dział: książki

Puszczalscy z zasadami – fragment

dodano: 2012.02.21
Miarą przyzwoitości dobrego puszczalstwa nie jest liczba partnerów, lecz szacunek i troska, z jaką się ich traktuje.


kliknij - selkar.pl

Puszczalscy z zasadami - poliamoria w praktyce

 Ta książka wychodzi już 22 lutego, czyli jutro. Obiecuję zrecenzować ją na dniach. Póki co przeczytałam połowę i jestem zachwycona. Moim zdaniem jest to lektura obowiązkowa nie tylko dla wszystkich, którzy żyją lub zamierzają żyć w związkach poliamorycznych, ale dla wszystkich, którzy zamierzają żyć w jakichkolwiek związkach, bo obnaża nasze przyzwyczajenia, punktuje słabości i pokazuje miłość do zupełnie innej strony – dobroci, czułości, dbałości o partnera/partnerkę – o których to często się zapomina, gdy już wiemy, że mamy kogoś „na własność”.


Hasło przewodnie puszczalskich?


Miarą przyzwoitości dobrego puszczalstwa nie jest liczba partnerów, lecz szacunek i troska, z jaką się ich traktuje.


A dla ciekawskich zamiast recenzji mam wstęp do książki. Czytajcie uważnie!



Wielu ludzi marzy o tym, żeby ich życie obfitowało w miłość, seks i przyjaźń. Niektórzy żywią przekonanie, że to niemożliwe, i zadowalają się tym, co nie do końca zaspokaja ich pragnienia. W efekcie zawsze czują się trochę samotni i sfrustrowani. Inni próbują zrealizować swoje marzenia, lecz ulegają naciskom z zewnątrz lub własnym emocjom. Dają za wygraną, dochodząc do wniosku, że muszą poprzestać na fantazjach. Niektórzy jednak są na tyle wytrwali, że odkrywają, że jawne relacje uczuciowe i cielesne z wieloma osobami są nie tylko możliwe, ale też przynoszą o wiele więcej satysfakcji, niż kiedykolwiek sobie wyobrażali.


Ludzie od stuleci z powodzeniem oddają się wolnej miłości, często skrycie, bez większego rozgłosu. W niniejszej książce przedstawimy techniki, umiejętności oraz idee, dzięki którym im się to udaje.


Kim zatem są puszczalscy z zasadami? To my. I wielu innych ludzi. Może ty też. Jeśli marzysz o wolności, jeśli marzysz o intymności, pełnej zarówno cielesnego żaru, jak i duchowej głębi, jeśli marzysz o szerokim gronie przyjaciół, o flirtach i uczuciu, o podążaniu za głosem pragnienia, pierwszy krok masz już za sobą.


Dlaczego wybrałyśmy akurat taki tytuł?


W chwili gdy zobaczyłeś tę książkę lub o niej usłyszałeś, domyśliłeś się pewnie, że niektóre z używanych w niej pojęć nie mają takiego znaczenia, do jakiego jesteście przyzwyczajeni.

Kto z przyjemnością mówiłby o sobie puszczalski? I dlaczego ktoś taki miałby się domagać, żeby doceniano fakt, że ma zasady?


W większości języków świata puszczalski to określenie bardzo obraźliwe. Puszczalska to kobieta rozpasana i niewybredna seksualnie, gorszycielka. Warto zauważyć, że analogiczne określenie ogier, odnoszące się do aktywnego seksualnie mężczyzny, często jest wyrazem aprobaty i powodem do zazdrości. Kiedy zapytasz o moralność mężczyzny, prawdopodobnie usłyszysz, że jest uczciwy, lojalny, prawy i kieruje się szczytnymi ideałami. Jeżeli zapytasz o moralność kobiety, usłyszysz zapewne, z kim sypia i na jakich warunkach. To dla nas poważny problem.


Mamy więc zaszczyt przywrócić słowo puszczalska do łask. Niech będzie wyrazem uznania, a nawet czułości. W naszym mniemaniu odnosi się ono do obu płci i oznacza kogoś, kto celebruje swą seksualność w myśl podstawowego założenia, że seks jest przyjemny, a przyjemność jest dla ludzi dobra. Puszczalski może uprawiać seks solo albo zabawiać się z całym korpusem marynarki. Może mieć preferencje heteroseksualne, homoseksualne bądź biseksualne, może być radykalną aktywistką albo spokojnym facetem z przedmieścia.


Jako dumne puszczalskie żywimy przekonanie, że seks i zmysłowa miłość to fundamentalne siły działające na naszą korzyść. To sfera naszych zachowań obdarzona potencją otwiera nas na naszą duchowość, a nawet zmienia świat. Co więcej, wierzymy, że potencjał ten tkwi w każdym zgranym związku cielesnym i że każda erotyczna ścieżka, którą świadomie wybieramy i którą uważnie podążamy, może się okazać pozytywną i twórczą siłą w życiu jednostki i jej otoczenia.


Puszczalscy dzielą się swą seksualnością tak samo jak filantrop dzieli się pieniędzmi, ponieważ mają wiele do zaoferowania, a dzielenie się przynosi im radość i sprawia, że świat staje się lepszy. Puszczalscy często się przekonują, że im więcej dają innym miłości i seksu, tym więcej dostają w zamian. Dochodzi do cudownego rozmnożenia: zachłanność i szczodrość idą ręka w rękę, by każdy mógł zyskać więcej. Wyobraź sobie, jak wygląda życie pod znakiem seksualnej obfitości!


Tytuł oryginału: The Ethical Slut: A Practical Guide to Polyamory, Open Relationships & Other Adventures
Przekład: Radosław Madejski
Wydanie: I
Data wydania: 22 lutego 2012
Ilość stron: 378

 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 31)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12012.02.21, 19:41

Ania
Może wkrótce książka za tekst?
# 22012.02.21, 20:04

Voca
@Ania - Chyba czytasz w moich myślach. A chcesz, żeby to była książka "Puszczalscy z zasadami"? Masz jak w banku. :) Czarna Owca już nam obiecała kilka egzemplarzy, jak się tylko ukaże, więc - pozostań czujna. :)

# 32012.02.22, 10:39

Marta
Ciekawe. Nawet - bardzo ciekawe. Wielokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że tak się nie da, bo zazdrość jest zbyt silna, ale sama myślę sobie, że w sytuacji, w której kocham dwie osoby, to jedyne rozsądne wyjście. Dlaczego mam porzucać jednego (starego) partnera na rzecz nowego (w którym się dopiero zakochałam)? Serca nie podzielę, mogę się torturować, aby o jednym zapomnieć, ale kochanie ich dwu jednocześnie wydaje mi się jedynym sensownym wyjściem. Pytanie tylko - czy chcieliby obaj być ze mną w związku?
# 42012.07.10, 16:18

Mono Bruno
Paradoks polega na tym że polimoria zakłada, że priorytety wciąż się renegocjuje i można je zmieniać. Tytuł książki mówi zaś "Puszczalscy z zasadami", zasady to reguły czyli postępowanie według pewnych norm. Zmieność to brak zasad, płynność w podejmowaniu decyzji. Ciągłe negocjowanie i ustalanie wszystkiego wydaje mi się jakieś obsesyjne. Polimoria zrodziła się kontrkultury lat 60 w San Francisco i wyrosła w ruchu hipisowskim,z anarchizmu,z ruchu emancypacji LGBT (z ang. Lesbians, Gays, Bisexuals, Transgenders) i kultury queerowej i nijak się ma do Polski 2012. To poprostu alternatywna forma dla osób które czuja lęk przed bliskością albo są uzależnieni od seksu. Z moich doswadczeń wynika że można być dobrym kochankiem i mężem oraz dobrą kochanką i żoną. W związku mono też każdy ma sznase wpływać na kształtowanie relacji a potrzeby są zasapakajane w równym stopniu. Nic tak nie daje większego wsparcia jak twoja naturalna rodzina a w relacjach z innymi może wystarczyć przyjaźń.
Nie trzeba jakieś "komuny" by wychować dziecko.
# 52012.07.10, 18:33

V
"To poprostu alternatywna forma dla osób które czuja lęk przed bliskością albo są uzależnieni od seksu. " - niezła definicja poliamorii, nie ma co. :P
# 62012.07.10, 20:37

Mono Bruno
Twoja defincicja jest taka jaką założyli jej twórcy, że taką ma być, droga "Voca".
Ja natomiast uważam ze utopią jest utrzymywanie poliamorycznej relacji w niepoliamorycznym świecie,który nie daje nam zbyt wielu szans na to by żyć według tej formy.
# 72012.07.11, 01:07

Rosa
@Mono Bruno: w sumie masz w swoim drugim wpisie racje. Trudno jest utrzymywac poliamoryczne relacje w monogamicznym swiecie. Ale nie podoba mi sie twoj wyrok o mnie. Wydaje mi sie raczej, ze to zarliwie krytykujacy poliamorie monogamisci majua problem z bliskoscia, bo obawiaja sie wiecznie, ze ich partnerka/partner moze ich "zastapic". . . . Dla nas kazda milosc jest wyjatkowa, nie ma "tej jedynej", nie ma wiec tej "lepszej", "gorszej", nie ma frustracji, ze "druga polowka" sie jeszcze nie nawinela. Poliamoria w Polsce 2012 jest trudna, znalezienie "drugiej polowki na cale zycie" wcale latwiejsze nie jest. kazdy medal ma dwie strony. . . .
# 82012.07.11, 06:07

Mono Bruno
Rosa, nie wiem czego boją się inni mono i co się komu wydaje,wiem że ja i moja partnerka wpływamy wspólnie na kształtowanie swoich relacji a nasze potrzeby są zasapakajane w równym stopniu. Pisząc o alternatywie dla ludzi uzależnionych od seksu i bojących się bliskości chciałem wskazać na zagrożenia jakie niosą związki poliamoryczne. To dla takich ludzi okazują się one dobrym miejscem na zaspokojenie swoich popędów czy lęków. Wtedy to tylko pragnienie którego sednem jest niemożność ostatecznego zaspokojenia,odczuwaniu głodu i poszukiwanie ukojenia.
Co z wątkiem ekonomicznym ?
Polska kryzysu to nie San Fransisco czasów stabilizacji, wielu ludzi dziś boi sie brać rozwody bo nie mogą pozwolić sobie na wyprowadzenie się z domu. Jak to można realizować w życiu codziennym mając na utrzymaniu dzieci,trzeba przecież gdzieś mieszkać a ma się pewna niechęć do wynajmowania mieszkania w sześć osób ? Nie ma zbyt wielu szans żeby mieszkać w dużum domu pod miastem gdzie każda osoba będzie miała swój pokój i będzie prowadzić swoje codzienne zajęcia.
# 92012.07.11, 20:27

fiutomanka
Rozumiałabym związek niemonogamiczny, ale stabilny. Natomiast w książce wg mnie to ciągłe renegocjowanie zasad urasta do jakiegoś fetysza.

To jest dobre dla tych nielicznych ludzi, którzy są bardzo silni psychicznie, samowystarczalni i nie potrzebują mieć oparcia w relacji na dobre i na złe. Ci, którzy tacy nie są, niestety będą mieć ciągłe poczucie niepewności, co się wydarzy. Być może w kulturze anglosaskiej ludzie są wychowywani tak, aby być jak ci pierwsi. Jednak zdaje mi się, że potrzeba posiadania pewnego oparcia w drugim człowieku jest potrzebą naturalną.

Można ją trochę temperować w taki sposób, że społeczeństwo oferuje nam z urzędu pewne oparcie (np. samotna matka dostaje socjal, więc nie musi koniecznie liczyć na partnera). Ale w większości ludzi chyba zawsze pozostanie pewna potrzeba oparcia.

Tak więc poliamoria tak rozumiana jak w tej książce jest dobra dla statystycznie rzecz biorąc tylko niektórych ludzi.
# 102012.07.12, 14:21

V
@Fiutomanka - no jasne, że to wyjście tylko dla niektórych osób! Przecież w świecie, w którym takie rozwiązania są nieakceptowane, potępiane, jest to trudne i obciążające. I nawet jeśli masz z tego profity, to masz też mnóstwo kosztów. Ale to zawsze jest coś za coś. Poliamoria bez kosztów świetnie jest przedstawiona w powieści Piąty święty żywioł - zupełnie inne społecześntwo, inne zasady i miłość bez ograniczeń (czyt: miłość bez oganiczeń, a nie wolnoamerykanka:P). Sądzę, że relacja poli jest podobnie trudna jak bycie osobą homoseskualną w naszym "tolerancyjnym, otwartym polskim społeczeństwie" :(.
# 112012.07.12, 20:14

Ifrit
Nie wiem, czy wiecie, ale w najnowszym "Przekroju" jest obszerny i ciekawy wywiad na temat poliamorii (m. in. z Agnieszką Weseli, którą bardzo szanuję), pokazuje temat w szerszym kontekście, pokazując jak taka forma relacji odpowiada na zmiany we współczesnym społeczeństwie :)
# 122012.07.13, 07:29

V
Wywiad widziałam, nawet fragmenty czytałam. Jedna z mainstreamowych psycholożek, nazwiska nie pamiętam, też mówiła w tym wywiadzie, że czasem poli to najlepsze wyjście.

Znalazłam: "Hanna Samson w wywiadzie "Gdyby idee poliamorii były bardziej obecne w naszych umysłach, to związki monogamiczne mogłyby przetrwać kryzysy, wejść w jakiś inny etap rozwoju, podczas gdy teraz giną pod naporem kulturowego wymogu, że muszę natychmiast dokonać wyboru: kochanka czy żona, kochanek czy mąż. A z moich doświadczeń wynika, że w wielu przypadkach naprawdę cudownym rozwiązaniem byłoby utrzymanie obu relacji"

No :) www. przekroj. pl/artykul/815231,909584-Wielomilosc--energia-seksualna-przyszlosci. html?p=4
# 132012.07.13, 18:32

fiutomanka
"Poliamoria to kwestia nie tylko rozwoju duchowego i znajdywania nowych doznań oraz pragnień, ale też kwestia praktyczna: zaspokajania potrzeb seksualnych, emocjonalnych, ale także takich, kto pomoże mi wnieść szafę, kto się mną zajmie, gdy będę chora. "

Wspaniale, tylko gdy związek podlega ciągłej renegocjacji, to ja wcale nie mam pewności, że w razie życiowych problemów ktoś się mną zajmie. Może się okazać, że nagle bliskich osób zabraknie.
# 142012.07.13, 21:17

Wojciech
"Wspaniale, tylko gdy związek podlega ciągłej renegocjacji, to ja wcale nie mam pewności, że w razie życiowych problemów ktoś się mną zajmie. Może się okazać, że nagle bliskich osób zabraknie. "

No monogamia tego też nie gwarantuje. Równie dobrze można zapytać: jaką masz pewność że partner/partnerka cie nie zostawi samego/samej gdy pojawią się kłopoty?
# 152012.07.13, 21:49

fiutomanka
W monogamii jest większy nacisk na zobowiązanie. Ideałem do którego się dąży jest jak najdłużej trwający związek dający oparcie. Taka zasada mogłaby panować też w związkach niemonogamicznych. Natomiast konkretny model niemonogamii przedstawiony w książce bardzo podkreśla zupełnie odmienną zasadę - że wszystko jest płynne i bez ustanku negocjowane.

Dobrze by mi się żyło w tym pierwszym typie związku niemonogamicznego. Natomiast do tego drugiego nie miałabym nerwów. Życie w ciągłej płynności i tymczasowości to nie dla mnie.
# 162012.07.13, 21:57

fiutomanka
P. S. Albo dopuszczałabym luźne związki z innymi partnerami, ale musiałabym mieć przynajmniej jednego głównego partnera, takiego na dobre i złe. Jednak wtedy ci pozostali mogliby czuć się niesprawiedliwie traktowani, odsunięci na margines w porównaniu z tym głównym / tymi głównymi.
# 172012.07.14, 10:03

Gunia
@fiutomanka: W rzeczywistości związek i tak jest renegocjowany, zasady się przedawniają i ulegają zmianie albo. . . związek umiera.
Stary typ statycznego związku monogamicznego, kiedy jak już się wzięło ślub to nie było wyjścia, tylko być ze sobą do końca, gdzie nikt nic nie próbowal zmieniać i próby zmian były traktowane z dużą dozą podejrzliwości często prowadził właśnie do takiej śmierci, życia razem ale osobno.

No bo jeśli zasady, na których wstąpiliśmy w związek się zmieniły, lub uległy mianie nasze potrzeby (inne potrzeby ma nastolatka, inne dorosła kobieta robiąca karierę a jeszcze inne matka małych dzieci i to wcale nie znaczy, że musi mieć za każdym razem innego faceta, chociaż wydaje mi się, że to podejście zaczyna dominować), to nawet najwaspanialsza (na początku) miłość szybko staje się ciasnym gorsetem.

Niektórzy ludzie nie chcą lub nie potrafią tego zrozumieć i chcieliby uniknąć wszelkich zmian w życiu, bo przetrwanie kryzysów (inna nazwa na czas, kiedy dzieją się zmiany) wymaga umiejętności porozumienia, otwartości i pewnej psychicznej elastyczności i niezależności, które to umiejętności nie wszyscy posiedli.

Dla innych szczęśliwców zmiany są naturalne jak oddychanie. Nawet znaczne zmiany nie zagrażają ich poczuciu własnej wartości ani związkowi, bo wiedzą, że nic co żyje nie jest stałe i statyczne, niezmiennie trwają tylko martwe przedmioty, a tego nie chcieliby dla siebie, ani dla swojego związku ;-)
# 182012.07.14, 15:07

fiutomanka
Gunia, tak, zgadzam się, że związek monogamiczny też jest renegocjowany. Ale może chodzi o rozłożenie akcentów. Związki, które są najbardziej popularne w naszej kulturze, tak czy owak zakładają dążenie do jak najdłuższego trwania, bycia oparciem. Nawet jeśli jakieś rzeczy wewnątrz tego związku się renegocjuje. I nawet jeśli wiele takich związków po latach się jednak rozpada.

Natomiast model przedstawiony w książce mówi: zapomnij o stałym oparciu. Każdy może odejść w każdej chwili, ale gdy mamy w zapasie kilku partnerów, to ten co odszedł może zostać zastąpiony kimś innym.

Rozumiem, że komuś może to odpowiadać. Ale dla mnie to jest życie w ciągłej niepewności i stresie. A z drugiej strony w poczuciu, że w gruncie rzeczy wszystko jedno, czy oparcie daje mi Jasiu, Stasiu, czy Franiu. Obawiam się, że z tego może wyniknąć powierzchowność relacji.
# 192012.07.14, 17:18

fiutomanka
Jeszcze powiem wam coś. Autorki książki próbują pogodzić ogień z wodą. Z jednej strony brak stałości, trwałego zobowiązania, oparcia, co do którego można się spodziewać, że będzie trwało przez lata. Z drugiej strony eliminowanie zazdrości. Te dwie rzeczy nie są do pogodzenia, bo jedna wpływa negatywnie na drugą.

Brak trwałego zobowiązania powoduje niepokój o przyszłe wybory partnera, a więc zazdrość. Trwałe zobowiązanie powoduje natomiast zwiększoną pewność co do przyszłych priorytetów partnera, a więc obniża zazdrość.

Dlatego z mojego punktu widzenia najlepszy byłby związek niemonogamiczny, ale z założeniem, że dążymy do trwałości, stabilizacji, stałego oparcia, przewidywalności.

Tylko stabilność i przewidywalność może spowodować rezygnację z zazdrości. Promowana w książce płynność i nieprzewidywalność tylko utrudnia tę rezygnację. To utopia nie biorąca pod uwagę źródeł ludzkich emocji.
# 202012.07.14, 17:59

Gunia
@fiutomanka: Zazdrość to tylko uczucie, tak jak złość, radość, smutek, irytacja. Nie da się z niej całkowicie zrezygnować, więc ten postulat uważam za utopijny. Ale da się z nią żyć. Zazdrość nie musi doprowadzać nas do szału, nie jest przyjemnie odczuwać zazdrość, ale będąc w stałym związku musimy się liczyć z tym, że w jakimś momencie ją odczujemy. Natomiast nasza zazdrość nie oznacza, że musimy ograniczać swoje życie do takich sytuacji, w jakich nam ona nie grozi. Jeśli ceną za brak zazdrości jest nuda w łóżku i w życiu, to czasem lepiej wystawić się na jej przypływy.

Co do poszukiwania oparcia w kimś innym przez dorosłe osoby, zależy to w dużej mierze od norm kulturowych. W Polsce jest tak, że się liczy na innych i to jest ok (chociaż często jest się rozczarowanym) w Danii liczy się na siebie i na państwo i rozczarowania są rzadsze i nie tak gorzkie. Partner to nie polisa ubezpieczeniowa na życie, nie mam żadnej pewności, że gdyby jutro samochód przetrącił mi kręgosłup, mój mąż nadal uważałby, że związek ze mną jest tym, czego chce i co go satysfakcjonuje. Mój kręgosłup mój problem i tak jest lepiej niż, kiedy w imię miłości ktoś musi wyrzec się życia, tak jak to robią w Polsce np. dzieci zniedołężniałych rodziców. Miłość wtedy kwaśnieje i psuje się i w końcu zaczyna do złudzenia przypominać nienawiść. Miłość to wolność. Dzieciom należy się oparcie i wsparcie do czasu a dorośli niech stoją na własnych nogach. Moje osobiste doświadczenie wskazuje zresztą, że w kłopotach bardziej można się wesprzeć na (nawet nie tych najbliższych) przyjaciółkach niż na najbardziej oddanym miśku.
# 212012.07.15, 07:03

fiutomanka
To jest prawda w przypadku osób, które traktują partnera per misiek.
Natomiast nie w przypadku osób, które, tak jak ja, traktują (stałego) partnera jako najlepszego przyjaciela.

Pomyśl o swojej najlepszej przyjaciółce. Czy wasza przyjaźń jest płynna i bez przerwy renegocjowana? Chyba byłoby ci ciężko, gdyby twoje przyjaciółki funkcjonowały na takiej zasadzie, jaką proponuje ta książka - ciągłe zmiany, ciągłe renegocjacje zasad.

Dla ciebie bezustanne renegocjacje i płynność związków z partnerami seksualnymi jest akceptowalna, ponieważ masz oparcie w przyjaciółkach. Wtedy nie musisz szukać oparcia w partnerach seksualnych. Samo w sobie to jest OK. Ale to oznacza, że związki z tymi partnerami seksualnymi nie są zbyt głębokie. W takich warunkach utrzymywanie poligamii jest proste.

Nawet się zastanawiam w tej chwili. . . jeśli utrzymujemy związek erotyczny z osobą, która nie jest naszym przyjacielem, to logicznie rzecz biorąc wyłączność w takim związku nie ma w ogóle sensu. Opiera się ona tylko na poczuciu erotycznej zazdrości o partnera, że dlaczego kto inny sypia z moim miśkiem. I rzeczywiście to nie jest duży powód do zazdrości, z taką zazdrością można walczyć. Z miśkami można realizować taką poligamię jaka postulowana jest w książce. Ale z prawdziwymi przyjaciółmi chyba nie bardzo.
# 222012.07.15, 10:19

Gunia
@fiutomanka: No właśnie, że tak nie jest. Napisałam, że nie chodzi o bardzo bliskie przyjaciółki. Moje relacje z innymi (przyjaciółmi i przyjaciółkami) też są renegocjowane i płynne. Z niektórymi kiedyś spotykałam się codziennie lub przynajmniej raz w tygodniu, gadałyśmy o wszystkim itp. teraz one mają dzieci mężów i jak nam się uda spotkać raz na rok, to uważamy to za osiągnięcie. Niektóre spotkałam pół roku temu i na razie świetnie się dogadujemy, ale kto wie jak długo to potrwa. Niektóre niestety zdziadziały i w ogóle mi ich nie brakuje itp. Skupianie całego swojego życia wokół jakiejś ograniczonej liczby osób prędzej czy później staje się obciążające.

I wręcz przeciwnie, bardzo kocham mojego męża i wydaje mi się, że jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, ale wiem, że gdyby nasze małżeństwo się zakończyło, to razem z nim skończyłaby się ta przyjaźń. Myślę, że gdybym była bardzo zależna od mojego męża, to czułabym się bardziej zagrożona przez uczucie zazdrości. To nie jest tak, że ja nie jestem zazdrosna, kiedy jakaś idiotka uwiesi się na moim mężu na przyjęciu i nie daje się zniechęcić od szeptania mu do ucha pomimo, że ja siedzę mu niemalże na kolanach i wszystko słyszę (prawdziwa historia). Po prostu zazdrość jest naturalną koleją rzeczy i nie widzę sensu z nią walczyć. Musiałabym albo być z kimś, kogo nikt inny i tak by nie zechciał, albo musiałabym roztoczyć tak wielką kontrolę nad moim mężem, aby nie było szans, że mnie zdradzi i zostawi. To już lepiej od czasu do czasu pobyć zazdtosną, bo obie alternatywne strategie są na dłuższą metę do d. . .

A co do mojego stosunku do związku, to mam nadzieję, że będziemy razem już na zawsze, ale akceptuję fakt, że może też być inaczej. Nikt nie jest właścicielem drugiej osoby. Możliwe, że kiedyś on zechce czegoś innego, możliwe, że ja, kto wie co się stanie jutro? Dlatego stałość jest tylko ułudą, niezaleznie od tego czy związek jest mono czy poligmiczny. Zdarzało mi się 'wyrastać' z wielich miłości, facet moich marzeń po pół roku wydawał mi się zasmarkanym dupkiem. Kto wie, kim będzie mój mąż dla mnie za 5 lat, kim ja będę dla niego.
# 232012.07.15, 11:32

fiutomanka
Może czegoś nie zrozumiałam, ale twój przekaz wydał mi się trochę niespójny. Mówisz, że dalsze przyjaciółki nieraz okazują ci więcej wsparcia niż mąż, ale potem mówisz, że mąż jest twoim dobrym przyjacielem. . . ?
# 242012.07.15, 15:16

Gunia
Mówię, że nigdy nie wiem kto mi pomoże w potrzebie a kto nie. Często zdarzyło mi się, że kiedy bliskie mi osoby się na mnie wypięły, niespodziewanie otrzymałam bezinteresowną pomoc od kogoś, kogo uważałam za zaledwie koleżankę. Mąż jest moim dobrym przyjacielem, ale to nie znaczy, że zawsze mogę na niego liczyć. O nikim nie mogę tego powiedzieć z całą pewnością. Ale to już jest bardzo daleko od tematu poliamorii.

Sama mam do tematu podejście ostrożne, bo nie wiem czy to coś dla mnie na dłuższą metę. Z pewnością łatwiej jest dojść do porozumienia i być lojalnym wobec jednej osoby niż wobec wielu, których interesy mogą czasem być ze sobą sprzeczne. Myślę, że dlatego model 1+1 ciągle jest najbardziej rozpowszechniony.

Poliamoria wymaga lepszej logistyki i infrastruktury. Jeden chłop nie dałby rady nadążyć z naprawami w domach 3 kobiet i własnym, więc chyba poliamoria zakłada brak takich przysług. Ergo trzeba być zupełnie samodzienym i samowystarczalnym, a taniej jest jeść i mieszkać razem. Związek monogamiczny daje mnóstwo takich małych bonusów jak wspólne rozliczenie podatkowe, wspólne zakupy do domu itp. Z kolei jeśli w związku poliamorycznym jedna osoba ma te wszystkie bonusy, a inne mają tylko seks, to może im to w pewnym momencie przestać odpowiadać.

Ja jestem straszną materialistką, zazdrośnie strzegę swojej własności. Jak długo mój mąż nie wydaje na swoje przyjemności więcej niż jest jego, to się nie wtrącam, ale jakby miał utrzymywać czyjeś dzieci, albo podróżować z kimś innym za wspólne oszczędności, mógłby się pojawić problem. . .
# 252012.07.15, 18:00

fiutomanka
"Mąż jest moim dobrym przyjacielem, ale to nie znaczy, że zawsze mogę na niego liczyć. "

Widocznie mamy doświadczenie z innego typu związkami. Choć błędy zdarzają mu się jak każdemu, ale ja zakładam, że na mojego partnera zawsze mogę liczyć. Tego od niego oczekuję i to działa w moim związku. Ponieważ mam tak dobrze, to funkcjonowanie w związku, gdzie nie mogłabym liczyć na partnerów byłoby dla mnie obniżeniem dobrostanu życia.

I od razu wyjaśnienie. Nie, nie jestem kobietą bluszczem i gdy piszę "liczyć na kogoś" to mam na myśli pomoc w prawdziwych problemach życiowych, a nie uwieszanie się na męskiej szyi i wyręczanie we wszystkim. Chodzi mi właściwie głównie o wsparcie psychiczne. Lecz nie jestem też stuprocentowo samowystarczalna. Mogę być. Tak bywało dawniej, że musiałam i byłam. Ale mój komfort psychiczny był wtedy niższy i nie miałabym ochoty wracać to tego stanu.
# 262012.07.15, 18:53

Gunia
@fiutomanka: To dowodzi tylko tego, że ludzie sa różni i mają różne potrzeby i priorytety. Może dla niektórych poliamoria to jest to.

A jeżeli chodzi o niezależność, to psychiczna jest dużo istotniejsza od materialnej. Wiele bogatych kobiet utrzymuje agresywnych idiotów, narkomanów i alkoholików, bo są od zależne emocjonalnie, tymczasem niezależność materialna jest w Europie w zasięgu możliwości każdej kobiety.
# 272012.07.15, 19:05

fiutomanka
Zależność psychiczna to co innego niż wsparcie psychiczne. Gdyby ideałem związku był brak potrzeby wsparcia psychicznego, to związki w ogóle nie miałyby sensu. Po co wtedy w ogóle związek z facetem? Seks nie czyni związku. Uczucie fascynacji drugą osobą nie czyni związku. Miłość? Czym jest miłość dla osoby, która potrzebę wsparcia psychicznego zrównuje z zależnością psychiczną?
# 282012.07.15, 21:38

Rosa
Nie wiedzialam, czy wtracac sie do tego flejma, ale spoko. napisze z wlasnego doswiadczenia. Kochamy dowody anegdotyczne

po pierwsze primo, fiutomanko, monogamia nie niweluje zazdrosci w kazdym wypadku. Moje monogamiczne zwiazki byly nia wypelnione. Balam sie, by moja "druga polowka" nie odeszla i nie zostawila pustki w moim zyciu. Poza tym te watpliwosci- moze to jednak nie ta mi przeznaczona druga polowka? Moze musze jeszcze szukac? Ile to jeszcze potrwa?

W wypadku poligamii wiem, ze dana osoba jest ze mna, bo naprawde tego chce, a nie dlatego, ze przeciez "trudno tak samemu/samej", bo naprawy, bo ktos musi nosek podcierac kiedy smutno. TO jest wlasnie powierzchowne: nie jestem z tymi osobami, bo widze w nich moja mityczna "druga polowe", tylko ich prawdziwe, osobiste zalety. Traktuje kazdego indywidualnie.


# 292012.07.16, 06:32

fiutomanka
Rosa, dyskutujesz z nie-moimi tezami. Nie powiedziałam przecież, że monogamia niweluje zazdrość w każdym wypadku. Nic nie mówiłam też o byciu w związkach z powodu wiary w istnienie mitycznej drugiej połowy.
# 302012.07.17, 00:58

Rosa
Wydawalo mi sie, ze tak wlasnie sie wyrazilas, Fiutomanko. Ze monogamia niweluje zazdrosc z reguly. Dlatego polemizowalam. Mialam dluzej popolemizowac, ale po wpisaniu kodu nie mialam juz sil pisac:D

Owszem, nic nie piszesz o tzw. "drugiej polowce". Madrze z Twojej strony. Dla Ciebie jeden partner jest najbardziej oddanym przyjacielem, dobranym nie z powodu mitu, ale takze z powodu wlasnych osobistych cech, przy czym jestes pewna, ze dany przyjaciel nigdy w potrzebie nie zawiedzie. Ale nasze kulturowe bajki mowia wlasnie o tym. Placzemy przy nich i marzymy o takim metafizycznym polaczeniu dusz. I czasem gardzimy tymi, ktorzy ta metafizyke odrzuca. Wcale nie twierdze, ze konkretnie Ty gardzisz. Nie chcialo mi sie po prostu dalej flejmic, wiec wrzucam nowy punkt widzenia;)
# 312012.07.17, 09:33

Gunia
Nie ma ludzi niezawodnych, ja nie jestem niezawodna i nie oczekuję tego od nikogo. Mąż nie zawsze ma wsparcie psychiczne w pogotowiu, kiedy jest potrzebne, często bywa, że jest zmęczony i chce tylko świętego spokoju (i może coś do jedzenia). Inni ludzie mają własne problemy i uwspólnienie problemów w związku, czasem prowadzi tylko do tego, że zamiast coś rozwiązać, ma się więcej problemów.

Ja po pewnych burzliwych zawirowaniach wprowadziłam bardzo ścisły rozdział 'mojego' od 'niemojego', w związkach z facetami, ale też ze znajomymi. Nikt nie musi być zawsze do dyspozycji w razie mojej niedyspozycji i ja również wybieram, kiedy chcę się w coś zaangażować, a kiedy po prostu wzruszam ramionami. Naprawdę polecam każdemu. Porządkuje i ułatwia życie, pozwala uniknąć zawodów i nieporozumień. Niezbędne przy poliamorii i aby nie zwariować.

podobne artykuły

Czułość i seks – czego tak naprawdę pragniesz?
Pod rozległym pojęciem seksu mieści się też niedostrzeżona jako odrębny impuls potrzeba bycia obejmowanym, otaczanym troską innej osoby, niańczonym i zapewnianym o miłości nie dlatego, że przyniosło się do domu pensję czy upiekło placek, ale po prostu dlatego, że się istnieje.
 
Wspaniałego Seksu w Nowym Roku! Wyczaruj sobie Piękny Seks z odpowiednim partnerem!
Czego Ci życzę z okazji Nowego Roku? Cudownej Miłości i Cudownego Seksu!
 
Kobieta, która pragnęła mężczyzny
Moja przyjaciółka, nazwijmy ją Diana, wychowywała się bez ojca. Nie pamiętała go, ale w jej domu zawsze się z niego żartowało lub mówiło źle o nim.
 
Miłość jest kobietą
Sądzę, że chyba nie ma kobiety, która choć raz nie pomyślałaby o innej przedstawicielce swojej płci z fascynacją, adoracją lub podziwem.
 
Niecodzienne przygotowania do małżeństwa
Chcesz się wzruszyć? Zobacz, jak ta para jednego dnia ”podróżuje w czasie”, żeby zobaczyć, jakimi partnerami będą dla siebie za długie lata...
 

najnowsze artykuły

Przytulanki-głaskanki o neo-tantrycznym zabarwieniu - Wrocław, 3 czerwca
seksualność kobiet » wiadomości
Przytulanki-głaskanki o neo-tantrycznym zabarwieniu - Wrocław, 3 czerwca
komentarze (1)
Ukoj nerwy, zrelaksuj się, zawrzyj nowe znajomości – przytul się z nami i przekonaj, że dotyk to magia! Przytulanie wzmacnia odporność, zmniejsza stres i sprawia, że robi nam się bardzo przyjemnie! Zapisz się na Głaskanki-Przytulanki już dziś i zgarnij bonus o mówieniu NIE!
 
Ciało zaczęło mówić, a ja byłam zmuszona słuchać - Alexandra Pope o cyklu i menopauzie
seksualność kobiet » miesiączka
Ciało zaczęło mówić, a ja byłam zmuszona słuchać - Alexandra Pope o cyklu i menopauzie
Angielskie słowo blessing (błogosławieństwo) pochodzi od dawnego bloedsen, czyli „krwawić”.
 
Period Fest, czyli święto miesiączki w Poznaniu
seksualność kobiet » wiadomości
Period Fest, czyli święto miesiączki w Poznaniu
Już jutro startuje chyba pierwszy taki (?) miesiączkowy festiwal w Polsce. Będą wykłady, warsztaty, koncerty, i wystawa ”Czerwona”.
Dzieje się! A ja się bardzo cieszę!
 
Życie po porodzie. Na wesoło
seksualność kobiet » humor
Życie po porodzie. Na wesoło
Ten filmik mnie porwał!
 
Jak wrócić do satysfakcjonującego życia seksualnego po porodzie?
seksualność kobiet » macierzyństwo
Jak wrócić do satysfakcjonującego życia seksualnego po porodzie?
komentarze (3)
Powrót do satysfakcjonującego życia seksualnego po narodzinach dziecka może być bułką z masłem, ale może również okazać się nie lada wyzwaniem.
 







zobacz też

”Romantyczna kochanka” kontra rzeczywistość

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter