Wspierające doule przy rodzących Polkach pojawiły się niedawno. Helena Chrostek-Stefaniak to jedna z nich. Poszła na kurs języka migowego, bo nie chciała, by kobiety niesłyszące czuły się jak rekwizyt na sali porodowej.

– Byłam jakby w akwarium, za szklaną szybą. Widziałam, jak położna i lekarz coś do mnie mówią, zadają jakieś pytania, poruszają się ich usta, ale ja nic nie rozumiem – opisuje niesłysząca Anna swój pobyt na oddziale położniczym, gdzie trafiła w trybie nagłym. – Wszyscy bardziej się przy mnie denerwowali niż przy innych kobietach.

Na poród nie zdążył nikt z rodziny.

Nie lepiej było w szkole rodzenia.
Anna wzięła udział tylko w jednej lekcji, potem się popłakała i więcej nie poszła. Nie wiedziała, o czym mówi prowadząca zajęcia, więc tylko naśladowała inne kobiety. Nie szło jej dobrze. Poczuła się odrzucona; strach jeszcze się nasilił. – To był wielki stres, którego nie zrozumie nikt, kto nie jest głuchy – wspomina Anna.

Helena Chrostek-Stefaniak, przez długi czas bytomianka, dobrze jednak wie, co czują przyszłe matki, także niesłyszące. Skończyła kurs dla doul w Fundacji „Rodzić po Ludzku”, a potem kurs języka migowego. Doul jest w Polsce mało, tych, co migają, jeszcze mniej. Właśnie w szkole rodzenia przekonała się, jak ważne jest poczucie bezpieczeństwa w czasie porodu. Nie możesz czuć się jak rekwizyt w jednym z najważniejszych momentów swojego życia. To niepotrzebne cierpienie.

Pomoc mądrej kobiety

Pomysł, żeby zostać doulą, wziął się u Heleny właśnie ze współczucia. I z myśli, że dobroć leczy, koi. Na świecie dawno o tym wiedzą, a w Polsce doule traktowane są czasem jak fanaberia pacjentki. Personel na porodówkach, stale w stresie i pośpiechu, czasem krzywi się na ten kolejny kłopot. Co to za nowa moda? Kim są doule? Nie akuszerkami, nie pielęgniarkami, nikim z rodziny. Czy będą patrzeć na ręce położnej albo lekarza? Zaczną pouczać, krytykować, przeszkadzać? – Położne dokładnie mi się przyglądały. Ale dobrze mi się z nimi współpracowało. Miałyśmy przecież wspólny cel, żeby nasza podopieczna szczęśliwie urodziła – opowiada Helena, matka syna, spodziewająca się drugiego dziecka.

Doule wzięły się stąd, że życie współczesnych kobiet tak bardzo się zmieniło, a ich fizjologia pozostała niezmienna od początków ludzkości. Kobiety kształcą się z daleka od rodziny, mieszkają osobno, są niezależne, decydują się na samotne macierzyństwo. Zdarza się, że nie mają nikogo tak bliskiego i doświadczonego, żeby towarzyszył im w porodzie. Czasem przyszły ojciec też chciałby mieć przy sobie wsparcie, gdy jego ukochana rodzi. Sam czuje się wtedy bezradny. Doula w języku greckim oznacza „kobietę, która służy”. Dzisiaj to ktoś, kto emocjonalnie wspiera kobietę nie tylko w czasie porodu, ale też podczas ciąży i po porodzie. Uspokaja, daje swoją obecność, gdy jej podopieczną ogarnie lęk, źle się poczuje. Doula jest siłą spokoju. Jest łącznikiem z tradycją.

Dawniej rodziło się w otoczeniu wielu kobiet; pomagały matki i babki, ale też sąsiadki, które same wiele razy rodziły. Przytulały, pocieszały, wiedziały, co przynosi ulgę. Kobiety, które rodziły w PRL-u, nie zawsze mogą służyć swoim córkom doświadczeniem. W szpitalach nikt się nimi nie przejmował, nie mówił, co się z nimi dzieje. Traktował jak petenta bez praw. One nadal często boją się szpitali, poród kojarzy im się z koszmarem. Nie wiedzą, co doradzić. Pojawiło się miejsce dla douli.
– Doule są przy rodzącej, ale nie wtrącają się do pracy personelu medycznego. Mają przygotować kobietę do narodzin dziecka, do tego pięknego wydarzenia. A to może ułatwić pracę położnym i lekarzom – podkreśla Helena. Nie narzucają, czy kobieta pod ich opieką ma rodzić naturalnie, w domu, bez znieczulenia czy też przez cesarskie cięcie. Doula nie jest strażniczką jakiegoś światopoglądu. Skupia się tylko na rodzącej. – Zawsze wspieram kobietę w tym, czego ona pragnie. To jej odczucia są najważniejsze, a nie moje – mówi Helena. Ale wierzy, że stan psychiczny przyszłej matki ma wielki wpływ na przebieg porodu. Zdarzało się, że akcja porodowa zatrzymywała się po przybyciu do szpitala, bo kobieta bała się otoczenia, a jej lęku nikt nie łagodził. Położne muszą zajmować się wieloma pacjentkami, wypełniają dokumenty. Doula może wtedy je odciążyć, bo przy rodzącej jest przez cały czas.
Łańcuszek dobrej woli

Doule najbardziej popularne są w Stanach Zjednoczonych. Tam udowodniono, że ich pomoc jest wymierna. Badania wykazały, że rodzące kobiety, które korzystały z obecności douli, zużyły prawie o jedną trzecią mniej środków przeciwbólowych niż te, które rodziły bez jej wsparcia. Doula oznacza też o jedną czwartą mniej cesarskich cięć, o 40 procent mniej konieczności użycia kleszczy. Położnice z doulą lepiej radzą sobie z karmieniem piersią, są pewniejsze siebie, rzadziej wpadają w depresję poporodową. Podobnie było, jeśli rodząca miała przy sobie inną, godną zaufania, zrównoważoną, doświadczoną kobietę. Ale o taką w rodzinie wcale niełatwo.

Helena nigdy nie zapomni swojej pierwszej podopiecznej. Urodziło się wspaniałe dziecko, jego matka była bardzo dzielna. Uważa, że wzajemnie sobie pomogły, bo rodząca wiedziała, że Helena dopiero uczy się nowego zawodu. – Przekonałam się wtedy, jak kobieta potrzebuje wsparcia drugiej kobiety. To łańcuszek dobrej woli. Byłam doulą na stażu, w pewnym momencie zadzwoniłam do swojej opiekunki ze Stowarzyszenia Doula w Polsce, żeby dodała mi otuchy. Tak zrobiła. Po rozmowie z nią byłam o wiele spokojniejsza, silniejsza. I tę siłę mogłam przekazać mojej podopiecznej – opowiada Helena, która dzisiaj ma już za sobą kilka porodów w charakterze douli. Nadal jednak czuje, że jest na stażu, wciąż się uczy.

Oficjalnie w kraju nie ma jednak zawodu douli. To nowe zajęcie, które pojawiło się u nas dopiero dziesięć lat temu. A Stowarzyszenie Doula w Polsce, skupiające kilkadziesiąt kobiet, powstało dopiero w listopadzie 2011 roku. Rok później weszło w skład European Doula Network. Na świecie są już mężczyźni doule, ale jeszcze nie w Polsce.

Ten zawód, uznany przez wiele krajów Europy Zachodniej, oparty jest na konkretnych umiejętnościach i obowiązkach. Doula musi mieć emocjonalne predyspozycje, ale także znać techniki relaksacyjne i zasady masażu, musi wiedzieć, jak łagodzić ból, jak go psychicznie zmniejszyć. Rozumie mowę ciała. Po porodzie udziela również praktycznych rad w sprawie karmienia piersią czy pielęgnacji noworodka. Zna objawy depresji poporodowej, może dostrzec pierwsze symptomy choroby. Usługi douli są płatne, bo to jej zawód. Ale ponieważ jest związany z misją, wynagrodzenie zależy od wielu okoliczności. Doule pomagają czasem za darmo kobietom w trudnej sytuacji, na przykład z domów samotnej matki. – Chciałabym współpracować ze szkołą rodzenia, w której dobrze będą czuły się wszystkie kobiety, także te niesłyszące. Nie ma dotąd dla nich takiego miejsca. Trudno iść na porodówkę z tłumaczem języka migowego.

– One bardzo potrzebują wsparcia, kogoś, kto stale będzie im towarzyszył – mówi Helena. To nie jest wcale marginalny problem. W Polsce jest ponad 100 tys. osób głuchych. Wiele skarży się na gorsze traktowanie. Amerykański położnik i pediatra dr John Kennel stwierdził, że obecność douli lub kogoś, kto pełni jej rolę, obniża u rodzących hormon stresu i ułatwia pracę lekarzom. Powiedział: „Gdyby doula była lekarstwem, to byłoby nieetyczne, gdybyśmy nie podawali go kobietom”.
Źródło: Dziennik Zachodni

autor: Grażyna Kuźnik

Udostępnij ten post: