On nie może zobaczyć, że… się złościsz! Że płaczesz, że owładnęły Tobą „negatywne” nastroje. A co by się stało, gdybyś jednak pokazała twarz? Była spójna z tym, co czujesz?

wszystko-OK-560.jpg

Wiesz, kim jest ta zimna zołza, ta złośnica i histeryczka? Ona jest postrachem dla małych dziewczynek. Małe, grzeczne dziewczynki uczone są być potulne i uśmiechnięte zawsze i wszędzie. Ekstremum jej wtedy, kiedy kobieta woli dać się zgwałcić, niż powiedzieć „nie”, żeby go nie urazić. Ale strasznie jest także na co dzień, kiedy ociosujesz swoją osobowość, smutek, żal, a może nawet rozpacz lub furię chowasz po kieszeniach i uśmiechasz się do niego półgębkiem, robiąc dobrą minę do złej gry.

Żeby nie wyjść na złośnicę, histeryczkę albo smutasa.

Przecież Ty taka nie jesteś!

I on – Twój przyjaciel, kochanek, mąż, narzeczony albo dziewczyna – nie może zobaczyć, że… się złościsz! Że płaczesz, że owładnęły Tobą „negatywne” nastroje. A co by się stało, gdybyś jednak pokazała twarz? Była spójna z tym, co czujesz? Pozwoliła emocjom przepłynąć i odejść, zamiast udawać świętszą od papieża i przyklejać do twarzy wymuszony uśmiech lub silić się na wyrozumiałość, gdy masz ochotę wyklinać na czym świat stoi?

Traktujesz go jak mężczyznę czy bobasa?

Traktujesz go jak mężczyznę czy bobasa? Mężczyzna (podobnie jak kobieta) to silna konstrukcja. Naprawdę dużo wytrzyma. A na pewno wytrzyma Twój atak płaczu (może przytuli lub powie, że współczuje), chandry (może pocieszy, a może usunie się na bok) czy złości (weźmie to na klatę i wyciągnie wnioski).

Dlaczego więc tak wiele z nas wybiera traktowanie tego mężczyzny (lub kobiety), który chce być traktowany jak mężczyzna (dorosła osoba), a nie bobas – jak bobasa właśnie? Dlaczego zakładamy maskę „miłej dziewczyny” i zaprzeczamy żalom, smutkom lub gniewowi? Dlaczego, gdy jesteśmy wściekłe, bo:

-gadał(a) całą noc z byłą na fb,

-oglądał(a) się za babami/facetami,

-nie ugotowała) obiadu, chociaż obiecał(a),

-spóźnił(a) się gdzieś godzinę,

-zapomniał o wywiadówce dziecka i nie poszedł,

-(tutaj wpisz, czym Cię ostatnio rozzłościł(a)……………………………………………………..)

to udajemy, że nic się nie stało?

Że rozumiemy?

Że nie robi to na nas wrażenia?

Że tego się właśnie spodziewałyśmy?

Że i tak jest słodkim i cudownym cukiereczkiem?

Rozsądne kobiety osiągają wszystko dzięki dyplomacji”

I dlaczego tak bardzo wierzymy w „dyplomację”? Tak, jak też słyszałam, że „rozsądne kobiety osiągają wszystko dyplomacją”. I moc innych jeszcze bzdur, które mają wspólny mianownik, a jest nim: brak autentyczności. Brak prawdy. Inaczej: rozmijanie się z rzeczywistością. A rozmijanie się z rzeczywistością to nic innego niż życie w iluzji.

Twoja deska rozdzielcza jest nieczytelna

Żyjąc iluzjami, możesz się naprawdę bardzo strać, ale niczego nie osiągniesz, bo budujesz na piasku. Twój domek z kart zawsze runie. Dyplomacja może i jest dobra, ale w negocjacjach między państwami i w obsłudze klienta. A złość i cała reszta uczuć jest po coś. Jak informacje na desce rozdzielczej. Możesz zakleić jest plastrem, ale jeśli brakuje Ci benzyny, to nigdzie nie pojedziesz. I po to w aucie masz tę ikonkę ze stanem baku, aby nikt nie musiał Cię ściągać z autostrady.

Czasem „zaklejamy deskę”. A potem się zastanawiamy, skąd w naszym życiu te kryzysowe sytuacje.

Dwie sytuacje z życia Karoliny

Zobaczmy to na przykładzie wprost jakby z amerykańskiego poradnika. Tandeta? Może i tandeta, ale jaka prawdziwa!

Karolina, lat 27, patrzy, jak jej chłopak wciąż tańczy z inną dziewczyną, kiedy to ona siedzi kolejną godzinę przy stole z koleżanką i dołuje się sytuacją na parkiecie.

Co może zrobić teraz Karolina?

Sytuacja nr 1: Mój facet to bobas a ja udam, że nic mnie nie rusza to, co czuję

nie-jestem-zaborcza-560.jpg

Chłopak otrzeźwiał trochę o czwartej nad ranem i zamówili taksówkę. Wrócili do domu Karolina jest jakaś rozdrażniona, ale nie wie, dlaczego. Przecież są już w domu, już nie obściskuje tamtej panny. Zresztą nie obściskiwał jej, tylko z nią tańczył. Nie żyjemy w czasach średniowiecza. Przecież nie będzie zazdrosna o jakąś bzdurę.

Sobota rano. Karolina wstaje. Myśli trzeźwo i widzi tę sytuację w nowym świetle: on ją zostawił na całą noc i tańczył z jakąś cizią! Ale… no w sumie nic złego nie zrobił. Przecież mogła mu powiedzieć wtedy. Teraz już za późno. Nie, wcale nie czuje żadnej złości, tylko trochę jej przykro. E tam, przykro. Było, minęło. Jest ok. Głowa do góry. Ale zamiast czuć się dobrze, snuje się pod domu, a na niego spogląda spode łba. Kiedy on pyta, o co chodzi, ona nagle sobie przypomina, że w zeszłym tygodniu obiecał, że umyje samochód. Nie umył. Więc robi złośliwą aluzję do tego, że samochód nadal jest brudny. Na co on pyta wprost:

-Na co jesteś zła?

Ona odpowiada:

Nie jestem zła! Po prostu auto stoi nie umyte. Sama mam wszystko robić?

-Jesteś zła, przecież widzę. Co, chodzi o tamtą dziewczynę, tak? – domyśla się. – Jesteś zazdrosna?

-Błagam cię, mam być zazdrosna o takie rude straszydło? Po prostu nie umyłeś samochodu i chcesz zmienić temat

-Boże, ale jesteś marudna. Już idę umyć to auto.

Chłopak myje auto. Sprząta mieszkanie. Zabiera ją na obiad do pizzerii, ale ona ciągle jest przybita. Na wieczór słyszy od niego, że życie z takim smutasem jak ona jest strasznie nudne i może ta ruda z imprezy faktycznie nie była zbyt ładna, ale była chociaż wyluzowana i uśmiechnięta.

Karolina idzie spać zdołowana i robi sobie wyrzuty, że czuje się tak beznadziejnie, kiedy powinna być wesoła! Na następnej imprezie chłopak tańczy z tęgą brunetką, a Karolina znów sama siedzi przy stoliku. Tym razem nie ma żadnej koleżanki, która by jej dotrzymała towarzystwa.

Sytuacja nr 2: Czuję złość i powiem ci o tym!

wściekła560.jpg

Karolina czuje złość. Nie wie jeszcze dlaczego, ale ten narastający wkurw jest zbyt wyraźny, żeby pomylić go z czymkolwiek innym. Podchodzi do chłopaka, mówi:

-Hej, przyszedłeś tu ze mną. Dochodzi czwarta. Od północy wciąż tańczysz z tą dziewczyną. Jestem już znudzona tym, że wciąż siedzę przy stoliku z koleżanką, i wkurzona, bo czuję się jak daleka koleżanka, a nie twoja ukochana. W zasadzie to jestem naprawdę na ciebie wściekła!

Chłopak robi minę obrażonej niewinności.

-Na mnie? Wściekła? Kotku, daj spokój, złość piękności szkodzi.

-Kotku, jeśli nie przestaniesz w tej chwili, to wychodzę z tej imprezy. Już mi się tutaj nie podoba.

-Jesteś zazdrosna? Nie wierzę!

Karolina sprawdza sama ze sobą, czy jest zazdrosna. Wychodzi jej, że tak.

Tak, jestem zazdrosna.

-Ale ja tylko z nią tańczę. Przecież to ciebie kocham.

-Kochasz mnie, ale tańczysz z nią już czwartą godzinę. Jestem zła, jestem zazdrosna, czuję się porzucona i zapomniana.

Chłopak nagle się orientuje, że przegiął. Widzi, że Karolina mówi serio. Naprawdę jest wściekła.

-Dobra, to dzwonię po taksówkę i jedziemy do domu, ok?

-Ok – godzi się ona.

Wsiadają do taksówki. On próbuje ją przytulić i pocałować. Ona się opiera.

-Daj spokój! Jestem na ciebie wściekła. Nie chcę, żebyś mnie teraz przytulał.

-Boże, te baby, o co im chodzi!?

Karolina myśli, o co jej właściwie chodzi.

-Właściwie to chodzi mi o to, że ja nie mam nic przeciwko temu, żebyś tańczył z innymi dziewczynami. Chodzi tylko o proporcje. Dwie piosenki z nią i dziesięć ze mną, nie na odwrót, rozumiesz?

-Hej, nie jesteś przypadkiem zaborcza?

Karolinie wszystko jedno, czy jest zaborcza, czy nie. Wie, że jest wściekła i zazdrosna, bo jej własny facet wciąż zabawiał kogo innego na imprezie. Ma gdzieś to, co on sobie o niej pomyśli.

-Może i jestem zaborcza. No i co? Po prostu mówię, co czuję. A czuję złość! Złość! Aaa!!! – Karolina zaczyna krzyczeć w taksówce. Taksówkarz gapi się w lusterko, ale ona się wykrzyczała i trochę jej lepiej. Chłopak zaczyna się uśmiechać.

-O kurczę, niezła z ciebie tygrysica, walczysz o nas, podoba mi się to! – mówi z zaskoczeniem.

Karolina nagle wybucha śmiechem. Dojeżdżają do domu i idą spać w całkiem niezłych nastrojach.

Rano chłopak trzeźwieje, przypomina sobie, że Karolina była wściekła, zastanawia się, co on takiego zrobił. I nagle do niego dochodzi – jak ostatni idiota zostawił ją na całą imprezę samą, miała rację, przegiął. Przeprasza ją za to.

Koniec.

Dlaczego Karolina z syt. nr 1 nie mówi chłopakowi, że jest wściekła? Bo ją nauczono, że kobiety takich emocji nie czują. Więc nawet, kiedy to czuje, nie dopuszcza tego do siebie. Czy ona swojego chłopaka okłamuje? Nie. Nie mogła się przyznać do złości i zazdrości, bo sama ich nie zauważyła. Lata wypierania robią swoja. Zero zaufania do swoich emocji. Zero zaufania do intuicji, do siebie.

Czy każdy mężczyzna przyjmie nasze emocje na klatę tak jak chłopak Karoliny w sytuacji nr 2?

Nie wiem. Nie każdy radzi sobie z emocjami. Być może któryś przestraszy się i ucieknie, ale to będzie reakcja wystraszonego chłopca w nim. Ale większość dorosłych ludzi, którzy akceptują swoje emocje i zamiast je dusić – wyrażają je – nie mają z tym wielkiego problemu. Uwaga! Gdy mówię o wyrażaniu emocji, nie mam na myśli obrzucaniu kogoś wyzwiskami (ty idioto! Ty durniu! Ty kretynie!), mówieniu, że wszystko, co robi, robi źle (zawsze się tak zachowujesz – jak głupek! Jesteś beznadziejny i nigdy nie mogę na ciebie liczyć!) czy rzucaniu w niego przedmiotami, ale o wyrażeniu ich w taki sposób, który Tobie przyniesie ulgę, a innych nie zniszczy (np. boksowanie poduszki, darcie kartek albo krzyczenie samogłosek – w miejscach publicznych można krzyczeć zasłaniając usta rękami:)

Jedno jest pewne – zaprzeczanie swoim emocjom, to jechanie autem bez możliwości skontrolowania swojej deski rozdzielczej. To nie tylko może prowadzić do dramatów, gdy już w końcu coś w nas wybuchnie (i np. w afekcie pobijemy kogoś – a w ataku lata powstrzymywanej złości można nawet zabić), ale także do wielu chorób, które mają objawy fizyczne.

Tłumienie emocji w zakresie seksualności czasem wiąże się z bólami piersi i narządów płciowych, o czym można przeczytać m.in. w książce dr Christiane Northrup „Ciało kobiety, mądrość kobiety”.

emocja-560.jpg

Kobieto, ufaj sobie, to co czujesz, to emocja, a nie fanaberia. 🙂

Kultura ciszy i spokoju

A potem się można zastanawiać, gdzie się podziała ta pasja i namiętność, co to miała być w łóżku długie lata. Ale jak ją do tego łóżka zaprosić, skoro ona na salonach, w domu, w codziennym jakimś zdarzeniu nie jest mile widziana, no jak? Jeśli nie masz prawa wyrażać siebie w związku – jak masz mieć odwagę wyrażać siebie w seksie?

Jeśli po cichu żyjemy, bojąc się odburknąć, odkrzyknąć, czy wydrzeć się w słusznym gniewie, żeby się obronić, żeby postawić granicę – jak mamy krzyczeć w seksie? Jak mamy w seksie pozwolić sobie na to, żeby emocje po prostu płynęły? Przecież „smutek jest zły”. Przecież „żal jest zły”. „Lęk jest zły”. Czy w trakcie seksu możesz płakać, bać się, doświadczać emocji, które są tak wielkie, że Cię zalewają?

Ale przecież, jeśli się zamykam na smutek, zamykam się na wszystko, przecież przez zamknięte drzwi już nikt nie wejdzie, więc zamykam się także na ekstazę. Wiele orgazmów przepłakałam. Wiem, że nie jestem jedyna. I tak, krzyczę w seksie. Krzyczę, kiedy mi dobrze. Ale także, kiedy mi źle. I życie jest o wiele prostsze.

Udostępnij ten post: