Katarzyna Miller

Pojęcie aktu płciowego zawiera w sobie również akt masturbacji. Seksu od siebie dla siebie. Kochania siebie. Choć stara jak świat, dopiero w 1972 roku masturbacja doczekała się nadania jej statusu normalności przez American Medical Association.

Jako dorosła dziewczyna dowiedziałam się od jednej z moich przyjaciółek, że odkryła masturbację jako dziecko i cały czas ją uprawiała. Bardzo szczęśliwie rozpoczęła współżycie seksualne. Zazdrościłam jej. Tyle straconych lat. Kiedy matka znalazła wśród moich książek (a przeszukiwała wszystko, także moje listy) Stąd do wieczności Jonesa (miałam chyba 14 lat) – cisnęła książką z roziskrzonym wściekłością i podnieceniem wzrokiem, wrzeszcząc: „Wiedziałam, że cię interesują takie świństwa!”. Ja wiedziałam, że ona „ma problem z seksem”, ale nie wiedziałam, że ja go mam i że dużo mnie to będzie kosztować.

A oto Nancy Friday o sobie: „Masturbacja jest wspaniałą nauczycielką. Niestety, ja dorastając nie miałam jej. Żadna ze znajomych mi osób nie przyznawała się do masturbacji, ani nie poruszała tego tematu. Nasze wyobrażenia co do seksu z chłopcami były poplątane i często mylne, język i słownictwo seksu w zasadzie nie istniały. Ale też nie przypominam sobie jakichś kar czy wypowiedzi przeciwko masturbacji. Zrezygnowałam z prawa do intymnego dotykania swego ciała z równie bezdyskusyjnym poświęceniem jak z pewnością moja matka wobec swojej matki. […] Zawarłam układ z matką. Zawarłam go tak dawno temu i w czasie, gdy byłam najbardziej podatna na wpływ matki – prawdopodobnie w pierwszym roku życia. […] Ten układ nigdy nie został zwerbalizowany, nigdy nie został mi nawet uświadomiony, dopóki nie zostałam pisarką i nie zaczęłam poszukiwać odpowiedzi na zagadki mojego życia. W którymś momencie, bardzo wcześnie w moim życiu, obiecałam matce, że nigdy nie będę się masturbować, jeśli ona będzie mnie kochać w taki sposób, w jaki zawsze chciałam, aby mnie kochała. Jak pojęłam wagę tego, co to znaczyło dla niej – to moje dotykanie się? Czy to wyraz jej twarzy, grymas, odwrócenie się, szybki oddech, co zaczęłam kojarzyć z jej niepokojem? Łatwo się poddałam. W końcu byłam od niej zależna we wszystkim.”

To także moja historia. Ale i ona, i ja (i Ty?) nie byłyśmy kochane tak jak tego potrzebowałyśmy. W samej umowie zawarta jest porażka. Bo przecież właśnie być kochaną tak jak tego potrzebuję, to jest być kochaną i z poszukiwaniami, i z odkryciami i z jękiem rozkoszy, zwieńczeniem radości życia we własnym, osobistym ciele.

Łatwiej mi, gdy czytam Nancy, jej korespondentki, gdy rozmawiam z kobietami. Nie tylko mnie było trudno. Jaka ulga, że to nie było „przeze mnie”. Jakże to ważne wiedzieć, że to nie było „przez” matkę i babkę, choć one się do tego przyłożyły, bo się nie zbuntowały. Nie umiały, nie mogły? Ja żyję w innym świecie… Nie, ja tworzę inny świat… I dużą rolę ma w tym wspaniała „M”.

Odkryłam ją dzięki temu, że musiałam użyć irygatora. Oczywiście po maturze. Śmiesznie to brzmi, prawda? Bo ja miałam nieświadomą umowę z moją matką, że „wszystko po maturze”. Dzięki, mogło być jeszcze gorzej!

Nie znam polskich badań (czy są?), przytoczę więc angielskie. Christine Webber i David Delvin objęli kwestionariuszem 1032 kobiety i mężczyzn:

Wśród kobiet 93 proc. przynajmniej raz w życiu masturbowało się aż do osiągnięcia orgazmu. Około 10 proc. kobiet szczytuje tylko w czasie masturbacji.

75 proc. pytanych osiąga orgazm z partnerem przy stymulacji łechtaczki, ponieważ bodźce powstające z samej penetracji członka w pochwie często nie wystarczają do przeżycia orgazmu przez kobietę.

70 proc. ankietowanych kobiet uprawia sporadycznie masturbację, niezależnie od tego, czy są w stałym związku.

57 proc. kobiet onanizuje się w obecności partnera.

Niezwykle podnieca to większość mężczyzn, a także wiele kobiet (pod warunkiem, że jej się do tego nie zmusza!). Patrząc, jak kobieta robi to sobie samej, partner ma szansę poznać ją lepiej i „douczyć się”, czego ona potrzebuje. (Odwrotnie oczywiście też.) 47 proc. kobiet przeżyło swój pierwszy orgazm dzięki samopobudzaniu – przedział wieku był ogromny: od lat 5 (tak, tak) do 40, najczęściej jednak około 18. roku życia. W czasie stosunku płciowego 32 proc., pettingu – 20 proc., marzeń sennych – 1 proc. A więc orgazmiczne przebudzanie kobiety nie zależy, jak pewnie sądzi większość, głównie od mężczyzny.

Na pytania kwestionariusza odpowiadali tylko ci, którzy chcieli, autorzy uważają więc, że były to przede wszystkim osoby zainteresowane seksem i to tłumaczy pewnie wysokość niektórych wyników – szczególnie te pierwsze 93 proc. wydaje mi się mało realne dla całej populacji. Choć już następne liczby są mniej przyjemne. Ponad dwie trzecie (68 proc.) kobiet stwierdziło, że mimo silnego podniecenia nie zawsze osiąga orgazm. A 54 proc. niepokoi się tym, że dochodzenie do orgazmu trwa (ich zdaniem) stanowczo za długo. Ten stan wydaje się spowodowany wymaganiami i wyobrażeniami wielu mężczyzn nie znających i nie liczących się zupełnie ze specyfiką seksualności kobiet: 61 proc. kobiet woli osiągnąć orgazm w czasie gry miłosnej, a tylko 33 proc. podczas stosunku.

Mężczyźni mają dokładnie odwrotne upodobania. Ale nie tylko oni, również niektóre z kobiet nie doceniają ogromnego znaczenia stymulacji łechtaczki w osiąganiu rozkoszy. Przeciętna kobieta ma trudności z nauczeniem się osiągania orgazmu. Wyżej cytowani specjaliści twierdzą, że większe niż z nauczeniem się prowadzenia samochodu. (Jasne, bo człowiek to nie maszyna!) A przecież Masters i Johnson unaocznili światu naukowo, że fizjologiczna zdolność kobiety do reagowania seksualnego jest znacznie większa niż u mężczyzny.

Podkreślili jednocześnie jej większą podatność na wpływy psychospołeczne i uznali, że owa podatność została kulturowo (czytaj patriarchalnie) wytworzona, aby przywrócić równowagę między płciami i zneutralizować biofizyczną przewagę kobiety. Te wpływy to presja, którą znamy wszystkie (czy któraś nie?!), aby być grzeczną, przyzwoitą, posłuszną, porządną dziewczynką. Nie tylko w sferze erotyzmu i seksu, oczywiście we wszystkich, ale w tej to już niezbędnie i przede wszystkim. Czy znajdzie się wśród nas któraś, której matka (lub ojciec, ciotka, babka) opowiedziała, jakim cudownym wyposażeniem dysponuje? Ja takiej nie spotkałam.

Alicja w 4. roku życia dostała straszliwe lanie i została upokorzona przed całym sąsiedztwem. „Przyłapano” ją na strychu leżącą nago w promieniach wpadającego przez okienko słońca. Na szczęście nie zapomniała, jak było jej tam dobrze, jak czuła się przejęta, drżąca i wzruszona. Ale wiele dzieci wyparło z pamięci ciała i umysłu stan rozkosznego pobudzenia. Dziewczynka nie jest świadoma, że matka odsuwała jej rączkę spomiędzy nóg, kiedy bawiła się (i uczyła) w łóżeczku odkrywaniem siebie. Może sobie nie zdawać sprawy i nawet nie zadawać pytania, dlaczego akurat „ta” partia ciała jest „wstydliwa”, „brudna”, przemilczana, grzeszna. Może nawet uważać to za „naturalne”, tak jak jej matka, której przekazała to jej matka. Obie posłuszne „wyrównującej” kulturze. Te mniej „urobione” poszukują na własną rękę. Bawią się w doktora z chłopcami i dziewczynkami, oglądają nagie przed lustrem, dotykają, całują z przyjaciółką.

Widziałam w szpitalu ginekologicznym zbiory tego, co wyjęto małym dziewczynkom z ich dziurek. Wpychają guziki, szyszki, żołędzie, zabawki, gorzej, że i agrafki. Boję się, że spotykają je za to awantury, że ich matki „wstydu się za nie najadły” i że są to awantury inne niż wtedy, gdy wepchną coś sobie do nosa lub ucha, co zdarza się równie często.

Chłopcom ich nagle podnoszący się penis „sam wchodzi do ręki”. Doznając pierwszego orgazmu zawiązują (jak mówi Nancy Friday) dożywotni romans z własnym członkiem. Ich oczywiście także spotykają – niestety – kary i straszenie, ale o ile jest więcej onanizujących się wspólnie grup chłopców niż dziewczynek. To oznaka ich męskości. A dziewczynek – „nieprzyzwoitości”. Wręcz nie zwierzają się sobie „z tego”, nie pytają, nie pokazują. Ale odkrywają, że pewne poruszenia, układ nóg, pocieranie o prześcieradła, polewanie prysznicem sprawiają przedziwną przyjemność.

Lucyna – 34 lata, jedno dziecko, właścicielka firmy przynoszącej duże dochody: „Nigdy tego nie robiłam. Mam jakąś blokadę„.

Maria – lat 40, lekarka, dwoje dzieci: „Rzadko się masturbuję, ale pamiętam o tym, że mam taką możliwość, kiedy dłużej jestem bez seksu„.

Julia – 27 lat, jedno dziecko, gospodyni domowa: „To mąż mnie nauczył. Pieścił mnie tak czule i cierpliwie, i żartował, że jak go nie ma, mogę go zdradzać tylko z własnym paluszkiem i wibratorem, który mi kupił”.

Wibrator – kochanek pewny i skuteczny. Szybszy niż twoje i jego (jej) palce, niż jego penis. Ale nie najważniejszy jest jego kształt, podobnie jak ogórków, marchewek, butelek, rączek od szczotki, nie dlatego, że ma być wkładany do pochwy (choć i to), ale dlatego, że przedłuża rękę i że można nim masować dowolnie długo wszystkie erogenne obszary (a on się nie zmęczy), zanim dotknie się guziczka łechtaczki, gotowego na rozkosz.

Zyta – 39 lat, księgowa: „Ostatni mój kochanek nie chciał mnie w ogóle pieścić. A kiedy wyjęłam wibrator, umknął. No i bardzo dobrze.”

Beata – 22 lata, studentka: „Próbowałam, ale mi jakoś nie wychodziło, choć bardzo się starałam i napinałam, więc przestałam.

Trzeba się tylko przestać napinać i starać. Pozwolić, żeby przyszło. Czasem zrozumieć, dlaczego sobie nie pozwalam.

Sonia – 51 lat, rozwódka, dwoje dzieci, aktorka: „Odkryłam, że mój ojciec nienawidził seksualności mojej mamy, choć dlatego się z nią ożenił. Chciałam być lepsza dla niego niż ona i załatwiłam samą siebie. Ona niestety mało zwracała na mnie uwagę, więc przylgnęłam do niego. Potem zawsze lepiej rozumiałam mężczyzn niż samą siebie.”

Miśka – 26 lat, lingwistka: „Oszalałam. Nadrabiam zaległości. Oglądam obrazki, filmy porno, czytam. Masturbuję się, gdzie się da. Odnalazłam siebie seksualną i w ogóle jakoś swoją. Dzięki temu, że zaczęłam rozumieć wreszcie, co się działo i dzieje w moim życiu. O Boże, jak dobrze jest żyć! Przestałam się kłócić, obrażać i bać!”

Ola – 43 lata, bibliotekarka, bezdzietna: „Mój mąż uprawia tzw. seks tradycyjny i choć bardzo się starałam, nie zmienił się. Myśli tylko o sobie. Kiedy on dojdzie, zostawia mnie. Przez parę lat czekałam, potem się wściekałam, potem tłumaczyłam. Nie pasuje do mnie być z kim innym, choć są chętni. Zaczęłam się masturbować po tym, jak usnął, bo wstydziłam się przed nim. A teraz robię to otwarcie. Już się nie złoszczę, teraz on jest wściekły. Może coś do niego dotrze.”

Danka – 53 lata, wdowa, dwoje dzieci „na swoim”, krawcowa: „Mam partnera, który ma kłopoty ze wzwodem, ale mi to zupełnie nie przeszkadza, w co w końcu i on uwierzył. Wspaniale mnie pieści i bardzo to lubi, a ja uwielbiam. Ale pokazałam mu, jak to robić i na szczęście przełamał swoje obawy i wstydy. Jemu też zaczyna stawać. Cieszę się, że wzięłam sprawę w swoje ręce, bo on był gotów zrezygnować.”

Są kobiety, które wstydzą się nawet wymówić to słowo – masturbacja. Niektóre odmawiają sobie rozkoszy, bo uwierzyły, że mają czuć się gorsze, jeśli nie dostają jej od mężczyzny. Mężczyznom (choć nie wszystkim) to odpowiada. Przywiązali się do łatwego poczucia swojej lepszości opartego na uzależnieniu kobiet. Wolny wybór, prawo do orgazmu, lesbijki, samopobudzanie – cudownie, byle dla ich podniecenia i wtedy, kiedy sobie zażyczą. Kobieta ma być przecież seksowna dla nich. Kiedy jest seksowna sama dla siebie, staje się niezależna, pewna siebie, wolna. Trzeba się z nią liczyć, rozumieć, poznawać. A najpierw należałoby zrozumieć i poznać siebie. To zbyt wielka rewolucja. Dla zbyt wielu.

Czytałam w katolickim podręczniku dla małżeństw przestrogi dla kobiet, żeby się nie masturbowały, bo się „rozdwajają” na dawcę i biorcę, a to niebezpieczne psychicznie, bo można popaść w schizofrenię. I śmieszno, i straszno. Ale to prawda: kobiety jest więcej. Gdyby masturbacja była bardziej uchwytna, kontrolowalna, znaleźliby się ci, co chcieliby jej nam prawnie zakazać.

Masturbacja czyni nas niezależnymi. Wspomaga ją fantazja, w której możemy sobie sprawić wszystko. Za darmo, z samymi dobrymi konsekwencjami. (…)

Czy zechcesz nauczyć tego swoją córkę?

Katarzyna Miller – psycholożka, filozofka, poetka, prowadzi zajęcia na Gender Studies UW. Autorka tomu poetyckiego Stołeczek (kolejny tomik pt. Ból jest jedwabiem w przygotowaniu), cotygodniowych audycji radiowych o seksualności prowadzonych w TOK FM oraz współautorka programu telewizyjnego Wytrych damski.

Tekst ukazał się w biuletynie Ośki http://www.oska.org.pl/

Udostępnij ten post: