Fragment tekstu pochodzi z książki Uniesienie spódnicy.

Pierwszy raz o uroczystości z okazji menopauzy usłyszałam zaledwie kilka lat temu. Jednak gdy myślę o tym, że świętujemy pierwszą miesiączkę jako inicjację w księżycowy cykl i w kobiecą moc, logiczne wydaje mi się także świętowanie ostatniej. Celebrowanie kobiecości w wielu jej odsłonach i na różnych etapach życia uważam za cudowny i bardzo rozsądny zwyczaj. Wiele kultur menopauzę postrzega jako kolejną inicjację w kobiecość, w mądrość, w nowy intrygujący etap życia – więc jest co świętować! Można powiedzieć, że ceremonia menopauzy to rytuał powitania mądrej kobiety w tobie. Kobiety mentorki albo wiedźmy, czyli tej, która wie. Że to przejście od bycia adeptką życia i kobiecości do bycia mistrzynią. A także okazja, aby stać się mistrzynią własnego życia – z pozycji kobiety doświadczonej, pełnej mocy i życiowo mądrej. Przez lata zbierana wiedza i moc mogą teraz się aktywować, aby posłużyć zarówno mentorce, jak i całej jej społeczności. (…)

Rozmawiałam z nimi [kobietami po menopauzie], robiąc wywiady do tej książki. Anka przedstawiła mi najbardziej rozbudowaną klasyfikację orgazmów, o jakiej kiedykolwiek słyszałam – a mówiła ze smakiem, z uśmiechem i z doświadczenia. Dorota zaczęła rozmowę od opisu niezwykłego orgazmu, który dopiero co nawiedził ją we śnie. Helena mówiła o orgazmie, który przydarzył jej się w 63 wiośnie życia, tak mocnym, że doznała po nim chwilowej amnezji i mąż musiał ją zawieźć do szpitala. Od Irminy usłyszałam, że czas po menopauzie to najlepszy czas w życiu. I niezwykle cieszę się, że mogę przekazać ci tak dobre wieści na temat okresu, w którym żegnamy się z cyklem księżycowym, bo wiem, że niektóre z nas są bardzo przestraszone wizją przekwitania. Nic dziwnego, czasem tak nam się przedstawia menopauzę, że nic, tylko się spakować do trumny! Gdy wrzuciłam w wyszukiwarkę hasło „menopauza”, wszystkie wyniki z pierwszej strony kierowały mnie do artykułów informujących o osteoporozie, chorobie wieńcowej i suchości pochwy – nie znalazłam tam pozytyw­nych wiadomości o nowym roz­dziale życia, wejściu w moc czy kolejnej inicjacji w kobiecość. Nie! Roztoczona została przede mną wizja mniej lub bardziej prawdopodobnych chorób – które mogą przydarzyć się każdej i każdemu, bez względu na płeć i wiek, ale zasugerowano, że czyhają właśnie na kobiety po menopauzie.

W zachodniej medycynie czas klimakterium długo postrzegano z perspektywy braku – braku hormonów, braku możliwości roz­rodczych przekwitających kobiet. Naturalny proces, jakim jest przekwitanie, usiłowano leczyć na różne sposoby – wszystko dlatego, że był on głęboko niezrozumiany. Światowej sławy ginekolożka Christiane Northrup pisze o tym, że z jej perspektywy najważniejszymi hormo­nami w czasie klimakterium są hormony stresu i żadne inne. Że za dużo w świecie popkultury i medycyny rozważań o hormonach, takich jak estrogen i progesteron, a za mało zrozumienia tego, czym dla kobiety naprawdę jest przejście w kolejny etap życia. Northrup w swojej książce Ciało kobiety, mądrość kobiety przywołuje słowa Tama­ry Slayton, że menopauza, „gdy jest zrozumiana i wspierana, stanowi kolejny etap inicjacji kobiet w ich osobistą moc”.

Ilustracja z książki Uniesienie spódnicy – rysowała Anna Moderska.

Mam wrażenie, że teraz seks jest mi bardziej potrzebny niż kiedykolwiek. Ale nie na takiej zasadzie, jak do tej pory, czyli: „A, dam mężowi, to może kupi mi nowe dżinsy”. Przestałam sobie załatwiać w ten sposób jakiejkolwiek sprawy. Teraz mam zapotrzebowanie na bliskość, czułość, porozumienie. Ale, że tak powiem, na bliskość dotykową. <śmieje się> Mam wrażenie, że bardziej jestem sensytywna i bardziej tego spragniona. Może dlatego, że teraz nie godzę się, żeby było byle co, byle jak – byle było. Teraz seks jest tylko wtedy, kiedy wiem, że będzie fajnie. Z kimś, kto mi się rzeczywiście podoba, z kimś, z kim mam porozumienie intelektualne i nie tylko. Teraz nie praktykuję czegoś takiego jak bliskość fizyczna dla bliskości psychicznej. A przez długie lata życia różne rzeczy sobie robiłam, nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę nadużywam siebie. Wydawało mi się, że wszyscy tak robią i tak żyją. I dziwiłam się, że może być inaczej. Na pewno zagłębienie się w seksualność i warsztaty tantryczne dały mi bardzo duży wgląd w siebie, we własne potrzeby. Dziś wiem, że bliskość z drugim człowiekiem zaczyna się od bliskości ze sobą, bo inaczej się nie da. Dopiero koło pięćdziesiątki zaczęłam odkrywać ten radosny fakt. Na warsztatach tantry w czasie ćwiczeń przychodziły mi do głowy sytuacje z mojego życia i dopiero wtedy sobie uświadamiałam, co ja tak naprawdę sobie robiłam. Jak zakłamywałam siebie, jak kupczyłam sobą, jak całe życie starałam się nie wziąć za siebie odpowiedzialności.

Tak naprawdę, żeby powiedzieć komuś świadomie: „Tak, zgadzam się na seks, chcę tego seksu”, trzeba umieć również powiedzieć: „Nie, nie zgadzam się, nie chcę”. (…)

– Dorota

Fragment tekstu pochodzi z książki Uniesienie spódnicy. Możesz ją kupić tutaj.



Udostępnij ten post: