dział: film

50 murów Greya, czyli magnetyzm toksycznej miłości

Voca Ilnicka
dodano: 2015.02.18
Moim zdaniem film jest tak dobry, jak książka zła. Naprawdę! A osoba, która napisała scenariusz, Kelly Marcel, dokonała niemożliwego, i chociaż koniec końców film nie rzucił mnie na kolana, to poruszył.

Pójść do kina na "50 twarzy Greya", to zupełnie co innego niż pójść na pierwszy z brzegu film. Dlaczego? Bo "Grey" to cała instytucja, która od kilku lat sprzedaje dokładnie taką wizję erotyki, która masom się podoba, a mnie odrzuca. Bo gdy czytałam "Greya", to raz po raz musiałam powstrzymywać odruch wymiotny. Gdyby nie fakt, że jestem pilną redaktorką portalu o seksie, nie przebrnęłabym przez to "arcydzieło".


Tak więc do kina szłam uprzedzona. Raz uprzedzona, bo wiedziałam, na podstawie czego zrobiony jest film (fuj!). Drugi raz uprzedzona przez znajomych z branży, którzy także oglądali go chyba bardziej z powodów zawodowych, niż z chęci zakosztowania wykwintnej sztuki erotycznej dodanej do popcornu.


Moim zdaniem film jest tak dobry, jak książka zła. Naprawdę! A osoba, która napisała scenariusz, Kelly Marcel, dokonała niemożliwego, i chociaż koniec końców film nie rzucił mnie na kolana, to poruszył. Zobaczyłam pierwszy kadr: piękne szare niebo, usłyszałam dźwięki piosenki "I put a spell on you" i dałam "Grey'owi" szansę. To był dobry wybór. W przeciwieństwie do moich znajomych - nie nudziłam się. Uważnie obserwowałam Anę i Christiana, by z tej na pozór banalnej historyjki wyciągnąć nieco inne wnioski...


Film to nie książka i nie jest o seksie


To bardzo ważne. Bo osoby, które będą szukać w filmie "erotycznych atrakcji" mogą się poczuć srogo zawiedzione. Tandetna erotyka, która jest rdzeniem powieści, w filmie jest szczątkowa i niekoniecznie tandetna - raczej niezrozumiała i niezgodna z zasadami realnego BDSM.


Film to film i rządzi się własnymi prawami. Po pierwsze i najważniejsze: nie jest to film o seksie. Ani o seksualności. Ani nawet o perwersyjnej erotyce. To ani Shainberg (pamiętacie Greya z filmu "Sekretarka"?), ani Almodovar, ani nawet "Wilgotne miejsca". Erotyka, a raczej pejcze i packi tutaj to jedynie scenografia. To jest film, trochę bajka, w głównej mierze o miłości i tym, jak przed nią się bronić. Bajka dlatego, że mimo wszelkich zabiegów ekipy filmowej - wciąż mamy do czynienia z współczesną wersją Kopciuszka, ale gdy pominiemy mało wiarygodne i niejasne motywacje bohaterów, to nagle odnajdziemy się w samym środku smutnej, lecz bardzo prawdziwej historii miłosnej. I tutaj zaczyna się robić naprawdę ciekawie.


Don't you know you are toxic?


Mnie zafascynowała liczna grupa odbiorców (odbiorczyń!) zarówno książki, jak i filmu. Dlaczego tak wiele ludzi chce to czytać i oglądać? Bo para głównych bohaterów to para everymanów - związek jakich wiele. Może nie każda absolwentka wiąże się z milionerem, ale wiele kobiet wiąże się z Greyem, mężczyzną, który nie czuje i boi się poczuć cokolwiek.


Pozornie władczy Christian choruje na podobną chorobę, co bohaterka "Nimfomanki" - ucieka przez czuciem. Ucieka przed miłością i... prawdziwym seksem! Spreparowany pokój zabaw to jedyne terytorium, na którym w zbliżeniu seksualnym czuje się bezpiecznie. Przepraszam: "w pieprzeniu" - bo jednak to, co mówi, że się nie kocha, tylko pieprzy, jest świętą prawdą. Seks w jego wykonaniu nie ma nic wspólnego z bliskością. Po orgazmie zwiewa, żeby przypadkiem czegoś nie doświadczyć; czegoś, czego nie było w planie. Przerażające jest to, że ten nieakceptujący siebie mężczyzna, ten, który się lęka się wyjąć fiuta, zanim nie unieruchomi kobiety - tak by ona nie mogła nieco zmodyfikować perfekcyjnie zaplanowany scenariusz pieprzenia - stał się ostatnio symbolem kochanka XXI wieku.


Grey nie pozwala się dotykać, chce o wszystkim decydować, nie akceptuje Any, chce ją urobić pod własne widzimisię. Ale - czy to takie rzadkie? A skąd! Śmiem twierdzić, że większość z nas miewa takie zapędy - właśnie w związkach. Ana zaś - jak wiele kobiet - święcie wierzy, że "on się zmieni". W tym są idealnym przykładem współczesnej pary. Nawet pierwsze słowa, która padają w filmie odnoszą się do tego, że człowieka zmienić nie można. A tu Grey czeka aż Ana dociągnie do jego standardów uległej niewolnicy, a Ana aż on "znormalnieje". Tradycyjne damsko-męskie iluzje. Na dodatek Grey sądzi, że skoro Ana się z nim spotyka, całe jej życie i wszystkie sprawy należą do niego. Wciąż powtarza: jesteś moja. Jest wściekły, gdy ta postanawia odwiedzić matkę. Dla niego związek to posiadanie drugiej osoby na własność. Ana jest zabawką w jego rękach. Na jej miejscu mogłaby być każda - byle tylko potulna i cicho wykonująca rozkazy.


grey1.jpg
Christian i Ana - para jakich wiele

Sądzę, że na tym polega największy magnetyzm pary - są równie pogubieni i toksyczni jak większość z nas. Oglądając ich, patrzymy na siebie: być może Grey jest równie niedostępny, jak Twój mąż; być może Ty wciąż, zupełnie jak Ana, wierzysz, że on się zmieni. Cała reszta to tylko nieważny dodatek. Ale ponieważ dodatek "ma coś wspólnego z seksem" - dla większości osób to będzie na pierwszym planie.


Za siedmioma górami, za siedmioma murami...


Jest taka scena, w której Grey wyznaje, że jest, delikatnie mówiąc, niedoskonały na 50 sposobów. Moim zdaniem brak mu tylko jednego - odwagi, aby dać siebie kochać. Nienawidzi siebie. Uważa się za potwora. Nie chce żadnej zmiany (Ja się nie zmienię, Anastazjo!) i nie wierzy, że zasługuje na miłość (Nie możesz mnie kochać, Anastazjo). Jest idealną ilustracją do książek takich jak "Toksyczne związki" czy "Mężczyźni, którzy nie potrafią kochać".


Odgrodził się od świata 50 murami. Nie chce czuć, nie lubi niespodzianek, nie chce być zaskakiwany, nie chce oddać kontroli. Dziki (niezaplanowany, spontaniczny) seks go nie interesuje. Mam głębokie przekonanie, że jest beznadziejnym kochankiem (może dlatego wybrał dziewicę, która nie ma porównania?). Oraz że potrzebuje dobrego terapeuty. Absolutnie nie po to, aby "skończyć z perwersją", ale po to, aby pozwolić się dotykać własnej dziewczynie.

grey2.jpg
Po zabawie do łóżka marsz. (Ja śpię sam, Anastazjo)

"50 twarzy Greya" jako edukacja seksualna?


Znów wracam do powieści, bo porównania są nieuchronne. Seks w filmie zdecydowanie jest na plus. Po pierwsze: nie musimy czytać całych stron tandetnych opisów nierealistycznego seksu. Pstryk, znikły! Po drugie: Anastazja już nie przeżywa stu nierealistycznych orgazmów. Liczba orgazmów, które naliczyłam w czasie seansu, to: zero. Właśnie tak. Po trzecie: to, co widzimy, jest i całkiem realistyczne, i całkiem przyjemne dla oka. Erotycznych scen "grejowych" jest może ze trzy, z czego jedna długa, ładna. Zastanawiająca jest scena pierwszego razu Any - to on decyduje, że musi rozpakować swoją zabawkę, by "pozbyć się problemu", a ona po prostu na to przyzwala, trudno mówić tutaj o nawet jakiejś wyraźnej zgodzie. Gdzie więc podział się koncept konsensualnego seksu? Zresztą - przy możliwościach Christiana (i życiowych, i seksualnych) - ten pierwszy raz wydaje mi się blady. Skoro ma on w zwyczaju darowywać jej samochody i latać z nią odrzutowcem, dlaczego nie wziął chociaż jednej świecy, żeby stworzyć dziewczynie nastrój?


Na plus zdecydowanie zaś zaliczam ciała i wygląd bohaterów. Ana nie jest idealną dziewczyną - żadną tam seks bombą: ma podkrążone oczy i nieduże piersi - i to jest bombowe! Grey zaś nie jest wydepilowany do granic możliwości: na klacie ma włosy i blizny. Uff... koniec z perfekcjonizmem, nawet w "najbardziej pożądanym filmie roku"! Na dodatek oboje mają włosy łonowe. Mam nadzieję, że dzięki temu rzesze nastolatków oswoją się z tym faktem. Gdyby jeszcze kamera pokazała nierówne wargi sromowe Any - to był już w ogóle było idealnie. Ale... poczekajmy na następną część.


Grey jako rozrywka


Ten film ma ładne zdjęcia (sam kadr początkowy jest przepiękny), dobrą muzykę, zabawne sceny. Jest utrzymany w klimacie romantycznej komedii, chociaż bez happy endu - to również jest ciekawe, bo łamie schemat, a wymęczona dziewczyna mówi twardo "nie" i odchodzi. Sceny erotyczne - jak na "Greya" - mogłyby być dłuższe, lepsze, bardziej elektryzujące, ale nawet takie jak są, są ładne (szczególnie ta z piórkiem). Oglądanie historii Kopciuszka jest miłe i odprężające: wnętrza są ładne, samochody szybkie, nie ma strzelaniny i krew się nie leje (nawet ta menstruacyjna). Słowem: kawałek miłej rozrywki dla miłych ludzi i dramat współczesnej pary w tle. Nie arcydzieło, ale całkiem sprawnie opowiedziany film. A na koniec akcent patriotyczny - Grey gra Szopena. Nasze najbardziej polskie, przejmujące i ponure Preludium e-moll, Op. 28 . Bardzo pasuje do tego deszczowego Seattle.

 

komentuj









































autor:


komentarze: (1 - 2)

czytaj wszystkie komentarze:  »
# 12015.02.18, 15:37

Biały Kruk
Przeczytałem recenzję z dużą przyjemnością. Miło jest (po kilku latach od premiery książki!) trafić w końcu na kogoś, kto w historii o Greyu i Anie widzi ludzi uwikłanych w toksyczną relację, a nie tylko tandetny seks/zboczenie i promocję przemocy domowej. Wygląda na to, że reżyserka rzeczywiście wyciągnęła z tej historii to, co było w niej najlepsze, pozbywając się przy okazji całej tej taniej otoczki. Bo BDSM to jednak jest tylko kostium, w który ubiera się czyjąś relację - zdrową lub nie.
# 22015.04.23, 16:59

Tadek
Film ogląda się z przyjemnością :)

podobne artykuły

Uległość to mój dar dla Ciebie
Na co dzień ciężko nazwać mnie osobą uległą. Jest wręcz przeciwnie – dominuję w otoczeniu, śmiało wyrażam własne zdanie, często wchodzę w rolę lidera grupy, skutecznie protestuję, gdy ktoś przekracza moje granice.
 
50 nudnych twarzy Greya i antyseksualna bohaterka XXI wieku
W seksie nie ma absolutnie nic dla niej. Ona to robi „tylko z miłości”. Mimo że uprawia seks i to nawet całkiem dużo i dość różnorodnie – niczego w nim dla siebie nie odkrywa. Orgazm „dostaje”, gdy „jest grzeczna”. I nie ma absolutnie żadnych zastrzeżeń do tego paragrafu umowy, w którym jest napisane, że nie może sobie sama sprawiać seksualnej przyjemności – bo ona przecież i tak tego nie robi! I to jest właśnie „seksualna bohaterka XXI wieku”.
 
50 odcieni rzeczywistości...
Zapoznałam się zarówno z całą trylogią E.L James, jak i artykułami Rudej i Ewy. Zgodzę się z opinią, iż główna bohaterka orgazmy przeżywa lawinowo, lecz pamiętajmy, że to tylko książka.
 
Słów jeszcze kilka o Christianie Grey’u
Przeczytałam tekst Rudej i przyznam, że ja również czytałam „50 twarzy Greya” z narastającym niedowierzaniem. Z pewnością są takie dziewczyny, jak Ana Steele, które osiągają orgazm pochwowy i sutkowy przy pierwszym stosunku. Zapewne spotyka się je tak „często” jak bajecznie bogatych młodych i wolnych Christianów Greyów.
 
Pierwszy raz w kontekście ”50 twarzy Greya”
9 grudnia przypadało interesujące święto: Dzień Dziewic. Rok temu z tej okazji popełniłam tekst pełen refleksji o tym, czym właściwie jest owo dziewictwo i dlaczego tak chętnie używamy tego terminu. Wyszło na to, że jest to termin niejednoznaczny i często sprowadzony do bardzo wąskiego zakresu. O samej utracie dziewictwa nie wspominając: powszechnie uważa się, iż jest to po prostu pierwsze włożenie penisa do pochwy. Jeśli dziewczyna jeszcze tego nie zaznała, pozostaje dziewicą. Cała reszta zachowań seksualnych wydaje się tutaj zupełnie pominięta i zepchnięta na margines. Tyle tytułem krótkiego wstępu. Tekst bowiem ma traktować zgoła o czym innym.
 

najnowsze artykuły

To słowo na M
seksualność kobiet » masturbacja
To słowo na M
Nie, nie chodzi o ”M jak miłość”. Chodzi o tę rzekomo brzydką czynność, która z miłością może mieć mało wspólnego. Tak, M jak Masturbacja. Zwana inaczej autoerotyzmem, onanizmem czy samogwałtem (swoją drogą, czy to słowo nie insynuuje, że jest to gwałt, czyli coś wymuszonego?). Naznaczona taką ilością przesądów, tabu i niedopowiedzeń, że może lepiej zostawić ten temat i iść do domu?
 
Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
seksualność kobiet » książki
Czy rodzenie to babska sprawa i ile byś zapłacił położnej?
komentarze (1)
A przecież, jeśli chcemy dotrzeć do rdzenia seksualności i poznać kobiety w ich seksualnej mocy, to opowieści porodowe będą jednym z tych tematów, w których owa moc najpełniej będzie się manifestować. Dlatego, mężczyzno, jeśli chcesz ujrzeć Boginię w kobiecie, która żyje obok Ciebie, sięgnij po tę książkę!
 
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
seksualność kobiet » tożsamości
Czy ma być do lizania, czy gryzienia? Gastroseksualna
Czy gotowanie dla kobiety to obowiązek i codzienność, a dla faceta to rytuał uwodzenia?Nie zgadzam się! Kocham gotować i jestem gastroseksualna.
 
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
seksualność kobiet » seks
Sylwestrowe fajerwerki, czyli orgazmy, ejakulacja i nie tylko
Nie wyglądam, jak idealna, seksowna kobieta według mediów i magazynów mody, a w Sylwestra tego roku przeżyłam seks, o jakim nawet nie śniłam.
 
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
seksualność kobiet » wiadomości
Zabawa w ujawnianie sekretów - rozstrzygnięcie
komentarze (1)
”Znów jestem spóźniona”. Znacie to zdanie? Z czym Wam się kojarzy? Z seksem w tle to jest tylko jedna okoliczność. Dziś jednak nie o nią chodzi, ale o dzień spóźnione rozstrzygnięcie naszej zabawy. Ale lepiej późno niż wcale. Dziękuję za Waszą cierpliwość!
 









zobacz też

”Sklepy cynamonowe” - Tłuja na śmietniku

Sonda

Jestem
  • Kobietą
  • Mężczyzną
  • Inne

zobacz wyniki »
subskrybuj nasz newsletter