Czerwona odwiedza mnie regularnie. Kiedyś też robiła to regularnie, ale rzadziej. Odkąd biorę tabletki, robi to częściej. I od tego momentu nieco się polubiłyśmy.

Nigdy nie cierpiałam na mocne bóle menstruacyjne. Wiem, że są kobiety, które w czasie okresu wręcz mdleją z bólu. Mnie nieco pobolewał brzuch, brałam paracetamol i po wszystkim. Jednak z moją miesiączką nie od początku było tak różowo.

Pierwszy raz spotkałyśmy się, jak miałam dziesięć lat. Słownie DZIESIĘĆ. Byłam wyrośnięta, rysowały mi się kobiece kształty, ale żeby okres??? Moje ciało w wieku 10 lat uznało, że rozwinęłam się na tyle, aby biologicznie zostać matką. Wypłakiwałam sobie oczy. Od mamy dostałam wisiorek na pocieszenie. Nigdy go nie lubiłam, bo kojarzył mi się z okresem. Nigdy też nie nosiłam tamponów. Wpierw mama zasiała we mnie wątpliwość, że mogę paść ofiarą wstrząsu toksycznego. Następnie pogłębiały się mity o tamponie, który został „w środku”, itd… Na początku czułam się wyobcowana. Zrozumienie pojawiło się, gdy Czerwona zawitała u pozostałych koleżanek z klasy. Wszystkie uczyłyśmy się, jak ją oswoić i z miesiąca na miesiąc robiłyśmy z niej coraz mniejsze „halo”. Dla dziewczyn rozpoczynających współżycie stawała się wręcz powodem do radości, gdy zdarzał im się stosunek bez zabezpieczenia.

Oczywiście od momentu rozpoczęcia brania tabletek moja miesiączka jest już inna, trochę taka „nieswoja”, bo obrazowo mówiąc zaprogramowana, a nie naturalna. Zyskała w moich oczach, gdyż nie zapowiada swojego przyjścia bólem, pojawia się na krótko i niezbyt mocno a następnie znika. Pomimo to nikt mnie nie przekona, że w czasie miesiączki można robić wszystko. Nie po tym, jak moja znajoma po wyjściu z basenu ukazała mi się ze strużką krwi spływającą po nodze. Pomimo założonego tamponu. Nadal też nie mogę się przekonać do uprawiania seksu w czasie miesiączki. Pojawiająca się wówczas krew zbytnio kojarzy mi się z utratą dziewictwa i po prostu nie sprawia mi to przyjemności. Miesiączka to nie jest dzień jak każdy inny, ja w te dni pomimo brania tabletek nadal jestem drażliwsza i bardziej skora do płaczu. Tak już widać musi być i staram się z tym pogodzić.

Wszystkim, które cierpią na bóle menstruacyjne, życzę wytrwałości. Płaczcie, wkurzajcie się. Macie do tego pełne prawo.

Tekst ukazał się w ramach świątecznego konkursu, w którym rozdajemy zapierające dech w piersiach nagrody! 


autor: Adela

Udostępnij ten post: