Marzena Gabryk: ołtarz w morzu podczas odpływu

Miesiączka a poród

Menstruacja. Temat tabu albo czysto fizjologiczny proces pozbawiony mistyki. Wciąż zbyt rzadko rytuał przejścia, moment wtajemniczenia dziewczynki i powód do wspólnotowej celebracji kobiecości.

Pierwsza miesiączka to moment, kiedy biologicznie wkraczasz na spiralę swojej cykliczności. Każda owulacja to stan potencjalnej kreacji nowego życia, a każda krew miesięczna to taka mała śmierć.

Menstruacja w wymiarze duchowym to okazja do regeneracji wewnętrznego ja, możliwość zresetowania nagromadzonych emocji, uwolnienia ich z siebie, wewnętrznej zgody na to, by coś z ciebie wyszło, wypłynęło.

Ból i odcięcie od mocy

Społecznie jesteśmy uczone postrzegać miesiączkę jako coś wstydliwego, czego przejawy (np. plamy krwi na ubraniu lub pościeli) należy ukrywać przed innymi. Coś obrzydliwego, a w najlepszym razie zbyt prywatnego, by robić z tego wielkie halo. Widzimy „te dni” jako oznakę naszej słabości, coś, co nas wyłącza z pełni życia, zwłaszcza kiedy u większości kobiet pojawia się dyskomfort, mniej energii do działania, a także ból, czasem trudny do zniesienia.

W przypadku miesiączki, tak jak później w przypadku porodu, godzimy się, że ten ból to jest taka oczywista cena kobiecości. Tak już jest i koniec. Często się złościmy, że krew znowu przyszła, że akurat teraz się pojawiła i pokrzyżowała nam jakieś plany.

Nie jestem ekspertką od mistyki miesiączki. Nowej narracji o niej wciąż się uczę od Sami Grabowskiej, ale od kiedy weszłam w relację ze swoją własną krwią, doznałam wielu wspaniałych wglądów i przebłysków.

Jest wśród nich zrozumienie, że jedną z wielu ról menstruacji w kobiecym doświadczeniu jest przygotowanie do porodu. Tak, dobrze czytasz. Choć możesz w pierwszym momencie pomyśleć: „Co? Przecież poród jest o dawaniu życia dziecku, a nie o wydalaniu z siebie krwi!?”.

Ale czyż krew nie jest właśnie symbolem życia?

Trening czyni mistrzynię

Analogie pomiędzy miesiączką a porodem są fizjologiczne, emocjonalne i duchowe. A fakt, że twoje ciało co miesiąc pokazuje Ci, jak możesz reagować w porodzie, daje Ci sporo okazji, aby zyskać większe poczucie pewności, spokoju i przygotować się do rodzenia na swoich zasadach.

Zauważ, że ciągnięcie w dole brzucha, jest bardzo podobne i przy miesiączce i przy porodzie, bo w obu tych procesach macica się obkurcza. To wewnętrzne pulsowanie ma swój zmienny rytm. Stawiając mu opór zwykle doświadczamy bólu. Podążając za nim, tańcząc w jego takt, możemy płynąć z tym flow, a nawet doznać ogromnej ulgi.

Skrajne stany emocjonalne wiązane z PMS’em (zespołem napięcia przedmiesiączkowego) pojawiają się u kobiet także na kilka dni przed porodem. To najczęściej wzruszenie, załamanie albo wściekłość. Ale już przyjście miesiączki lub początek porodu (o ile nie jest zakłócany) daje rodzaj wewnętrznej zgody na to, co się dzieje, wchodzimy w głąb siebie, a emocjonalny odbiór rzeczywistości niemal magicznie się zmienia.

I poród, i miesiączka to takie nasze momenty jednoczesnej mocy i niemocy. Wydobywa się z nas krew lub dziecko i to wymaga od nas połączenia z wewnętrznym głosem, intuicją i siłą, a zarazem dzieje się coś, nad czym nie mamy całkowitej kontroli, co łączy nas z wszystkimi kobietami, które rodziły i/lub miesiączkowały przed nami i po nas.

Dzięki miesiączce i porodowi możemy spotkać się z archetypem Wiedźmy. Balansujemy wówczas na granicy świata zewnętrznego i wewnętrznego, pomiędzy świadomością i podświadomością. Pomiędzy logiką, a intuicją. Jeśli pozwolimy Wiedźmie się prowadzić, zamiast bać się samej siebie i swoich mocy, otwieramy się na głębokie wizje i transformację.

W porodzie najlepiej widać to w tym, że dominować zaczyna tzw. mózg gadzi, czyli stara, prymitywna część kory mózgowej (allocortex). Wówczas zwykle rodzącą opuszcza wstyd, nie blokują jej społecznie wyuczone konwenanse. Kobieta wydaje z siebie głębokie dźwięki lub krzyczy, jeśli ma taką możliwość, intuicyjnie wybiera idealne dla siebie miejsce, daje się też prowadzić ciału, które podpowiada jej określone ruchy lub pozycje. Zamyka oczy, odpływa, staje się nieobecna, jest w transie. Ma świadomość tego, co się dziej dookoła, bo nowa kora (neocortex) wciąż pracuje, ale jest jakby obok samej siebie. Bardzo jestem ciekawa, czego byśmy się dowiedzieli, gdybyśmy przeprowadzili takie badania mózgu na osobach miesiączkujących.

Kobieta w porodzie i w trakcie miesiączki ma ogromny potencjał, by doświadczyć jedności ze Wszechświatem – z jego chaosem i ładem. Zawierzając temu, co jest większe niż ona sama i dając się prowadzić temu, co płynie lub wychodzi z jej macicy, może sama powrócić na chwilę do kosmicznego łona. Jest wówczas jednocześnie w punkcie końca i początku, coś w niej umiera i coś się rodzi. To tutaj tkwi jej potencjał do doświadczeń ekstatycznych na poziomie duchowym.

Zaproszenie do przyjemności

Jaki jest najważniejszy wniosek z tego porównania?

Aby miesiączka i poród były dla nas wzmacniającym doświadczeniem, trzeba w nie wpuścić: przyjemność, poddanie procesowi, zaufanie do ciała i odpuszczenie presji, a przede wszystkim uznać je za sacrum.

Najbardziej holistycznym sposobem na złagodzeniem i przetransformowanie intensywności miesiączki i porodu jest przyjemność. Kojący zapach olejków eterycznych, ulubiony smak, wyciszająca nas lub doładowująca muzyka, szept bliskiej osoby, patrzenie na coś pięknego i wzmacniającego nasze poczucie pewności, czuły dotyk, masaż, a także masturbacja to są środki, po które warto sięgać w pierwszej kolejności, zanim wybierzemy tabletkę przeciwbólową lub poprosimy o podanie znieczulenia. Zbyt szybko zastosowane analgetyki mogą nas odciąć od czucia siebie i swojej mocy.

Odzyskiwanie sacrum

Dzięki zmianie narracji o miesiączce i porodzie możesz diametralnie zmienić jakość tych doświadczeń. Mam za sobą dwa piękne, wzmacniające, ekstatyczne porody. Przygotowywałam się do nich bardzo świadomie, między innymi zmieniając przekonania [o porodach – przyp. V.I.] na wolne od lęku i obaw. Wybrałam przyjemność. Natomiast nowego patrzenia na samą miesiączkę uczę się dopiero od kilku miesięcy. Ale już przeżywam ją zupełnie inaczej, niż wiele lat temu. Na zdjęciu widzisz mój ołtarz krwi miesięcznej.

Staram się regularnie uhonorowywać tym małym rytuałem swoją cykliczność i moc kreacji z łona. Choć jesteśmy wychowane w kulturze, w której ołtarz jest czymś zarezerwowanym dla kultów religijnych i w pierwszym odruchu możemy czuć się nieswojo, a nawet bluźnierczo z myślą o tworzeniu go, warto popatrzyć na to, jakie lęki stoją za takim podejściem i czy na pewno są moje. Ołtarze są częścią kultury dużo starszej niż dominujące kulty religijne. Intencją ołtarza było stworzenie miejsca przeżyć transcendentalnych, wyrażenia szacunku wobec sił większych niż my sami. Ołtarz możesz stworzyć także do porodu, by mieć swoje miejsce mocy, w który zgromadzisz wspierające cię artefakty: świece, karty z afirmacjami, piękne obrazy, zdjęcia, ulubione kamienie, talizmany, kwiaty, cokolwiek czujesz, że tam pasuje.

Odzyskując poczucie sacrum swojej miesiączki i porodu, odzyskujesz też wewnętrzną wolność i uznanie dla świętości swojego ciała.

Autorka:

Marzena Gabryk – kapłanka ekstatycznego rodzenia. Holistycznie wspiera kobiety w docieraniu do ich źródła mocy, by ich poród był świętym i przyjemny doświadczenie. Mama dwóch synków, których urodziła ekstatycznie. Ukończyła roczny kurs Ecstatic Birth Practitioner Training oraz Sex&Love School.

www.rodzimywekstazie.pl

FB: https://www.facebook.com/rodzimywekstazie

IG: rodzimy.w.ekstazie_marz.gabryk

Udostępnij ten post: