Już pierwszy kadr filmu poprzez swoją przewrotność wprowadza doskonale w atmosferę filmu, która o poważnych rzeczach mówi w sposób zabawny, poruszając żywo reagującą widownię.

Widzimy młodą dziewczynę Helen Memel jadącą na deskorolce i drapiącą się bez zażenowania między pośladkami. Od pierwszych chwil orientujemy się, że nie jest to typowa dziewczyna, gdyż typowa dziewczyna nie prowadzi eksperymentów siadania w skrajnie brudnej toalecie na odrażającej desce sedesowej. Ta, którą obserwujemy na ekranie, robi to z premedytacją. Przez cały film obserwujemy jej przeróżne poczynania, całkowicie odstające od norm, do których przywykliśmy.

Helen masturbuje się bez oporów, zapisując skrupulatnie wyniki „testu warzyw”. Nie satysfakcjonuje jej poznanie swojego zapachu intymnego, poznaje również smak intymnych soków i jest dzięki temu w stanie określić moment swojego cyklu. Wymienia się tamponami ze swoją przyjaciółką, z którą zawiera siostrzaństwo krwi. Krwi menstruacyjnej! Widzowie o słabych nerwach i mocno wpojonych obowiązujących standardach, mają problem z zachowaniem równowagi psychicznej i odruchu wymiotnego. Zamykają oczy, chrząkają, postękują albo siedzą nieruchomi, jakby skamieniali. Przed Helen nie ma żadnego tabu, a oni na to wszystko patrzą…

A ja nie mogę oderwać od niej oczu. Chociaż bywają momenty, że nawet ja (specjalistka od waginy, która przepracowała wiele w tym zakresie…) patrzę na ekran przez palce, żeby nie widzieć wszystkiego. Jednocześnie jestem zachwycona, zaczarowana przez bohaterkę i jej podejście do swojej seksualności i ciała. Z zazdrością obserwuje jej całkowitą naturalność. Swobodę i bezgraniczną ciekawość w poznawaniu swojego ciała i jego reakcji. Nie jest to w żadnym razie Joe z „Nimfomanki” von Triera przytłoczona świadomością obowiązujących norm społecznych narzuconych kobiecie. Helen jest całkowicie inna niż Joe, nie ponosi kosztów psychicznych za swoją inność. Akceptuje ją w pełni, traktując jako normalną. Cieszy się nią i korzysta z niej. A świat zewnętrzny nie ma wpływu na jej całkowicie oryginalny sposób poznawania swojego ciała. Świat i jego zakazy zdają się nie istnieć. Nie da się nie zauważyć niesamowitej naturalności w każdym jej ruchu, czy słowie. Co więcej, Helen realizuje SWOJE potrzeby: nastolatki, młodej kobiety. Nie buduje swojej seksualności na spełnianiu oczekiwań mężczyzn, ona spełnia przede wszystkim swoje pragnienia. Jeśli bierze udział w realizacji fantazji męskiej, to nie po to, aby kogoś zadowolić, ale aby czerpać przyjemność, aby nieustannie siebie poznawać. Prowadzą ją jej własna intuicja i ciekawość nieograniczona przez tabu. Ona sama musi wszystko sprawdzić na sobie, niczym niewierny Tomasz.

Obok wątku poznawania seksualności toczy się wokół Helen życie, które wcale nie jest wesołe. Rozwiedzeni rodzice, których stara się połączyć wszelkimi sposobami. Rozchwiana emocjonalnie matka, frywolny ojciec. Jak każdej nastolatce, jak każdemu człowiekowi, nie jest jej lekko… Towarzyszą jej problemy, z którymi nie jeden z nas się boryka, dojrzewając, czy po prostu żyjąc. Obraz, mimo humorystycznej atmosfery, nie jest jedynie sielską opowieścią o zabarwieniu erotycznym.
Po skończonym seansie miała odbyć się dyskusja ze słynnym Zbigniewem Lwem Starowiczem „o seksualności młodych kobiet i ich wkraczaniu w dorosłe życie”. Niestety Lew nie przyjechał, nie mógł. Dyskusja toczyła się bez niego, w gronie luźnych komentarzy przeważnie młodych ludzi.
Szybko zorientowałam się, że prawdopodobnie jestem jedyną osobą zauroczoną Helen i jej poczynaniami…
Komentarze skupiały się przede wszystkim na tłumaczeniu zachowania bohaterki, z punktu widzenia patologii, której przyczyną miały być problemy w rodzinie. Według większości widzów jej zachowanie spowodowane było niezaspokojonym pragnieniem miłości rodziców, czy niestabilnością emocjonalną matki, bądź niemożnością określenia swojej tożsamości (z powodu braku wzorców). Większość diagnozowała Helen jako jednostkę chorobową. Albo przestrogę dla innych; czym może się stać kobieta, bez wiary w Boga. Niektórzy byli poruszeni jej zachowaniem odczytywanym jako męskie, ponieważ dziewczynki przecież takie nie są. Nie obeszło się również bez Freuda i analizy fazy analnej. Helen była wzorcem wszystkich kompleksów, które już dawno opisała psychoanaliza. Ktoś wspomniał o Helen w kontekście niepohamowanego, zwierzęcego instynktu, który może doprowadzić ją do najgorszego zła, jakiego sobie nawet nie wyobrażamy…
Moja interpretacja zdawała się nie przekonywać nikogo. Ginęła w atmosferze zniesmaczenia i niezrozumienia.
Zauważyłam też, że dyskusja ani przez moment nie dotyczyła seksualności. Rozłożono na szczegóły jej trudne relacje rodzinne, ale nikt nie wspomniał ani słowem o… wilgotnych miejscach. To był temat tabu.


Iwona Demko

Udostępnij ten post: