moje nagie, rozpalone ciało. Wstydziłam się jeszcze. Sięgnęłam po halkę, aby ją opuścić, lecz Feba złapała mnie za rękę.

– Nie! – błagała chrapliwie i z pożądaniem. – Moja mała, słodka kochaneczko! Nie wolno ci zasłaniać tych skarbów przed moimi oczami! Muszę widzieć te cudowne piersiątka. Patrzenie sprawia mi rozkosz. Pozwól mi całować te skarby! Och, jak różowa i delikatna jest ta skórka tutaj u ciebie… I te włoski mięciutkie i jedwabne… Och, daj mi zajrzeć w tę maleńką, najcudowniejszą szparkę twoją, daj mi ją podziwiać, nasycić się jej widokiem… O, tego już za dużo, to nie do zniesienia! Ja muszę, muszę! – szepnęła nagle.

Z niepohamowanym podnieceniem uchwyciła moją dłoń i mocno przycisnęła ją u siebie do tego samego miejsca, które widziała teraz u mnie.

Dotykiem poczułam różnicę między tymi miejscami u niej i u mnie. Różnica była olbrzymia. Tu rósł gęsty, obfity las świadczący o pełnej dojrzałości kobiety, a luźny otwór, do którego Feba wepchnęła mój palec, rozwarł się lekko i miękko pod słabym naciskiem ręki.

Kobieta zaczęła poruszać się rytmicznie i coraz szybciej w tył i naprzód, a gdy kilkakrotnie westchnęła i znieruchomiała – wyciągnęłam palec z jej ciała. Był wilgotny i lepki.

Feba pocałowała mnie namiętnie i rozciągnęła się przy mnie na łóżku. Teraz była już spokojna.

Nie wiem, jak silna i jakiego rodzaju była rozkosz, której doznała ta kobieta ze mną. Jedno było jednak pewne: pierwsza noc, spędzona z Febą, zapoczątkowała proces mojej demoralizacji.

Zrozumiałam wówczas, że miłosny stosunek między dwiema kobietami może być nie mniej niebezpieczny i nie mniej brzemienny w skutki niż stosunek między kobietą a mężczyzną.

Artykuł pojawił się w ramach cyklu „Literatura, która nas ukształtowała„. Zapraszam do publikowania swoich własnych przemyśleń. A jakie lektury wpłynęły na Ciebie?


John Cleland

Redakcja
Portalem opiekują się Voca Ilnicka, adminka oraz duchy przodkiń. Do pisania artykułów, podsyłania ciekawych tekstów, publikowania zapraszamy wszystkie chętne i chętnych.:) Razem możemy więcej.
Udostępnij ten post: