Kilka lat temu robiłam wywiad do „Uniesienia spódnicy” z jedną z kobiet mocy. Opowiadała mi osobiste historie o wielu aspektach swojej seksualności, wspominała też o podejściu do ciąży i porodu naturalnego. Powiedziała, że wolałaby np. aby jej dziecko wyłoniło się z morskiej piany, zamiast przez dziewięć miesięcy nosić je w brzuchu. 🙂 Śmiałyśmy się wtedy obie. Do dziś ta wizja dziecka wyłaniającego się z morskiej piany raduje moje serce i przypomina o tamtej niezwyklej kobiecie. Pełna wdzięczności dla niej za tę opowieść – jedną z wielu o ciąży i porodzie – wrzuciłam ją na swój fb.

I poszło…

…że tę kobietę trzeba leczyć, że chyba jej pomogłam, bo jak można tak myśleć, że to takie smutne i w ogóle… słowem odezwał się ten głos normalizujący, pokazujący, co jest dopuszczalne,„normalne”, a co „nienormalne” i co kobiety powinny czuć i myśleć na temat porodu i ciąży. A jeśli myślą i czują inaczej, np. czują, że dla nich ciąża to nic miłego, no to wtedy źle myślą, źle czują i należy je leczyć.

Kobiety już „leczono”, np. w XIX wieku w Londynie wycinano kobietom łechtaczki i wargi sromowe, aby leczyć „brak wstrzemięźliwości”, „manię masturbacyjną” czy „krwotoki maciczne”. Co teraz będziemy robić, aby leczyć „złe nastawienie do ciąży” i „nieprzystojne myśli o dzieciach wyłaniających się z morskiej piany”?

Przypominam, że w Polsce opowieści o ciąży i porodzie często są bolesne i przerażające z powodu przemocy, jaka przez lata spotykała rodzące. Gdy zbierałam materiał do „Uniesienia spódnicy”, słuchałam i opowieści o porodzie bez bólu, o miłości i orgazmach, i o „wyścigach” między lekarzami na sali porodowej, pękniętych macicach, szyciu na żywca, przemocy ze strony położnych itp. Co więcej – tych drugich mamy dużo, ponieważ przez lata nikt nie uważał przemocy dziejącej się podczas porodu za przemoc. „Tak po prostu było”. Skąd więc przeciętna kobieta ma wziąć ten pozytywny przekaz o ciąży i porodzie? Jeśli jej matka rodziła w bólu, jeśli jej babka rodziła w bólu, jeśli rodziły tak jej ciotki i koleżanki – skąd ona nagle ma wziąć to pozytywne i optymistyczne podejście do sprawy? No przecież nie ze szkoły, nie z rozmów przy kawce, ani z popkultury, bo seksualność to tabu, ewentualnie babski temat i o tym nie rozmawiamy.

I być może myślisz, że ciąża i poród są piękne, wspaniałe i warto je przeżyć… a taką „marudę”, która plecie, że naturalna ciąża jest jak rozwój obcego, trzeba przywołać do porządku, żeby swoim negatywnym oglądem sytuacji nie burzyła trudno wypracowanego nowego pozytywnego wzorca ciąży i porodu…

A mi chodzi o coś większego.

Chodzi mi o ten głos z zewnątrz, który nie pozwala czuć tego, co się czuje. Nie pozwala jej – tej kobiecie, mnie albo Tobie myśleć i na głos wypowiadać tego, co myśli. Nie pozwala się bać – jej, Tobie, mnie tego, czego się boimy. To głos, który wie lepiej, co dla kobiet „dobre”.

Dziś „głos” może mówić o tym, jak wspaniałe, kobiece, zmysłowe i ważne są ciąża i poród…

A jeśli ta sama kobieta mówiłaby o tym, że lubi seks z 10 mężczyznami i 10 kobietami naraz?

Czy podobny „głos” odezwałby się, żeby jej przypomnieć, że orgia to ohydna i bezbożna rzecz?

A jeśli ta sama kobieta mówiłaby o tym, że lubi krwawić i uprawia magię miesiączkową, to czy podobny „głos” odezwałby się, żeby jej powiedzieć, że czasy średniowiecza dawno już minęły i teraz nie trzeba krwawić – wystarczy wziąć pigułkę – a magia nie istnieje?

Piszę o tej morskiej pianie, ponieważ widzę, jak często ujawnia się mechanizm przywoływania (kobiet!) do porządku. To może być komentarz kogoś ze znajomych w mediach społecznościowych. To może być głos Twojej matki albo córki. To może być Twój własny wewnętrzny krytyk, który ocenia Cię z powodu Twoich odczuć, doświadczeń i pragnień. I to często jest ten wewnętrzny krytyk. Dlatego właśnie Ciebie, Twojego krytyka i całe grono osób zapraszam na portal Seksualność Kobiet a także do książki „Uniesienie spódnicy”, bo wiem, co działa na krytyka i na wszystkie normalizujące głosy. Działa krąg – miejsce, w którym można tylko słuchać – bez oceny. I jak się wysłucha stu różnych opowieści na temat ciąży i porodu, masturbacji i seksu, miesiączki i orgazmu – poszerzają się horyzonty i znika, zaciera się ta „norma”, do której tak często ze strachu dążymy. Pojawia się zaś miejsce na to, aby czuć – nawet, jeśli komuś nasze emocje i odczucia nie będą się podobały, one często się nie podobają, szczególnie, gdy czujemy złość, smutek i żal. Pojawia się miejsce, aby myśleć – co też się często ludziom nie podoba, bo przecież „za dużo myślimy”, „filozofujemy”. Pojawia się miejsce na – po prostu – bycie sobą. Coś tak atrakcyjnego – bycie sobą. Jak łatwo można się komuś nie spodobać, gdy się jest sobą, gdy się mówi, co się myśli i gdy się mówi szczerze o tym, co się czuje.

Nauczyłam się już, że aby cokolwiek zmienić, trzeba słuchać i trzeba czuć. Nie można zmienić tego, czego się nie widzi, czego się nie zna. Więc jeśli nam jako zbiorowości nie podoba się fakt, że jakaś kobieta nie lubi być w ciąży i postrzega ją jak rozwój obcego, to… może zamiast wysyłać ją na leczenie, zastanówmy się, co takiego się stało – i nie w niej, tylko w ogóle w świecie – że ona tak myśli?

Może – podpowiadam – chodzi o przemoc seksualną, która nawiedziła nasze ziemie wraz z wojnami i nie skończyła się, gdy skończyły się wojny, tylko nadal trwa? Może chodzi o instytucjonalną przemoc, o państwo, która zmusza chore, zgwałcone czy po prostu niegotowe na ciążę i dziecko kobiety do rodzenia? A przecież prawo zmusza do tego kobiety od prawie 30 lat! Zakaz aborcji nie dzieje się gdzieś w kosmosie czy jakiejś abstrakcyjne sferze, ale w Polsce – teraz. Dotyka nas. I takie właśnie mogą być jego efekty.

A może chodzi o coś zupełnie innego.

Nie musimy tego wiedzieć. Nie musimy też – nawet jeśli mamy inaczej – oceniać tego, co ktoś inny czuje. Nie podoba jej się ciąża? Kojarzy jej się źle? Wolałaby, aby jej dziecko się wynurzyło z morskiej piany – jej prawo. Do mnie tam morska piana przemawia. Do Ciebie nie musi. I już. Możemy po prostu uważać inaczej.

Nie podoba Ci się orgia? Nie podoba Ci się miesiączkowa magia? Twoje prawo. Możesz nie lubić i nie praktykować. Ale czy ktoś ma prawo Ci zakazywać albo nakazywać? Czy Ty możesz „prostować” innych?

Ktoś się może czuć uprawniony, aby „prostować” kobiece odczucia względem ciąży. Tylko że to do niczego nie prowadzi. Bo albo się coś czuje, albo nie. Nie ważne, co powiesz, emocja to emocja. Nie zmienisz jej mówiąc: „Nie możesz tak czuć”. Co najwyżej sprawisz, że ta osoba się poczuje źle. Zawstydzi się, przestraszy, obwini.

Sądzę, że aby uleczyć, uzdrowić kobiecą seksualność, potrzebujemy dać jej przestrzeń i uznać ten wielogłos, bo doświadczenia różnych kobiet będą różne. Pozwolić, aby każda historia wybrzmiała, nie tylko ta, która jest podobna do naszej. Słuchać uważnie. Sądzę też, że między opowieściami o rozkoszy i ekstazie, będzie też trochę tych o bólu i strachu, bo to właśnie mamy w swojej historii. Historii tej ziemi, historii naszych przodków i przodkiń. Zaprzeczenie ani wyparcie tego nie zmieni. I… czasem wystarczy tylko tyle. Wysłuchać swojego własnego wewnętrznego głosu ze spokojem, z szacunkiem, z ciekawością, z chęcią zrozumienia. Pozwolić sobie, żeby płynęło z wnętrza to, co faktycznie jest. Widzę, że tak kuszące są historie o ekstazie, przyjemności, orgazmach. Tak łatwo odwrócić się plecami to tej pokiereszowanej albo zalęknionej części siebie i powiedzieć: „cicho siedź!”. Albo: „nie jesteś ważna”. Tak łatwo wstydzić się siebie. Obwiniać się. Pozwalać komuś, aby przycinał to wielowymiarowe seksualne doświadczenie do akceptowalnych ram.

W tym upatruję problem z kobiecą seksualnością i z każdą w ogóle seksualnością – ktoś mówi dwa zdania o swoich odczuciach, a zaraz pojawia się osoba nimi oburzona. Wysyłająca kogoś na leczenie. Pokazująca palcem. Kastrująca cudzą seksualność. Kiedy jako społeczeństwo nauczymy się słuchać, nie oceniać i otaczać miłością? Kiedy nauczymy się nie czuć zagrożenia, gdy obok nas pojawi się ktoś inny – ktoś z innymi przeżyciami i emocjami wobec ważnych dla nas tematów? Kiedy nauczymy się uznawać wszystkie emocje – także lęk, złość i wstyd – i nie odrzucać kogoś dlatego, że mówi, że czegoś się wstydzi albo dlatego że mówi, że nie chce urodzić dziecka? Przecież tak łatwo powiedzieć: „głupia jesteś, seksu się wstydzisz, a przecież to coś naturalnego”. Albo: „ta kobieta nie chce rodzić dzieci – no chora baba, na leczenie z nią”.

Łatwo powiedzieć, ale te słowa są tylko formą zasłony dymnej. Dadzą poczucie wyższości osobie, która je wypowie.
Niczego nie zmienią.
Niczego nie uleczą.
Nie są miłością, szacunkiem ani akceptacją.

Fot. https://unsplash.com/@dlanor_s

Udostępnij ten post: