Klęczę przed penisem. Przed boską wadźrą. Przed mężczyzną. W ciszy i w zachwycie. Osnuwa nas półmrok, zapach kadzideł i atmosfera uroczystości. Jest ciepło, dobrze, bezpiecznie. Milczymy. Patrzymy. Cieszymy się chwilą. Napawamy się nią i jej znaczeniem. Czas się zatrzymał, wymiary zderzyły, niewyobrażalne stało się namacalne, rzeczywiste i prawdziwe. Jego lingam jest na wyciągnięcie ręki tuż na linii mojego wzroku. Wiem, że to, co robię, jest dobre. Jestem dokładnie w tym miejscu i czasie, w którym pragnęłam być od zawsze.
Klęczę w świątyni.
On stoi na ołtarzu.
Nagi.
Żywy.
Święty.
Pełen mocy i bezbronności jednocześnie. Odsłaniając swoje serce i drugie serce też. Wie, że wielbię go tak samo czule, szczerze i bezinteresownie, jak on wielbił mnie.
Klęczymy wszystkie na drewnianej podłodze w świątyni tantry. Jest nas rząd kobiet adorujących mężczyzn i ich genitalia. Przed nami stoi rząd nagich mężczyzn, którzy dają się adorować. Mamy świadomość wyjątkowości tej chwili. Tutaj, za zamkniętymi drzwiami świątyni, to może się dokonać. Zaistnieć jako wyrwa w bezdusznym świecie patriarchatu, który przez pokolenia męskiej seksualności używał jako broni wojennej a męskie serca skuwał lodem.
Wychowałam się w świecie, w którym takie wydarzenie nie mogłoby mieć miejsca. Nagość była grzechem. Genitalia bramą do piekieł. A męskość była tożsama z przemocą. Moje babcie pewnie ostrzegałyby mnie, że nadzy mężczyźni rzucą się na nas „jak zwierzęta” „wykorzystają sytuację”. Zawyrokowałyby, że nagie kobiety „powinny się spalić ze wstydu”. Tak więc to, co robiliśmy, nie pasowało do tego starego czy też typowo polskiego scenariusza, chociaż jak najbardziej działo się w Polsce. Na polskiej ziemi. Wśród jezior i lasów. Kiedyś przez te ziemie przeszła Armia Czerwona. I inne armie, które zostawiły ją spaloną a seksualność zdruzgotaną. Ale teraz w końcu mogliśmy się ze sobą spotkać w pokoju. Celebrować ten moment. Karmić poranione dusze. Świętować naszą seksualność i cielesność.
Tę chwilę sprzed lat zachowuję w pamięci jako cenny klejnot. Jest elementem świata równowagi i pokoju, w którym jest mężczyzna i jego penis. I nikomu nic nie grozi. Klęczę przed nim. Chwilę wcześniej on klęczał przede mną, gdy cały rząd nagich mężczyzn składał pokłon odwiecznej sile kobiecej mocy, gdy to my nagie siedziałyśmy na ołtarzu wśród kwiatów, dając im adorować i chłonąć to, co mamy między nogami. Piękno. Świętość. Moc joni.
Piękno, świętość i moc to jest to, co kojarzy mi się z seksualnością, z ludzkimi genitaliami, joni i lingamem. Moje skojarzenia i odczucia oddaje cytat z hinduskiej świętej księgi „Linga Purana”:
Spójrz na Lingam Śiwy, piękny jak stopione złoto, mocny jak Himalaje, czuły jak zawiązek liścia, dający życie jak słoneczna kula, podziwiaj urok jego połyskującego klejnotu!1
Ale gdy pierwszy lingam trafił w moje ręce, nie znałam jeszcze tego cytatu. Dlatego bardzo się zdziwiłam. I chociaż byłam spragniona poznania, spragniona mojego chłopaka i jego namiętności, spodziewałam się czegoś innego. Nie sądziłam, że w moje dłonie trafi tak aksamitny, ciepły i tętniący życiem boski organ. Że będzie tak piękny, delikatny, mocny i wspaniały jak ten z hinduskiej księgi. Od tamtego czasu minęło wiele lat, ale wciąż pamiętam ten swój pierwszy zachwyt. Mój osobisty zachwyt lingamem mojego chłopaka i męską seksualnością w ogóle.
Dziś już wiem, że nie zachwyca ona wszystkich. Że nawet część mężczyzn ma z nią problem. Można powiedzieć, że w niektórych środowiskach ma ona złą sławę. Nie jest kochana, ubóstwiana ani ceniona. Czasami nie tylko nie lubimy jej ani nie poważamy, ale też się jej boimy. Tandetne porno i zbrodnie wojenne na masową skalę sprawiły, że jako społeczeństwo z penisami możemy mieć naprawdę bardzo złe skojarzenia. A co najgorsze, dla wielu osób jest to kwestia nie tylko skojarzeń, ale i doświadczeń.
Pytanie, czy zagrożenie stanowi seksualność mężczyzn, czy też przemoc, w jaką są uwikłani (wraz ze swoją seksualnością)? Innymi słowy, czy problem leży w płci i popędzie, czy raczej w społecznych wzorcach, które łączą męskość z dominacją i agresją? Czy jako społeczeństwo możemy dokonać rozróżnienia między aktem przemocy a byciem mężczyzną i posiadaniem penisa? A jeśli tak, to czy jesteśmy gotowi przedefiniować męskość w taki sposób, by oddzielić ją od przemocy i odpowiedzialnie podejść do kwestii władzy, intymności oraz granic? Oraz – jak to zrobić?
Czy możemy, czytelniku, wyjść poza stereotyp, obiegowe opinie i „mierzenie” potęgi męskiej seksualności za pomocą miarki budowlanej i szkolnej linijki? Poza „matematykę seksu”?
Chciałbym, chciała. Ale aby tam się udać, trzeba by trochę zmodyfikować naszą kulturę, która lubi wszystko mierzyć, porównywać i wrzucać w tryby rywalizacji.
Poza „matematykę seksu”?
Kto ma większego?
Kto może dłużej?
Kto ma twardszą erekcję?
Kto więcej, kto dłużej, kto częściej?
Kto lepiej?
Kto pierwszy?
Kto ma dłuższego albo grubszego?
Kto szybciej i kto z większą liczbą osób?
Kto z połykiem, kto w trójkącie, a kto tak jak w filmach?
Czy to nie takimi kategoriami posługujemy się w naszej kulturze, mówiąc o męskiej seksualności?
Czy to nie taką „seksualność” widzimy, konsumując typowe internetowe porno?
Czy popularność niebieskiej pigułki nie bierze się właśnie z przeróżnych pomysłów na to, że męska seksualność jest tym lepsza, im większe liczby można pod jej „wyczyny” podstawić?
I mogłoby się wydawać, że świat męskiej seksualności najlepiej opisze twarda matematyka, ale jednak doświadczenia wielu mężczyzn przeczą temu, że ich seksualność jest czymś, co można obmierzyć, przeliczyć, skalkulować i podać w postaci uniwersalnego wzoru czy równania na dobry seks lub seksualne spełnienie. Tutaj nie działa „matematyka seksu”.
Te doświadczenia są tak różne, jak oni sami. I chociaż popkultura serwuje nam przemieloną papkę pełną uproszczeń i przekłamań o mężczyznach, ich pragnieniach i ich penisach, części mężczyzn udaje się wyjść poza społeczne oczekiwania i nakazy dotyczące tego, jak mężczyzna, czy też „prawdziwy mężczyzna” powinien doświadczać seksualności.
I mam wrażenie, że obecne czasy, mimo zalewu „wzorców i instrukcji”, jednak sprzyjają wychodzeniu poza sztywne ramy tego, co „może mężczyzna, co powinien i co mu wypada”, w które wtłoczeni byli mężczyźni poprzednich pokoleń.
1M. Sarita, Święta seksualność. Radość Tantry, tł. B. Pierga, A. Klimek, Warszawa 2014, s. 28.


























Ta książka zmieni Twoje życie. Nie tylko seksualne

















